Francja: Ksiądz-sadysta gwałcił nauczycielki

Ksiądz prowadzący szkołę na przedmieściach Paryża wielokrotnie gwałcił trzy nauczycielki pracujące w placówce. Stosował też wobec nich tortury.

Ksiądz

Czterdziestoletni duchowny z zakonu lefebrystów gwałcił kobiety już jesienią 2010 roku w swojej szkole religijnej Notre-Dame-de-la-Sablonniere. Do pierwszego aktu gwałtu doszło podczas egzorcyzmów, mających według księdza wykorzenić zło, które pojawiło się w kobiecie. Aby zbliżyć się do kolejnych dwóch nauczycielek i namówić je do podobnych rytuałów, kapłan wykorzystał swój „duchowy wpływ„, informuje francuski dziennik „Le Parisien”. 

Ponieważ ofiary żyły w ciągłym strachu, przez kilka lat nikomu nie mówiły o swoich cierpieniach.  Policja zajęła się sprawą dopiero rok temu, kiedy dwie z poszkodowanych zgłosiły się, aby złożyć zeznania. Jedna z nich wyznała, że nie jest w stanie opisać dokładnie krzywd wyrządzonych jej przez księdza ze względu na rozmiary okrucieństwa. Podczas swoich „obrzędów” ksiądz używał szczotki, szczoteczki do zębów, a także nożyczek. 

W trakcie przesłuchania ksiądz tłumaczył, że jedynie odgrywał akty seksualne. Według policji, duchowny cierpi na zaburzenia psychiczne: ma obsesję na punkcie seksu.

Źródło: www.lexpress.fr

Oprawczynie w habitach – rozmowa z autorką reportażu

W najnowszym reportażu „Dużego Formatu” Justyna Kopińska opisuje dramatyczną historię wychowanków domu dziecka w Zabrzu, którym kierują siostry miłosierdzia. Z zebranego przez reporterkę materiału wynika, że zakonnice znęcały się nad podopiecznymi fizycznie i psychicznie oraz podżegały do gwałtów na wychowankach. W rozmowie z portalem Onet.pl autorka opowiada o szczegółach swojego śledztwa.

Onet.pl: Z materiału jasno wynika, że nad dziećmi, które tam przebywały, nieustannie znęcano się psychicznie i fizycznie. Jak to się stało, że pomimo, iż płynęły stamtąd niepokojące sygnały, nikt nie interweniował?  Ani nauczyciele ze szkół, do których uczęszczały dzieci, ani lekarze ze szpitali, do których trafiali skatowani podopieczni lub ci po próbach samobójczych.

Justyna Kopińska

Justyna Kopińska: wiele osób uważa, że placówki kościelne są z gruntu dobre

Ju­sty­na Ko­piń­ska: Siostra Bernadetta miała bardzo silną pozycję społeczną, przyjaźniła się z wpływowymi osobami w Zabrzu. Myślę, że to był jeden z powodów, dla których nauczyciele, lekarze oraz osoby kontrolujące placówki nie reagowały. Często określamy ludzi przez pozory – w tym przypadku „habit”, wpływy – nie chcemy zobaczyć więcej. U wielu osób uaktywnił się stereotyp, że placówki kościelne są z gruntu dobre. Została wyłączona czujność.

Drugi powód jest jeszcze bardziej smutny – niektórzy nauczyciele oraz lekarze, zdaniem dzieci, traktowali ich jak inną kategorię ludzi. Dla nich to dzieci alkoholików i narkomanów, wręcz skazani na cierpienie. Rafał, wychowanek Sióstr Boromeuszek w Zabrzu mówi: Dorośli nie myśleli o nas »dzieci« tylko »patologia«. A jedna z nauczycielek dodaje, że w takich dzieciach, nawet jak mają trzy latka, może tkwić diabeł. Trudno było mi uwierzyć w to, jak okrutni byli niektórzy dorośli. Paweł mówi: Powiedziałem o gwałtach do nauczycielki. Mówiła, że to sprawdzi. A potem zobaczyłem, jak rozmawia z siostrą Bernadettą na zebraniu. Śmiały się, żartowały. Czułem się przyparty do muru. Tak jakbym wybierał między śmiercią a życiem w ośrodku. Był taki jeden z braci. Silny. On zmuszał wielu. Siostry zamykały mnie z nim i jego bratem w pokoju na klucz. To jest taki strach, że już nie możesz myśleć ani czuć. Prosiłem siostrę Bernadettę, aby mnie przeniosła, bo mnie dotykają. Teraz myślę tylko, że Pan Bóg ma jej dużo do wybaczenia.

