Włoski biskup nie chce krzyży w szkołach. Polscy katolicy w szoku

Katolicki biskup Chioggi sprzeciwił się burmistrzowi Padwy, gdy ten wydał rozporządzenie o wprowadzeniu krzyży w szkołach oraz miejscach publicznych – pisze polski katolicki portal PCh24.pl, nazywając tę informację „skandaliczną”.

Burmistrz Padwy, Massimo Bitonci

Burmistrz Padwy Massimo Bitonci: ”Ręce precz od tych krucyfiksów, bo pożałujecie”

Burmistrz Padwy, Massimo Bitonci, sprawuje swój urząd z ramienia prawicowej Ligi Północnej. Po raz pierwszy zrobiło się o nim głośno kilka lat temu, kiedy był burmistrzem miasta Cittadella – zadecydował wówczas, że ubodzy, bezrobotni i bezdomni nie będą mogli uzyskać pozwolenia na zamieszkanie w mieście. O tym nie wspomina katolicki portal PCh24.pl, ani o tym, w jaki sposób Bitonci zakomunikował swoją decyzję o obowiązku wieszania krzyży w szkołach i urzędach Padwy. Burmistrz napisał na swoim profilu na Facebooku: „Teraz każdy urząd i każda szkoła otrzyma ładny obowiązkowy krucyfiks, ofiarowany przez miasto. Ręce precz od tych krucyfiksów, bo pożałujecie”.

Biskup Tessarollo: to nie służy walce o wiarę 

Niezadowolenie z decyzji burmistrza Padwy wyraził biskup Chioggi, Adriano Tessarollo. Oświadczył, że to rozporządzenie nie służy walce o wiarę i Kościół, ponieważ istnieją „inne sposoby obronny katolickich wartości”. Nie sprecyzował jednak jakie, zauważa z przyganą portal PCh24.pl, po czym strofuje włoskiego hierarchę: Postawa biskupa jest absurdalna, nawet jak na „nasze czasy”.

Biskup Adriano Tessarollo

Biskup Adriano Tessarollo: ”Kościół nie powinien nigdy prowadzić bitew przez Krzyż”

Stanowisko biskupa wywołało silne kontrowersje, na które sam zainteresowany odpowiedział słowami: „Nie chciałbym robić z tego tragedii”. Dodał potem niejasno pisze PCh24.pl – że jego zdaniem „Kościół nie powinien nigdy prowadzić bitew przez Krzyż”. 

Biskup wrogiem krzyża?

Portal przypomina, że jeszcze niedawno Konferencja Episkopatu Włoch walczyła o prawo do krzyży w miejscach publicznych z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. W oficjalnym stanowisku włoscy biskupi napisali wówczas, że „ekspozycja krzyży w szkołach publicznych ma duże znaczenie dla uczuć religijnych i tradycji narodów europejskich”. Jak widać, nie wszyscy biskupi w to wierzą, ubolewa PCh24.pl i przypomina stanowisko papieża Benedykta XVI, który w 2006 roku na spotkaniu z katolickimi prawnikami potępił „wrogów krzyża”.

Polska reakcja: ekskomunikować biskupa!

Postawa biskupa Tessarollo wprawiła w osłupienie katolickich internautów w Polsce: Zwariował? Ekskomunika! Własnym sądem się potępił. Nie może już sprawować kultu i urzędów kościelnych, pisze jeden z nich. Inny zastanawia się, czy biskup może czegoś się „nawąchał”, jeszcze inny stawia diagnozę: Obawiam się, że opisywany biskup jest po prostu niewierzący. 

Pamiątka po faszystach?  

Obowiązek wieszania krzyży we włoskich szkołach i urzędach wprowadził faszystowski reżim Benito Mussoliniego w latach 20. ubiegłego wieku – przypomina włoska agencja prasowa ANSA. Konstytucja Włoch z 1948 roku deklaruje świeckość państwa, ale kolejne włoskie rządy nigdy nie odwołały dekretów Mussoliniego o obowiązkowych krzyżach. W związku z tym w wielu włoskich szpitalach, sądach i szkołach wciąż wiszą krucyfiksy.

