Egzorcyzmy w Polsce

Francisco Goya - Św. Franciszek Borgia i konający zatwardziały grzesznik

Polacy coraz częściej szukają pomocy u egzorcysty. Zdaniem naukowców i terapeutów, mamy do czynienia ze swego rodzaju epidemią opętań. Pisze o tym Mariusz Agnosiewicz w miesięczniku „Focus”

Kilkanaście lat temu w Polsce działało tylko kilku egzorcystów. Dziś jest ich ponad stu. W 2007 roku w Częstochowie odbył IV Międzynarodowy Kongres Egzorcystów, a kilka miesięcy później w podszczecińskim Poczerninie rozpoczęła się budowa centrum egzorcyzmowania, jedynego w Europie. Zagranica uznała nasz kraj za „Dolinę Krzemową” egzorcyzmów. Polskie media są ostrożniejsze, choć odnotowują, że egzorcyzmy to rytuał, któremu Polacy poddają się coraz częściej.

Tymczasem psychiatrzy nie mają wątpliwości, że wszystkie objawy u egzorcyzmowanych osób można wyjaśnić – i leczyć ich przyczynę – odwołując się do medycyny. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) również nie dostrzegła w objawach „opętania” niczego nadprzyrodzonego i w 1992 roku umieściła je w międzynarodowym spisie chorób pod symbolem ICD-10.

Filmy zwiększają liczbę opętań

Egzorcyści potrafią wymienić wiele objawów opętania (nawet takie, jak nadużywanie internetu), ale najbardziej typowe to lęk przed sakralnymi przedmiotami lub miejscami (sakrofobia), mówieniem dziwnym językiem, nieodparta skłonność do bluźnienia. Mówi się także o nadludzkiej sile, jaką złe duchy mogą dać swojej ofierze nadludzką siłę oraz o nadnaturalnej wiedzy na temat grzechów innych osób, choć – jak zaznacza autor artykułu – egzorcyści zaczynają się dystansować od takich rewelacji. 

Okazuje się, że na zaburzenia związane z „opętaniami” ewidentny wpływ ma popkultura. Kiedy na ekrany amerykańskich kin ponownie trafił słynny „Egzorcysta”, psychiatrzy odnotowali skokowy wzrost liczby opętań – tak samo jak po premierze filmu w 1973 roku. Wielu ludzi ulega wpływom takich produkcji, wskutek czego pojawiają się u nich objawy histeryczne, wyjaśnia profesor Elizabeth Loftus, psycholog z USA

Ze statystyk „opętań” wynika, że zły duch z reguły jest rodzaju męskiego, a jego ofiary to głównie kobiety, zazwyczaj mocne wierzące i słabiej wykształcone. Demon może popychać do rozwodu, gnębić z powodu zdrady małżeńskiej lub oglądania pornografii. Może również wywoływać pociąg seksualny do osób tej samej płci, pisze Mariusz Agnosiewicz i zauważa, że zły duch inspiruje dokładnie do takich zachowań, które potępia Kościół katolicki.

 Ks. Andrzej Grefkowicz, egzorcysta diecezji warszawsko-praskie
Ks. Andrzej Grefkowicz, egzorcysta diecezji warszawsko-praskiej: ‚Kto wychodzi i mówi: „diabeł jest we mnie, diabeł przeze mnie działa”, najprawdopodobniej jest chory psychicznie. Kiedy ktoś jest naprawdę uzależniony od złego ducha, boi się wypowiadać zdania, że to diabeł. Powie raczej: „mam problem, dokucza mi to lub coś innego”, natomiast nie użyje określenia, że sprawcą tego jest diabeł’.

Egzorcyzmy bronią się przed medycyną

Kapłani wierzą, że „opętanie” to skutek działania „siły diabelskiej”, a więc cierpiącą osobę należy wyzwolić spod tego działania za pomocą egzorcyzmów. W języku świeckim egzorcyzmy można opisać jako rytualne wydawanie komend demonowi przez wykwalifikowanego specjalistę (w wersji lżejszej jest to modlitwa, którą odmawiać może każdy ochrzczony). Dzisiejszy Kościół katolicki dzieli opętania na fałszywe (zajmuje się nimi psychiatria) oraz prawdziwe (zadanie dla egzorcystów).

