Przemoc katechety wobec ucznia na lekcji religii

W Stalowej Woli nauczyciel religii Marek Tyza podczas lekcji użył przemocy wobec ucznia piątej klasy Szkoły Podstawowej nr 12 im. Jana Pawła II.  Świecki katecheta jest jednocześnie radnym związanym z PiS.

10 września na lekcji religii kilku piątoklasistów przesuwało ławkę na tyłach klasy i nie reagowało na upomnienia nauczyciela. Nie potrafiąc poradzić sobie z uczniami, katecheta podszedł do jednego z chłopców, złapał go za szyję i przez dłuższą chwilę ściskał.

Matka poszkodowanego dziecka złożyła pisemną skargę na katechetę – podkreśliła w niej, że ściśnięcie szyi jej syna było bardzo mocne. Chłopiec opowiadał później, że czuł piekący ból i ciężko mu było oddychać. Po tej napaści zaczął płakać, a katecheta kazał mu usiąść w ławce. Na koniec uderzył jeszcze pięścią w biurko.

Dyrektor szkoły potwierdził, że te fakty miały miejsce i ocenił je jako bardzo naganne. Katecheta w rozmowie z dyrekcją przyznał, że „puściły mu nerwy”. Rodzice chłopca domagają się, by sprawca przemocy został zwolniony ze szkoły – teraz przebywa na zwolnieniu lekarskim . Dyrektor zgłosił sprawę do rzecznika dyscyplinarnego dla nauczycieli.

Podobne incydenty już się zdarzały

Okazuje się, że to nie pierwszy przypadek przemocy ze strony katechety Marka Tyzy.  Rodzice dzieci, które wcześniej chodziły do Szkoły Podstawowej nr 12, potwierdzają, że zdarzały się już podobne incydenty z jego udziałem. Dyrektor pamięta o dwóch. Mówi, że rozmawiał po nich ze sprawcą.

Marek Tyza od ponad 20 lat pracuje w tej szkole jako katecheta. Jest też działaczem samorządowym, został wybrany do rady powiatu stalowowolskiego z list PiS. W radzie sprawuje funkcję przewodniczącego komisji edukacji, kultury, sportu i współpracy z organizacjami pozarządowymi .

Źródła: echodnia.eu, rzeszow.wyborcza.pl

Państwo chce wiedzieć, czy uczniowie często się modlą. Ankieta MEN szkołach

Pytania dotyczą m.in. sytuacji rodzinnej, częstotliwości praktyk religijnych lub przynależności do oazy. Związek Nauczycielstwa Polskiego jest oburzony i domaga się wyjaśnień od resortu edukacji.

Dyrektorzy szkół mają obowiązek, by co roku opracować program wychowawczo-profilaktyczny. Aby to zrobić, muszą wcześniej zdiagnozować „potrzeby rozwojowe” uczniów. Szkoły otrzymały polecenie, by wśród wszystkich uczniów i rodziców przeprowadzić ankietę. Jej autorzy proszą o udzielanie szczerych odpowiedzi i zapewniają, że będą one poufne.  Ankieta jest anonimowa, ale sami nauczyciele, którzy ją rozdają, łatwo mogą zidentyfikować uczniów na podstawie ich odpowiedzi. W klasach I-III dzieci udzielają odpowiedzi przy wsparciu nauczycieli (najmłodsi uczniowie nie potrafią jeszcze pisać), a więc anonimowość jest fikcją.

Religijność już nie jest sprawą prywatną

Uczniowie są pytani o rożne sprawy wrażliwe. Na przykład o to, czy uczeń mieszka z rodzicami biologicznymi, czy może jest to macocha lub ojczym. Dzieci, również najmłodsze, muszą się zmierzyć z pytaniem, czy ich rodzice są po rozwodzie, a może w separacji. Jest również miejsce do wypełnienia, w którym dziecko samo ma opisać swoją sytuację rodzinną. Starsi uczniowie pytani są ponadto o sprawy światopoglądowe, m.in. o to, jak często w ciągu ostatniego roku brali udział w nabożeństwie, jak często się modlą,  ile czasu tygodniowo poświęcają na spotkania w grupach kościelnych.

Krzysztof Baszczyński
Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP: ‚Religia to sprawa prywatna’

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, dlaczego autorzy ankiety pytają uczniów, jak często chodzą do kościoła lub jak często się modlą. Ja też jestem wierzący, ale uważam to za prywatną sprawę, o którą nikt nie powinien mnie pytać, a już z pewnością nie w szkole, mówi Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Szkoła ma pomagać w tworzeniu grup religijnych

Zakres i tematyka pytań bezpośrednio wkracza i narusza prawo do prywatności, zasady neutralności światopoglądowej i religijnej, komentuje mec. Robert Kamionowski. Najbardziej rzucają się w oczy pytania o status rodziny, materialny, wykształcenie, ale przede wszystkim o stosunki wewnątrzrodzinne i kwestie religii. To samo dotyczy zresztą także ankiety dla rodziców, której pytania o sytuację osobistą to kuriozum.