Źródła: www.pch24.pl, www.ansa.it, www.independent.co.uk

Kościół nie jest uprzywilejowany? Wolne żarty

Szokującą niekompetencją grzeszy wywiad z prof. Wiktorem Osiatyńskim, zamieszczony w ostatnim numerze „Newsweeka”, oznajmia Marcin Przeciszewski, szef Katolickiej Agencji Informacyjnej. Tak komentuje wywiad, w którym znany prawnik, pisarz i działacz społeczny wyraża przekonanie, że Polska powinna wypowiedzieć konkordat.

Marcin Przeciszewski

Szef Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcin Przeciszewski: ”Kościół katolicki w Polsce nie jest uprzywilejowany”

Marcin Przeciszewski uważa, że  konkordat nie przyznaje Kościołowi w Polsce jakichś szczególnych przywilejów, lecz po prostu zapewnia elementarne standardy współczesnej demokracji, obecne w większości państw Unii Europejskiej. Szef KAI przekonuje, że Kościół katolicki nie jest pod żadnym względem bardziej uprzywilejowany niż jakikolwiek inny Kościół w Polsce. Przeciszewski zapewnia też, że Kościół katolicki we wszystkich swoich działaniach przestrzega  polskiego prawa i w ogóle nie kieruje się prawem kościelnym, co sugeruje profesor Osiatyński.

Z szefem Katolickiej Agencji Informacyjnej nie zgadza się Aleksandra Pawlicka, dziennikarka, która przeprowadziła wywiad z Wiktorem Osiatyńskim.

Dowody na uprzywilejowaną pozycję Kościoła katolickiego

Marcin Przeciszewski twierdzi, że Wiktor Osiatyński nie ma racji, uznając, że konkordat daje Kościołowi uprzywilejowaną pozycję w państwie, pisze Aleksandra Pawlicka i pyta, czym jest w takim razie grożenie posłom ekskomuniką, gdy będą głosowali za ustawą o in vitro? Jako dowody na uprzywilejowaną pozycję Kościoła dziennikarka wskazuje również dominację religii w szkole, domaganie się wpisywania z niej ocen na świadectwie szkolnym oraz wyeliminowanie w praktyce lekcji etyki.

Aleksandra Pawlicka

Dziennikarka Aleksandra Pawlicka: ”Od państwa wyznaniowego dzieli nas tylko krok”

Kolejne dowody to nagonka na gender w celu ochrony patriarchalnej struktury społecznej, będącej istotą Kościoła katolickiego, a także  przyprawienie rogów lekarzom wypisującym recepty na środki antykoncepcyjne czy, nie daj Boże, decydującym się na wykonanie aborcji, gdy ciąża pochodzi z gwałtu, zagraża życiu matki albo płód jest nieuleczalnie chory.

Dziennikarka przypomina niedawną krucjatę na rzecz klauzuli sumienia będącej de facto deklaracją wiary. Czyż nie jest ona dowodem uprzywilejowanej pozycji Kościoła?, pyta Aleksandra Pawlicka i zwraca uwagę, że tej krucjacie lekarze, aptekarze i nauczyciele są wspierani przez biskupów i w efekcie powstaje oczekiwanie, że wymiar sprawiedliwości usankcjonuje nowy porządek.

„Chodzi o zakneblowanie ust”

A czym jest, panie Marcinie, zdejmowanie przedstawień, zwalnianie dyrektorów zgodnie z wolą kościelnych hierarchów, tylko dlatego, że ktoś działanie tych artystów lub menadżerów mógł uznać na obrazę uczuć religijnych?, pyta dziennikarka. Czyżby inne uczucia się nie liczyły? Na przykład uczucia matki zmuszonej przez profesora Chazana na urodzenie dziecka skazanego na cierpienie i śmierć? Albo uczucia ucznia skazanego na szkolny ostracyzm, bo nie idzie do komunii?

Zdaniem Aleksandry Pawlickiej, Wiktor Osiatyński ma rację mówiąc, że jesteśmy tylko o krok od państwa wyznaniowego. Mamy w Polsce wszystkie te zjawiska, które występują w państwie fundamentalistycznym, a różnica jest tylko taka, że wciąż możemy o tym rozmawiać. W kraju fundamentalistów mielibyśmy zakneblowane usta, pisze dziennikarka. I o to – jak rozumiem chodzi. Nie powinniśmy nawet o tym mówić.