Współczesny katolicyzm stara się przedstawić egzorcyzmy jako terapię alternatywną, która może konkurować z konwencjonalną medycyną. Stara się też przed medycyną bronić, ostrzegając np. że zły duch próbuje odwieść od egzorcyzmowania w ten sposób, że wywołuje symptomy „naturalnych chorób”.  Idąc tym tropem, autor artykułu „Chory z opętania” opublikowanego w „Przewodniku Katolickim” (nr 8/2003) zastanawia się, czy zwykła depresja jest „tylko” chorobą psychiczną, czy może następstwem wpływu demonicznego, pisze Mariusz Agnosiewicz.

To egzorcysta decyduje, czy będzie stosował wobec chorej osoby egzorcyzmy, czy odeśle ją do lekarza. Kościelna zasada przewiduje, że egzorcysta powinien wysłać pacjenta na konsultacje do psychiatry lub psychologa, aby wykluczyć opętanie fałszywe. Ale Kościół dobrze wie, że według medycyny nie istnieje coś takiego jak „prawdziwe opętanie”, a więc rzetelny lekarz nie może skierować pacjenta na egzorcyzmy. Wydaje się więc, że ta zasada jest czysto formalna, a jej cel jest przede wszystkim wizerunkowy – ma ona stworzyć wrażenie, że egzorcysta jest partnerem, a nie rywalem lekarza.

Czym jest „opętanie” według medycyny

Przez wiele lat objawy, które w środowisku religijnym przypisywano opętaniu, medycyna łączyła ze schizofrenią, epilepsją, histerią itd. Współcześnie zostały one przyporządkowane odrębnej jednostce chorobowej pod nazwą zaburzenie transowe i opętaniowe (kod F44.3 w klasyfikacji ICD-10). To odmiana dysocjacyjnego zaburzenia tożsamości, zwanego też osobowością mnogą czy rozszczepieniem osobowości. Dotknięta nim osoba „przełącza się” pomiędzy dwoma tożsamościami, z których jedna jest postrzegana jako duchowa energetyczna, demoniczna, boska, czytamy w artykule. Pacjent wykonuje mimowolne ruchy i dziwne czynności, wydaje z siebie niesamowite dźwięki czy mówi obcymi językami.

Są dowody, że zaburzenie transowe może mieć przyczyny neurobiologiczne, takie jak schizofrenia, padaczka, zespół Tourette’a, depresja egzogenna, delirium, zespół stresu pourazowego (PTSD), demencja, uraz mózgu, alkoholizm czy amnezja funkcjonalna. Ale najczęstszą  przyczyną są urazy psychiczne. Na przykład bardzo typowe „opętanie” pewnej pacjentki z Krakowa zostało zdiagnozowane jako rozszczepienie osobowości na skutek tłumienia jej potrzeb seksualnych podczas pobytu w zakonie. To było powód  „demonicznych” ataków pacjentki na religię. 

Zbadano też przypadek z 1909 roku, kiedy egzorcyzmy przeprowadzono na żydowskiej dziewczynce, rzekomo opętanej przez dybuka (ducha zmarłej osoby). Ale rzeczywistym powodem zaburzeń u dziewczynki było to, że zetknęła się ona ze skrajnym antysemityzmem. Są też badania, z których wynika, że poddawane egzorcyzmom kobiety wcześniej często bywały ofiarami molestowania. Ten rodzaj przemocy do niedawna był tematem tabu, zwłaszcza w środowiskach konserwatywnych, dlatego pacjentki odreagowywały swoje urazy poprzez „demona”.

Medycyna ma wiele środków, które mogą pomóc osobom z objawami „opętania”. Lekarze proponują nie tylko psychoterapię, ale również skuteczne leki przeciwpsychotyczne i przeciwdrgawkowe. Znany jest przypadek Hindusa mieszkającego w Anglii, który cierpiał wskutek „opętania”. Mężczyzna przechodził kolejno różne egzorcyzmy: hinduskie, muzułmańskie i chrześcijańskie, ale pomógł mu dopiero preparat stosowany w leczeniu schizofrenii pod nazwą klopentiksol. Wspomniana wcześniej polska pacjentka doznała częściowej ulgi po przyjęciu środka przeciwdrgawkowego.

