Religijni lekarze zobowiązują się do łamania prawa

Trzy tysiące lekarzy zobowiązało się do łamania polskiego prawa. Co na to minister zdrowia? – pisze Agata Dziduszko-Zyglewska.

Wanda Półtawska, przyjaciółka Jana Pawła II, prowadziła przez ponad 30 lat Instytut Teologii Rodziny przy Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. W dużej mierze to jej refleksji na temat rodziny kobiety na całym świecie zawdzięczają anachroniczną i uprzedmiotawiającą je politykę polskiego papieża, która objawiała się m.in. takimi działaniami, jak jego niesławny list do arcybiskupa Sarajewa, który nakazywał zgwałconym w czasie wojny kobietom rodzić dzieci poczęte w wyniku gwałtów, czy dokument Ordinatio Sacerdotalis, w którym papież stanowczo ukrócił marzenia katoliczek o kapłaństwie, ponieważ nie widział żadnego powodu, żeby kobiety współrządziły wielomilionową wspólnotą wiernych, która co najmniej w połowie składa się z kobiet właśnie.

Poglądy Wandy Półtawskiej, nieprzyjaciółki bezpłodnych par i afrykańskich dziewczynek, wpłynęły też zapewne na nieustępliwość papieża w kwestii stosowania metody in vitro, a także antykoncepcji. Do tej pory z powodu epidemii HIV/AIDS co roku umiera w Afryce około miliona ludzi, którzy zgodnie z zaleceniami Kościoła katolickiego nie stosują prezerwatyw, ale posiłkują się innymi niepotępionymi tak skutecznie metodami profilaktyki. Na przykład wielu mężczyzn wierzy, że przed zakażeniem chroni stosunek z dziewicą.

Teraz Wanda Półtawska, przyjaciółka Radia Maryja, zaapelowała do polskich lekarzy, żeby podpisali tzw. deklarację wiary. Napisana kuriozalnym, archaicznym, stylizowanym na Stary Testament językiem deklaracja zobowiązuje ich do łamania Przyrzeczenia Lekarskiego (to współczesny odpowiednik Przysięgi Hipokratesa) oraz obowiązującego w Polsce prawa. A niezwiązanym „świętym sakramentem małżeńskim” zakazuje w ogóle używania penisów i wagin!

''Deklaracja wiary''

Kamienne tablice z tekstem tzw. deklaracji wiary, którą podpisało trzy tysiące polskich lekarzy, zobowiązując się do łamania Przyrzeczenia Lekarskiego oraz obowiązującego w Polsce prawa

Ale po kolei. Wanda Półtawska, nieprzyjaciółka ateistów i innowierców, sformułowała swoją deklarację w sześciu punktach, z których pięć uniemożliwia uprawianie zawodu lekarza. Każdy potencjalny pacjent polskiej służby zdrowia powinien dla własnego bezpieczeństwa uważnie przeczytać ten dokument.

Punkt pierwszy: WIERZĘ w jednego Boga, Pana Wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz swój.

Ten punkt jest najlżejszy i nie uniemożliwia uprawiania zawodu lekarza. Tylko co ja, jako pacjentka, mam zrobić z informacją, że lekarz, do którego przyszłam, wierzy w Pana Wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz swój, albo że wierzy w Latającego Potwora Spaghetti?

Mogę ją oczywiście potraktować jako ostrzeżenie. Dlatego każdy lekarz, który podpisał deklarację wiary, powinien wysłać informację o tym do Ministerstwa Zdrowia i przybić ją na drzwiach swojego gabinetu – tak byłoby uczciwie wobec pacjentów.

Punkt drugi: UZNAJĘ, iż ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne:
– ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca,
– moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga. Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę.

Od kiedy pierwszy szaman podał pierwszy wywar pierwszemu pacjentowi, medycyna zajmuje się walką z tak ujętymi prawami natury. A praca lekarza w dużej mierze polega na dotykaniu, otwieraniu, zszywaniu, wstawianiu sztucznych części i podawaniu ratujących życie leków. Zgodnie z Przyrzeczeniem Lekarskim lekarz ma też obowiązek „stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mu się wynaleźć i udoskonalić”. Zatem człowiek, który wierzy, że ciało ludzkie jest nietykalne, a „zejście z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga”, i który próbuje swoich sił w zawodzie lekarza, stanowi poważne zagrożenie dla nieszczęśników, którzy zostaną jego pacjentami. Łamie także polskie prawo, które, jak wiadomo, zezwala na sztuczne zapłodnienie, stosowanie antykoncepcji i przerywanie ciąży w określonych sytuacjach, a w ustawie o planowaniu rodziny określa prawa reprodukcyjne obywateli.

