Ksiądz stoi za nazistowską akcją przeciwko osobom LGBT

Ksiądz Tomasz Kancelarczyk założył na Facebooku wydarzenie „Odkażanie”. Chodzi o akcję „oczyszczania” placu Solidarności i innych miejsc w Szczecinie, w których miały przebywać osoby homoseksualne. Akcja jest organizowana z udziałem członków PiS i Młodzieży Wszechpolskiej. Złożymy zawiadomienie do prokuratury, zapowiada Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.  

Organizatorzy „Odkażania” nawołują szczecinian, by w sobotę 14 września (w dniu, w którym w sąsiedztwie – na pl. Żołnierza – zbierają się uczestnicy Marszu Równości) przyszli ze środkami dezynfekującymi w celu oczyszczenia placu oraz innych miejsc ze „szkodników i zanieczyszczeń”. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych nie ma wątpliwości, że cała akcja jest nawiązaniem do nazistowskiej propagandy, w której porównywano ludzi do insektów, śmieci, chorób, zarazków – a więc jest to propagowanie nazizmu. Będziemy domagali się zatrzymania tych osób, postawienia ich przed sądem i skazania, informuje OMZRiK.

Wydarzenie „Odkażanie” zostało już usunięte z Facebooka, ale OMZRiK zrobił zrzut z ekranu. Na swoim profilu na Facebooku Ośrodek podkreśla: Ksiądz Tomasz Kancelarczyk w panice usuwał wszelkie informacje łączące go z Młodzieżą Wszechpolską oraz politykami PiS. Starał się za wszelką cenę pozacierać ślady, że to on wymyślił, namówił i zorganizował w Szczecinie akcje dezynfekcji miejsc, w których miały przebywać osoby homoseksualne.

Ksiądz Tomasz Kancelarczyk znany jest m.in. z tego, że  stoi na czele Bractwa Małych Stópek i organizuje w Szczecinie marsze pro-life. Trzy tygodnie temu uczestniczył w akcji „obrońców Kościoła”, którzy zablokowali w Szczecinie międzynarodową akcję Baby Shoes Remember. Akcja piętnowała ukrywanie przez hierarchów przestępstw pedofilskich duchownych i upamiętniała cierpienia dzieci będących ofiarami księży.

Źródła: facebook.comszczecin.wyborcza.pl

Ksiądz Andrzej A. poraził turystę paralizatorem. Unika kary

Skazany ksiądz Andrzej A., który dotkliwie poraził paralizatorem człowieka, unika kary. Sąd, na wniosek kuratora sądowego, właśnie zawiesił mu wyrok wykonywania prac społecznych.

Ks. Andrzej A. razi paralizatorem

Ks. Andrzej A. razi turystę paralizatorem.
Kadr z monitoringu

W czerwcu 2016 roku turysta z rodziną i yorkiem na smyczy wszedł na teren otaczający sanktuarium Marii Śnieżnej na Górze Iglicznej, choć nie wolno wprowadzać tam psów. Nie spodobało się to księdzu pro­bosz­czo­wi An­drze­jo­wi A., zat­rud­nio­ne­mu w sank­tu­ar­ium jako kus­tosz. Du­chow­ny szyb­kim kro­kiem pod­szedł do męż­czyz­ny i – co wi­dać na fil­mie z mo­ni­to­rin­gu – dwa razy raził go ukrytym w rękawie paralizatorem, krzycząc: „Wynocha stąd”. Turyści wezwali policję i pogotowie. Ranionego karetka musiała zawieźć do pobliskiego szpitala. 

W toku prowadzonego śledztwa i po analizie filmu z monitoringu widać wyraźnie, ze tuż przed atakiem proboszcz nie ostrzegł turysty, ani nie próbował go poprosić, by się dostosował do zakazu wprowadzania psów. Ksiądz tłumaczył, że użył paralizatora w obronie własnej. Zeznania świadków i nagranie z monitoringu tego nie potwierdziły, powiedział prowadzący sprawę prokurator.  

Księdzu groziło nawet do 3 lat więzienia, ale sąd potraktował go łagodnie. Skazał go na 10 miesięcy prac społecznych – każdego miesiąca duchowny miał wykonywać 30 godzin tych prac. Jednak ksiądz odwołał się od tego wyroku. Ksiądz robi wszystko, by nie pracować społecznie. Wstydzi się tego, że będzie musiał zamiatać ulice, mówi jeden z wiernych.

