Ksiądz Roman B. miesiącami gwałcił dziewczynkę. Wiele osób mogło jej pomóc – nikt nic nie zrobił

Gdy była 13-letnią dziewczynką, gwałcił ją ksiądz Roman B. Dziś Katarzyna ma 25 lat i po raz pierwszy opowiada o swojej gehennie.

Kościół opiekuje się sprawcami przez wynajmowanie im adwokatów, a ofiary są pozostawione same sobie,  mówi 25-letnia Katarzyna, która jako 13-latka była ofiarą księdza pedofila. Po raz pierwszy pierwszy publicznie zabrała głos, występując w „Kropce nad i”.

To była głośna sprawa. Opinia publiczna dowiedziała się o niej na początku 2017 roku dzięki reportażowi Justyny Kopińskiej w „Dużym Formacie” (streszczenie reportażu pod tym linkiem). Ksiądz Roman B., zakonnik Towarzystwa Chrystusowego, przez kilkanaście miesięcy więził i gwałcił 13-latkę. Został za to skazany na 8 lat więzienia, po czym obniżono mu karę do 4,5 roku. Gdy wyszedł na wolność,  schronienia udzielił mu jego zakon, pozwalając gwałcicielowi na odprawianie mszy w zakonnym ośrodku. Został suspendowany dopiero wtedy, gdy sprawę nagłośniły media.

Kościół wspiera sprawców, ignoruje ofiary

W ubiegłym roku Katarzyna w precedensowej sprawie wywalczyła przed sądem milionowe odszkodowanie, które zapłaciło Towarzystwo Chrystusowe. Zakon złożył jednak wniosek o kasację wyroku.

Boję się, że chrystusowcy wygrają, że niestety sąd zdecyduje, że te pieniądze mi się nie należą,  mówi Katarzyna w „Kropce nad i”. Wyznaje, że jej droga do wywalczenia odszkodowania była bardzo trudna, bo zazwyczaj się ofiarom nie wierzy. Ofiary są pozostawiane same sobie, a Kościół wspiera sprawców przestępstw wobec dzieci, wynajmując im adwokatów.

Musiałam się mierzyć na sali sądowej ze słowami mecenasów, którzy mnie obwiniali, próbowali umniejszyć moją krzywdę, zrzucić ją na środowisko rodzinne. Uważali, że kwota jest wygórowana, a mi się taka wielka krzywda nie stała, że żyję z nią kilka lat, więc wszystko jest w porządku,

opowiada Katarzyna, która po traumatycznych przejściach cierpi na zespół stresu pourazowego oraz zespół depresyjny z objawami psychotycznymi.

Wielu wiedziało, nikt nie pomógł

Kobieta przyznała, że jest załamana postępowaniem zakonu. Wbrew prawdzie, chrystusowcy twierdzili od początku, że nic nic nie wiedzieli o tej sprawie. Wiedzieli o krzywdzie, która się dzieje, mówi Katarzyna. Księża z parafii ze Stargardu widywali mnie, kiedyś jedliśmy razem obiad. To trwało wiele miesięcy.

Trzynastolatce nikt wówczas nie pomógł, choć wiele osób widywało ja z księdzem. Dziewczynka zwierzyła się korepetytorce, lecz ona stwierdziła,  że to niemożliwe, by ksiądz Roman robił takie rzeczy – a później  opowiedziała księdzu o tej rozmowie.  Jak się dowiedział, że to powiedziałam, to przeżyłam piekło, opowiada Katarzyna.

Nie zareagowała również pedagog w szkole salezjańskiej ani dyrektor szkoły. Katarzyna wspomina, że ks. Roman zabierał ją na pielgrzymki: Panie, które przyjmowały nas widziały, że to ksiądz, a mimo to dawały jeden pokój z nim. Opowiada, że  ksiądz przychodził do niej, gdy leżała w szpitalu chora na nerki: Żaden z lekarzy nie zareagował na to, że ksiądz odwiedza małą dziewczynkę.

Gdy gwałciciel  w sutannie został  w końcu zatrzymany,  jego ofiara trafiła do domu dziecka. Tam wychowawczyni namawiała ją, by odwołała zeznania przeciwko księdzu, bo przecież on nic złego nie zrobił, chciał dobrze.

Katarzyna, gwałcona w dzieciństwie przez księdza Romana B., wystąpiła przed kamerą ze zmienionym głosem i zacienioną twarzą.
Katarzyna, gwałcona w dzieciństwie przez księdza Romana B., wystąpiła przed kamerą ze zmienionym głosem i zacienioną twarzą. Przyznała, że boi się zarówno sprawcy, jak i społeczeństwa, bo po ujawnieniu swojej gehenny spotkała się z wrogością wielu osób.