Ks. Zbigniew Baran, egzorcysta diecezji przemyskiej
Ks. Zbigniew Baran, egzorcysta diecezji przemyskiej: ‚Trzykrotnie wdawałem się z diabłem w dyskusję i za każdym razem lądowałem „na gnoju”, bawił się mną jak zabawką. Rozkazuję mu więc jedynie w imię Jezusa Chrystusa! Ludzka inteligencja nie może równać się z diabelską’.

Egzorcyści ofiarami własnej wiary

Nauka wyjaśniła w zasadzie wszystkie objawy opętania i zjawiska towarzyszące egzorcyzmom. U osób z zespołem Tourette’a mogą wystąpić takie objawy jak koprolalia (niepowstrzymana chęć przeklinania i znieważania), kopropraksja (to samo, tyle że w odniesieniu do nieprzyzwoitych gestów), glosolalia (bełkot językopodobny, często interpretowany przez obserwatorów jako mówienie nieznanymi językami), ksenolalia (mówienie istniejącymi językami nieznanymi pacjentowi – najczęściej po prostu powtarzanie niegdyś zasłyszanych zwrotów) czy kompulsja bluźniercza (zwana też profanacyjną), wylicza Mariusz Agnosiewicz. 

Objawem znanym z wielu opowiadań jest lewitacja – ale nie udało się jej potwierdzić przed niezależnymi obserwatorami. Ponadto egzorcyści mówią, że opętane osoby w czasie napadów przejawiają nadludzką siłę, jak na przykład kobieta z Krakowa. Miała ona ataki również wtedy, gdy trafiła do szpitala. Tamtejszy psycholog obserwował, jak podczas jednego z napadów rzuciła się na księdza, ale nie stwierdził w tym nic nadludzkiego, a jedynie „tarmoszenie”.

Autor artykułu zwraca uwagę, że mrożące krew w żyłach opisy egzorcyzmów nie muszą być efektem celowych zmyśleń. Kapłani, jako osoby głęboko wierzące w istnienie szatana i jego udział w opętaniach, mogą wpaść w pułapkę własnych wyobrażeń.  Przeprowadzający egzorcyzmy ksiądz może nabawić się tzw. paranoi indukowanej (kod F24 w ICD-10). Ma ona dwie odmiany: w pierwszym wariancie ksiądz jest ofiarą zaburzania, a w drugim – jego źródłem, bo wywołuje objawy u egzorcyzmowanej osoby.

Egzorcyzmy szkodzą

I właśnie negatywny efekt egzorcyzmów to najpoważniejszy argument przeciwko ich stosowaniu  jako alternatywnej metody leczniczej. Gdyby nie to, można by je uznać za prymitywną formę psychoterapii lub odmianę placebo, która jeśli nawet nie pomoże, to przynajmniej nie zaszkodzi. Ale przeczą temu badania kliniczne.

Jedno z nich przeprowadzono w Szwajcarii wśród religijnych pacjentów kliniki psychiatrycznej. 129 osób w tej grupie wierzyło, że ich chorobę wywołał „zły duch” lub „demon” – na jego oddziaływanie najczęściej powoływano się przy schizofrenii, zaburzeniach lękowych oraz zaburzeniach osobowości. Aż 104 osoby wcześniej były poddawane egzorcyzmom lub „modlitwie o uwolnienie”. Wielu chorych twierdziło, że po tych obrzędach poczuło się lepiej, jednak lekarze nie dostrzegli poprawy w parametrach klinicznych. Zauważyli natomiast negatywne skutki związane z przerwaniem leczenia medycznego oraz zbyt agresywnymi formami egzorcyzmów. W innych badaniach stwierdzono zjawiska tak poważne, jak przemoc fizyczna ze strony egzorcysty, czy próba samobójcza egzorcyzmowanej osoby i nerwica wywołana lękiem przed mękami piekielnymi.

A więc egzorcyzmy nie tylko nie wywołują efektu placebo – czyli terapeutycznego działania czegoś, co jest teoretycznie obojętne dla zdrowia – lecz jawnie szkodzą osobom, wobec których są stosowane.  Ale przecież u podstaw egzorcyzmów leżą przekonania nie tylko sprzeczne z medycyną, ale również z racjonalnym myśleniem: za przyczynę cierpienia uznaje się wpływ diabła lub grzechy chorego.