W procesie apelacyjnym duchowny przekonywał, że czerwone ślady na brzuchu turysty powstały nie w wyniku porażenia, lecz po tym, jak „siłą naporu mężczyzna, próbując zaatakować, uderzył się o narzędzie, wpadając na nie”. Sąd apelacyjny nie przyjął tego tłumaczenia i utrzymał wyrok.

Ksiądz Andrzej A., proboszcz sanktuarium Marii Śnieżnej

Ks. Andrzej A.: ‚mężczyzna, próbując zaatakować, uderzył się o narzędzie, wpadając na nie’

Miejsce wykonania prac społecznych przez duchownego miał wyznaczyć kurator sądowy. Ale zamiast tego złożył wniosek o zawieszenie wykonania kary. Powodem miał być zły stan zdrowia księdza Andrzeja A.

Sąd Rejonowy w Kłodzku pozytywnie rozpatrzył ten wniosek i zawiesił wykonywanie prac społecznych przez księdza. Zdecydowała opinia biegłego, który stwierdził, że obecny stan zdrowia księdza nie pozwala mu na wykonywanie pracy.

Wiadomo jednak, że stan zdrowia nie przeszkadza duchownemu w wykonywaniu pracy kustosza w sanktuarium na Górze Iglicznej. Ksiądz Andrzej A. nie ma również problemów z odprawianiem mszy.

Mimo prawomocnego wyroku, biskup świdnicki Ignacy Dec nie wyciągnął żadnych konsekwencji wobec skazanego księdza.

Źródła: www.tvn24.pl, natemat.plpikio.pl

Nauczycielka prześladowana za zdjęcie krzyża wygrała przed sądem

W szkole doszło do dyskryminacji ze względów światopoglądowych – uznał wrocławski Sąd Apelacyjny w sprawie nauczycielki szykanowanej za to, że zdjęła krzyż w pokoju nauczycielskim. Szkoła musi wypłacić nauczycielce  5 tys. zł odszkodowania i przeprosić ją w lokalnej prasie.

Nauczycielka Grażyna Juszczyk

Nauczycielka Grażyna Juszczyk: ‚Szykany były nie do zniesienia’

W 2013 roku w pokoju nauczycielskim Zespołu Szkół Sportowych w Krapkowicach zawieszono krzyż z inicjatywy księdza katechety, nie pytając nauczycieli o zdanie. Nigdy wcześniej nie było tam tego symbolu. Nauczycielka matematyki Grażyna Juszczyk postanowiła zdjąć krzyż, tłumacząc, że nikt nie konsultował jego zawieszenia z nauczycielami.

Jestem osobą niewierzącą, a krzyż kojarzy mi się ze śmiercią i okrucieństwem. Nie chciałam być nim epatowana w miejscu pracy, dlatego zdjęłam go ze ściany i położyłam na najwyższej półce w pokoju nauczycielskim, wyjaśnia Grażyna Juszczyk.

Szykany w szkole

W szkole rozpoczęło się dochodzenie, gdy zniknął krzyż, ale nauczycielka nie ukrywała, że to ona go ściągnęła. Zwołano radę pedagogiczną, na której zdjęcie krzyża nazwano kradzieżą, grożono również policją. Sugerowano, że kradnę w szkole jeszcze jakieś inne rzeczy, mówi matematyczka. Dyrekcja wystawiła jej oficjalne upomnienie, część nauczycieli przestała z nią rozmawiać. Pogorszyło się jej zdrowie, poszła na zwolnienie lekarskie, bo – jak wspomina – szykany były nie do zniesienia. Proponowano mi zwolnienie się z pracy, mówi nauczycielka. Postanowiła wytoczyć szkole proces.

Nauczycielka była dyskryminowana

We wrześniu ubiegłego roku sąd w Opolu uznał, że nauczycielka była dyskryminowana przez dyrekcję szkoły, molestowana psychicznie. Szykanowano ją ze względu na bezwyznaniowość i regularnie upokarzano, co naruszało jej godność. Sąd przyznał Grażynie Juszczyk 5 tys. zł odszkodowania i nakazał szkole przeprosiny w lokalnej prasie.

Szkoła jednak odwołała się od tego wyroku; apelacją złożyła również prokuratura, która uznała, że konflikt wywołała sama nauczycielka, a działania szkoły nie były dyskryminacją, tylko zmierzały do rozwiązania konfliktu.

Publiczne upokorzenie za ateizm 

31 stycznia 2017 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu  podtrzymał wyrok sądu pierwszej instancji. Uznał, że dyrekcja postępowała złośliwie i chodziło jej o publiczne upokorzenie nauczycielki za to, że deklarowała się jako ateistka.

