Halloween. Kościół straszy, głównie dzieci

Zabawa z okazji Halloween nie jest bezpieczna, bo zły duch nie postrzega jej jako żart, ale jako otwarcie się człowieka na jego wpływ – mówi biskup Artur Miziński, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski.

Wiele osób traktowało wywoływanie duchów jako zabawę, a kończyło się to na zniewoleniach duchowych, przestrzega biskup w wywiadzie dla PAP. Przypomina, że papież Benedykt XVI uznał Halloween za święto antychrześcijańskie i niebezpieczne. Zdaniem biskupa, Halloween promuje  kulturę śmierci, popycha ku mentalności ezoterycznej i magii, atakuje święte i duchowe wartości przez diabelskie inicjacje za pośrednictwem obrazów okultystycznych.

Katecheci straszą uczniów

Podobny przekaz mają dla uczniów katoliccy katecheci w polskich szkołach publicznych. Jeden z mieszkańców Wrześni skarżył się, że w szkołach w tym mieście uczniowie są straszeni, że Halloween to dzień satanistów, którzy porywają dzieci, aby złożyć je w ofierze.

Sprawę zbadał dyrektor Szkoły Podstawowej nr 6. Okazało się, że rzeczywiście jedna z katechetek opowiadała dzieciom o Halloween jako o święcie satanistów. Dyrektor upomniał katechetkę, uznając jej zachowanie za nieprofesjonalne i niezgodna z metodyką pracy nauczyciela.

Diabeł - Hallowen

Przy okazji Halloween katoliccy katecheci straszą dzieci diabłem

W Zielonej Górze ojciec jednej z uczennic Szkoły Podstawowej nr 8 zaniepokoił się, gdy jego córka wróciła do domu ciężko przestraszona. Po prostu bała się, opowiada ojciec. Katechetka straszyła dzieci, że Halloween to święto szatana. Jak będą się przebierać i zbierać cukierki, to mogą opętać je demony. A wtedy z ust będzie im ciekła piana.

Straszeni byli również uczniowie szkoły w Drzonkowie. Syn wrócił ze szkoły blady, opowiada mama pierwszoklasisty. Dopytywał się o diabła, o piekło. Katechetka natłukła dzieciom do głowy, że Halloween to bardzo złe święto, a każdy kto je obchodzi sprawia radość diabłu.

Szostkiewicz: zalękniony Kościół

Tylko najbardziej neurotyczny i zalękniony odłam katolicyzmu doszukuje się w Halloween satanistycznej infiltracji, pisze w „Polityce” Adam Szostkiewicz. 

Publicysta przypomina, że współczesny obyczaj Halloween wywodzi się z kultury anglosaskiej, z której rozprzestrzenił się na cały świat. W krajach anglosaskich Kościół katolicki w ogóle nie protestuje przeciwko temu świętu. W Polsce zachowuje się inaczej. 

W rzeczywistości Halloween to po prostu wersja wigilii dnia wszystkich świętych, powszechnie obchodzonego w całym świecie katolickim, pisze publicysta. Wyjaśnia, że wyraz „Halloween” to zbitka słów „All Hallows’ Eve” oznaczających wigilię dnia wszystkich świętych, kiedy zgodnie z tradycją wspomina się wszystkich pobożnych zmarłych ludzi, których imion nie znamy.

Adam Szostkiewicz - Halloween

Adam Szostkiewicz: Halloween to wielka frajda dla dzieci

W tradycji anglosaskiej, a także w latynoskiej Halloween to święto wesołe, wielka frajda dla dzieci, tak jak u nas święto Trzech Króli, kiedy dzieci chodzą przebrane po domach zbierając drobne datki na słodycze. Dlatego Szostkiewicz określa jako „niedorzeczną” kościelno-prawicową narrację, kojarzącą Halloween z satanizmem.

Obirek: niech każdy świętuje co chce 

Profesor Stanisław Obirek zwraca uwagę, że Halloween to bardzo barwne wydarzenie, które szczególnie mocno przemawia do dzieci. Maluchy uwielbiają kolorowe stroje, wszelakie malunki na buziach oraz dekorowanie pomarańczowych dyń.

Prof. Obirek mówi, że Halloween jest częścią kultury amerykańskiej, która zaczęła szeroko do nas napływać w latach 90. Bardzo chcieliśmy mieć u siebie jakiś powiew Ameryki. Podobał nam się koloryt, którego na początku lat 90. próżno było szukać w Polsce.

Zdaniem Stanisława Obirka, rzeczywistość radykalnie zmienia się na naszych oczach. Są to naturalne procesy, na które nie mamy wpływu. Konsekwencją tych przemian jest m.in. to, że nowe święta wchłaniają stare, które z czasem przestają nas interesować.