Każda forma irracjonalnego postępowania podczas leczenia, również chorób psychicznych, jest niebezpieczna, kiedy zastępuje poprawne medyczne postępowanie, uważa psycholog dr Tomasz Witkowski, autor „Zakazanej psychologii”. Nie można  pozbawiać pacjenta najlepszych możliwości, jakie zna medycyna. Nawet jeśli wszelkie znane medycynie metody postępowania zostały wyczerpane, to stosowanie irracjonalnych metod, zwłaszcza tych budzących silne emocje, może pogorszyć stan jego zdrowia. O wiele łatwiej jest funkcjonować komuś, kto jest świadomy tego, że jego problemy wynikają z zaburzeń chemicznych układu nerwowego, niż temu, kto jest przekonany o wszechwładzy szatana, wskazuje dr Witkowski.

Ponadto psychiatrzy zwracają uwagę, że jeśli egzorcyzmy czasem przynoszą pacjentowi ulgę, to tylko w zakresie objawów, nie usuwają natomiast przyczyn „opętania”. A jeśli w tej formie przejawia się np. zaburzenie nerwicowe, to nawet skuteczne usunięcie objawów  niewiele pomoże. Tego, co wywołuje poczucie opętania, nie da się skutecznie zmienić, odwołując się do wiary, i dlatego często egzorcyzmy mają charakter gaszenia pożaru benzyną, mówi prof. Jerzy Aleksandrowicz, kierownik Zakładu Psychoterapii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

  Egzorcysta ks. Michał Olszewski
Egzorcysta ks. Michał Olszewski: ‚Opętana kobieta miała w sobie duchy wegetarianizmu. Zapytałem więc, jaka jest przeszkoda do wyjścia, a duchy odpowiedziały: „Nie nakarmisz jej mięsem”. Wtedy poprosiłem księdza, który modlił się razem ze mną, żeby przyniósł kiełbasę, na co Zły zaczął wołać: „Nie, tylko nie kiełbasa, nie waż się, ty klecho”. A wtedy mi się przypomniało, że całkiem niedawno mieliśmy świniobicie, więc mamy też salceson, który jest jeszcze bardziej obrzydliwy dla wegetarian. Powiedziałem więc do księdza: „Przynieś salceson, nie kiełbasę”. Wtedy Zły zaczął krzyczeć: „Nie, błagam, nie”. I sam zwrócił się do tego kapłana: „Słuchaj, nie idź, proszę cię, bądź człowiekiem, nie idź po ten salceson”. Ale on go nie posłuchał i zrobił to, o co prosiłem. Następnie rozkazałem duchowi jeść i po dwóch wepchanych na siłę kawałkach salcesonu duchy wegetarianizmu wyszły’.

Kościół wykorzystuje zaufanie

Jednak racjonalne podejście do medycyny nadal nie jest w Polsce powszechne.  W aptekach dostępne są preparaty homeopatyczne, choć dawno już wykazano, że bazują one na pseudonauce, podobnie jak wszelkiego rodzaju bioenergoterapie czy radiestezja, pisze Mariusz Agnosiewicz. Gabinety „medycyny” alternatywnej dobrze prosperują w każdym większym polskim mieście. Egzorcyzmy po prostu wpisują się w ten nurt.

