„Jesteś niezłą kocicą”. Tak ksiądz Mariusz J. przygotowywał 13-latkę do bierzmowania

Ksiądz Mariusz J. z Ząbkowic Ślaskich wysyłał uczennicy erotyczne SMS-y

Ksiądz z Ząbkowic Śląskich wysyłał SMS-y z podtekstem pedofilskim do jednej z uczennic, które przygotowywał do bierzmowania. Kuria początkowo nie reagowała. Sprawą zajmuje się prokuratura.

Mama 13-latki, zanim zdecydowała się pójść na policję, interweniowała w kurii w Świdnicy. Jednak dopiero po jej trzeciej wizycie przełożeni księdza wycofali go z parafii i przenieśli do Domu Księdza Emeryta.

Dziennikarze dowiedzieli się nieoficjalnie, że SMS o treści „jesteś niezłą kocicą” to jedna z najłagodniejszych wiadomości wysłanych przez księdza Mariusza J.

Prokuratorskie postępowanie ma wyjaśnić, jaki charakter miały kontakty między dziewczynką a 35-letnim wikarym. Śledczy zabezpieczyli telefon komórkowy nastolatki. Sąd ma ja przesłuchać w obecności psychologa. Dopiero wtedy prokuratorzy zdecydują, czy ksiądz usłyszy zarzuty

Okazuje się, że ksiądz Mariusz J. już wcześniej w podobny sposób nękał dziewczęta. Nie poniósł wówczas żadnych konsekwencji karnych. „Gazeta Noworudzka” cytuje swojego informatora, który zastrzegł sobie anonimowość:

Na ostatnim roku studiów, kiedy był diakonem w parafii św. Mikołaja w Nowej Rudzie [na przełomie 2008/2009 r.] przez internet wysyłał dziwne teksty młodym dziewczynom. One zgłosiły to wówczas wikaremu i proboszczowi. Wtedy usunięto go z tej praktyki. Dali mu roczny urlop i po tym rocznym urlopie poszedł na praktyki do parafii w Żarowie. Był taki nacisk wtedy, taki okres kiedy brakowało święceń kapłańskich, a on był jednym z trzech później wyświęconych. Już wcześniej były głosy, że on nie powinien być księdzem, bo miał zamiłowanie do niepełnoletnich osób. To się zaczęło w Nowej Rudzie. Ale po rocznym urlopie skontaktowali się z nim i zapytali czy wszystko przemyślał i czy nadal chce być księdzem i tak to się stało.

Źródła: wroclaw.wyborcza.pl, nowaruda24.pl

Ksiądz z Wielączy nagrywał nagie dziewczynki. Tłumaczył się stresem

Ksiądz Łukasz P., wikary z Wielączy w woj. lubelskim, nagrywał dziewczynki w przymierzalniach i toaletach  – w Polsce i za granicą. Używał do tego nawet kamery przymocowanej do buta.

Kościół w Wielączy

Kościół w Wielączy,
gdzie posługę pełnił ks. Łukasz P.

W lecie 2017 roku ksiądz Łukasz P. spędzał wakacje w Chorwacji. Podczas zakupów w centrum handlowym w Splicie został przyłapany, gdy nagrywał telefonem rozbierającą się dziewczynkę w przymierzalni. Miejscowi policjanci zatrzymali duchownego. W jego laptopie i telefonie znaleźli kilkadziesiąt filmów nagrywanych z ukrycia w toaletach i przymierzalniach sklepów. Chorwacka policja przekazała je polskiej prokuraturze.

Księdzem Łukaszem P. zajęła się  Prokuratura Okręgowa w Zamościu. Nagrania poddano pod ocenę biegłych, którzy orzekli, że jest to pornografia z udziałem dzieci. Przeszukano mieszkanie wikarego na plebanii – znaleziono tam kilka miniaturowych kamer, a także komputery i nośniki danych zawierające kilkaset zdjęć i filmów o charakterze pornograficznym z osobami niepełnoletnimi.