Źródła: polska.newsweek.pl, opinie.newsweek.pl

Polska powinna wypowiedzieć konkordat

Powinniśmy wypowiedzieć konkordat. W przeciwnym razie Polska stanie się państwem fundamentalistycznym – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” profesor Wiktor Osiatyński

Jesteśmy w pół drogi, mówi Wiktor Osiatyński zapytany, czy Polska jest państwem wyznaniowym. Klauzula sumienia została wykorzystana przez Kościół oraz część środowisk prawicowych jako oręż w wojnie o stworzenie w Polsce państwa wyznaniowego, w którym prawo państwowe jest podporządkowane prawu bożemu, rozumianemu głównie jako nakazy Kościoła katolickiego. 

Prof. Wiktor Osiatyński

Prof. Wiktor Osiatyński – socjolog, prawnik, konstytucjonalista. Wykłada na uniwersytetach w Europie i Stanach Zjednoczonych

Zmierzamy ku pań­stwu wyz­na­nio­we­mu me­to­dą fak­tów do­ko­na­ny­ch, bez zmian w Konstytucji, przy po­mo­cy in­ter­pre­ta­cji pra­wa. W przy­pad­ku klau­zu­li su­mie­nia pra­wo jas­no mó­wi, że obo­wią­zuje ona le­ka­rza czy pie­lęg­niar­ki, gdy znaj­dą się w sy­tu­ac­ji de­cy­do­wa­nia o za­koń­cze­niu ży­cia ludz­kie­go. Zda­niem Osia­tyń­skie­go, roz­cią­ga­nie tej klau­zu­li na in­ne za­wo­dy – mó­wi się na przyk­ład o  ap­te­ka­rzach – to aber­ra­cja.

Rozszerzenie klauzuli sumienia może oznaczać prawo odmowy udzielenia pomocy medycznej, np. gejom. Ale także dzieciom urodzonym z in vitro, ludziom chorym na raka, u których ból zwalcza się dużymi dawkami morfiny. Problem pojawia się wtedy, gdy Kościół dostaje od państwa zielone światło do subiektywizowania prawa. Wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi ludzkie życie i wolność wyboru, musi być jasno określone, co wolno, a czego nie, bo w przeciwnym razie silniejsi narzucą swoją wolę słabszym, mówi Wiktor Osiatyński. Tak właśnie zaczyna się dziać w Polsce.

Odzyskać język na rzecz wolności

Po klauzuli sumienia czeka nas debata o in vitro. Debaty światopoglądowe są zawsze gorące, nawet gdy wiadomo, że nie doprowadzą do zmiany w prawie. Wartością dodaną, a nierzadko celem takiej debaty jest przesunięcie granic społecznego przyzwolenia. Najlepiej obrazuje to bitwa o język, pierwsza wygrana przez fundamentalistów bitwa w wojnie światopoglądowej. Jedna z najbardziej restrykcyjnych ustaw w Europie zwie się u nas kompromisem aborcyjnym. Zarodek – dzieckiem poczętym, wskazuje prof. Osiatyński. Język narzuca sposób myślenia, wartościowania, oceny. Odzyskiwanie języka na rzecz wolności to pierwszy krok, który trzeba wykonać, aby przeciwstawić się państwu wyznaniowemu.

Wprowadzając ustawę aborcyjną w 1993 roku odwoływano się do prawa naturalnego. Ale w III RP pierwszy krok w kierunku wykorzystania prawa naturalnego zrobił nie Sejm, uchwalając ustawę aborcyjną, lecz Trybunał Konstytucyjny kierowany przez prof. Andrzeja Zolla, który w prezencie przed wizytą papieża zdelegalizował aborcję na podstawie zasady demokratycznego państwa. Konia z rzędem temu, kto mi udowodni, że prawo do życia w państwie demokratycznym musi zawierać prawo do życia od poczęcia, mówi prof. Osiatyński. Ten niesamowity wygibas erystyczny, prawny i intelektualny zapoczątkował proces, który potem się nasilał i krok po kroku wychodził poza prawo.

Polska wolna od konkordatu byłaby przyjaźniejszym krajem

Później przyjęto konkordat, którego skutki widać dopiero po latach – najbardziej w przypadku ofiar pedofilii. Uznanie, że Kościół nie jest zobowiązany do zgłaszania przestępstw natury moralnej organom ścigania, bo ma swoje procedury, było karygodnym błędem. Dziś już wiemy, jak te procedury wyglądają i jak bardzo szkodliwe było przyjęcie konkordatu.

