Ksiądz Andrzej A. poraził turystę paralizatorem. Unika kary

Skazany ksiądz Andrzej A., który dotkliwie poraził paralizatorem człowieka, unika kary. Sąd, na wniosek kuratora sądowego, właśnie zawiesił mu wyrok wykonywania prac społecznych.

Ks. Andrzej A. razi paralizatorem

Ks. Andrzej A. razi turystę paralizatorem.
Kadr z monitoringu

W czerwcu 2016 roku turysta z rodziną i yorkiem na smyczy wszedł na teren otaczający sanktuarium Marii Śnieżnej na Górze Iglicznej, choć nie wolno wprowadzać tam psów. Nie spodobało się to księdzu pro­bosz­czo­wi An­drze­jo­wi A., zat­rud­nio­ne­mu w sank­tu­ar­ium jako kus­tosz. Du­chow­ny szyb­kim kro­kiem pod­szedł do męż­czyz­ny i – co wi­dać na fil­mie z mo­ni­to­rin­gu – dwa razy raził go ukrytym w rękawie paralizatorem, krzycząc: „Wynocha stąd”. Turyści wezwali policję i pogotowie. Ranionego karetka musiała zawieźć do pobliskiego szpitala. 

W toku prowadzonego śledztwa i po analizie filmu z monitoringu widać wyraźnie, ze tuż przed atakiem proboszcz nie ostrzegł turysty, ani nie próbował go poprosić, by się dostosował do zakazu wprowadzania psów. Ksiądz tłumaczył, że użył paralizatora w obronie własnej. Zeznania świadków i nagranie z monitoringu tego nie potwierdziły, powiedział prowadzący sprawę prokurator.  

Księdzu groziło nawet do 3 lat więzienia, ale sąd potraktował go łagodnie. Skazał go na 10 miesięcy prac społecznych – każdego miesiąca duchowny miał wykonywać 30 godzin tych prac. Jednak ksiądz odwołał się od tego wyroku. Ksiądz robi wszystko, by nie pracować społecznie. Wstydzi się tego, że będzie musiał zamiatać ulice, mówi jeden z wiernych.

W procesie apelacyjnym duchowny przekonywał, że czerwone ślady na brzuchu turysty powstały nie w wyniku porażenia, lecz po tym, jak „siłą naporu mężczyzna, próbując zaatakować, uderzył się o narzędzie, wpadając na nie”. Sąd apelacyjny nie przyjął tego tłumaczenia i utrzymał wyrok.

Ksiądz Andrzej A., proboszcz sanktuarium Marii Śnieżnej

Ks. Andrzej A.: ‚mężczyzna, próbując zaatakować, uderzył się o narzędzie, wpadając na nie’

Miejsce wykonania prac społecznych przez duchownego miał wyznaczyć kurator sądowy. Ale zamiast tego złożył wniosek o zawieszenie wykonania kary. Powodem miał być zły stan zdrowia księdza Andrzeja A.

Sąd Rejonowy w Kłodzku pozytywnie rozpatrzył ten wniosek i zawiesił wykonywanie prac społecznych przez księdza. Zdecydowała opinia biegłego, który stwierdził, że obecny stan zdrowia księdza nie pozwala mu na wykonywanie pracy.

Wiadomo jednak, że stan zdrowia nie przeszkadza duchownemu w wykonywaniu pracy kustosza w sanktuarium na Górze Iglicznej. Ksiądz Andrzej A. nie ma również problemów z odprawianiem mszy.

Mimo prawomocnego wyroku, biskup świdnicki Ignacy Dec nie wyciągnął żadnych konsekwencji wobec skazanego księdza.

Źródła: www.tvn24.pl, natemat.plpikio.pl

Kościół nie chce płacić ofierze księdza pedofila. Będzie wniosek o kasację

Towarzystwo Chrystusowe złoży wniosek o kasację prawomocnego wyroku nakazującego zakonowi wypłatę milionowego odszkodowania kobiecie, którą w dzieciństwie więził i wielokrotnie gwałcił ksiądz należący do tego zakonu.

Towarzystwo Chrystusowe

Siedziba Towarzystwa Chrystusowego w Puszczykowie. Tutaj udzielono schronienia gwałcicielowi Romanowi B., gdy wyszedł z więzienia; pozwolono mu też odprawiać msze

Wczoraj (2.10.2018) Sąd Apelacyjny podtrzymał wyrok sądu pierwszej instancji: należący do Kościoła katolickiego zakon Towarzystwo Chrystusowe ma wypłacić milion złotych odszkodowania i dożywotnią rentę w wysokości 800 zł miesięcznie ofierze księdza Romana B. Wyrok jest prawomocny, jednak chrystusowcy zapowiedzieli, że złożą skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, co oznacza, że nadal nie chcą wypłacić ofierze odszkodowania.