Zestresowany ksiądz

Księdzu postawiono zarzuty utrwalania nagiego wizerunku podstępem. Grozi mu za to do pięciu lat pozbawienia wolności. Duchowny przyznał się do winy. Tłumaczył się tym, że podglądanie pomaga mu radzić sobie ze stresem wywołanym ciężką pracą. 

Po analizie zgromadzonego materiału śledczy ustalili tożsamość osób nagrywanych przez księdza. Wytypowali około 20 poszkodowanych i wszystkie te osoby są małoletnie. Niektórzy rodzice złożyli już wnioski o ściganie i z tego powodu prokuratura chce wkrótce rozszerzyć zarzuty. 

Prokuratura ujawniła też, w jaki sposób ksiądz Łukasz P. nagrywał swoje filmy. Korzystał z kamer szpiegowskich, jedną miał nawet zamontowaną na czubku buta – podchodził do przymierzalni i wsuwał but pod zasłonę. Ukrywał również swoje kamery w damskich toaletach i pod prysznicami.

Ksiądz Łukasz P. jest obecnie pod dozorem policyjnym i nie może wyjeżdżać za granicę. W swojej parafii w Wielączy wikary był powszechnie lubiany i uważany za sympatyczną osobę. Pracował również z młodzieżą.

Źródła: wiadomosci.wp.pl, www.polsatnews.pl

Ksiądz-sadysta doprowadził chłopca do samobójstwa. Wyrok jest łagodny

Ksiądz Stanisław K. z Hłudna, który doprowadził do samobójstwa trzynastoletniego Bartka, nie pójdzie do więzienia. Dostał wyrok w zawieszeniu, choć prokurator domagał się dla księdza bezwzględnego pozbawienia wolności.

Ksiądz Stanisław Kaszowski z Hłudna

Ksiądz Stanisław K. na sali sądowej

Były proboszcz z Hłudna wyrokiem Sądu Okręgowego w Krośnie został uznany za winnego i otrzymał karę dwóch lata więzienia w zawieszaniu na pięć lat. Wyrok jest prawomocny i zapadł dopiero 11 lat po tym, gdy chłopiec odebrał sobie życie.

Bartek popełnił samobójstwo w połowie grudnia 2007 roku w miejscowości Hłudno. Powiesił się na drzewie w przydomowym ogrodzie. Zostawił list, w którym wskazał księdza jako osobę, która doprowadziło go do targnięcia się na życie. 

Ksiądz znęcał się nad chłopcem i nad dziewczynkami

Ksiądz Stanisław K. znęcał się psychicznie i fizycznie nad trzynastolatkiem. Katolicki duchowny bił Bartka po twarzy, karku, szarpał za uszy. Oskarżał go o kradzież pieniędzy, mimo braku dowodów i zaprzeczeń chłopca. Straszył Bartka zawiadomieniem policji i przeszukaniem domu. Duchowny maltretował także trzy dziewczynki, uczennice miejscowej szkoły – bił je, ciągnął za uszy i włosy.

W 2008 roku rozpoczął się pierwszy proces, w którym sąd rejonowy w Brzozowie  uznał, że ksiądz znęcał się nad chłopcem, lecz nie miało to wpływu na decyzję trzynastolatka o samobójstwie. Dopiero w trzecim procesie sąd dostrzegł taki związek.

Choć Bartek z Hłudna odebrał sobie życie jedenaście lat temu, to od tamtego czasu aż do tego roku nikt nie odsunął księdza Stanisława K. od kontaktów z dziećmi – ani sąd, ani Kościół.

Źródła: www.radio.rzeszow.plwiadomosci.onet.plrzeszow.wyborcza.pl

Erotyka i molestowanie w seminarium duchownym w Elblągu

Były kleryk zawiadomił prokuraturę, że był molestowany przez swojego kolegę z seminarium duchownego w Elblągu. Z jego relacji wynika, że zachowania erotyczne w seminarium były powszechne.

Wyższe Seminarium Duchowne w Elblągu

Wyższe Seminarium Duchowne w Elblągu. ”Polityka” pisze o erotyzmie wśród tamtejszych kleryków.

