Kościół skłócił i osłabił Polaków – mówi Krzysztof Pieczyński

Kościół intensywnie brał udział w rozbiorach Polski, co trzeba podkreślić w setną rocznicę odzyskania niepodległości. Nikt tak nie skłócił Polaków i nie osłabił ich mentalności jak Kościół Katolicki – mówi Krzysztof Pieczyński, aktor i prezes stowarzyszenia „Polska Laicka”

Nie można zapomnieć o tym, czym jest Targowica, mówi Pieczyński w studiu Onetu. Przypomina, że jest to bezpośrednia reakcja biskupów na uchwalenie Konstytucji 3. Maja. Papież Pius VI, zaalarmowany przez nuncjusza Saluzzo, zezwala biskupom na rokosz. Polscy magnaci jadą do carycy Katarzyny, gdzie zawiązują konfederację, do której przyłączają się biskupi. Otrzymują obietnicą odzyskania swoich przywilejów, a w zamian za to następuje agresja Rosji na Polskę i drugi rozbiór Rzeczypospolitej.

Dlatego tak krwawo potraktowano biskupów podczas insurekcji kościuszkowskiej. Ci ludzie byli wieszani, ponieważ naród wiedział, że są płatnymi agentami na usługach Rosji, mówi Krzysztof Pieczyński. Należy więc dzisiaj powiedzieć, że jeśli Polska przetrwała, to na pewno nie z powodu wiary katolickiej.

Krzysztof Pieczyński

Krzysztof Pieczyński: biskupi byli wieszani,
bo byli płatnymi agentami na usługach Rosji

 

Dzisiaj również, zdaniem Pieczyńskiego, wiara katolicka nie przyczynia się do przetrwania Polski, lecz coraz bardziej dzieli ją i skłóca. Prezes „Polski Laickiej” zwraca uwagę, że wszystkie istotne decyzje, które podejmuje rząd są konsultowane z Kościołem. Mamy Kościół w oświacie, mamy dzieci indoktrynowane od małego, mamy lekarzy, którzy nie mogą nas leczyć. Lekarz nie pomoże kobiecie z zagrożoną ciążą, bo będzie się bał, że zostanie oskarżony o aborcję. Kościół wtrąca się do polityki, szantażuje polityków i straszy ich ekskomuniką. Biskup Hoser powiedział, że należy ekskomunikować posłów, którzy opowiedzą się za in vitro.

Krzysztof Pieczyński przypomina narodowcom, jaki był początek ich ruchu. Kiedy zakładali Ligę Narodową w Paryżu, z daleka trzymali się od Kościoła, bo doskonale wiedzieli, że Kościół donosi na wszystkich nieposłusznych do władz państw zaborczych. Na podstawie donosów Kościoła ludzie byli zsyłani na Sybir.  

Prezes „Polski Laickiej” mówi, że dzisiaj połowa Polaków coraz jaśniej widzi, że Kościołowi trzeba dokładnie wyznaczyć miejsce, jakie może zająć w naszym państwie – gdzie kończą się jego nauki i gdzie nie wolno mu wtrącać się do naszego życia. Próbujemy ludziom powiedzieć, że chcemy być innym krajem, niż reprezentuje to obecny rząd, Kościół i narodowcy, że mamy swoją wizję Polski. Jeśli ta wizja nie zwycięży, to – zdaniem Pieczyńskiego – Polska po raz kolejny straci swoją pozycję w Europie i przestanie być liczącym się partnerem w jakiejkolwiek dziedzinie.

Źródło: wiadomosci.onet.pl

Katolicka homofobia w wydaniu rzecznika arcybiskupa Hosera

Geje statystycznie żyją 20 lat krócej od heteroseksualistów – przekonywał  w mediach Mateusz Dzieduszycki, rzecznik diecezji warszawsko-praskiej. Nie wyjaśnił skąd ma takie dane. – Opiera się chyba na publikacjach Paula Camerona, wykluczonego przez amerykańskie środowisko naukowców – mówi psycholożka Marta Abramowicz.