A ten irracjonalny nurt dodatkowo wzmacniany jest przez nieufność Polaków wobec specjalistów, zwłaszcza tych zajmujących się zdrowiem psychicznym. Natomiast wysokim zaufaniem nadal cieszą się księża. W większości są oni zapewne dobrymi specjalistami od teologii i duszpasterstwa, ale w kwestii problemów psychicznych ich przeciętna wiedza nie jest większa od wiedzy ich petentów,  zauważa Paweł Krukow, neuropsycholog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Dr Witkowski dodaje: Obawiam się, że renesans egzorcyzmów jest wynikiem niskiej jakości usług psychologicznych i psychiatrycznych z jednej strony, a rosnącej tolerancji na pseudonaukowe formy terapii z drugiej. Sprzyja temu również stan prawny: dzisiaj w Polsce psychoterapeutą może zostać każdy, kto zarejestruje działalność gospodarczą. Trudno się dziwić, że pacjenci gdzie indziej szukają pomocy. Egzorcyści teoretycznie podlegają kontroli biskupów, ale hierarchowie Kościoła katolickiego nie są specjalistami w dziedzinie psychiatrii. Nie wymagają od egzorcystów prowadzenia statystyk – nie wiadomo, ilu „opętanych” zostało uwolnionych od „demonów”, nieznane są również długofalowe skutki tej „terapii”. Prawdopodobnie egzorcyści blokują wielu chorym dostęp do psychiatry albo opóźniają rozpoczęcie racjonalnego leczenia. Psycholog społeczny dr Jarosław Klebaniuk uznaje to wręcz za jeden z objawów walki ideologicznej i ekonomicznej Kościoła. Niedługo doczekamy się, że egzorcyści będą pobierać państwowe pensje, podobnie jak kapelani i katecheci, mówi psycholog. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie, pisze autor artykułu, bo wtedy z pewnością staniemy się światowym centrum opętań i ich pseudoleczenia.

Źródła: www.focus.pl, egzorcyzmy.katolik.plpl.aleteia.org, chrystuskrol.przemyska.pl  

Jak religia psuje państwo

W Polsce rozgrywa się osobliwy dramat. Państwo jest moralnie szantażowane przez fundamentalizm religijny i abdykuje w obliczu tego szantażu. Pisze o tym pastor Kazimierz Bem. 

Ks. dr Kazimierz Bem
Ks. dr Kazimierz Bem – prawnik, teolog, pastor ewangelicko-reformowany Zjednoczonego Kościoła Chrystusa (UCC, USA), członek redakcji „Pisma er”

Najpierw kilka tysięcy lekarzy podpisało kiepski teologicznie manifest. Zadeklarowali w nim, iż w nosie mają państwo i obowiązujące w nim przepisy. Liczy się za to tylko ich sumienie i w jego „obronie” będą łamać prawo. W odpowiedzi minister zdrowia i ultrakonserwatywny minister sprawiedliwości milczą.

Jednym z sygnatariuszy deklaracji jest wojewódzki konsultant ds. ginekologii i położnictwa. Pomimo tego wojewoda nie widzi powodów, by tę osobę odwołać ze stanowiska. Widać, zapowiedź łamania prawa nie jest niczym ważnym w Polsce.

Inna historia. Ministerstwo Zdrowia przesyła ankietę z zapytaniem, czy w przypadkach przewidzianych przez obecne prawo szpitale wykonują zabiegi usunięcia ciąży i jak często. Cztery szpitale wprost piszą, że pomimo obowiązującego prawa nie wykonują takich zabiegów w żadnym wypadku. Ministerstwo odpowiada, że ankieta nie miała charakteru dyscyplinującego, a informacyjny. Zero konsekwencji.

Kolejny obrazek. Znany profesor w świetle kamer przyznaje, że pomimo obowiązującego prawa, które pozwala mu skorzystać z klauzuli sumienia, on stosuje ją tak, jak mu jest wygodnie. I łamie prawo, zmuszając kobietę do urodzenia dziecka w sytuacji, gdy miała prawo do legalnej aborcji. Dlaczego tak czyni? Ano bo tak mu nakazuje sumienie. Jej sumienie zaś się tutaj nie liczy. Przepisy państwa również.

Dopiero pod naciskiem opinii publicznej minister zdrowia przypomina sobie, że jednak państwo jakieś wymagania wobec lekarzy i publicznych placówek stawia. I w efekcie zleca kontrolę szpitala Świętej Rodziny (ale tylko tego!) oraz wspomnianego profesora, czyli Bogdana Chazana.

W odpowiedzi Rzecznik Praw Obywatelskich, znana konserwatystka, proponuje, by jeszcze bardziej ulżyć lekarzom w ich rozterkach moralnych. Jak? Według niej fikcyjny obowiązek przestrzegania przepisów należy przerzucić na dyrektorów szpitali. Tych samych – jak dyrektor Chazan – którzy już teraz, jak wiele na to wskazuje, nie przestrzegają obowiązującego prawa.

Obecna dyskusja nie jest wbrew pozorom o aborcji, choć tak ją przedstawia polska prawica. Jest to dyskusja o granicach religii i państwa. I o tym co robić, gdy nasze sumienie kłóci się z przepisami prawa.