Konsekwencje tego braku reakcji to ukształtowanie charakteru Tomasza. Wychowanek Sióstr Boromeuszek, po wyjściu z ośrodka, wspólnie z kuzynem zgwałcił i zamordował ośmioletniego Mateusza. Tomasz trafił do ośrodka jako kilkuletnie dziecko, od tego czasu był gwałcony przesz starszych wychowanków. Psycholog stwierdził, że nie ma zaburzeń pedofilnych i gdyby nie pobyt w ośrodku, mógłby rozwinąć zdrową osobowość. Cały tekst ->

Zmowa milczenia wobec znęcania się nad dziećmi w katolickim ośrodku

Pokutuje w tych środowiskach przeświadczenie, że przemoc i bicie to naturalny element wychowania – mówi dr hab. Katarzyna Popiołek, psycholog, dziekan katowickiego wydziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, komentując znęcanie się nad dziećmi przez siostry zakonne w Zabrzu.

dr hab. Katarzyna Popiołek

dr hab. Katarzyna Popiołek: w sprawach Kościoła zostaje wyłączony krytycyzm

W Polsce obowiązuje stereotyp, wedle którego ośrodki prowadzone przez Kościół i zakony są z definicji dobre, a siostry poświęcają się przecież dzieciom, więc nigdy nic złego nie mogą im zrobić. Pokutuje przeświadczenie, że krytykowanie instytucji i ludzi Kościoła jest podnoszeniem ręki na religię i objawem agresywnego antyklerykalizmu. W ten sposób rodzi się swego rodzaju zmowa milczenia i obojętność. Tymczasem także w takich ośrodkach może dochodzić do rzeczy strasznych i potrzebna jest bezwzględnie zewnętrzna kontrola.

Straszne jest to, że lekarze, którzy dokonywali obdukcji dzieci, nie zgłaszali swoich wątpliwości. To dowód na siłę tego stereotypu. Podobnie jak zachowanie nauczycielek. Jedna z nich mówi: „Jestem katoliczką i nie będę donosić na siostry zakonne. Innym też odradzam”. Tylko jedna wykazała się odwagą i wrażliwością. W sprawach Kościoła zostaje wyłączony krytycyzm.

W Kościele i w zakonach obowiązuje zasada bezwzględnego posłuszeństwa. Nie ma mechanizmu samooczyszczenia, jest przeświadczenie, że złe rzeczy trzeba zamiatać pod dywan, aby nie podważać autorytetu Kościoła. Skamieniała hierarchia, nieznosząca krytyki, przekonana o nieomylności i świętości, rodzi autorytaryzm. I właśnie dlatego te ośrodki muszą być szczególnie i wnikliwie kontrolowane przez państwo.

Źródło: wyborcza.pl

Gwałty i tortury w katolickim ośrodku wychowawczym

W Ośrodku Wychowawczym Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Zabrzu przez wiele lat siostry znęcały się nad dziećmi i tolerowały gwałty na wychowankach.

Ośrodek Wychowawczy w Zabrzu, prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Boromeuszek

Ośrodek Wychowawczy w Zabrzu, prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Boromeuszek

Tomasz opowiedział biegłemu psychologowi, jak w sierocińcu gwałcili go starsi wychowankowie. Nie miał wówczas nawet pięciu lat. Pamiętał, że to było coś strasznego.

Dzieci mówiły, że siostry biły je prawie codziennie, często do krwi. Nazywały „zboczeńcami, małymi gnojkami, debilami, ułomkami”.

W ośrodku pracowało osiem sióstr, nie było psychologa. Pozostałe siostry podporządkowały się systemowi kar dyrektorki. Dziewczynkom za karę wkładały mydło do ust, wiązały do słupa lub kaloryfera, myły w zimnej wodzie. Koleżanka przybiegła do mnie, zeznawał jeden z wychowanków. Miała opuchnięte ręce, siniaki, płakała. Okazało się, że siostra przykuła ją do kaloryfera i zostawiła.

Rafał, wychowanek sióstr od 1974 do 1991 roku, opowiada mi o latach spędzonych w ośrodku:  Do dziś mam ślad na głowie od tego, jak siostra Monika uderzyła mnie menażką, bo śmialiśmy się podczas obiadu. Miałem 10 lat. Na jadalni musieliśmy być tak cicho, żeby muchy było słychać. Siostra uderzyła nas wszystkich, ale ja zemdlałem i podobno było dużo krwi. Zawiozły mnie do szpitala. Tłumaczyły, że przewróciłem się na rowerze. Lekarz mówił, że to niemożliwe, bo rana jest zbyt głęboka, ale sprawy nie zgłosił.

Inne siostry też biły. Wieszakami, menażkami, chochlami do zupy, pasem, trzepaczkami, kluczami, krzesłami. Najgorzej pobiły Adama, bo miał problemy z mową. Biły go prętami po szyi, aż pojawiła się krew. Później kazały mówić dzieciom, że się przeziębił i dlatego nie ma go w szkole przez tyle tygodni.