Zakon odmawia komentarza w tej sprawie. Milczy również Episkopat Polski. Jeszcze przed wyrokiem Sądu Apelacyjnego stanowisko Towarzystwa Chrystusowego wyjaśniał pełnomocnik zakonu Krzysztof Wyrwa: Kościół nie może brać odpowiedzialności za czyny jednego człowieka. W przeciwieństwie do policjanta w mundurze, za którego błędy płaci skarb państwa, ksiądz ten w momencie popełniania tych czynów nie był na służbie.  

Sąd natomiast przyjął stanowisko, że ksiądz dokonujący nadużyć seksualnych w stosunku do dzieci powierzonych jego opiece wykorzystuje swoją pozycję instytucjonalną i działa w kontekście wykonywanego przez siebie zlecenia („powierzenia wykonania czynności” – jak nazywa to kodeks cywilny), jakim jest w tym wypadku pełnienie „posługi duszpasterskiej”, a ściśle „duszpasterstwo młodzieży”. Ksiądz katecheta Roman B. poznał nastolatkę na lekcji religii,  po czym zapraszał ją na plebanię, a więc do miejsca służbowego. Wykorzystał swoją funkcję księdza do zdobycia zaufania dziewczynki.

Kościół do końca broni swoich pieniędzy

To przełomowy wyrok, twierdzi mecenas Artur Nowak, prawnik i współautor książki o pedofilii w Kościele „Żeby nie było zgorszenia”. Jego zdaniem, wyrok nakazujący zakonowi wypłatę odszkodowania pokazał, że niezgodne z prawem są wytyczne Episkopatu, w których stwierdzono, że Kościół nie odpowiada za czyny sprawców.

Wyrok zadał kłam temu, co niedawno mówił Prymas Polski, że w naszym systemie prawnym nie ma odpowiedzialności Kościoła, a jest tylko odpowiedzialność sprawcy, powiedział Artur Nowak.

Jego zdaniem, jest to kompromitacja Episkopatu. A zapowiedź złożenia wniosku o kasację wyroku świadczy o tym, że Kościół do końca broni swoich pieniędzy.

Źródła: www.gazetaprawna.plwww.tokfm.pl 

– aktualizacja z 16.10.2018 -

Chrystusowcy wykonali wyrok sądu i wypłacili ofierze księdza Romana B. milion złotych odszkodowania i zaległą rentę. Wciąż zapowiadają złożenie wniosku o kasację, jednak nie zwalnia to ich od wykonania wyroku (link).

Milion złotych dla ofiary księdza pedofila. Sąd Apelacyjny utrzymał wyrok

Milion złotych odszkodowania i dożywotnią rentę dostanie kobieta więziona i gwałcona w dzieciństwie przez księdza pedofila Romana B. – Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji.

W styczniu tego roku sąd przyznał 24-letnie Katarzynie, która w dzieciństwie była ofiarą księdza pedofila, milion złotych zadośćuczynienia i 800 zł miesięcznie dożywotniej renty. Zapłacić miałoby Towarzystwo Chrystusowe, zgromadzenie zakonne, do którego należał ksiądz Roman B., sprawca gwałtów na trzynastolatce.

Sąd apelacyjny w Poznaniu utrzymuje wyrok w sprawie zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila

Sąd Apelacyjny utrzymuje wyrok w sprawie zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila
 

Wyrok został uznany za przełomowy, bo do tej pory sądy w Polsce oddalały roszczenia finansowe wobec Kościoła w sprawach przeciwko pedofilom w sutannach. Przedstawiciele Kościoła skutecznie przekonywali sędziów, że to nie Kościół jest odpowiedzialny za przestępcze czyny księży, lecz sami księża.

Pracodawca odpowiada za czyny pracownika

Towarzystwo Chrystusowe wniosło  apelację od styczniowego wyroku, ale dziś Sąd apelacyjny utrzymał go w mocy. Sąd pierwszej instnacji obciążył Towarzystwo Chrystusowe na podstawie artykułu 430 kodeksu cywilnego, który mówi o odpowiedzialności pracodawcy za czyny pracownika popełniane w ramach obowiązków zawodowych.