Złamane życie

Choć od tych wydarzeń minęły już lata, Katarzyna nie potrafi żyć normalnie. To jest ze mną każdego dnia, a najgorsze są noce. To wraca w snach, w koszmarach. Boję się ciemności, nie umiem spać przy zgaszonym świetle. Każdy krok na klatce czy przekręcony klucz u sąsiada powoduje u mnie trzęsienie rąk.  

Kobieta przyznaje, że cały czas boi się swojego oprawcy, bo zawsze jej powtarzał, że jeżeli komuś powie, to ją znajdzie i zabije.

Katarzyna mówi, że jest już osobą niewierzącą. Teraz dla mnie nie ma Boga. Kościół, księża, kojarzą mi się z tym, co najgorsze. Jest to dla mnie zła instytucja.

Gest papieża – bez znaczenia

Katarzyna odpowiedziała też na pytanie, jak ocenia gest papieża Franciszka, który pocałował dłoń Marka Lisińskiego z Fundacji „Nie Lękajcie Się”.

Nasz polski Kościół wielokrotnie pokazywał, że nie zależy mu na ofiarach. To są puste słowa. Z jednej strony papież całuje rękę Marka, ale czy za tym pójdą jakieś czyny? Obawiam się, że nie. Dla mnie taki gest nie miałby znaczenia. Wolałabym, żeby mój oprawca siedział w więzieniu.

Źródła: tvn24.pl, wiadomosci.onet.pl

„Jesteś niezłą kocicą”. Tak ksiądz Mariusz J. przygotowywał 13-latkę do bierzmowania

Ksiądz Mariusz J. z Ząbkowic Ślaskich wysyłał uczennicy erotyczne SMS-y

Ksiądz z Ząbkowic Śląskich wysyłał SMS-y z podtekstem pedofilskim do jednej z uczennic, które przygotowywał do bierzmowania. Kuria początkowo nie reagowała. Sprawą zajmuje się prokuratura.

Mama 13-latki, zanim zdecydowała się pójść na policję, interweniowała w kurii w Świdnicy. Jednak dopiero po jej trzeciej wizycie przełożeni księdza wycofali go z parafii i przenieśli do Domu Księdza Emeryta.

Dziennikarze dowiedzieli się nieoficjalnie, że SMS o treści „jesteś niezłą kocicą” to jedna z najłagodniejszych wiadomości wysłanych przez księdza Mariusza J.

Prokuratorskie postępowanie ma wyjaśnić, jaki charakter miały kontakty między dziewczynką a 35-letnim wikarym. Śledczy zabezpieczyli telefon komórkowy nastolatki. Sąd ma ja przesłuchać w obecności psychologa. Dopiero wtedy prokuratorzy zdecydują, czy ksiądz usłyszy zarzuty

Okazuje się, że ksiądz Mariusz J. już wcześniej w podobny sposób nękał dziewczęta. Nie poniósł wówczas żadnych konsekwencji karnych. „Gazeta Noworudzka” cytuje swojego informatora, który zastrzegł sobie anonimowość:

Na ostatnim roku studiów, kiedy był diakonem w parafii św. Mikołaja w Nowej Rudzie [na przełomie 2008/2009 r.] przez internet wysyłał dziwne teksty młodym dziewczynom. One zgłosiły to wówczas wikaremu i proboszczowi. Wtedy usunięto go z tej praktyki. Dali mu roczny urlop i po tym rocznym urlopie poszedł na praktyki do parafii w Żarowie. Był taki nacisk wtedy, taki okres kiedy brakowało święceń kapłańskich, a on był jednym z trzech później wyświęconych. Już wcześniej były głosy, że on nie powinien być księdzem, bo miał zamiłowanie do niepełnoletnich osób. To się zaczęło w Nowej Rudzie. Ale po rocznym urlopie skontaktowali się z nim i zapytali czy wszystko przemyślał i czy nadal chce być księdzem i tak to się stało.

Źródła: wroclaw.wyborcza.pl, nowaruda24.pl

Kuria mimo prawnego zobowiązania nie dopilnowała księdza pedofila. Nadal molestował chłopców. Czy papież zareaguje?

kard. Kazimierz Nycz

Warszawska kuria kierowana przez kard. Kazimierza Nycza zobowiązała się przed sądem do „bezwzględnego i skutecznego nadzoru” nad księdzem pedofilem. Jednak nie zapewniła tego nadzoru, przez co ksiądz popełniał kolejne przestępstwa. Mimo to kuria nie ma sobie nic do zarzucenia.

