Watykan jak państwo autorytarne – sądzi tych, którzy ujawnili prawdę

W państwach autorytarnych osoby, które ujawniły nadużycia władzy są przez tę władzę prześladowane. Nie inaczej postępuje Watykan. Przed watykańskim trybunałem ma stanąć pięć osób oskarżonych o ujawnienie materiałów dokumentujących kościelne skandale. Okazuje się, że w Watykanie jest to przestępstwo groźniejsze niż pedofilia.

Sądzeni będą m.in. dwaj dziennikarze, Gianluigi Nuzzi i Emiliano Fittipaldi, autorzy książek opartych na dokumentach wyniesionych zza Spiżowej Bramy. Książki opisują nadużycia finansowe Stolicy Apostolskiej, niegospodarność i oszustwa. Najbardziej bulwersujące fragmenty obu publikacji dotyczą ustawicznego przywłaszczania przez watykańskich dostojników pieniędzy pochodzących z ofiar, które katolicy na całym świecie składają na rzecz ubogich.

Emiliano Fittipaldi i Gianluigi Nuzzi

Dziennikarze Emiliano Fittipaldi i Gianluigi Nuzzi, którzy ujawnili kościelne skandale, staną przed watykańskim sądem

Pozostali oskarżeni to ksiądz Lucio Vallejo Balda z Prefektury Spraw Ekonomicznych Stolicy Apostolskiej i Francesca Chaouqui, była doradczyni papieża ds. reformy finansów. Obu tym osobom zarzuca się wyniesienie z Watykanu tajnych dokumentów i ich rozpowszechnianie. Piąty oskarżony to Nicola Maio, były współpracownik papieskiej komisji, któremu zarzucono „udział w grupie przestępczej”.

W akcie oskarżenia mówi się, że dziennikarze Fittipaldi i Nuzzi „wywierali presję”, przede wszystkim na księdza Baldę, by dostarczył im tajne watykańskie dokumenty, które później wykorzystali przy pisaniu książek.

Dziennikarz: To proces przeciwko wolności

Na całym świecie dziennikarze mają obowiązek publikować poufne informacje i tajemnice, które władza, jaka by ona nie była, chce ukryć przed opinią publiczną, oświadczył Emiliano Fittipaldi z tygodnika „L’Espresso”, gdy dowiedział się, że czeka go proces w Watykanie. To nie jest proces przeciwko mnie, ale przeciwko wolności informacji, podkreślił dziennikarz. Powiedział, że nie spodziewał się, iż Watykan wytoczy mu proces karny.

Fittipaldi wyjaśnił, że teraz będzie zastanawiał się nad linią obrony. Z jego słów można wywnioskować, że nie będzie to łatwe. Jak można bronić się  przed tym trybunałem, jeśli w Watykanie nie ma gwarancji dla wolnego dziennikarstwa?, zapytał autor książki „Chciwość”.

Przestępstwo groźniejsze niż pedofilia

Proces rozpocznie się 24 listopada. Według kodeksu karnego Stolicy Apostolskiej, wszystkim oskarżonym grożą kary do 8 lat więzienia. Zarzuty, które na nich ciążą są więc poważniejsze niż np. pedofilia – bo kiedy arcybiskup Józef Wesołowski został oficjalnie oskarżony przez watykański sąd za seksualne wykorzystywanie dzieci, rzecznik Watykanu powiedział, że grozi mu do 7 lat więzienia.

Kiedy kilkanaście dni temu dziennikarze w swoich książkach ujawnili kościelne skandale, Watykan oświadczył, że są to rzeczy od dawna znane za Spiżową Bramą, bo zostały one opisane w wewnętrznych raportach na początku pontyfikatu papieża Franciszka. Ale oznacza to, że dwaj dziennikarze nękani są za to, że przekazali opinii publicznej prawdę, którą hierarchowie watykańscy znali i ukrywali. Watykan nie szukał osób winnych nadużyć i nie postawił ich przed sądem. Będzie natomiast sądził tych, którzy te nadużycia ujawnili.