Sądzę, że próby walki i biadolenie na ten temat nic do naszego życia nie wniosą. Według mnie szkoda na to energii, mówi profesor. Uważa, że każdy może po prostu obchodzić takie święta, które bardziej do niego przemawiają.

Źródła: wiadomosci.dziennik.plwrzesnia.info.pl, zielonagora.wyborcza.plwww.polityka.pl, www.se.pl

Uczniowie w czasie lekcji wyprowadzani są do kościoła

W niektórych szkołach w Bydgoszczy uczniowie w czasie godzin lekcyjnych zostali wyprowadzeni do kościoła na uroczystość religijną. Z kolei w podwrocławskich Kobierzycach katechetka zorganizowała lekcję religii w kościele, przez co dzieci nie zjadły obiadu w szkole.

W diecezji bydgoskiej odbywał się objazdowy pokaz – czyli tzw. peregrynacja – obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. W związku z tym uczniowie części szkół w Bydgoszczy mieli w południe odwołane lekcje, by wyjść do kościoła, gdzie wzięli udział w mszy. 

Uczniowie w kościele, zamiast w szkole

Bydgoszcz. Zamiast na lekcjach – uczniowie na mszy w kościele

Rodzice w tej sprawie są podzieleni. Niektórzy uważają, że jeśli dzieci chodzą na religię, to czymś naturalnym jest również ich udział w takich uroczystościach. Choć prawda jest taka, że dzieciaki nie myślą o przeżyciach duchowych. Cieszą się, że nie ma kilku lekcji, mówi Małgorzata, mama jednej z uczennic. Inni rodzice są zbulwersowani tą sprawą. Uważają, że szkoła powinna być miejscem nauki. Dziecko nie chodzi na religię, bezczynnie spędziło kilka godzin w świetlicy. Nie tak powinna wyglądać publiczna edukacja, mówi pan Sławomir.

Kuratorium nie widzi problemu i nie domaga się wyjaśnień od dyrektorów szkół. Kwestia świeckości szkoły wydaje się dla kuratorium nieistotna. Takie chwile w życiu szkoły zdarzają się raz na jakiś czas, to jest częścią wychowania młodzieżymówi Marek Gralik, kujawsko-pomorski kurator oświaty z PiS. Jeden z dyrektorów szkół, Leszek Gozdek, porównał wyjście do kościoła z wyjściem do teatru w ramach lekcji polskiego.

Katecheza w kościele, uczniowie bez obiadu

Kobierzyce, kościół

Kobierzyce. Kościół, do którego wyprowadzono uczniów w czasie lekcji.

W podwrocławskich Kobierzycach uczniowie klas I, II i III z miejscowej podstawówki zostali w czasie lekcji wyprowadzenie do kościoła, bo katechetka postanowiła tam zorganizować lekcję religii. Cel wizyty: „zapoznanie się z wnętrzem kościoła i funkcją niektórych narzędzi liturgicznych oraz poznanie miejsca kultu bożego”. W związku z tym uczniowie nie zjedli w szkole obiadu.

Rodzice są oburzeni. Mówią, że nie byli przygotowani na taką sytuację. Dzieci dostały tylko śniadanie i następny posiłek mogły zjeść dopiero w domu. W przypadku pracujących rodziców było to dopiero po godzinie 16-17! Przecież to są jeszcze maluchy. Jak w ten sposób kościół i szkoła mogą postępować?, napisał do „Gazety Wrocławskiej” ojciec jednego z uczniów. 

Dyrektorka szkoły zapewnia, że w czasie przerwy obiadowej dzieci były już w szkole, lecz nie zostały zaprowadzone do stołówki. Kuratorium podkreśla, że dzieci powinny mieć zapewnioną opiekę, lecz nie widzi problemu w tym, że zamiast w szkole dzieci spędzają czas w kościele.

Źródła: bydgoszcz.wyborcza.plgazetawroclawska.pl

Dekalog w Konstytucji? Propozycja działacza PiS

Preambuła Konstytucji RP powinna zostać zastąpiona dziesięcioma przykazaniami – proponuje w petycji do Senatu działacz PiS z Podkarpacia. 

Preambuła Konstytucji RP z 1997 roku, która powstała w wyniku porozumienia różnych ugrupowań politycznych, mówi o obywatelach „zarówno wierzących w Boga, będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i niepodzielających tej wiary”. Jest ona zbędna – uważa Andrzej Głaz z PiS, wójt gminy Tuszów Narodowy na Podkarpaciu – a zamiast niej wystarczyłoby dziesięć przykazań. Swoją propozycję uzasadnia w ten sposób: Dekalog to fundament życia jednostek, społeczeństw i narodów, jego przykazania chronią człowieka przez niszczącą siłą egoizmu, nienawiści i fałszu. (…) Istotne jest więc, aby w tych czasach stanowił on podstawę praw i działań każdego z nas.