Jako pastor nie neguję w żadnym wypadku znaczenia sumienia dla etycznego życia. Pamiętam chociażby o francuskich kalwinistach podczas II Wojny Światowej ukrywających Żydów, czy też o kwakrach i pacyfistach, którym sumienie nie pozwala walczyć w szeregach armii. Wiem, że są sytuacje, gdy sumienie zmusza nas do sprzeciwu wobec nieludzkich praw. Gdy państwo nie daje nam innego wyjścia niż złamanie prawa.

Chcę wyraźnie napisać, że Rzeczpospolita Polska w 2014 roku nie tworzy takiej sytuacji dla naszych sumień.

Otóż nikt lekarzy nie zmusza do pracy w publicznych placówkach. Nikt ich nie zmusił do bycia ginekologiem, do zajmowania się trudnymi ciążami. Sami wybrali medycynę, następnie sami wybrali specjalizację, by wreszcie dobrowolnie wybrać miejsce pracy. I teraz – jak wszyscy pracownicy – muszą się dostosować do przepisów pracodawcy.

Jeśli ich katolicka wiara nie pozwala na leczenie wszystkimi prawnie dozwolonymi metodami i we wszystkich okolicznościach dopuszczanych przez to prawo, winni albo zatrudnić się w prywatnych, katolickich placówkach, albo najzwyczajniej w świecie zmienić zawód.

Narzucanie państwu i pacjentom swoich przekonań religijnych niczym nie różni się od narzucenia „niewiernym” szariatu przez islamistów. Czy naprawdę marzy nam się kamienowanie kobiet? Zimny uśmiech posła Gowina czy pełen słodyczy głos profesora Chazana doprawdy niewiele dzieli od żelaznego spojrzenia jednookiego Mułły Omara.

Państwo, które ustępuje fanatykom, nigdy nie zazna spokoju. Religia, która daje się manipulować fanatykom, nie chwali Boga, tylko Bogiem poniewiera. Tak oto stajemy się powoli przestrzenią słabego państwa, złej religii i fikcyjnych obywateli.

Źródło: www.pismoer.pl

Deklaracja katolickich lekarzy dzieli ludzi

Lekarz nie ma prawa zostawić ludzi w potrzebie, powołując się na swoją wiarę – mówi profesor Zbigniew Szawarski w rozmowie z Agnieszką Kublik

Agnieszka Kublik: Dyskusja wokół ”Deklaracji wiary lekarzy” dotyczy sporu o prymat sumienia lekarza nad prawem pacjenta?

Prof. Zbigniew Szawarski

Prof. Zbigniew Szawarski – etyk, emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego; pracuje w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego. Przewodniczący Komitetu Bioetyki przy prezydium PAN.

Zbigniew Szawarski: To jest coś znacznie poważniejszego. To jest deklaracja przede wszystkim polityczna, pierwszy krok w przejściu od demokracji do teokracji. I dlatego uważam tę deklarację za wyjątkowo niebezpieczną.

Lekarz może powiedzieć tak: „Przede wszystkim jestem katolikiem, a potem dopiero lekarzem”. Ale może i tak: „Przede wszystkim jestem lekarzem, a potem katolikiem, Żydem, ateistą itd., bo jestem lekarzem w sensie globalnym, leczę w każdym miejscu świata, każdego pacjenta, nie pytam go o wyznanie, kim jest, w co wierzy, ani on mnie nie pyta”.

Lekarz ma pomóc człowiekowi w potrzebie, choremu, cierpiącemu, umierającemu. Dla mnie najdoskonalszym wzorem zachowania lekarza jest biblijny dobry Samarytanin, który zatrzymuje się i pomaga człowiekowi poranionemu przez zbójców.

„Deklaracja” dotyczy sumienia, nie leczenia
.