Punkt trzeci: PRZYJMUJĘ prawdę, iż płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej. Jest nobilitacją, przywilejem, bo człowiek został wyposażony w narządy, dzięki którym ludzie przez rodzicielstwo stają się „współpracownikami Boga Samego w dziele stworzenia” – powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim.

Punkt trzeci zawiera brawurową teorię płci jako przywileju (od razu nasuwa się pytanie: kim są nieuprzywilejowani?) oraz surowy zakaz pozasakramentalnego używania narządów płciowych. A więc dyskryminuje osoby żyjące w związkach innych niż katolickie małżeństwa, a także osoby samotne, bezpłodne pary i osoby LGBTQ. Każdy psycholog, seksuolog i ginekolog, który się pod tym podpisze, musi w efekcie zrezygnować z wykonywania zawodu, ponieważ nie będzie w stanie pomóc swoim pacjentom.

Ponieważ Wanda Półtawska, nieprzyjaciółka wszystkich, którzy lubią seks, nie wspomina o dyspensie na sikanie, nieżonaci puryści będą zapewne musieli unikać dotykania penisa, „który stanowi sacrum w ciele ludzkim” także podczas tej jakże popularnej czynności. Ale w sumie czego się nie robi dla wiary.

Mam za to dobrą wiadomość dla uprawnionych do używania „tych organów” – gotowe projekty strojów odpowiednich do praktykowania dzieła stworzenia można znaleźć w książkach poświęconych modzie wczesnego średniowiecza.

Punkt czwarty: STWIERDZAM, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła i ma on prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem.

A co z przyrzeczeniem niesienia pomocy „chorym bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek”? Żeby móc spełnić to przyrzeczenie, nie można kierować się „nauką” Kościoła katolickiego, bo stoi ona w sprzeczności z nauką, prawem i etyką lekarską. Wolność lekarza, nawet katolika, kończy się tam, gdzie zaczynają się prawa pacjenta, a to może być trudne do pogodzenia z zaleceniami Ducha Świętego.

Ten punkt deklaracji wiary jest zapewne odpowiedzią Wandy Półtawskiej, nieprzyjaciółki nauki, na zeszłoroczne stanowisko Komitetu Bioetyki PAN w sprawie granic powoływania się przez lekarzy na klauzulę sumienia przy odmowie udzielania świadczeń medycznych. W opinii Komitetu polscy lekarze nadużywają klauzuli i nie rozumieją, że prawa pacjenta wynikające z ustaw mają pierwszeństwo wobec tego, co dyktują im ich indywidualne sumienia.

Punkt piąty: UZNAJĘ pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim, aktualną potrzebę przeciwstawiania się narzuconym antyhumanitarnym ideologiom współczesnej cywilizacji, potrzebę stałego pogłębiania nie tylko wiedzy zawodowej, ale także wiedzy o antropologii chrześcijańskiej i teologii ciała.

Punkt piąty informuje wprost, że podpisani pod deklaracją nie zamierzają przestrzegać prawa obowiązującego w naszym kraju, ponieważ obowiązuje ich inne. Jak odniosą się do faktu, że antyhumanitarne ideologie, o których mowa, zawarte są w obowiązującej wszystkich polskich obywateli Konstytucji, w ustawie o planowaniu rodziny i w europejskiej karcie praw podstawowych?

Punkt szósty: UWAŻAM, że – nie narzucając nikomu swoich poglądów, przekonań – lekarze katoliccy mają prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem.

No cóż, lekarze, którzy nie chcą narzucać swoich prywatnych poglądów i przekonań pacjentom, nie powinni podpisywać deklaracji, która zobowiązuje ich do łamania polskiego prawa na rzecz prawa, którym kieruje się konkretna grupa religijna. Co więcej, tak jak nauczyciele, politycy i inni przedstawiciele zawodów zaufania publicznego powinni pilnować tego, żeby ich prywatne przekonania nie wpływały na ich profesjonalne zobowiązania.