Źródła: wiadomosci.onet.pl, wyborcza.pl, www.tvn24.pl

Były opat klasztoru na Monte Cassino podejrzany o kradzież 500 tys. euro przeznaczonych dla biednych

Ksiądz Pietro Vittorelli, były przełożony opactwa Monte Cassino, znalazł się w kręgu zainteresowania włoskiej prokuratury prowadzącej przeciwko niemu śledztwo pod zarzutem kradzieży pół miliona euro, które miały być przeznaczone na cele charytatywne.

Ksiądz Pietro Vittorelli, były opat klasztoru na Monte Cassino

Zanim ksiądz Pietro Vittorelli usłyszał prokuratorskie zarzuty, wyglądał na zadowolonego z życia, które prowadził za cudze pieniądze

Nie ucichły jeszcze echa finansowego skandalu w Watykanie, ujawnionego w książkach dwóch włoskich dziennikarzy, a europejskie media informują o podobnej sprawie. Według włoskiej prokuratury, ksiądz Vittorelli, opat benedyktynów na Monto Cassino w latach 2007-2013, przywłaszczył sobie 500 tysięcy euro z charytatywnych funduszy kościelnych i wydawał te pieniądze na zagraniczne wakacje, obiady i modne ubrania.

Szampańskie życie opata

Policja twierdzi, że w tylko jednym miesiącu 53-letni zakonnik potrafił przepuścić 34 tysiące euro na hotele i obiady dla siebie i swoich przyjaciół, nie szczędząc im ostryg i szampana. Opat najpierw zafundował sobie  wakacje w Rio de Janeiro, a później wyjechał na wycieczkę do Londynu, podczas której miał wydać około 7 tysięcy euro na hotele, podejmując przyjaciół obiadem za ponad 700 euro. Nie żałował też 1700 euro na modne ubrania, które kupił u Ralpha Laurena. Z kolei podczas wizyty w Mediolanie ksiądz Vittorelli miał wydać 2 tysiące euro na pobyt w luksusowym hotelu Principe di Savoia.

W procederze finansowych malwersacji zakonnikowi miał pomagać jego brat Massimo, z zawodu pośrednik finansowy, który tak długo przelewał przywłaszczone pieniądze z kona na konto, aż ich pochodzenie stawało się niemożliwe do wykrycia. Przelewy były wysyłane z kont w Banku Watykańskim na rachunki w innych bankach. Brat opata jest podejrzany o to, że również korzystał z tych pieniędzy, kupując za nie cztery mieszkania w Rzymie i San Vittore del Lazio.

Na wniosek prokuratury policja skonfiskowała byłemu opatowi i jego bratu aktywa wartości ponad 500 tysięcy euro.

Kryzys w Kościele

Jak zauważa brytyjski „The Telegraph”, nowy skandal finansowy z udziałem katolickiego duchownego pogłębił wrażenie kryzysu w Kościele, powstałego po publikacji książek o kościelnych nadużyciach, napisanych na podstawie tajnych watykańskich dokumentów.

Źródła: www.telegraph.co.uk, www.corriere.it

Watykan nęka dziennikarzy, którzy ujawnili kościelne nadużycia

Watykan kontratakuje i wszczyna śledztwo przeciwko dwóm włoskim dziennikarzom, którzy opublikowali książki o nadużyciach finansowych Stolicy Apostolskiej. Napisali je na podstawie tajnych dokumentów, które zostały wyniesione zza Spiżowej Bramy.