Mateusz Dzieduszycki, rzecznik diecezji warszawsko-praskiej

Rzecznik abpa Hosera Mateusz Dzieduszycki: ”Geje żyją 20 lat krócej”

Mateusz Dzieduszycki, który w mediach reprezentuje arcybiskupa Henryka Hosera, utrzymuje, że osoby homoseksualne żyją krócej, bo „prowadzą niezdrowy tryb życia”. Ja im współczuję, mówił rzecznik przed kamerami TVN24. Należy tak rządzić życiem społecznym, żeby w ten styl życia nie popadli ludzie, którzy mogą się przed tym uchronić.

Księża i geje

Zdumieni wypowiedzią rzecznika Dzieduszyckiego są działacze na rzecz przeciwdziałania homofobii. Na tej samej zasadzie można byłoby stwierdzić, że są badania, które dowodzą, że księża żyją krócej, ironizuje psycholożka Marta Abramowicz ze stowarzyszenia Tolerado z Trójmiasta.

Marta Abramowicz - Tolerado, Towarzystwo Edukacji Antydyskryminacyjnej

Psycholożka Marta Abramowicz: ”Stereotypy nt. homoseksualistów są dla Kościoła orężem w walce ideologicznej”

Tomasz Szypuła – prezes Fundacji LGBT Business Forum, były szef Kampanii przeciw Homofobii – dziwi się, że takie słowa padły z ust rzecznika kurii. To jest wypowiedź, której można byłoby się spodziewać po red. Terlikowskim, a nie po przedstawicielu Kościoła.

Rzecznik prasowy abp Hosera nie wyjaśnił jakimi badaniami popiera swoje rewelacje o krótszym życiu gejów i lesbijek. Abramowicz przypuszcza, że swoje słowa mógł oprzeć na teoriach lansowanych przez amerykańskiego „uczonego” Paula Camerona, który został wykluczony z amerykańskiego stowarzyszenia psychologów i jest ignorowany w środowisku naukowym z powodu braku naukowej rzetelności swoich badań. Przekonywał on, że homoseksualiści jedzą fekalia, a jego poglądy wyrażają wszystkie zabobony na temat gejów, wyjaśnia psycholożka.

W swoich publikacjach, powołując się na przykład na nekrologii i doniesienia prasowe, Cameron przekonywał, że geje żyją 20-30 lat krócej niż heteroseksualiści. Uczony udowadniał także, że dzieci w homoseksualnych parach padają częściej ofiarami przemocy.

Odwrócić uwagę od pedofilii księży?

Przedstawicielka stowarzyszenia Tolerado wyjaśnia, że w ustach hierarchów kościelnych takie słowa są orężem w walce ideologicznej. Oni wiedzą, że to stereotypy. To samo dotyczy badań na temat wychowywania dzieci przez pary homoseksualne. Nie ma żadnych dowodów, że źle to wypływa na rozwój dziecka, ale Kościół wie swoje, stwierdza psycholożka.

Tomasz Szypuła, prezes Fundacji LGBT Business Forum

Tomasz Szypuła z Fundacji LGBT Business Forum przypuszcza, że Kościół katolicki chce odwrócić uwagę od pedofilii wśród księży


Nie ma naukowej zależności mówiącej, że długość życia zależy od orientacji seksualnej, zaznacza prezes Fundacji LGBT Business Forum. Nie wiem czy ta wypowiedź cofa nas do średniowiecza, bo rzecznik nie wspomniał o paleniu na stosie, a mógł, pół żartem, pół serio dodał Tomasz Szypuła.

Abramowicz i Szypuła przypuszczają, że kontrowersyjne wystąpienie rzecznika arcybiskupa może mieć na celu odwrócenie uwagi od skandali pedofilskich wśród duchownych. To hipokryzja, kwituje Abramowicz.