Powinniśmy konkordat wypowiedzieć. Zgadzam się z prof. Janem Hartmanem, który mówi, że Polska wolna od konkordatu byłaby cieplejszym i przyjaźniejszym krajem do życia, zaznacza Osiatyński. Kościół stałby się zwykłym podmiotem życia publicznego, a nie uprzywilejowaną w państwie i prawie instytucją. Ta uprzywilejowana pozycja sprawiła, że religia, w swoich założeniach oparta na miłości bliźniego, ustąpiła miejsca instytucji ferującej wyroki, ziejącej jadem, nienawiścią i zemstą.   

Zdaniem Osiatyńskiego, Kościół wiele zyskał dzięki generałowi Jaruzelskiemu, który wprowadzając stan wojenny i zakazując działalności wszystkich instytucji i organizacji, pozostawił tylko Kościół. Tym samym wepchnął do niego Polaków. Pamiętam czasy Solidarności roku 1980. Związek zawodowy był sceptyczny wobec Kościoła, robotnikom nie podobały się mądre i łagodzące wystąpienia kard. Wyszyńskiego, ale stan wojenny to zmienił. Od 13 grudnia wszystko mogło odbywać się tylko w kościele. Przez Kościół szła pomoc, w kościele odbywały się spotkania. Społeczeństwo obywatelskie stało się społeczeństwem kościelnym. Wybory 1989 roku też wygrał Kościół, wszystkie wiece dziękczynne odbywały się przed ołtarzami. Później przyszedł za to rachunek.

Podstępna strategia Kościoła

Dzisiaj polskie partie polityczne przyzwalają, jawnie albo po cichu, na zawłaszczanie państwa przez Kościół. Prof. Ewa Łętowska stwierdziła ostatnio, że Kościół prowadzi podstępną strategię: gdy chodzi o konfitury – odzyskiwanie majątków, fundusz kościelny czy naukę religii w szkole – występuje jako instytucja i domaga się przywilejów przynależnych instytucji. Natomiast gdy chodzi o sprawy światopoglądowe, Kościół występuje jako reprezentant wiernych, broniąc rzekomo ich praw.

Rzekomo, bo w gruncie rzeczy chodzi o ograniczanie praw innych ludzi, zaznacza Osiatyński. Na przykład ludzi, którzy nie chcą, aby pan Chazan został obwołany świętym, skoro sprzeniewierzył się zasadom etyki lekarskiej, oszukując pacjentkę i pozwalając na cierpienia skazanego na śmierć płodu. Ludzi, którzy nie chcą narzucenia ogółowi norm religijnych, od których nie będzie skutecznego odwołania w sądzie, u rzecznika praw obywatelskich czy w Trybunale Konstytucyjnym. W Polsce jest bardzo silny konflikt, właściwie fundamentalistyczny, który dotyczy i Smoleńska, i spraw moralno-światopoglądowych. 

Trzeba być stanowczym wobec fundamentalizmu

Jedna strona nie przekona drugiej, ale chodzi o to, aby mogły współżyć, zachowując neutralność. I aby mogły prowadzić uczciwą debatę, mającą na celu przekonanie do siebie środka. Smoleńsk jest doskonałym przykładem na to, co się dzieje, gdy o ten środek się nie walczy. Przez pierwszy rok po katastrofie była słyszana w przestrzeni publicznej tylko jedna strona i liczba ludzi wierzących w spiskową teorię zamachu zdecydowanie wzrosła, mówi Wiktor Osiatyński.

Jego zdaniem, skutek może przynieść tylko drastyczna strategia. Dlaczego, jeśli ruchy pro-life pokazują zdjęcia płodów po aborcji, nie pokazać zdjęć zdeformowanego dziecka, o którego życie walczył pan Chazan? Dlaczego pozwalać księżom, aby uzurpowali sobie prawo do decydowania o kobietach? Trzeba pokazywać ogrom nieszczęść ludzi skrzywdzonych przez fundamentalistów. Trzeba domagać się respektowania prawa.

Jeśli lekarz podpisuje deklarację wiary, to niech informację o tym umieszcza na drzwiach gabinetu, aby pacjent wiedział, że nie znajdzie u niego pomocy. Niech placówka zdrowia, która bierze choćby pięć złotych z publicznych pieniędzy, ma bezwzględny obowiązek informowania, gdzie pacjent znajdzie pomoc, której pracownicy tej placówki nie chcą mu udzielić. W zderzeniu z fundamentalizmem trzeba być jak on stanowczym. Trzeba uznać, że rachunek III RP wobec Kościoła został już spłacony.