W 2007 roku ksiądz Piotr D. został skazany za to, że przez cztery lata molestował chłopca, którego przygotowywał w szkole do pierwszej komunii. W apelacji sąd zmienił mu karę więzienia na wyrok w zawieszeniu.

Sąd, podejmując decyzję o zawieszeniu kary, zaufał warszawskiej kurii, która zobowiązała się do „bezwzględnego i skutecznego nadzoru” nad księdzem pedofilem.

Kurią już wtedy kierował arcybiskup Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Przeniósł duchownego do Domu Opiekuńczo-Leczniczego w Pilaszkowie pod Warszawą, powierzając mu funkcję kapelana ośrodka.

Tam, mimo zapewnień o nadzorze, ks. Piotr D. przez dwa lata molestował małoletnich chłopców i obcował z nimi płciowo. Wszystko uwieczniał na zdjęciach i filmach. Kiedy sprawa wyszła na jaw, w 2011 roku został skazany trzy lata i sześć miesięcy więzienia.

Kuria się broni – i pisze nieprawdę

Sprawa księdza Piotra D. została opisana w raporcie Fundacji „Nie lękajcie się”, przekazanym papieżowi Franciszkowi. Dokument przedstawia przypadki chronienia księży pedofilów przez polskich hierarchów.

Warszawska kuria odpiera zarzuty Fundacji i w swoim oświadczeniu próbuje wykazać, że kard. Kazimierz Nycz ma w tej sprawie czyste ręce. Niestety, mija się z prawdą:

• Wbrew jej sugestiom ksiądz Piotr D. nie był skutecznie nadzorowany i mógł swobodnie spotykać się z dziećmi na terenie kościelnego ośrodka.
• Był kapelanem, choć kuria zapewnia, że zakazano mu m.in. odprawiania mszy.
• Wbrew zapewnieniom kurii, najprawdopodobniej dopuściła się ona naruszenia prawa cywilnego i kanonicznego. Według prof. Ewy Łętowskiej kuria jest „winna niedopilnowania księdza D.”. Kardynał Nycz może być z tego powodu usunięty z urzędu.

prof. Ewa Łętowska - Strona kościelna uporczywie twierdzi, że nie może być odpowiedzialna za duchownych w znaczeniu karnym oraz cywilnym, tłumacząc, że nie po to ich wyświęcano, żeby gwałcili dzieci. To rozumowanie jest nic niewarte. W tym przypadku kuria warszawska zobowiązała się do »bezwzględnego i skutecznego nadzoru«, ale nie zapewniła go. Ponosi więc winę za niedopilnowanie księdza, a ta wina uzasadnia odpowiedzialność majątkową. Wynika to z art. 415 kodeksu cywilnego (odpowiedzialność za czyn własny), według którego »kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia«

Brak skutecznego nadzoru nad skazanym księdzem to złamanie zobowiązania, które kuria złożyła przed sądem. Dlatego nawet jeśli kard. Kazimierz Nycz nie wiedział o molestowaniu chłopców w podległym mu ośrodku, sąd może uznać, że kuria jest winna zaistniałej sytuacji i pociągnąć ją do odpowiedzialności finansowej.

Papież może usunąć kardynała Nycza – ale czy to zrobi?

Także na gruncie prawa kanonicznego biskup wcale nie musi świadomie przyzwalać na popełnianie przestępstw przez podległego mu księdza, żeby ponieść za nie odpowiedzialność. W 2016 roku papież Franciszek wydał list apostolski „Jak kochająca matka”. Według jego przepisów, w przypadku nadużyć wobec nieletnich biskupa można usunąć ze stanowiska, gdy „w poważnym stopniu uchybił sumienności, której wymaga od niego jego urząd duszpasterski, nawet jeśli nie było w tym jego poważnej winy moralnej”.

Po otrzymaniu raportu Fundacji „Nie lękajcie się” papież Franciszek i jego administracja nie mogą udawać, że nie wiedzą o „uchybieniu sumienności” przez Kazimierza Nycza. Czy papież zareaguje i Watykan osądzi polskiego kardynała?