Homoseksualna trauma i nieskuteczne „terapie”

Psycholożka zwraca jednak uwagę też na inną wypowiedź Mateusza Dzieduszyckiego, który stwierdził, że homoseksualizm można leczyć takimi samymi metodami, jak traumę. Faktycznie jest część osób homoseksualnych, które żyjąc w homofobicznym środowisku, poddają się terapii, bo czują się wykluczone, mówi Abramowicz.

Jednak takie terapie okazały się całkowitą porażką i przez to zostały zabronione w Stanach Zjednoczonych. Zakazano ich stosowania, bo prowadziły do depresji i samobójstw. Osoby po takiej terapii wchodziły w nieudane związki heteroseksualne, które się rozpadały, wyjaśnia psycholożka. Zaznacza, że nawet amerykańska grupa chrześcijańska „Exodus” stwierdziła, że „nie mają one sensu”.

Rzecznik kurii ponad papieżem

Osobie, która reprezentuje kurię, taki język nie przystoi. Sam kościół podkreśla, że język w debacie publicznej nie może być wykluczający, zwraca uwagę prezes Fundacji LGBT Business Forum. Przypomina, że ta wypowiedź skrajnie różni się od tego, co na temat homoseksualizmu mówi papież Franciszek.

Z kolei Ambramowicz zwraca uwagę, że osoby reprezentujące Kościół w Polsce nie tylko zaprzeczają papieżowi, ale także mijają się z nauką kościelnego katechizmu, który mówi o szacunku wobec homoseksualistów.

Źródło: natemat.pl

Prof. Ewa Łętowska: Ekspansja roszczeń Kościoła i słabe państwo

Obserwujemy kroczącą ekspansję pretensji i roszczeń Kościoła, której polskie prawo nie potrafiło uchwycić i utrzymać w ryzach. Nie odegrało i nie odgrywa ani roli stabilizacyjnej, ani ochronnejpisze profesor Ewa Łętowska.

Profesor Ewa Łętowska

Ewa Łętowska – ur. w 1940 r., profesor nauk prawnych w PAN, pierwszy rzecznik praw obywatelskich (w latach 1988-92), sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego (1999-2002) i Trybunału Konstytucyjnego (2002-11). Członkini Komitetu Helsińskiego

Minęło ćwierć wieku od wielkiej zmiany politycznej w Polsce, jednak nie osiągnięto ani stabilizacji, ani powściągnięcia władzy, zarówno świeckiej, jak i kościelnej. Nie spełniły się więc nadzieje na uporządkowanie relacji państwo-Kościół po 1988 roku.

Kościół chce wprowadzać swoje zasady

Dziedziny narastających konfliktów to kolejno: kultura (wywierane są naciski w sprawie tego co ma, a co nie ma ma być prezentowane w kinach, teatrach, galeriach); lecznictwo (powstała deklaracja głosząca, że prawo boże powinno być obligatoryjne dla lekarza, czego skutkiem może być sabotowanie prawa państwowego) oraz edukacja – od przedszkolnej (terytorialna „wolność od ideologii gender”) poprzez szkolną (symbole religijne, sprzeciw wobec edukacji seksualnej i kroczący spór o nauczanie religii, który doszedł do postulatu uczynienia z niej przedmiotu maturalnego) po uniwersytecką (unikanie organizacji spotkań i dyskusji na drażliwe tematy lub z udziałem niepożądanych prelegentów, jak choćby etyka Petera Singera na UW), pisze prof. Łętowska.

Wygaśnięcie mandatu Komisji Majątkowej nastąpiło po 22 latach, a nie, jak planowano, po dwóch. Rozwiązanie  Komisji – która miała doprowadzić do oddania Kościołowi bezprawnie odebranego mu majątku – nastąpiło w atmosferze skandalu i to bez satysfakcjonującego dla którejkolwiek ze stron wygaszenia oczekiwań i żądań.