Źródło: polska.newsweek.pl

Inkwizycja Picnic

Przynajmniej nie oszukujmy się. Awantura wokół „Golgota Picnic” nie dotyczy granic wolności słowa w konfrontacji z poszanowaniem uczuć religijnych innych ludzi pisze profesor Wojciech Sadurski.

Wojciech Sadurski - profesor nauk prawnych, filozof prawa i konstytucjonalista

Wojciech Sadurski – profesor nauk prawnych, filozof prawa i konstytucjonalista

Obraza nie ma miejsca, jeśli łatwo jej uniknąć. Mogę nie iść do teatru, gdy z góry wiadomo że sztuka może mnie zranić. Nie muszę iść do muzeum, skoro wiem, że dzieło mnie zgorszy, albo na koncert, gdzie wiem, że artysta mnie oburzy.

Obraza, zgorszenie, pogwałcenie uczuć występują, gdy jestem zaatakowany przez obrazy, słowa lub zachowania, których nie mogę łatwo uniknąć, wskazuje profesor Sadurski. A to oznacza, że w sprawie głośnego spektaklu chodzi o coś innego i autor wymienia trzy cele, którego jego zdaniem przyświecają protestującym.

1. Mobilizacja społeczna

Środowiska fundamentalistyczne mobilizują się w obliczu wydarzeń, takich jak „Golgota Picnic” albo występy jakiegoś „satanisty”, zwraca uwagę Wojciech Sadurski. Tego rodzaju wydarzenia są ważną racją  istnienia tych środowisk jako zwartych grup tożsamościowych: grupy te szukają powodów do oburzenia i poczucia wiktymizacji; uwielbiają czuć się ofiarą, bo dzięki temu zyskują poczucie godności i możliwość zaznaczenia swojej kolektywnej tożsamości.

Nic nie spaja tak dobrze, jak poczucie prześladowania, zauważa profesor i dodaje, że z tego powodu fundamentalistyczni politycy, działacze społeczni i publicyści z wielką gorliwością poszukują wszystkiego, czym można by się oburzyć.

2. Narzucanie ideologicznej ortodoksji

Próba wykluczenia z przestrzeni publicznej poglądów nieakceptowanych przez fundamentalistów to drugi aspekt awantury wokół „Golgoty Picnic”. Nie chodzi tu o obronę przed poglądami sobie niemiłymi, ale wprost o to, by tych innych poglądów nie było w publicznej strefie. By ich nie można było wypowiedzieć, by nie można było ich publicznie artykułować i bronić, podkreśla profesor. Zauważa, że u podłoża takiej postawy tkwi głębokie przekonanie o słabości własnego światopoglądu. Bo nie jest on silny, skoro tak łatwo może być podważony przez kilkoro artystów występujących przed grupką widzów, którzy dobrowolnie kupili bilety, przewidując, co zobaczą.

3. Zastraszanie

Chodzi o naprężenie muskułów, o pokazanie swoim oponentom: patrzcie, możemy was zakrzyczeć, zastraszyć, przepędzić – a państwo jest słabiutkie, nic nam nie zrobi, schowa się za węgłem.  Zdaniem autora, na tym tle widać szczególną bezczelność i butę osób – np. takich jak Tomasz Terlikowski – które najpierw rozkręcają kampanię zastraszania, a potem upokarzają artystów, zarzucając im, że są cieniasami i tchórzami.

To rechot mięśniaka, który wie, że wygrał ze słabeuszem, ocenia prof. Sadurski, ale zaznacza, że to poczucie siły jest złudne. Przypomina, że John Stuart Mill pisał, iż z natury skłonni jesteśmy uważać za niestosowne lub obraźliwe wypowiedzi zawierające niemiłe dla nas treści, z którymi nie potrafimy sobie łatwo poradzić. Człowiek przekonany o swej racji nie domaga się cenzury dla racji przeciwnych, pisze profesor i dodaje: Może to jest dla nas, liberałów, jakiś pozytywny wydźwięk całej tej awantury.

Źródło: wojciechsadurski.natemat.pl