Zgodnie z obowiązującą procedurą, petycja do Senatu z propozycją wprowadzenia Dekalogu do ustawy zasadniczej zostanie rozpatrzona przez Komisję Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. Szef tej komisji Robert Mamątow z PiS uważa jednak, że petycja zostanie odrzucona. Poza tym nie jesteśmy dobrym adresatem petycji, bo obecnie nie ma większości potrzebnej do zmiany Konstytucji RP, mówi senator.

Dekalog na ścianach szkół

Dekalog - szkoła - Tuszów Narodowy

Z inicjatywy wójta gmina Tuszów Narodowy wydała ponad 15 tys. zł na tablice z dekalogiem, umieszczone na budynkach wszystkich szkół w gminie

Podkarpacki działacz PiS już kilka miesięcy temu zasłynął z promocji dziesięciu przykazań. Z pominięciem Dekalogu można wychować tylko zbrodniarzy i bandytów. Tak wójt Tuszowa Narodowego uzasadnił wydanie ponad 15 tysięcy złotych z budżetu gminy na tablice z dekalogiem, które umieścił na budynkach wszystkich szkół w gminie. Zdaniem wójta, dla tych, którzy się z tym nie zgadzają nie powinno być miejsca na polskiej ziemi.

Sprawą zainteresowała się fundacja Wolność od Religii. Nie otrzymała od wójta odpowiedzi na pytanie o to, w jakiej formie prawnej zostały podjęte decyzje o sfinansowaniu i umieszczeniu tablic. Zdaniem fundacji, tablice powinny zostać usunięte, gdyż ich umieszczenia na murach szkół publicznych narusza określone w Konstytucji, a także aktach prawa międzynarodowego i krajowego, zasady niedyskryminacji, a także rozdziału Kościoła od państwa, jak również powinność bezstronności religijnej i światopoglądowej organów władzy publicznej.

Kurator Małgorzata Rauch z Podkarpackiego Kuratorium Oświaty poinformowała w odpowiedzi, że nie znajduje podstaw do podjęcia działań nadzorczych w sprawie tablic.

Źródła: www.rp.pl, www.polsatnews.pl

Nauczycielka prześladowana za zdjęcie krzyża wygrała przed sądem

W szkole doszło do dyskryminacji ze względów światopoglądowych – uznał wrocławski Sąd Apelacyjny w sprawie nauczycielki szykanowanej za to, że zdjęła krzyż w pokoju nauczycielskim. Szkoła musi wypłacić nauczycielce  5 tys. zł odszkodowania i przeprosić ją w lokalnej prasie.

Nauczycielka Grażyna Juszczyk

Nauczycielka Grażyna Juszczyk: ‚Szykany były nie do zniesienia’

W 2013 roku w pokoju nauczycielskim Zespołu Szkół Sportowych w Krapkowicach zawieszono krzyż z inicjatywy księdza katechety, nie pytając nauczycieli o zdanie. Nigdy wcześniej nie było tam tego symbolu. Nauczycielka matematyki Grażyna Juszczyk postanowiła zdjąć krzyż, tłumacząc, że nikt nie konsultował jego zawieszenia z nauczycielami.

Jestem osobą niewierzącą, a krzyż kojarzy mi się ze śmiercią i okrucieństwem. Nie chciałam być nim epatowana w miejscu pracy, dlatego zdjęłam go ze ściany i położyłam na najwyższej półce w pokoju nauczycielskim, wyjaśnia Grażyna Juszczyk.

Szykany w szkole

W szkole rozpoczęło się dochodzenie, gdy zniknął krzyż, ale nauczycielka nie ukrywała, że to ona go ściągnęła. Zwołano radę pedagogiczną, na której zdjęcie krzyża nazwano kradzieżą, grożono również policją. Sugerowano, że kradnę w szkole jeszcze jakieś inne rzeczy, mówi matematyczka. Dyrekcja wystawiła jej oficjalne upomnienie, część nauczycieli przestała z nią rozmawiać. Pogorszyło się jej zdrowie, poszła na zwolnienie lekarskie, bo – jak wspomina – szykany były nie do zniesienia. Proponowano mi zwolnienie się z pracy, mówi nauczycielka. Postanowiła wytoczyć szkole proces.