I tu dochodzimy do sedna problemu: w każdym kraju znajdą się instytucje i ludzie, którzy nawołują do działania wbrew prawu. Jednak kiedy jakaś grupa obywateli wyraża oficjalnie chęć pójścia za tym wołaniem, sprawą powinno zająć się państwo.

W niedzielę pielgrzymka służby zdrowia złożyła na Jasnej Górze tzw. wotum wdzięczności dla Jana Pawła II w postaci „Deklaracji wiary” wyrytej na kamiennych tablicach. Deklarację podpisało około trzech tysięcy lekarzy. Ci lekarze nie będą mogli wykonywać rzetelnie i w zgodzie z prawem swojego zawodu.

Czekam z niecierpliwością na reakcję ministra zdrowia, który jest zobowiązany dbać o bezpieczeństwo pacjentów, i o zapewnienie im dostępu do wszystkich oferowanych przez NFZ świadczeń.

Agata Dziduszko-Zyglewska – członkini prezydium warszawskiej Komisji Dialogu Społecznego ds. Kultury, członkini Inicjatywy Warszawa 2020, dziennikarka, działaczka społeczna, sekretarz zespołu konsultacyjnego Programu Rozwoju Kultury, prezeska Stowarzyszenia Pasaż Antropologiczny.

Źródło ->

Polacy na szczęście wybiórczo słuchają Jana Pawła II

Polski papież miał bardzo konserwatywne poglądy dotyczące antykoncepcji, rodziny, aborcji czy relacji między płciami. Czy te przekonania mają odzwierciedlenie we współczesnym polskim społeczeństwie? – zastanawia się psycholog społeczny dr Jarosław Klebaniuk, z którym rozmawia Piotr Szumlewicz.

Jarosław Klebaniuk

Dr Jarosław Klebaniuk, adiunkt w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego, publicysta, prozaik, redaktor kwartalnika ‚Psychologia Społeczna’.

Papież bardzo skrupulatnie reglamentował najbardziej intymne sfery życia. Konsekwentnie potępiał seks przed i pozamałżeński oraz antykoncepcję, także tę, która nie opiera się na niszczeniu zarodków zwanych przez Kościół „dziećmi nienarodzonymi”. Potępiał także związki homoseksualne, emancypację kobiet, prawo do wyboru własnego stylu życia, zwłaszcza jeśli ten był odmienny od postulowanego przez Kościół. Część głęboko zaangażowanych w katolicyzm ludzi stara się postępować zgodnie z tymi restrykcyjnymi zaleceniami. Ma to bardzo rozległe konsekwencje, generalnie negatywne. Na poziomie emocjonalnym może oznaczać poczucie winy, bo ciężko sprostać tak wysokim wymaganiom, jakie stawia katolicyzm. Jak na przykład czerpać radość z seksu, gdy ten stanowi tabu i obarczony jest poczuciem winy? Jak się uchronić od „grzesznych” myśli, skoro – zgodnie z wiedzą psychologiczną – walka z nimi jedynie je nasila?

Na poziomie społecznym konsekwencje są równie poważne. Rodzi się więcej nieplanowanych, niechcianych dzieci. Stosowanie antykoncepcji jest zakazane, ale usuwanie zarodków także, więc w rezultacie wiele rodzin, w tym także dzieci, jest nieszczęśliwych. Jednocześnie propagowanie przez Kościół tradycyjnych ról płciowych i relacji między płciami, w których mężczyzna dominuje, ma władzę, prawo do ostatecznej decyzji, prowadzi do dyskryminacji kobiet. To, że przyjmują one nauczanie Kościoła i godzą się na poślednie miejsce w rodzinie, nie zmienia faktu, że bez presji religii miałyby wybór i być może wybrałyby mniej obciążający, dający więcej możliwości samorozwoju styl życia.

Na szczęście większość Polaków podchodzi bardzo pragmatycznie do spraw seksu i relacji między płciami. Można powiedzieć, że na szczęście nie słuchają papieża lub, co jest chyba bliższe prawdy, robią to wybiórczo. Mówiąc o „słuchaniu papieża”, mam oczywiście na myśli stosowanie się do zaleceń Kościoła rzymskokatolickiego, przekazywanych na lekcjach religii, mszach, naukach przedmałżeńskich, a najbardziej chyba przez rodziców, nie zaś czytanie historycznych przemówień Jana Pawła II czy odtwarzanie jego głosu z MP4.