W uzasadnieniu sąd podkreślił, że proces nie rozstrzygał, czy krzyż może wisieć w szkole, lecz dotyczył konsekwencji, jakie dotknęły nauczycielkę po zdjęciu krzyża. A były one bardzo dotkliwe – straciła szacunek i autorytet, musiała pójść na urlop zdrowotny, pomawiano ją o inne kradzieże w szkole oraz oskarżano o gorszenie innych pracowników. 

Dyrektor liczył na interwencję ministra

Grażyna Juszczyk z ulgą przyjęła decyzję sądu. Powiedziała, że teraz pragnie tylko usłyszeć przeprosiny, choć nie wierzy, by mogły być szczere. Dyrektor jeszcze przed pierwszym wyrokiem powiedział mi, że ma ogromną nadzieję, iż minister Ziobro nie dopuści, abym tę sprawę wygrała. Jego zdaniem żyjemy w państwie wyznaniowym, w którym chrześcijanie są na uprzywilejowanej pozycji, powiedziała nauczycielka.

Nie wiadomo, czy minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro osobiście interweniował w tej sprawie, wiadomo natomiast, że prokuratura nie musiała uczestniczyć w tym procesie i wkroczyła do niego z własnej inicjatywy dopiero po tym, gdy sąd pierwszej instancji przyznał rację nauczycielce. 

Źródła: opole.wyborcza.pl, www.tvn24.pl

Ks. Paweł Bortkiewicz uważa, że miejsce opozycji jest w więzieniu

Miejscem aktywności polityków opozycji „powinny być kabarety, najlepiej zakładane za więziennym murem” , powiedział ks. prof. Paweł Bortkiewicz, wykładowca Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie Andrzeju Dudzie.

W felietonie dla Telewizji Trwam ksiądz Bortkiewicz pochwalił obecną władzę oraz potępił działania opozycji, zwłaszcza jej grudniowy protest w Sejmie.

Ktoś chce pracować nad tym, jak mają żyć polskie rodziny, ile pieniędzy przeznaczyć na rozwój przemysłu, edukacji, zbrojeń, na pomoc społeczną, na usługi zdrowotne. A ktoś kpi z tej pracy, bełkocze o sprawach zupełnie niezwiązanych z przedmiotem obrad, mówiąc językiem współczesnym – lansuje sam siebie. A później ten bełkot zostaje nazwany patetycznie „walką o wolność”, powiedział ksiądz przed kamerą TV Trwam.

Prezydent Andrzej Duda i ksiądz Paweł Bortkiewicz

Prezydent Andrzej Duda i ksiądz Paweł Bortkiewicz podczas powołania członków Narodowej Rady Rozwoju

Opozycja jako „banda przygłupów”

Posłów opozycji, protestujących przeciwko nieprawidłowościom przy uchwalania budżetu i przeciwko ograniczeniom praw dziennikarzy w Sejmie ksiądz nazwał „pseudobojownikami”. Wielu z nas zapamięta tych ludzi, przepraszam za określenie, jako bandę przygłupów, mówił wykładowca UAM. Jego zdaniem, dla takich ludzi nie może być i nie mam miejsca w polityce. Ich właściwym miejscem aktywności powinny być kabarety, ale najlepiej takie, które byłyby zakładane za więziennym murem.

Naukowcy protestują

Część poznańskiego środowiska naukowego jest zbulwersowana słowami ks. prof. Pawła Bortkiewicza. Określanie przeciwników politycznych mianem „przygłupów” i publiczne postulowanie, by znaleźli się w więzieniu świadczy o skrajnej tendencyjności i o postawie niegodnej uczonego, profesora teologii chrześcijańskiej, czytamy w liście podpisanym przez grupę naukowców UAM.

Ich zdaniem, język, którym posługuje się ksiądz Bortkiewicz to publiczna zachęta do aktów nienawiści, a być może i przemocy fizycznej wobec wszystkich zwolenników i obrońców porządku konstytucyjnego. Naukowcy przypominają, że demokratyczna opozycja działa legalnie, a jej protesty to następstwo łamania praw obywatelskich i Konstytucji.

Źródła: wiadomosci.onet.pl, poznan.wyborcza.pl

Kolejna próba katolickiej cenzury. „Spektakl godzi w chrześcijaństwo”

Katoliccy fundamentaliści protestowali w Kłodzku przeciwko spektaklowi „Męczennicy”. Sztukę, która wcześniej zdobyła wiele nagród, zaatakował miejscowy ksiądz, a poseł PiS próbował przedstawienie wstrzymać.