Jakby tego było mało, wyższość prawa boskiego nad prawem państwowym  głoszona jest bez cienia oficjalnego sprzeciwu w czasie spotkań (11 czerwca 2014 r.) w Kancelarii Prezydenta, który powinien stać na straży konstytucji.

Mamy więc do czynienia z kroczącą ekspansją pretensji i roszczeń, wobec której polskie prawo zajmuje bierną postawę. Nie potrafi uchwycić tej ekspansji ani utrzymać jej w ryzach, a więc nie pełni funkcji stabilizacyjnej ani ochronnej. Dlaczego tak się dzieje?

Komisje zamiast stabilizującego prawa

Zamiast podzielić imperia Tronu i Ołtarza, rozgraniczając w samym prawie, co cesarskie, a co boskie, przeniesiono nierozstrzygnięte problemy na poziom różnych komisji, pisze autorka i zaważa, że te komisje działały nieprzejrzyście, a ich decyzje nie podlegały kontroli ani możliwości zaskarżenia. Był to mechanizm, który nie prowadził do istotnych rozstrzygnięć i nie dawał gwarancji równowagi między państwem a Kościołem, lecz raczej zachęcał do tego, by obie strony każdorazowo testowały wytrzymałość i gotowość drugiej strony do ustępstw.

To pierwszy paradoks i zarazem pierwsza ułomność regulacji stosunków państwo – Kościół, podkreśla Ewa Łętowska. Zwraca uwagę, że do tej pory nie wypracowano jasnej koncepcji rozdziału władzy państwa i Kościoła ani nie stworzono gwarancji towarzyszących utrzymaniu tego podziału.

Państwo jako słaby negocjator

Drugi paradoks jest taki: negocjacje i umowy to instrumenty tylko pozornie demokratyczne i koncyliacyjne. Mogą przynosić skutki pożądane politycznie, prawnie i społecznie jedynie wówczas, gdy obie strony wykazują mniej więcej równą siłę i determinację negocjacyjną. Jeśli nie ma tej równowagi, to podczas pertraktacji silniejszy tylko powiększa swoją przewagę, bo słabszy nie ma jak i czym przekonać go do korzystniejszej treści umowy.

I właśnie ten mechanizm ujawnia się w negocjacjach państwo-Kościół, bo równowaga wiedzy, woli, kompetencji i determinacji jest w nich naruszona. Oczywiście na niekorzyść państwa. Trudno się zatem dziwić, że w tych pertraktacjach zwycięża silniejszy. Ale słabszy powinien się nauczyć je prowadzić. A przynajmniej przewidywać trudności., pisze prof. Łętowska.

Kościół katolicki wymusza podporządkowanie

Ludzie Kościoła wciąż wysuwają liczne i nieproporcjonalne roszczenia światopoglądowe w kulturze, edukacji i medycynie. Uzasadniają je tezą o konieczności podporządkowania polskiego prawa światopoglądowi katolickiemu – i to w ortodoksyjnym wydaniu. Są przy tym przekonani, że na to podporządkowanie powinni zgodzić się również ci, „którzy nie podzielają tej wiary” – by użyć słów zawartych w pluralistycznej preambule polskiej konstytucji.

Ten zabieg jest konsekwencją trzeciego paradoksu: środowiska kościelne wysuwają swoje żądania w imię ochrony wolności sumienia jednostek, ale interpretują tę wolność nie w duchu „żyj i pozwól żyć innym”, lecz „żyj tak, jak ja chcę”. W ten sposób ochronna tarcza praw człowieka zostaje wykorzystana przez Kościół jako miecz. Instytucja ta uważa się bowiem za wyłącznego depozytariusza wolności sumienia, rozumianej jako podmiotowe prawo człowieka.

Widzimy tu charakterystyczną zamianę ról Kościoła jako aktora sceny prawnej. Gdy negocjuje z państwem lub wypowiada się na temat podziału majątku i władzy, Kościół przedstawia siebie jako instytucję. Ale gdy zabiera głos w obronie wierzących lub religii, wówczas jawi się jako obrońca praw człowieka, reprezentujący indywidualne wolności jednostek należących do religijnej wspólnoty. I chętnie w kontaktach z państwem wchodzi właśnie w tę rolę, bo ułatwia mu ona obronę własnej pozycji i prezentowanie własnej aksjologii jako jedynie słusznej albo  przynajmniej większościowej.