Sąd nie miał wątpliwości, że ksiądz Roman B. wykorzystał swoją zawodową pozycję duchownego. Poznał nastolatkę na lekcji religii,  po czym zapraszał ją na plebanię, a więc do „miejsca służbowego”. „Gdyby nie uczył religii, gdyby nie był księdzem, to do jego spotkania z pokrzywdzoną w ogóle by nie doszło. Gdyby nie wykorzystał swojej funkcji księdza do zdobycia zaufania pokrzywdzonej, szkoda nie zostałaby wyrządzona” – napisał sąd w uzasadnieniu wyroku.

Katarzyna miała 13 lat, kiedy katecheta ks. Roman B. upatrzył ją sobie jako ofiarę. Wykorzystał jej trudną sytuację domową i odseparował ją od rodziny. Przez kilkanaście miesięcy więził dziewczynkę, gwałcił ją, zmuszał do przyjmowania leków, zastraszał, groził śmiercią, jeśli nie zachowa milczenia. Gdy zaszła w ciążę, zmusił ją do aborcji. Inni księża widzieli, że Roman B. zabiera dziewczynkę na noc do swojego pokoju, ale ich to nie dziwiło. Nie zawiadomili przełożonych ani policji.

Gwałcicielem zaopiekował się zakon, ofiara ma złamane życie

Ksiądz Roman B.

Ksiądz Roman B. zapewniał, że podczas procesu i odsiadywania wyroku czuł wsparcie przełożonych

W 2008 roku gwałciciel w sutannie został w końcu aresztowany. W 2010 roku skazano go na cztery lata pozbawienia wolności. Gdy wyszedł z więzienia, zaopiekowało się nim Towarzystwo Chrystusowe, umieszczając go w swoim domu księży emerytów w Puszczykowie pod Poznaniem. Ksiądz odprawiał tam msze, co więcej, prowadził korespondencję z dziećmi na Facebooku. Ze stanu duchownego został wydalony dopiero w grudniu 2017 roku, gdy sprawa stała się szeroko znana dzięki mediom. Jeszcze później został usunięty ze swojego zakonu: 25 czerwca 2018 roku, czyli kilka miesięcy po wyroku sądu pierwszej instancji w sprawie odszkodowania dla ofiary.

Kasia, ofiara księdza, trafiła do domu dziecka. Czterokrotnie próbowała popełnić samobójstwo. Była leczona w szpitalach psychiatrycznych. Dzisiaj cierpi na zespół stresu pourazowego oraz zespół depresyjny z objawami psychotycznymi.  W domu dziecka skończyłam tylko gimnazjum, bo w pierwszej klasie technikum znów podcięłam sobie żyły, opowiada Katarzyna. Dyrektor powiedziała, że nie powinnam w takim stanie chodzić do szkoły. Gdy wyszłam z psychiatryka, zdecydowałam, że muszę wyprowadzić się od rodziców. Wynajęłam pokój w innym mieście. Dostałam pracę na kasie. Po pracy siedzę u siebie. Nie wychodzę z domu.

Źródło: wiadomosci.onet.pl, wyborcza.pl

– uzupełnienie z 16.10.2018 –

Towarzystwo Chrystusowe wykonało wyrok sądu i wypłaciło ofierze księdza Romana B. milion złotych odszkodowania i zaległą rentę. Chrystusowcy zapowiadają złożenie wniosku do Sądu Najwyższego o kasację, jednak nie zwalnia ich to od wykonania wyroku (link).

Kapelan szpitalny Jerzy K. molestował nastolatkę

Kapelan szpitala w Pile, 66-letni ksiądz salezjanin Jerzy K., molestował 17-letnią pacjentkę. Początkowo nie przyznawał się do winy, ale zmienił zdanie i chce dobrowolnie poddać się karze.

W kwietniu tego roku pracownicy Szpitala Specjalistycznego w Pile zauważyli, że ksiądz, który pracował jako kapelan w szpitalu całuje, obmacuje i próbuje położyć na łóżku 17-letnią pacjentkę. Natychmiast zawiadomili policję i duchowny opuścił szpital w kajdankach. Przewieziono go do prokuratury, gdzie usłyszał zarzut „doprowadzenia osoby małoletniej do poddania się innej czynności seksualnej”.

Ksiądz Jerzy K., Piła

W rękach policji ksiądz Jerzy K., który w szpitalu molestował nastolatkę.

Istotny był też fakt, że ksiądz mógł wykorzystywać słabość dziewczyny jako osoby hospitalizowanej i korzystać ze swojego autorytetu kapłana. Prokuratura zastosowała wobec kapelana m. in. dozór policyjny, a także zakaz kontaktowania się ze świadkami oraz pokrzywdzoną.