O tej sprawie były kleryk Patryk Lemke opowiedział tygodnikowi „Polityka”. Zaznaczył, że chce mówić pod własnym nazwiskiem, bo nic złego nie zrobił i nie ma się czego wstydzić. Przyjęcie do seminarium było dla niego spełnieniem marzeń, bo od dziecka chciał zostać księdzem, ale gdy został klerykiem, zaskoczyła go tamtejsza atmosfera, pełna erotycznych podtekstów.

Coraz więcej zachowań mnie szokowało. Jak choćby to, gdy koledzy podczas mszy świętej, przekazując mi znak pokoju przez podanie ręki, łaskotali mi dłoń środkowym palcem, patrząc dziwnie w oczy, opowiada. W rozmowach klery­ków Patryk słyszał wulgarne żarty, np. że któryś ksiądz „to pedał”. Ale oficjalnie problem homoseksualności był w seminarium całkowicie ignorowany.

Patryk opowiada, że starał się do niego zbliżyć Marcin M., nieco starszy kolega, zapraszając go na kawę i do restauracji. Patryk przyjmował zaproszenia, bo początkowo traktował Marcina jak kumpla, z którym można porozmawiać o życiu. Przyjął również zaproszenie kolegi na Wigilię do rodzinnego domu.

„Wepchnął mi rękę do majtek”

Na początku było normalnie. Świąteczna kolacja z matką Marcina, jego siostrą i czwórką przyjaciół, opowiada były kleryk. Gdy za gośćmi zamknęły się drzwi, Marcin zaczął mnie przytulać, ściskać, całować, próbował wepchnąć mi język do ust. Odepchnąłem go i zażądałem, żeby przestał. On poszedł sprzątać po kolacji, a ja się położyłem. Już zasypiałem, kiedy wszedł do pokoju, odkrył kołdrę, wepchnął mi rękę do majtek i zaczął nachalnie obmacywać. Nie wierzyłem w to, co się dzieje, zaczęliśmy się szarpać. W końcu on uciekł do siebie, a ja zwymiotowałem na łóżko. Byłem w szoku. Wyjechałem stamtąd, najprędzej, jak się dało.

Po powrocie do seminarium Patryk poszedł z tą sprawą do rektora i opowiedział mu o wszystkim. Rektor go wysłuchał, a zapytany, co z tym zrobi, powiedział: „jeśli to będzie prawda, podziękujemy Marcinowi, a jeśli nie, to tobie”. Dziewięć dni później, bez żadnych wyjaśnień, Patryk został relegowany z seminarium. Wicerektor elbląskiego seminarium, ks. Wojciech Skibicki, mówi dzisiaj, że zarzut kleryka pod adresem kolegi został uznany za absurdalny: Po przeba­daniu sprawy uznaliśmy, że taka sytuacja nie miała miejsca

Patryk, wyrzucony z uczelni, próbował później dostać się do seminariów w innych miastach, ale wszędzie mu odmawiano – okazało się, że szedł za nim „wilczy bilet”, czyli negatywna opinia z seminarium z Elbląga.

Klerycy potwierdzają: erotyzm w seminarium

Prokuratura wszczęła już śledztwo w sprawie molestowania, a Patryk czeka na pierwsze przesłuchanie w sądzie. Zeznawać chcą również inni klerycy, którym się zwierzał i którzy znają Marcina. Na przykład Darek, który był z nim na jednym roku. Mieszkaliśmy swego czasu w wieloosobowym pokoju, opowiada. Kiedyś wszedłem i zastałem Marcina przytulonego w łóżku z innym klerykiem. Z kolei Paweł, były ksiądz i absolwent elbląskiego seminarium, wspomina: Ja też, już jako ksiądz, przeżyłem podobny incydent z absolwentem mojego rocznika. Też poszedłem do rektora uświadomić mu, kogo wyświęcił. Odesłał mnie do biskupa. Biskup obiecał, że się tym zajmie, ale z tego, co wiem, kolega nadal jest księdzem.