Emiliano Fittpaldi

Emiliano Fittipaldi: ”Odsłoniłem skandale, które Watykan chce ukryć”

W książkach „Droga krzyżowa” i „Chciwość” dziennikarze Gianluigi Nuzzi i Emiliano Fittipaldi opisali ogromny majątek Watykanu oraz ujawnili nadużycia finansowe Stolicy Apostolskiej, niegospodarność i oszu- stwa. Z cytowanych przez nich dokumentów wynika np., że ogromną część środków zbieranych od wiernych z przeznaczeniem na dobroczynność Watykan kieruje na własne potrzeby: przeloty klasą biznesową, luksusowe ubrania, stylo- we meble, wyposażenie mieszkań itp.

Watykański rzecznik ksiądz Federico Lombardi poinformował, że śledztwo dotyczy „udziału w przestępstwie rozpowszechniania poufnych informacji i dokumentów”. Wcześniej w Watykanie aresztowano dwie osoby pod zarzutem kradzieży i rozpowszechniania dokumentów: księdza Lucio Vallejo Baldę z Prefektury Spraw Ekonomicznych Stolicy Apostolskiej i byłą doradczynię papieża Franceskę Chaouqui.

Władza się broni

Emiliano Fittipaldi z tygodnika L’Espresso, autor wydanej 5 listopada książki „Chciwość”, tak skomentował watykańskie śledztwo: Kiedy dziennikarstwo śledcze odsłania skandale i sekrety, jakie władza, także ta doczesna w Watykanie, chce ukryć, ta władza się broni, reaguje.

Jestem objęty śledztwem tylko za to, że wykonałem swoją pracę, do czego mam prawo, powiedział Fittipaldi. To ryzyko, które stanowi element mojego zawodu.

Dziennikarz zapewnił, że jeśli zostanie wezwany przez watykański wymiar sprawiedliwości, stawi się przed nim. Podkreślił, że nie ujawni swoich źródeł, bo zgodnie z włoskim prawem nie ma takiego obowiązku.

Watykan odwraca uwagę od własnych problemów

Kilka dni temu ksiądz Józef Kloch, były rzecznik Episkopatu, poproszony o komentarz do książek dwóch włoskich dziennikarzy powiedział,  że większość ujawnionych przez nich faktów była znana już wcześniej. Sam rzecznik Watykanu przekazał, że nie ma nowych informacji, ewentualnie doszły pewne szczegóły, podkreślił duchowny.

W takim razie po co wszczynać śledztwo przeciwko dziennikarzom? Co złego jest w tym, że ujawnili publicznie to, o czym Watykan już wcześniej wiedział?

Stolica Apostolska, zamiast znaleźć winnych niegospodarności w Watykanie i uporządkować własne finanse, próbuje nękać tych, którzy odsłonili niewygodne dla niej fakty.  Najwyraźniej z punktu widzenia Kościoła ujawnienie kościelnych nadużyć jest większym złem niż same nadużycia.

Źródło: www.polskieradio.pl

Były kapelan Jana Pawła II wśród oskarżonych w aferze podkarpackiej

Ksiądz pułkownik Robert M., były kapelan Jana Pawła II, a później proboszcz Katedry Polowej Wojska Polskiego jest jednym z oskarżonych w tzw. warszawskim wątku afery podkarpackiej. Kolejnym oskarżonym jest inny ksiądz, kanonik dr Jan C.

Ksiądz Robert M. odpowie za płatną protekcję, czyli powoływanie się na wpływy w instytucjach publicznych i obietnice załatwienia sprawy w zamian za korzyść osobistą lub majątkową.

Pozostali oskarżeni to ksiądz kanonik dr Jan C., duszpasterz leśników diecezji rzeszowskiej (prokuratura zarzuca mu podżeganie osoby publicznej do przyjęcia korzyści majątkowej) oraz Edward B., były dyrektor Lasów Państwowych w Krośnie, który usłyszał zarzut przyjęcia korzyści majątkowej. Za płatną protekcję grozi do 8 lat więzienia, za korupcję – do 10 lat.