Źródło: oko.press

Ks. Walerian S. ma przeprosić za gwałty i molestowanie

Emerytowany wykładowca Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ks. Walerian S. pozwany za molestowanie ma przeprosić swoją ofiarę. Taki wyrok zapadł przed Sądem Apelacyjnym w Lublinie.

W 2014 r. Piotr Halliop z Lublina ujawnił w liście do lubelskiej Kurii Metropolitalnej i Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, że jako dziecko był molestowany i dwukrotnie zgwałcony przez księdza Waleriana S. To emerytowany profesor KUL, ale też przyjaciel rodziców pana Piotra.

Piotr Halliop, ks. Walerian Słomka
Piotr Halliop po wygranej sprawie w sądzie – i jako dziecko w objęciach księdza Waleriana S.

Pokrzywdzony walczył o pół miliona złotych zadośćuczynienia, ale w 2016 roku sąd oddalił jego powództwo, twierdząc, że roszczenie uległo przedawnieniu.

Wina księdza

Halliop domagał się więc przeprosin od księdza. Sąd pierwszej instancji uznał, że duchowny ma przeprosić jako osoba prywatna, a nie jako ksiądz. Poszkodowany odwołał się od tego wyroku i wygrał sprawę – sąd apelacyjny orzekł, że Walerian S. ma przeprosić swoją ofiarę jako ksiądz, a nie osoba prywatna.

Adwokat księdza Rafał Kalbarczyk przed sądem starał się dyskredytować poszkodowanego – twierdził m.in, że powodem działań 36-latka jest motyw finansowy. Zarzucał mu skłonność do konfabulacji i odnosił się do jego stanu psychicznego. Wnosił o oddalenie powództwa – sąd jednak nie podzielił tej opinii.

Nakazanie przeprosin oznacza przede wszystkim to, że sąd uznał winę Waleriana S., który od początku wszystkiemu zaprzeczał. Wykazanie winy księdza w procesie karnym było jednak niemożliwe z powodu przedawnienia zarzucanych mu czynów.

„Chłopiec lgnął do mnie”

abp Józef Michalik, ks Walerian S.

Podczas postępowania, które przeprowadziła w tej sprawie lubelska kuria ksiądz Walerian S. złożył obszerne wyjaśnienia. Powołał się m. in. na  znaną wypowiedź abp. Józefa Michalika.

…w nieprzytomności mogłem coś zrobić, ale świadomie nie. Ja go nie gwałciłem. Jeśli bym skrzywdził, to musiałoby to być z wyłączeniem mojej świadomości. Jedynie taka sytuacja była, że ja po obiedzie zawsze szedłem na sjestę, a on mógł do mnie przyjść na górę, bo był wścibski jak dzieciak. Arcybiskup Michalik powiedział przecież, że winę ponoszą też rodzice, bo dziecko jest zaniedbane i samo przytula się do księdza. Ten chłopiec lgnął do mnie.

Źródła: www.dziennikwschodni.pl, „Fakty i mity”, nr 32/2014

Jak Kościół chroni pedofilów – kard. Gulbinowicz i abp. Gołębiewski

Wrocławscy hierarchowie kard. Henryk Gulbinowicz i abp Marian Gołębiewski wiedzieli o pedofilskich czynach księdza Pawła Kani i przez kilka lat go chronili. Ksiądz został ostatecznie skazany na siedem lat więzienia za gwałt i molestowanie chłopców. Ale nim to się stało, wrocławska kuria kryła Kanię, a jedyną jej reakcją było przenoszenie księdza do kolejnych parafii.

Mówi o tym raport, który przedstawiciele fundacji „Nie Lękajcie Się” przekazali papieżowi Franciszkowi.  W odpowiedzi kuria zarzuciła autorom „daleko idącą manipulację”. „Dopiero w 2010 r. uznano duchownego za winnego posiadania materiałów zakazanych prawem. Wówczas został on wycofany z pracy duszpasterskiej i odsunięty od wszelkiej posługi wobec dzieci i młodzieży” – czytamy w oświadczeniu wrocławskiej kurii. I dalej: „Nieprawdą jest zatem, że «Kania na  molestowaniu chłopców wpadł pierwszy raz we Wrocławiu w 2005 roku»”.

Kard. Henryk Gulbinowicz poręczył majątkowo za księdza pedofila, który dzięki temu nie trafił do aresztu

Jak było naprawdę?

5 września 2005 roku ksiądz Paweł Kania został zatrzymany przez policję, gdy trzem chłopcom proponował sto złotych za usługi seksualne. Był wtedy wikariuszem parafii św. Ducha we Wrocławiu. Są świadkowie,  że ówczesny proboszcz tej parafii, nieżyjący już ks. Czesław Mazur,  informował abp. Gołębiewskiego o skłonnościach Kani. Bez efektów.