A chyba nie o to chodzi, pisze Ewa Łętowska i przypomina konstytucyjną preambułę, która głosi, że „Naród Polski” to „wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski”.

Źródło: wyborcza.pl

Katoliccy „obrońcy życia” obojętni wobec losu urodzonego dziecka

Kiedy dziecko się urodziło, to nikt z żadnych ruchów pro-life, z żadnych fundacji, nikt z popierających profesora Chazana, żaden ksiądz, dosłownie nikt nie zgłosił się, żeby chociaż zapytać, jak można pomóc, co można zrobićmówi ojciec dziecka, które urodziło się po tym, gdy prof. Bogdan Chazan odmówił wykonania aborcji.

Dziecko urodziło się 30 czerwca z wodogłowiem, nierozwijającym się mózgiem, pozbawione części kości twarzoczaszki. Zmarło dziesięć dni później. Wcześniej prof. Chazan przekonywał, iż nic nie wskazuje na to, że dziecko umrze po porodzie.

Matka dziecka, Agnieszka, opowiada, że kiedy w kwietniu zgłosiła się do szpitala w sprawie przysługującej jej zgodnie z prawem aborcji, profesor Chazana w ogóle jej nie badał. Byłam przekonana,   ze ta rozmowa jest formalnością, że dyrektor szpitala chce się upewnić, iż nie byłam namawiana przez lekarzy i że jestem stuprocentowo przekonana.

Okazało się, że to nie formalność. Na początku usłyszałam, że moja ustna i pisemna prośba o przerwanie ciąży mają taką samą wagę. Kiedy do niego przyszłam, wiedział doskonale, jaka jest moja ustna prośba, teraz kłamie, że dowiedział się o moim istnieniu dopiero 14 kwietnia. Wiem, że gdybym ja tego pisma nie napisała, to prof. Chazan by mi nie odpowiedział i dzisiaj dalej oszukiwałby kobiety.

„Najbardziej cierpiało dziecko”

W tym wszystkim najbardziej cierpiało nasze dziecko, mówi Jacek, ojciec zmarłego dziecka. Kiedy się urodziło, to nikt z żadnych ruchów pro-life, z żadnych fundacji, żaden ksiądz, dosłownie nikt nie zgłosił się, żeby chociaż zapytać, jak można pomóc, co można zrobić.  Agnieszka dodaje: Kuria wolała zbierać pieniądze na karę dla prof. Chazana, niż chociażby pomodlić się za nasze dziecko.

Zrobił to, co mógł najgorszego. Kiedy się urodziło nasze dziecko, nie zająknął się słowem w sprawie jakiejkolwiek pomocy, mówi matka zmarłego dziecka. Gdzie jest empatia dla tego, jak twierdzą niektórzy, „uratowanego przez prof. Chazana” dziecka? Gdzie był Kościół? Gdzie był prof. Chazan po urodzeniu naszego dziecka?, dodaje jej partner.

Profesor Chazan nie jest już dyrektorem szpitala

Prof. Bogdan Chazan otrzymał dziś (21.07.2014) wypowiedzenie umowy pracy. O zwolnieniu dyrektora miejskiego szpitala św. Rodziny zadecydowała prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz, na podstawie wyników kontroli w placówce: dyrektor szpitala, odmawiając pacjentce prawa do legalnej aborcji i nie wskazując innego szpitala, gdzie zabieg może być przeprowadzony, złamał obowiązujące w Polsce prawo. Postępującego wbrew prawu dyrektora w obronę wzięli duchowni, w tym kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Niektórzy księża wzywali nawet do ekskomuniki prezydent Warszawy, a Tomasz Terlikowski z „Frondy” obwieścił, że głosowanie na nią to grzech. W piątek grupka wiernych ustawiła przed warszawskim ratuszem ambonę i odprawiała tam egzorcyzmy.