Ksiądz płk Robert M., były kapelan Jana Pawła II

Ksiądz płk Robert M., były kapelan Jana Pawła II, odpowie przed sądem za płatną protekcję

Te trzy osoby zostały objęte pierwszym aktem oskarżenia w aferze podkarpackiej, skierowanym dziś do sądu przez warszawską Prokuraturę Apelacyjną. Materiał dowodowy bezspornie wskazuje na sprawstwo trzech osób oskarżonych , powiedział prokurator Waldemar Tyl.

Były kapelan papieski skusił się na sztabkę złota

Ksiądz Robert M. może uchodzić za ważną postać w warszawskim wątku afery podkarpackiej. W 2004 roku został kapelanem Jana Pawła II, a później był proboszczem Katedry Polowej Wojska Polskiego. 

Swoją płatną, sprzeczną z prawem pomoc ksiądz Robert M. oferował Marianowi D., prezesowi firmy paliwowej Maante z Leżajska i głównemu podejrzanemu w aferze podkarpackiej.

Biznesmen miał konkretne oczekiwania, pisze „Rzeczpospolita”. Chciał zamienić grunt należący do jego spółki na inny, bardziej przydatny, będący własnością nadleśnictwa w Leżajsku. Chciał też zmiany przeznaczenia terenu, co pozwoliłoby wykorzystać go w biznesie. Przedsiębiorca szukał także dojścia, dzięki któremu jego córka mogłaby uzyskać nominację sędziowską.

Pomoc w załatwieniu tych spraw zadeklarował były papieski kapelan, który według prokuratury chwalił się prezesowi firmy paliwowej z Leżajska swoimi wpływami w takich państwowych instytucjach, jak Krajowa Rada Sądownictwa i Lasy Państwe.

Prokuratura ustaliła, że w połowie 2012 roku ksiądz Robert M. przyjął od biznesmena Mariana D. menniczą sztabkę złota o wadze jednego kilograma, z numerem seryjnym. Kolejną łapówkę duchowny miał dostać po wywiązaniu się z obietnicy załatwienia nominacji sędziowskiej dla córki przedsiębiorcy z Leżajska.

128 tys. złotych - taka jest wartość sztabki złota, którą ksiądz Robert M. przyjął od biznesmena z Leżajska

128 tys. złotych – taka jest wartość sztabki złota, którą ksiądz Robert M. przyjął od biznesmena z Leżajska

1 lipca 2014 roku agenci CBA i prokuratorzy przeprowadzili rewizję w mieszkaniu księdza.  Szukali u niego m.in. sztabek złota, bo otrzymali informacje operacyjne, że w podkarpackiej aferze złoto było walutą przy załatwianiu spraw korupcyjnych. Znaleźli jedną sztabkę, a ksiądz Robert M., wówczas proboszcz Katedry Polowej, został zawieszony w pełnieniu swojej funkcji.

Ksiądz kanonik korumpował dyrektora nadleśnictwa

Biznesmenowi Marianowi D. pomagał w procederze korupcyjnym również inny ksiądz, kanonik dr Jan C., duszpasterz leśników diecezji rzeszowskiej, znany z dobrych relacji z podkarpackimi samorządowcami, miejscowymi politykami i komendantami lokalnej policji. Wiadomo o jego przyjaźni z posłem Janem Burym z PSL.

Ksiądz dr Jan C., duszpasterz leśników diecezji rzeszowskiej

Ksiądz dr Jan C., duszpasterz leśników diecezji rzeszowskiej, jest oskarżony o podżeganie do przyjęcia korzyści majątkowej

Ksiądz Jan C. znał również Edwarda B. – ówczesnego dyrektora nadleśnictwa, w którego władaniu był grunt interesujący biznesmena z Leżajska. Jak twierdzi prokuratura, duchowny nakłaniał leśnika, by pomógł w zamianie działek. Za to pośrednictwo ksiądz miał przyjąć od biznesmena 20 tys. złotych.