Staram się zrozumieć ich zachowanie i to, dlaczego nikt nie reagował – nauczyciele, lekarze, kuratorium. Przecież dzieci chodziły do szkoły z siniakami, a jak nauczyciel zgłaszał siostrom, że chłopiec był pobity, to tygodniami nie wysyłały go do szkoły.

Jedna z zabrzańskich nauczycielek opowiada teraz, że gdy o procesie było już głośno, jej koleżanki z pokoju nauczycielskiego tak komentowały sprawę: To konflikt wiary. Jestem katoliczką i nie będę donosić na siostry zakonne. Innym też odradzam.

Źródło: wyborcza.pl

Papież nie zamknie Banku Watykańskiego, znanego z prania brudnych pieniędzy

Skompromitowany licznymi skandalami, współpracą z mafią i praniem brudnych pieniędzy Bank Watykański – wbrew oczekiwaniom – nie zostanie rozwiązany.

Święty Piotr nie miał konta, powiedział w ubiegłym roku papież Franciszek. Przekonywał, że dzieło Kościoła należy kontynuować z sercem dla ubóstwa, a nie dla inwestycji czy biznesu. Ta i inne wypowiedzi w podobnym stylu dawały nadzieję, że głowa Kościoła katolickiego zamknie skompromitowany licznymi skandalami, współpracą z mafią i praniem brudnych pieniędzy Bank Watykański, eufemicznie nazywany Instytutem Dzieł Religijnych (IOR). Nic bardziej mylnego.

7 kwietnia 2014 roku papież Franciszek zdecydował o utrzymaniu przy życiu IOR. Instytucja ta nie pełni roli banku centralnego Watykanu, a więc mogłaby zostać rozwiązana. Papież jednak zdecydował, że Bank ma zacząć przestrzegać międzynarodowych standardów, musi stać się bardziej przejrzysty i przyjąć dobre praktyki sektora bankowości.

Bank Watykański jako pralnia brudnych pieniędzy

Szef Banku Watykańskiego abp Paul Casimir Marcinkus i papież Jan Paweł II
Ówczesny szef Banku Watykańskiego abp Paul Casimir Marcinkus i Jan Paweł II. Gdy  włoska prokuratura wysłała list gończy za Marcinkusem, papież udzielił mu schronienia w Watykanie.

Informacje kompromitujące Watykan zaczęły pojawiać się  na przełomie lat 70. i 80., kiedy na światło dzienne wyszły szczegóły współpracy arcybiskupa Paula Marcinkusa, ówczesnego szefa Banku Watykańskiego, z powiązanym z włoską mafią Roberto Calvim oraz mistrzem loży masońskiej Licim Gellim. Panowie prali pieniądze na wielką skalę i doprowadzili do upadku jeden z włoskich banków. Gdy w 1987 roku włoska prokuratura wysłała list gończy za Marcinkusem, papież Jan Paweł II chronił swojego podwładnego – purpurat ukrył się w Watykanie. Później Marcinkus uciekł do Stanów Zjednoczonych, gdzie spokojnie dożył swoich dni.

Faktyczną kontrolę nad Bankiem przejął naśladowca Marcinkusa, biskup Donato de Bonis. W Banku nic się nie zmieniło, poza tym, że teraz do prania brudnych pieniędzy wykorzystywano konta organizacji charytatywnych. Jan Paweł II tolerował ten stan rzeczy.

Bezskuteczne próby uzdrowienia Banku Watykańskiego

W 2009 roku na podstawie wywiezionych z Watykanu kopii ponad 4 tysięcy dokumentów Gianluigi Nuzzi wydał słynną książkę „Watykan sp. z o.o.”, która obnażyła kulisy działalności IOR. Wtedy też papież Benedykt XVI postanowił uzdrowić tę instytucję.

Na szefa Banku powołano Ettore Gotti Tedeschiego. Próbę sanacji udaremnił jednak Sekretarz Stanu kardynał Tarcisio Bertone. W 2010 roku rzymska prokuratura rozpoczęła postępowanie w sprawie prania brudnych pieniędzy, przejściowo zamrażając nawet watykańskie aktywa. W 2013 roku szefem IOR został Ernst von Freyberg, a władzę w Kościele katolickim przejął Franciszek, z czym wiązano duże nadzieje na uzdrowienie watykańskich finansów. W tym samym roku do aresztu trafił biskup Nunzio Scarano, księgowy w IOR, a ze stanowiska zrezygnował dyrektor IOR Paolo Cipriani.

Bank przetrwał, ale decyzja papieża Franciszka o planach zreformowania IOR to nic innego, jak karkołomna próba uzdrowienia instytucji, która przez dziesiątki lat zaprzeczała wszelkim ideałom oficjalnie głoszonym przez Kościół katolicki.

Źródło: biznes.onet.pl