Kiedy policja znalazła na plebanii dziecięcą pornografię, kardynał Henryk Gulbinowicz wstawił się za ks. Kanią i poręczył za niego. Było to poręczenie majątkowe w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych.  Dzięki temu pedofil nie trafił do aresztu.  Kuria go „urlopowała” i osadziła… w domu dla księży emerytów . Nie na długo.

Abp. Marian Gołębiewski nie reagował na pedofilię ks. Kani i przenosił go z parafii do parafii

 

Sprawdzona metoda – z parafii do parafii

Gdy później toczyło się śledztwo, ksiądz pedofil został przez swoich przełożonych skierowany do parafii w Bydgoszczy, gdzie prowadził katechezę i opiekował się ministrantami. Po skargach rodziców i nauczycieli usunięto go stamtąd i ściągnięto z powrotem na Dolny Śląsk – do Milicza – gdzie znów pracował z dziećmi. „Robił to samo. Zaczepiał chłopców, obłapiał ich, sprowadzał dzieci na plebanię”, czytamy w raporcie Fundacji „Nie Lękajcie Się”. Informowano o tym kurię, którą kierował abp Marian Gołębiewski. Bez  reakcji.

W 2010 roku, a więc po pięciu latach od zatrzymania ks. Kani przez policję, zapadł prawomocny wyrok – rok więzienia w zawieszeniu na pięć lat. Udowodniono księdzu posiadanie dziecięcej pornografii (z zarzutu molestowania adwokat go wybronił). Mimo to kościelni przełożeni ks. Kani nie uruchomili procedury wydalenia go ze stanu duchownego. Pedofil nie został nawet suspendowany i wbrew temu, co dzisiaj twierdzi kuria, pełnił posługę wśród sióstr zakonnych, a później w domu księży emerytów. I nadal uwodził nieletnich chłopców.

W 2012 roku ksiądz Kania wpadł ponownie. Zameldował się we wrocławskim hotelu z małoletnim chłopcem, a zachowanie tej pary wzbudziło podejrzenia obsługi.  Zaalarmowana policja znalazła w pokoju księdza pornografię, m.in. z udziałem chłopca, z którym dzielił pokój.

Kanię tymczasowo aresztowano, a w śledztwie wyszło na jaw, że ksiądz dopuścił się co najmniej dwóch gwałtów.  Jeden popełnił, gdy był wikarym wrocławskiej parafii św. Ducha. Drugi – już po pierwszym wyroku, gdy był na „urlopie” w domu księży emerytów. Nie mogliśmy trzymać go pod kluczem, tłumaczy dzisiaj rzecznik wrocławskiej kurii ks. Rafał Kowalski,

Ks. Paweł Kania, przestępca pedofilski chroniony przez swoich duchownych przełożonych

Gwałciciel dzieci pozostaje księdzem

W czerwcu 2015 roku ksiądz Kania usłyszał prawomocny wyrok siedmiu lat więzienia. Do jednej z jego ofiar przyjechał wówczas pełnomocnik kurii mec. Michał Kelm z propozycją ugody. Namawiał byłego ministranta, aby przyjął 40 tys. zł w formie „stypendium” od anonimowego „sponsora” i jednocześnie zrzekł się wszelkich roszczeń finansowych wobec Kościoła. Mecenas Kelm zasugerował chłopu pozwanie księdza Kani o odszkodowanie w wysokości 250 tys. zł. Nie wspomniał jednak, że skazany ksiądz nie ma żadnego majątku.

Rok później były ministrant wytoczył sprawę kurii bydgoskiej i wrocławskiej, od których domaga się 300 tys. złotych odszkodowania. Sprawa nadal się toczy, a adwokat poszkodowanego nie wyklucza, że jego żądanie wzrośnie do pół miliona.

Tymczasem Paweł Kania, który karę więzienia odbywa od września 2015 roku, może już starać się o przedterminowe zwolnienie. Cały czas jest księdzem.

Henryk Gulbinowicz i Marian Gołębiewski są dziś arcybiskupami seniorami archidiecezji wrocławskiej. Do tej pory nie uczynili żadnych gestów wobec dzieci skrzywdzonych przez księdza, którego wspierali.

Źródła: wroclaw.wyborcza.pl, polskatimes.pl, pomorska.pl, gazetawroclawska.pl