Według śledczych, Edward B. uległ namowom księdza i przyjął łapówkę. W trzech ratach miał otrzymać łącznie 50 tys. złotych

Afera na styku biznesu, polityki i Kościoła

Biznesmen Marian D. w innym wątku afery podkarpackiej jest podejrzany o wręczanie korzyści majątkowych, w tym sztabki złota, posłowi Janowi Buremu, ówczesnemu szefowi Klubu Parlamentarnego PSL. Wątek dotyczący Jana Burego prowadzi katowicka Prokuratura Apelacyjna.

Cała afera podkarpacka to rozległa sprawa na styku biznesu, polityki i Kościoła. Zarzuty w związku z korupcją na Podkarpaciu usłyszało do tej pory ok. 40 osób.

Źródła: www.tvp.info, wiadomosci.onet.pl, www4.rp.pl

Nowa afera w Watykanie. Wyciek tajnych dokumentów

Znów afera w Watykanie. Aresztowano tam dwoje pracowników kurii rzymskiej, którzy są podejrzani o przekazywanie dziennikarzom poufnych dokumentów i nagrań. Ale co może mieć do ukrycia Kościół, który sam stawia się w roli nauczyciela moralności i uczciwości?

Francesca Chaouqui, była doradczyni papieża Franciszka

Francesca Chaouqui, była doradczyni papieża Franciszka, która pomagała głowie Kościoła w reformie watykańskich finansów
 

Jedną z zatrzymanych osób jest była doradczyni papieża Francesca Chaouqui, która pomagała Franciszkowi w reformie watykańskich finansów. Oprócz niej aresztowano hiszpańskiego księdza Lucio Angela Vallejo Baldę, członka Opus Dei. Duchowny pozostaje w areszcie i czeka na rozprawę sądową, natomiast kobietę zwolniono, bo zobowiązała się do lojalnej współpracy z watykańską prokuraturą.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że dochodzenie dotyczy również włamania do komputera generalnego audytora Stolicy Apostolskiej, Libero Milone, odpowiedzialnego za kontrolę finansową wszystkich instytucji i urzędów w Watykanie.

Nic nie wiadomo na temat treści lub charakteru dokumentów, które wyciekły z Watykanu, wiadomo natomiast, że tego rodzaju wycieki zazwyczaj służą wewnętrznym rozgrywkom w kurii rzymskiej. Dokumenty te przypuszczalnie stały się podstawą dla dwóch książek, które mają się ukazać 5 listopada. Jak podali ich autorzy, publikacje będą ujawniać serię skandali oraz watykańskich tajemnic.

Ileż brudu w Kościele…

Prasa zastanawia się, czy prawie trzy lata po aferze Vatileaks – która zdaniem wielu watykanistów była jednym z powodów dymisji Benedykta XVI – za Spiżową Bramą znów zaczyna się walka na dokumenty i „sezon intryg”.

Zastanawiające jest również to, dlaczego w Kościele jest tyle tajnych spraw. Ukrywa się raczej rzeczy złe, a nie dobre, a więc mogłoby się wydawać, że Kościół, który rości sobie prawo do nauczania moralności i uczciwości, nie będzie miał nic do ukrycia. Ale jest zupełnie inaczej.

Ileż brudu w Kościele! – grzmiał dziesięć lat temu kardynał Joseph Ratzinger na łamach włoskiego dziennika „La Stampa”. Przedstawił Kościół katolicki jako tonącą łódź, do której ze wszystkich stron wdziera się woda. Brudne są jego szaty i oblicze, wielkie słowa i gesty pokrywają zdradę, pisał Ratzinger o Kościele. Takie zarzuty padające z ust wysokiego dostojnika watykańskiego, który kilka tygodni później został papieżem, brzmią zaskakująco. Ale cóż, kardynał przez kilkadziesiąt lat dokładnie poznawał Kościół od środka – a więc chyba wiedział, co pisze.

Źródła www4.rp.pl, wyborcza.pl