Patryk nie chce ubiegać się o odszkodowanie, zależy mu tylko wyjaśnieniu prawdy i potwierdzeniu jej przez sąd. Liczy na to, że wówczas będzie mógł zostać księdzem.

Źródło: www.polityka.pl

Ksiądz z Ustki po pijanemu spowodował kolizję i uciekł

Pijani księża za kierownicą stają się normalnym zjawiskiem na polskich drogach. Media informują o kolejnych przypadkach. Tym razem sprawcą był 35-letni wikary z Ustki.

Pijany ksiądz


Na jednym ze skrzyżowań w Ustce doszło do kolizji dwóch samochodów. Była to typowa stłuczka, toyota najechała na tył mercedesa. Kobieta prowadząca uderzone auto zadzwoniła po męża, który szybko przybył na miejsce.

Okazało się, że sprawcą jest 35-letni wikariusz z lokalnej parafii. Czuć było od niego alkohol. Mąż poszkodowanej zadzwonił po policję, ale ksiądz nie czekał, wsiadł do swojej rozbitej toyoty i uciekł. Mężczyzna ruszył za nim w pościg i w ten sposób dotarł na plebanię. Ponownie zawiadomił policję.

Kiedy przyjechali policjanci, znaleźli księżowską toyotę. Spisali jej numery rejestracyjne i ustalili właściciela. Zadzwonili  do drzwi plebanii, ale osoba, która im otworzyła poinformowała, że wikarego nie ma. Drzwi od jego pokoju były zamknięte. W takiej sytuacji dajemy wiarę rozmówcy. Do mieszkania moglibyśmy wejść np. w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia bądź zdrowia. W tym przypadku takie okoliczności nie zaszły, wyjaśnił komisarz Robert Czerwiński ze słupskiej policji.

Ksiądz na drugi dzień miał jeszcze promil alkoholu w organizmie

Policjanci pojawili się ponownie nazajutrz rano, po wcześniejszej rozmowie z proboszczem. Tym razem wikary otworzył im drzwi. Przebadano go alkomatem i okazało się, że ma w organizmie blisko promil alkoholu. Wówczas policjanci zabrali księdza do lekarza, gdzie pobrano mu krew do dalszych badań.

Minęło sporo czasu od kolizji, tłumaczył dziennikarzom komisarz Czerwiński. My musimy wiedzieć, jaka dokładnie była zawartość alkoholu w jego organizmie w chwili zdarzenia. Dlatego pobrano krew. Konieczne będzie badanie retrospektywne, które pozwali nam ustalić tę wartość.

Komisarz powiedział, że zostanie skierowany wniosek do sądu o ukaranie księdza za spowodowanie kolizji. Natomiast śledztwo w sprawie ewentualnej jazdy pod wpływem alkoholu będzie odrębne.  Czekamy na wyniki badań, jednak duże znaczenie będą miały również zeznania świadków, wyjaśnił kom. Czerwiński.

Jest przyzwolenie na łamanie prawa przez ludzi Kościoła

Kilka dni temu w tym samym regionie zatrzymano innego księdza, który prowadził samochód pod wpływem alkoholu. Media w całym kraju, zwłaszcza lokalne, informują o podobnych przypadkach. Pijani księża za kierownicą stają się normalnym zjawiskiem na polskich drogach. 

Wynika to po części z tego, że księża zwykle są łagodnie traktowani przez polski wymiar sprawiedliwości, a po części z tego, że wielu wiernym Kościoła katolickiego nie przeszkadzają wykroczenia i przestępstwa ich pasterzy. Kiedy np. ksiądz zostaje zatrzymany za przestępstwo pedofilskie, regułą jest to, że broni go lokalna społeczność. A prowadzenie auta przez pijanego duchownego zwykle kwitowane jest wzruszeniem ramion i krótkim komentarzem: ksiądz też człowiek.

Źródła: trojmiasto.wyborcza.pl, www.tvn24.pl