Szokować może też to, że autorzy badania w swoich wnioskach ignorują fakt, że szkoły z mocy prawa są świeckie. Na przykład wnioskują, aby szkoły tworzyły warunki (przez odpowiednie przygotowanie nauczycieli i wychowawców) do powstawania „konstruktywnych grup rówieśniczych” – w tym również grup o charakterze religijnym.

Źródło: edukacja.dziennik.pl

Większość Polaków nie chce religii w szkole

52 proc. Polek i Polaków uważa, że lekcje religii powinny odbywać się w parafii, a 43 proc. - że w szkołach. To istotna zmiana. Do tej pory opinia publiczna raczej akceptowała szkolną katechezę. Udostępnij

Większość Polaków nie chce religii w szkole. Wyniki sondażu

Kwestia religii w szkole wpisuje się w polityczny i kulturowy podział miasto-wieś. Mieszkańcy wsi wolą, aby religia została w szkołach, mieszkańcy miast – odwrotnie. W największych (powyżej 500 tys.) miastach aż 71 proc. osób jest za lekcjami przy parafii.

Rozkład odpowiedzi w grupach wiekowych pokazuje, że największy sprzeciw wobec religii w szkole jest wśród czterdziestolatków – 72 proc.  Szkolna katecheza ma najwięcej zwolenników wśród osób sześćdziesięcioletnich i starszych – sprzeciwia jej się tylko 42 proc.

Jeśli chodzi o elektoraty poszczególnych partii, to  wyborcy PiS i PO są niemal dokładnym przeciwieństwem. 76 proc. zwolenników PiS chce zostawienia religii w szkole, 74 proc. elektoratu PO chce religii przy parafii.

Wyprowadzenie religii ze szkoły wymagałoby zmiany (lub wypowiedzenia) konkordatu, gdyż ta umowa gwarantuje Kościołowi, że jeśli są chętni, to państwo musi zapewnić naukę religii w szkołach.

Źródło: oko.press

Religia w szkole rodzi aberracje. Szczecińscy radni chcą to zmienić

Mam list od rodzica, którego dziecko, chociaż było zwolnione z lekcji religii, zostało zabrane do kościoła na mszę. Zostało do tego po prostu przymuszone, mówi radna Dominika Jackowski, która z innymi radnymi Koalicji Obywatelskiej domaga się od władz Szczecina usunięcia nieprawidłowości związanych z lekcjami religii w szkołach.

Radna Jackowski mówi, że od rodziców uczniów dostaje wiele listów z bulwersującymi relacjami. W jednej ze szczecińskich szkół dzieci, które nie chodzą na religię, w tym czasie kiedy inne mają taką lekcję, siedzą w szatni. Bo świetlica jest zamknięta. Radna podkreśla, że jest to głęboka dyskryminacja dzieci, które wstawia się niczym worek z butami do szatni na całą godzinę lekcyjną. Inny przykład: W trakcie lekcji ksiądz wpadał do kolejnych klas i wyciągnął wszystkie dzieci na korytarz, żeby wspólnie odmówić różaniec. Tak po prostu.

Szczecińska radna Dominika Jackowski

Szczecińska radna Dominika Jackowski (KO): Dla mnie podstawą funkcjonowania szkoły jest prawo. Dyrekcja i wydział oświaty jest zaś od przestrzegania prawa.

Radna podkreśla, że istnieje ważny problem, który dotyczy wszystkich szkół: katecheza jest wstawiana między zajęciami, w środku szkolnego dnia. Natomiast na lekcję etyki dzieci czekają po lekcjach dwie, a nawet trzy godziny. Etyka jest przez szkoły ustawiana inaczej. Religia może być na początku, w środku, na końcu. Na religię nikt nigdy nie czeka. A na etykę tak. To jest zniechęcanie dzieci do uczestnictwa w tych lekcjach.
 