Katoliccy zwolennicy prof. Chazana odprawili egzorcyzmy przed warszawskim ratuszem. Ani oni, ani inni katolicy, włącznie z duchownymi, nie zainteresowali się losem dziecka urodzonego po odmowie aborcji przez prof. Chazana

Katoliccy zwolennicy prof. Chazana odprawili egzorcyzmy przed warszawskim ratuszem. Ani oni, ani inni katolicy, włącznie z duchownymi, nie zainteresowali się losem dziecka urodzonego po odmowie aborcji przez prof. Chazana

Źródła: www.wprost.pl, wyborcza.pl

Większość Polaków nie chce religijnej „klauzuli sumienia”

Ponad połowa Polaków – 52 proc. – uważa, że w sytuacji, gdy prawo zezwala na przerwanie ciąży, lekarz nie może odmówić wykonania zabiegu, powołując się na własne sumienie.

Podpisanie przez część środowiska lekarskiego deklaracji wiary, w której lekarze uznają pierwszeństwo „prawa Bożego” nad ludzkim wzbudziło wiele kontrowersji, dlatego CBOS postanowił sprawdzić, jakie jest społeczne przyzwolenie dla tego typu działań i stosowania przez lekarzy tzw. klauzuli sumienia.

Zgodnie z ustawą, lekarz może się powstrzymać od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem, musi jednak wskazać realne możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza lub w innej placówce. Musi też uzasadnić i odnotować ten fakt w dokumentacji medycznej. Głośna sprawa profesora Chazana pokazała całej Polsce, że nie zawsze tak jest.

Przeciw dyktaturze lekarskiego sumienia

Sondaż CBOS w sprawie klauzuli sumienia


Większość Polaków uważa, że lekarze nie powinni  odmawiać wykonywania określonych działań medycznych ze względu na własne poglądy – wynika z sondażu CBOS. Jeszcze większą dezaprobatę Polscy wyrażają wobec klauzuli sumienia farmaceutów, pozwalającej na odmawianie realizacji recept, np. na środki antykoncepcyjne.

Prawie trzy czwarte badanych (73 proc.) uważa, że nawet w sytuacji konfliktu sumienia lekarz nie może odmówić wydania skierowania na badania prenatalne, gdy istnieje podwyższone ryzyko wady genetycznej lub rozwojowej płodu. Blisko dwie trzecie ankietowanych (62 proc.) jest zdania, że lekarz nie może odmówić wydania skierowania na zabieg przerwania ciąży, w sytuacji gdy kobietę, zgodnie z prawem, można do takiego zabiegu zakwalifikować.

W opinii ponad połowy respondentów (52 proc.), lekarz nie może, powołując się na własne sumienie, odmówić wykonania zabiegu przerwania ciąży, jeśli prawo na to zezwala.

59 procent ankietowanych krytycznie ocenia odmowę wykonania przez lekarza zabiegu zapłodnienia in vitro, jeśli para kwalifikuje się do takiego zabiegu.

Ponad połowa badanych (55 proc.) uważa, że lekarz nie może odmówić przepisania środków antykoncepcyjnych, jeśli nie ma ku temu przeciwwskazań zdrowotnych

Religijni i słabo wykształceni popierają „klauzulę sumienia”

Stosunkowo najwyższe przyzwolenie dla lekarskiej klauzuli sumienia wyrażają osoby praktykujące religijnie, z wykształceniem podstawowym, w wieku powyżej 65 lat, uzyskujące najniższe dochody. Jeśli chodzi o elektoraty partii politycznych, to najwięcej zwolenników przedkładania przez lekarzy własnego sumienia nad prawo stanowione jest wśród zdeklarowanych wyborców PiS i PSL.

Źródło: wiadomosci.gazeta.pl