Z przeprowadzonego dla Polskiego Radia sondażu Instytutu Badania Opinii „Homo Homini” wynika, że 82 procent Polaków uważa, iż nauki i osoba papieża Jana Pawła II wpłynęły na ich życie. Na czym polega ów wpływ Pana zdaniem?

To są poprawne politycznie deklaracje, mające na celu zamanifestowanie bycia prawomyślnym. To tak jakby spytać: „Czy słuchałeś(aś) uważnie słów tego wielkiego i mądrego człowieka? Czy wziąłeś/wzięłaś sobie do serca jego głębokie przemyślenia i sugestie? Czy też zlekceważyłeś(aś) tę krynicę wiedzy i trwasz w ciemnocie?”. Ze względu na status Jana Pawła II jako źródła norm konformizm każe odpowiedzieć, że tak. Respondenci prawdopodobnie niechcący mówią zresztą prawdę. Autorytaryzm Polaków i Polek świadczy o tym, że hierarchiczne relacje, płynące z obcowania, choćby za pośrednictwem telewizji, z papieżem, stają się czymś trwałym. To jednak niezupełnie to samo, co świadome korzystanie z drogowskazu moralnego, jakiego źródłem mógł być papież. Mało kto przyznałby, że jest zwolennikiem cenzury dlatego, że Kościół reprezentowany przez Wojtyłę potępia różne treści niezgodne z jego ideałem świata. Mało kto także by przyznał, że chęć walki z „hałaśliwymi wywrotowcami” i „pozbycia się zgniłych jabłek” to echa nietolerancyjnej postawy papieża wobec odmienności. Wpływ był, a za sprawą kościelnej propagandy wciąż jest wywierany, ale jego mechanizmy nie muszą być powszechnie znane osobom, które mu ulegają.

Ojciec nieświęty

Wywiad z Jarosławem Klebaniukiem to jedna z kilkunastu rozmów o Janie Pawle II opublikowanych w książce Piotra Szumlewicza ‚Ojciec nieświęty’.

Czy uważa Pan, że w Polsce następują procesy laicyzacji, czy raczej rola religii pozostanie znaczna? Jaką rolę może tutaj odegrać pamięć o polskim papieżu?

Młodzi ludzie zrażają się do religii. Część z nich poddaje dogmaty krytycznej ocenie. Przekazywane treści stoją przecież w jaskrawej sprzeczności z ustaleniami nauki. Poza tym religia w szkołach nauczana jest w nieatrakcyjny sposób. Dyrektorzy szkół ani kuratorium nie mogą zwolnić katechetki czy katechety, bo wyznaczają ich władze kościelne. Poza tym zarówno dostęp do informacji, jak i sposoby spędzania czasu alternatywne w stosunku do praktyk religijnych czy modlitwy sprawiają, że młodzi ludzie angażują się w coś innego. Istnieją oczywiście środowiska, w których presja na bycie religijnym, choćby to miało się ograniczać wyłącznie do obrzędowości, jest duża. Niektóre dzieci, zwłaszcza w rodzinach o niższym statusie społeczno-ekonomicznym, mniej wykształconych, będą więc wychowywane w duchu katolickim. Katolicka autoidentyfikacja w Polsce wciąż stanowi normę. Znam osoby niewierzące, które z czystego konformizmu chrzczą dzieci, posyłają na religię, do komunii i bierzmowania, a nawet nalegają na ślub kościelny.

Procesy laicyzacji prawdopodobnie będą jednak postępować. W krajach zachodnich, wraz ze wzrostem zamożności i samoświadomości mieszkańców, zainteresowanie religią spada. Choć jednocześnie fundamentaliści mogą w bardziej wyraźny sposób manifestować swoje poglądy i pozyskiwać nowych zwolenników. Sytuacja jest więc dosyć złożona. Przewidywanie, że nastąpi pełna laicyzacja i humanizacja społeczeństwa, należałoby uznać za przejaw myślenia życzeniowego u jednych, a sposób mobilizacji do nasilenia wysiłków ewangelizacyjnych – u drugich. Fakt, że od jakiegoś czasu indywidualizm jako wymiar kultury w zamożnych krajach wypiera kolektywizm, nie oznacza, że ta tendencja nie może się kiedyś odwrócić. Kłopoty gospodarcze świata sprawiają, że obszary biedy i wykluczenia, zazwyczaj sprzyjające agresywnej religijności, nie tylko się utrzymują, ale też, przy trwalszym załamaniu ekonomicznym, mogą się poszerzyć. Wtedy procesy laicyzacji otrzymają potężny cios.