Nauczycielka była dyskryminowana

We wrześniu ubiegłego roku sąd w Opolu uznał, że nauczycielka była dyskryminowana przez dyrekcję szkoły, molestowana psychicznie. Szykanowano ją ze względu na bezwyznaniowość i regularnie upokarzano, co naruszało jej godność. Sąd przyznał Grażynie Juszczyk 5 tys. zł odszkodowania i nakazał szkole przeprosiny w lokalnej prasie.

Szkoła jednak odwołała się od tego wyroku; apelacją złożyła również prokuratura, która uznała, że konflikt wywołała sama nauczycielka, a działania szkoły nie były dyskryminacją, tylko zmierzały do rozwiązania konfliktu.

Publiczne upokorzenie za ateizm 

31 stycznia 2017 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu  podtrzymał wyrok sądu pierwszej instancji. Uznał, że dyrekcja postępowała złośliwie i chodziło jej o publiczne upokorzenie nauczycielki za to, że deklarowała się jako ateistka.

W uzasadnieniu sąd podkreślił, że proces nie rozstrzygał, czy krzyż może wisieć w szkole, lecz dotyczył konsekwencji, jakie dotknęły nauczycielkę po zdjęciu krzyża. A były one bardzo dotkliwe – straciła szacunek i autorytet, musiała pójść na urlop zdrowotny, pomawiano ją o inne kradzieże w szkole oraz oskarżano o gorszenie innych pracowników. 

Dyrektor liczył na interwencję ministra

Grażyna Juszczyk z ulgą przyjęła decyzję sądu. Powiedziała, że teraz pragnie tylko usłyszeć przeprosiny, choć nie wierzy, by mogły być szczere. Dyrektor jeszcze przed pierwszym wyrokiem powiedział mi, że ma ogromną nadzieję, iż minister Ziobro nie dopuści, abym tę sprawę wygrała. Jego zdaniem żyjemy w państwie wyznaniowym, w którym chrześcijanie są na uprzywilejowanej pozycji, powiedziała nauczycielka.

Nie wiadomo, czy minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro osobiście interweniował w tej sprawie, wiadomo natomiast, że prokuratura nie musiała uczestniczyć w tym procesie i wkroczyła do niego z własnej inicjatywy dopiero po tym, gdy sąd pierwszej instancji przyznał rację nauczycielce. 

Źródła: opole.wyborcza.pl, www.tvn24.pl

„Dopóki Kościół rządzi w Polsce, demokracja jest fikcją”

Nasze prawa obywatelskie są łamane, ponieważ rząd nie jest zainteresowany tym, jak demokrację chcą realizować obywatele, tylko tym, jak chce ją realizować Kościół. Tak uważa Krzysztof Pieczyński, aktor i prezes stowarzyszenia „Polska Laicka”

Kościół manipuluje wiernymi, a obecny rząd uzyskał większość dlatego, że uczestniczył w tym Kościół i to bardzo aktywnie. Teraz rząd jawnie, w biały dzień spłaca daninę Kościołowi, przecież wszyscy to widzą, powiedział Krzysztof Pieczyński przed kamerami telewizji TVN24. Zaznaczył, że większość Polaków to katolicy, ale większość z nich chce, aby Kościół pozostał oddzielony od spraw państwa, aby nie wtrącał się do tych spraw. Żebyśmy nie płacili podatków na Kościół, czyli żebyśmy de facto nie płacili haraczu Watykanowi.

Krzysztof Pieczyński

Krzysztof Pieczyński: Być może Polacy muszą zobaczyć, co się dzieje, kiedy Kościół rządzi krajem

Wg prezesa „Polski Laickiej” dwa programy TVP są już w zasadzie tubą Kościoła. Trwa indoktrynacja. (…) Polityką zajmuje się w tej chwili w Polsce Kościół, a PiS jest jego „ramieniem zbrojnym”. (…) Być może to jest ten moment, kiedy Polacy muszą zobaczyć, co się dzieje, kiedy Kościół rządzi krajem. Pieczyński wyraził opinię, że Jarosław Kaczyński zachowuje się jak przedstawiciel Kościoła, a wszystkie ważne decyzje w Polsce są podejmowane w konsultacji z Kościołem

Prezes „Polski Laickiej” zdecydowanie sprzeciwia się obecności religii w szkole: Trzeba wziąć pod uwagę to, ile kosztuje ta religia, że 15 miliardów idzie na Kościół; co robi w głowach dzieci ta religia, ile ta religia zabiera godzin – więcej niż matematyka, fizyka, biologia razem wzięte. A teraz ocena z religii ma mieć wpływ na świadectwo maturalne – to jest niedopuszczalne w kraju demokratycznym. Reasumując – dopóki Kościół rządzi w Polsce, demokracja jest fikcją.

Źródło: www.tvn24.pl