Szczecińscy radni w interpelacjach do prezydenta miasta zwracają uwagę, że taka praktyka stanowi naruszenie prawa, wg którego:
  • w pierwszej kolejności ustala się plan zajęć z przedmiotów obowiązkowych,
  • następnie dodaje się do niego zajęcia dodatkowe dla uczniów o specjalnych potrzebach,
  • a dopiero potem w ramach możliwości związanych z wolnymi godzinami i salami oraz na wyrażone z własnej woli życzenie rodziców dodaje się zajęcia nieobowiązkowe jak religia i etyka.
Inne nieprawidłowości wskazane przez radnych to:
– udział uczniów we mszy na rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego;
– organizowanie rekolekcji w czasie trwania lekcji, co skutkuje tym, że lekcje się nie odbywają;
– prowadzenie zastępstw z przedmiotów ogólnych przez księży i katechetki, którzy czas wypełniają wyświetlając filmy o tematyce religijnej;
– umieszczania symboli religijnych w salach przeznaczonych do nauczania przedmiotów obowiązkowych.
 
Radni nie poprzestają na interpelacji. Dominika Jackowski ogłosiła na Facebooku:
Jeżeli doświadczyli Państwo nieprawidłowości ze strony szkoły w organizowaniu zajęć z przedmiotu religii, proszę o wiadomość na priv. W naszych interpelacjach staraliśmy się poruszyć dotychczas zasygnalizowane przez mieszkańców problemy lub nieprawidłowości.
 

Odwrót od religii w szkołach w Łodzi

W łódzkich szkołach większość uczniów nie chodzi na religię. Z katechezy rezygnują nie tylko uczniowie ogólniaków, ale również szkół podstawowych.

Z lekcji religii zrezygnowała już ponad połowa uczniów miejskich szkół w Łodzi. Władzie miasta przedstawiły dane, zebrane na podstawie wrześniowych decyzji rodziców lub pełnoletnich uczniów.  Okazuje się, że na 60,8 tys. uczniów łódzkich szkół tylko 27,2 tys. (czyli 44,7 procent) uczęszcza w tym roku na katechezę.

Szkoła to nie kościół

Kampania billboardowa fundacji Wolność od Religii. Być może takie akcje pomagają uczniom zrezygnować z katechezy

Świadczy to o szybkim i masowym odpływie dzieci i młodzieży z katechezy, gdyż jeszcze trzy lata temu odsetek uczniów uczęszczających w Łodzi na religię był prawie dwukrotnie większy: 81 procent (53 tys. uczniów z ówczesnych 65,5 tys.).

Uczniom nie wyrastają rogi

Z corocznych zestawień, które otrzymujemy od katechetów, wynika, że maleje liczba uczniów na lekcjach religii, przyznaje ksiądz Paweł Kłys, rzecznik Archidiecezji Łódzkiej. Uważa, że na te niekorzystne dla Kościoła statystyki wpływa umieszczanie katechezy na pierwszej lub ostatniej godzinie zajęć.

Religia i etyka to zajęcia nieobowiązkowe, zatem powinny odbywać się na początku lub na końcu dnia, zauważa Dariusz Chętkowski, nauczyciel etyki i polskiego w XXI LO w Łodzi. Opowiada, że gdy katecheza wypada w środku zajęć, to w szkolnej bibliotece nie starcza miejsca dla uczniów, którzy spędzają tam wolną godzinę. Dyrekcja musiała podjąć decyzję o łączeniu klas na katechezie, co kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia, mówi Dariusz Chętkowski.

Dariusz Chętkowski

Nauczyciel Dariusz Chętkowski: rodzice przekonują się, że dzieciom nie chodzącym na religię nie wyrastają rogi

Jego zdaniem, w Łodzi nastąpił efekt lawiny: rodzice uczniów przekonali się, że dzieci, które rok czy dwa lata wcześniej wypisały się z katechezy wcale nie „noszą rogów”, czyli brak lekcji religii nie wpłynął negatywnie na ich zachowanie i postawę moralną.

Czy religia w szkole jest potrzebna?

Szkolna katecheza jest coraz częściej krytykowana. Młodzież oczekuje czegoś innego – debaty, dyskusji, bardziej atrakcyjnej, szerszej formuły opartej na doświadczeniach wynikających nie tylko z religii ka­to­lic­kiej, mówi ksiądz Kazimierz Sowa.

Również były minister oświaty prof. Henryk Samsonowicz wątpi, czy lekcje religii odpowiadają potrzebom dzisiejszej młodzieży: Kościół nie jest kompetentny w zakresie dydaktyki. Nie jest też do końca świadomy, jakie treści przekazywać młodym ludziom.

Katarzyna Lubnauer, posłanka Nowoczesnej, zauważa, że sposób fun­kcjo­no­wa­nia religii w szkole nie jest zgodny z pierwotnymi za­ło­że­nia­mi: Religia w szkole miała z założenia odbywać się na pierwszych i ostatnich godzinach, a ocena końcowa nie miała być wliczana do średniej. Żadne z tych założeń nie zostało spełnione

Źródła: dzienniklodzki.pl, wiadomosci.gazeta.pl, wyborcza.pl