W ciągu ostatnich lat Jan Paweł II stał się w Polsce bohaterem wielu filmów, książek, a nawet kolorowych magazynów. Czy Pana zdaniem polski papież jest kimś w rodzaju pośmiertnego celebryty?

Z pewnością w Polsce jest jedną z najbardziej znanych, szanowanych i czczonych postaci. Celebrytą był już za życia. Lubił pokazywać się publicznie, lubił wyrazy sympatii, okazywane mu zainteresowanie.

W zestawieniu z tymi nieludzkimi poglądami i szkodliwą społecznie ideologią, jaką głosił, ta próżność i samouwielbienie Jana Pawła II były nawet dosyć sympatyczne – nadawały mu jakiś człowieczy rys. Wydawało mi się, że po śmierci jego sława i chwała trochę przycichną. Polskie media zadbały jednak o to, by tak się nie stało. Mam wrażenie, że po śmierci, przynajmniej przez pierwszy rok, poświęcały mu nawet więcej uwagi niż za życia. To musiał być dla nich łatwy temat: wystarczyło mówić wyłącznie dobrze i z szacunkiem. Nie trzeba się było przejmować dziennikarską rzetelnością. Można było zawiesić zasady dobrego dziennikarstwa: dbanie o obiektywizm, prezentowanie kontrastujących ze sobą opinii, weryfikowanie informacji. Zresztą i teraz krytykowanie papieża – choć w świetle skandali pedofilskich wśród duchownych, które przez dziesiątki lat tolerował, wydawałoby się uprawnione – stanowi tabu, w każdym razie dla większości dziennikarzy i publicystów.

Fragment wywiadu z książki Piotra Szumlewicza „Ojciec nieświęty”, w której na temat Jana Pawła II wypowiadają się znane postacie polskiego życia publicznego.

Kup książkę ->

Prof. Obirek: fundamentalizm religijny połączył się z politycznym

Dzisiaj zagrożeniem są środowiska prawicowe, traktujące religię jako narzędzie do zwalczania przeciwnikówmówi prof. Stanisław Obirek w wywiadzie dla „Polityki”, przestrzegając przed niebezpieczeństwami związanymi z łączeniem fundamen­talizmu religijnego i politycznego.

Profesor Stanisław Obirek

Profesor Stanisław Obirek – teolog, historyk, antropolog kultury i były jezuita, zaangażowany w dialog z innymi religiami i z niewierzącymi. Wykłada w Ośrodku Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego. Autor licznych publikacji, znany z krytycznego stosunku do pontyfikatu Jana Pawła II.

W 2006 roku, po wygraniu wyborów przez PiS, sformułowałem tezę, która moim zdaniem do dzisiaj nie została sfalsyfikowana: w momencie objęcia władzy przez braci Kaczyńskich w Polsce doszło do połączenia fundamentalizmu religijnego z politycznym. Oba te autorytarne systemy władzy – nad duszami ludzkimi i nad przestrzenią publiczną – są pełzającym faszyzmem, ocenia profesor Obirek.

To oczywiste, że nie żyjemy w latach 30., ale uważam, że należy tu wyraźnie użyć kategorii „odzwyczajania ludzi od odpowiedzialności” i kreowania w nich przekonania, że przynależność do takich grup jak partia wodzowska czy instytucja Kościoła załatwi im zbawienie. Wystarczy, że jesteś z nami; poza nami jest tylko ciemność, porubstwo i grzech.

To nieprawda, że ateistom „czegoś brakuje”

Stanisław Obirek powiedział, że nie podpisałby się pod hasłem „Kto nie zna Boga, temu czegoś brakuje”. Dla mnie ten napis jest wyrazem arogancji człowieka wierzącego, który nie tylko chce narzucić swoje przekonanie innym, lecz także formułuje pod ich adresem obraźliwy osąd. „Wam, którzy nie wierzycie tak jak ja, brakuje czegoś, dlatego jesteście gorsi”. Inaczej mówiąc, autor takiego napisu wyklucza z grona swoich przyjaciół tych, którzy nie podzielają jego przekonań.