Na godzinę przed rozpoczęciem spektaklu przed budynkiem Centrum Kultury w Kłodzku zebrało się kilkadziesiąt osób, które nie widziały tej sztuki, ale nie życzyły sobie, aby obejrzeli ją inni. Grupa na znak protestu odmówiła modlitwę. Wysłano też zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na obrazie uczuć religijnych.

Cała sztuka jest obrazoburcza, skandaliczna, pokazuje takie złe chrześcijaństwo, wariactwo religijne. Dało nam to asumpt do tego, aby powiedzieć: wystarczy tego bezeceństwa, obrażania, powiedział jeden z uczestników protestu.

Sztuka nie spodobała się księdzu

„Męczennicy” Mariusa von Mayenburga to opowieść o nastolatku, który pod wpływem Biblii przeobraża się w fanatycznego entuzjastę chrześcijaństwa. Przedstawienie wyreżyserowała Anna Augustynowicz, która otrzymała za to pierwszą nagrodę na 14. Festiwalu Dramaturgii Współczesnej w roku 2014. Spektakl był już wystawiany w kilku polskich miastach.

''Męczennicy'', Marius von Mayenburg

Sztuka Męczennicy nie podoba się niektórym katolikom i dlatego – ich zdaniem – nikt nie powinien jej oglądać

W recenzji zamieszczonej w portalu dziennikteatralny.pl czytamy, że sztuka niemieckiego dramatopisarza stwarza okazję do rzeczowej wymiany poglądów: czy religia wpływa na nasze wybory? Co to jest religijny fundamentalizm? Czy można porównywać dzisiejszych zamachowców i niegdysiejszych męczenników? Czy uczucia i motywacje czynów religijnych różnią się od pozostałych uczuć i motywacji naszych działań? Czy dzisiejsza religijność jest szczera? Tych pytań może być więcej. Na pierwszy plan wysuwa się problem rozgraniczenia sfer religijnej (zamkniętej w Kościele?) i praktyczno-racjonalnej.

Tymi pytaniami nie są jednak zainteresowani oburzeni katolicy. Do protestu zainspirował ich ksiądz  Roman Tomaszczuk, redaktor „Gościa Niedzielnego” na terenie diecezji świdnickiej, który obejrzał wcześniej „Męczenników” w Nowej Rudzie i napisał na ten temat krytyczny felieton. Zdaniem księdza, sztuka sugeruje, że homofobia, antysemityzm, przemoc, hipokryzja i faszyzm wzięły się na świecie „przez chrześcijaństwo”. Księdzu nie spodobało się też zdanie z tekstu sztuki: „Jezus jest gejem i może pieprzyć trzech króli, i woła, i osła”.

Zamknąć usta krytykom chrześcijaństwa

O przesłaniu sztuki można dyskutować wówczas, gdy się tę sztukę obejrzy. Jednak grupa katolików w Kłodzku postanowiła nie dopuścić do pokazania spektaklu. O jego odwołanie zaapelował poseł PiS Michał Dworczyk, pisząc w tej sprawie list do burmistrza.

Wystawienie spektaklu budzi poważne wątpliwości, ponieważ zawiera on treści obrażające uczucia religijne katolików i godzące w chrześcijaństwo, napisał poseł Prawa i Sprawiedliwości. Przesłanie dramatu (…) jest de facto manipulacją tekstem Biblii oraz propaguje i umacnia stereotypy uderzające w religię chrześcijańską.

Burmistrz Michał Piszko nie odwołał jednak sztuki i spektakl się odbył. Nie będę cenzurował sztuki, powiedział burmistrz.

Wydział Kryminalny policji zajmuje się sztuką teatralną

Po spektaklu katolicki radny powiatu kłodzkiego Jerzy Dec zapowiedział, że złoży zawiadomienie o złamaniu prawa. Dodał, że zrobi to również poseł PiS Michał Dworczyk.

Sąd to rozstrzygnie, a jest to jednoznaczne złamanie paragrafów Konstytucji, który mówi o ochronie naszych praw jako wyznawców katolicyzmu i jako osób, które mają pełne prawo do wyznawania swoich wierzeń w kraju, powiedział radny Jerzy Dec. Nie wyjaśnił, w jaki sposób spektakl teatralny utrudnia katolikom wyznawanie swoich wierzeń.

Komenda Powiatowa Policji w Kłodzku potwierdziła, że otrzymała zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Sprawą zajmuje się Wydział Kryminalny, powiedział podinspektor Krzysztof Kulak. Trudno na tę chwilę powiedzieć, czy wszczęte zostanie dochodzenie, czy odmówi się jego podjęcia.

Źródła: dkl.doba.pl, wroclaw.wyborcza.pl, dkl24.pl, www.dziennikteatralny.pl