Ksiądz i prokuratura nie chcą procesu

Początkowo ksiądz twierdził, że jest niewinny. W prokuraturze złożył wyjaśnienia zaprzeczające ustalonemu przebiegowi zdarzeń. Teraz jednak przyznał się do winy i chce dobrowolnie poddać się karze, co oznacza, że sprawa zakończyłaby się bez procesu sądowego. Prokuratura podziela wniosek księdza i wnosi o karę pozbawienia wolności w zawieszeniu. Teoretycznie za takie przestępstwo grozi nawet do 8 lat więzienia.

Sprzeciw wobec takiego rozwiązania może zgłosić pełnomocnik pokrzywdzonej lub sam sąd, który w ciągu najbliższych dni zajmie się tą sprawą. Sąd może przychylić się do wniosku oskarżonego lub przeprowadzić proces.

Źródła: wiadomosci.radio.zetwww.se.pl

Nadal nie wiadomo, czy Kościół zapłaci milion złotych za pedofilię księdza

Do 2 października odroczył sąd apelacyjny w Poznaniu ogłoszenie wyroku w sprawie miliona złotych odszkodowania dla ofiary księdza pedofila Romana B.

Sąd - rozprawa - kościelna pedofilia

Sąd apelacyjny: odroczenie wyroku w sprawie odszkodowania dla ofiary księdza pedofila.

Sąd rozpatrywał 20 września apelację od wyroku w sprawie kobiety gwałconej w dzieciństwie przez księdza Romana B. z Towarzystwa Chrystusowego. W pierwszej instancji sąd przyznał jej milion złotych zadośćuczynienia i 800 zł miesięcznie dożywotniej renty. Zapłacić miałoby Towarzystwo Chrystusowe. W uzasadnieniu wyroku sąd zaznaczył, że Roman B. „wykorzystał swoją pozycję zawodową jako ksiądz”, gdyż poznał dziewczynkę na lekcji religii, a później zapraszał na plebanię, czyli do „miejsca służbowego”. 

Ten wyrok uznano za przełomowy, bo do tej pory sądy w Polsce oddalały roszczenia finansowe wobec Kościoła w sprawach przeciwko pedofilom w sutannach. Chrystusowcy wnieśli jednak apelację, a na wczorajszej rozprawie sąd ocenił, że sprawa ma charakter skomplikowany i odroczył ogłoszenie wyroku o dwa tygodnie. Zdaniem niektórych komentatorów może to oznaczać, że rosną szanse strony kościelnej na wygranie apelacji.

„Będą naciski, by ofiara nie dostała ani grosza”

Pikieta - stop pedofilii w Kościele

Pikieta solidarności z ofiarami księży pedofilów

Przed budynkiem sądu apelacyjnego zebrała się pikieta z transparentami „Stop pedofilii w Kościele” i „Zły dotyk boli całe życie”. Czy wyrok będzie utrzymany? Nie mam wielkiej wiary, bo to byłby precedens, mówił jeden z pikietujących Kuba Kapral. Ale jest nadzieja, że sądy są jeszcze w Polsce niezawisłe i uda się utrzymać ten wyrok. Dodał, że liczy się z naciskami Kościoła na sąd. Podkreślił, że trzeba głośno mówić o tym, iż problem pedofilów w sutannach wciąż pozostaje nierozwiązany.

Wyrok będzie niekorzystny dla jednej ze stron, więc sprawa trafi pewnie do Sądu Najwyższego. A tam bez wątpienia będą naciski kościelnych hierarchów, by wyrok uwalić. Aby ofiara nie dostała grosza, a Kościół czuł się bezkarny, przekonywał inny uczestnik pikiety, Michał Walkowiak. Tłumaczył, że chce okazać wsparcie ofiarom księży pedofilów i dlatego przyszedł przed budynek sądu. Mówił, że Polacy są zdegustowani postawą hierarchów, którzy wciąż tuszują pedofilię swoich podwładnych.

Nie może być tak, że wina zawsze spada na bezbronne dzieci, a nigdy na Kościół, mówiła Aleksandra Różańska. Wyraziła przekonanie, że sąd apelacyjny utrzyma wyrok, gdyż jej zdaniem ma on jasną sytuację po uzasadnieniu sądu pierwszej instancji. Ksiądz jest sługą i pracownikiem Kościoła. To Kościół wytypował go do pełnienia roli katechety, czyli powinien ponosić konsekwencje.

Źródło: poznan.wyborcza.pl

– uzupełnienie z 16.10.2018 -

Sąd apelacyjny utrzymał wyrok i przyznał ofierze księdza Romana B. milion złotych odszkodowania oraz dożywotnią rentę. Zgodnie z wyrokiem, zapłaciło Towarzystwo Chrystusowe, ale zapowiedziało wniosek o kasację do Sądu Najwyższego (link).