Profesor Obirek zapewnia, że tego rodzaju myślenie było mu obce nawet w okresie, gdy był księdzem i jezuitą. Już wtedy ciekawili mnie ludzie niewierzący; powiem nawet, że niektórzy z nich, jak Witold Gombrowicz, mnie fascynowali.

Zdaniem Stanisława Obirka, najbardziej owocne i najintensywniejsze rozmowy toczą się między teizmem i ateizmem. Jedną z najważniejszych dla mnie rozmów na ten temat odbyłem ze Stanisławem Lemem, który, kiedy wyznałem, że jego twórczość rodzi we mnie pokusę zarzucenia wiary, powiedział: „Broń Boże, nie chciałbym pozbawiać księdza wiary”. Myślę, że człowiek głęboko przekonany o wartości własnego światopoglądu z zainteresowaniem przygląda się innym. Stąd moje wielkie zainteresowanie Lemem. Zapytałem go wtedy, co jest dla niego źródłem tej etycznej wrażliwości, która dla mnie wyrasta z religii. Odpowiedź Lema, zdziwionego moim pytaniem, była prosta – to człowieczeństwo.

Cały wywiad ->

Wrogość i strach na lekcjach religii

Zapytałem uczniów, ich rodziców i nauczycieli, czy na religii w szkole uczy się miłości bliźniego. Owszem, zdarza się, ale rzadko. Dominują wrogość i strach – pisze Wojciech Staszewski w „Newsweeku”.  Na lekcjach religii w polskich szkołach mówi się m.in. o takich rzeczach:

Wrogość i strach na lekcjach religii

● Nie da­waj na Ow­sia­ka, bo ze­bra­ne pie­nią­dze idą na nar­ko­ty­ki – mó­wi ucz­niom ka­te­che­tka z pod­war­szaw­skiej pod­sta­wó­wki. Wed­ług jed­ne­go z ro­dzi­ców, nie uczy ona re­li­gii, lecz kar­mi dzie­ci swo­imi po­glą­da­mi z pra­wi­co­wych me­diów.

● „Uważaj, ka­to­li­ku” – to ga­zet­ka ścienna, którą przygotowała siostra katechetka w szkole podstawowej we Wrocławiu. Uczniowie muszą uważać np. na jin-jang – bo to symbol szatana. Na motyla – to symbol oderwania od rzeczywistości, spraw ziemskich. Na jednorożca, który symbolizuje rozpasanie seksualne. Według katechetki, słuchanie muzyki to szatański pomysł. Moda – wynalazek szatana.

● Jeśli ktoś nie chodzi na religię, to nie umie kochać, że jeśli ktoś nie wierzy w Boga, to jest złym człowiekiem – naucza katechetka w jednej z warszawskich szkół. Matka dwóch uczennic mówi: Posłałam je na te lekcje, żeby przekazywano im pozytywne wartości. A widzę, że jest wręcz przeciwnie.

● W liceum na lekcjach religii pojawia „moralizowanie uczniów”, które polega na piętnowaniu zachowań niezgodnych z nauczaniem Kościoła. Takie pranie mózgów tematem gender, in vitro czy też aborcji – mówi licealista ze Szczecina. Uczniowie dowiadują się też, że katolik nie może być lewicowcem.

● Anna, dziennikarka z Częstochowy zapamiętała z lekcji religii, że jak nie będzie miała pieczątek z rekolekcji, to pójdzie do piekła. I jeszcze to, jak raz ksiądz tak się wkurzył na niegrzecznego ucznia, że rzucał nim po klasie.

● Podczas katechezy dzieci słyszą, że zapłodnienie in vitro jest niemoralne, że religia katolicka jest jedyną prawdziwą, że małżeństwa są nierozerwalne, przez co dzieci rozwiedzionych rodziców płaczą na lekcjach – opowiada nauczycielka angielskiego w krakowskiej podstawówce.

Na religii w ogóle nie mówi się o etycznych zachowaniach. Ciągle jest o poświęcaniu, o obwinianiu się – mówi Natalia z Józefowa. Anna ze Szczecina nie zauważyła, żeby dzieci wychodziły z lekcji religii przepełnione miłością bliźniego: Nauka religii oparta jest na strachu.

Źródło: polska.newsweek.pl