– I to jest jej najbardziej niebezpieczny punkt. Powiada bowiem, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie, oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła. A co, jeśli Duch Święty przygasa? Albo lekarz nie jest biegły w teologii? Albo nie jest pewien, jak postąpić, kiedy nauka Kościoła jest niejasna? Powinien iść do swego ojca spowiednika i o to zapytać. I ten mu powie, co jest słuszne, co jest zgodne z nauką Kościoła, a co nie? A eksperci bioetyczni Kościoła nie mają wątpliwości. Mają na biurku telefon do Pana Boga. Mają mistyczne okulary, które pozwalają im widzieć kamienne tablice Pana Boga z wyrytym prawem boskim, które jest jakoby wyższe niż wszelkie inne prawa ustanowione przez człowieka? I żeby nie było nieporozumień: owo prawo boskie nie sprowadza się jedynie do Dekalogu.

Bardzo pan wzburzony tą deklaracją.

– Tak, bo ma niepokojące skutki społeczne. To już się zaczęło. Typowym objawem takiego fanatycznego zachowania jest odzywka Marysi z Gorzowa do premiera Tuska: ”Pan jest zdrajcą”. Ona wie lepiej, ona kieruje się zapewne sumieniem oświeconym i nie ma żadnych wątpliwości moralnych. A przecież ”zdrajca” to jedno z najpoważniejszych i najbardziej okrutnych oskarżeń moralnych człowieka.

„Deklaracja” rodzi ogromne podziały. Dzieli lekarzy, dzieli pacjentów. Dzieli nas na tych, którzy wiedzą, i tych, którzy są pozbawieni jakiegokolwiek kontaktu z Bogiem.

Gdyby każda wolna profesja czuła się zobligowana do sformułowania i podpisania podobnej deklaracji, gdyby np. prokuratorzy, sędziowie, adwokaci napisali deklarację, w której stwierdzają stanowczo, że katolicki prokurator, sędzia czy adwokat kieruje się tylko i wyłącznie prześwietlonym Duchem Świętym sumieniem i nauką Kościoła, to skutki byłyby katastrofalne. Dla państwa i przede wszystkim dla społeczeństwa. Wyobraża sobie pani katolickiego sędziego, który wydaje zgodę na rozwód? Albo katolickiego prokuratora, który bezlitośnie ściga księży pedofilów?

Może nie powinniśmy wybierać zawodu, który jest w kolizji z naszym sumieniem.

– W Wielkiej Brytanii kolegium ginekologii i medycyny reprodukcyjnej wydało niedawno ostrzeżenie, że ci, którzy nie będą chcieli realizować pełnego kursu kształcenia, obejmującego m.in. antykoncepcję czy sposoby zapobiegania ciąży, nie otrzymają dyplomu.

Świadkowie Jehowy są stanowczo przeciwni przetaczaniu krwi. Nie wyobrażam sobie chirurga, który byłby świadkiem Jehowy. Bo chirurdzy regularnie stają wobec konfliktu: przetoczyć czy nie przetoczyć. Świadek Jehowy może być doskonałym dermatologiem czy psychiatrą, ale nie chirurgiem, bo z góry wie, czego nie będzie czynić. Byłoby dobrze, gdyby nasi lekarze brali pod uwagę złożoność życia społecznego i moralnego i komplikacje, jakie rodzi współczesna medycyna.

”Deklaracja” to odpowiedź na głos Komitetu Bioetyki PAN, że klauzula sumienia jest przez lekarzy nadużywana i służy narzucaniu pacjentom przekonań moralnych.

– I podtrzymujemy to stanowisko. Większość sporów wypływa z prostego niezrozumienia dwóch sytuacji: co innego kierować się w życiu sumieniem – a każdy z nas powinien kierować się własnym sumieniem – a co innego wykonywać pewien zawód i jako jego przedstawiciel korzystać z klauzuli sumienia.

Klauzula ta to konstrukcja prawna wpisana w ustawę o zawodzie lekarza. Stanowi ona wyraźnie, że lekarzowi wolno odmówić wykonywania pewnych zabiegów sprzecznych z jego poglądami moralnymi, ale pod pewnymi warunkami. Lekarz taki musi znaleźć dla pacjenta innego lekarza, nie wolno mu zostawić pacjenta bez pomocy; musi też wpisać to do akt. I ten pierwszy warunek lekarze kontestują. Mówią: „Dlaczego mam wskazywać innego lekarza, ja nie chcę przykładać do tego ręki”. Ale jeśli lekarz powołuje się na klauzulę, to powinien powoływać się na jej całość, a nie tylko na tę część, że może odmówić badania czy zabiegu. Musi poradzić pacjentowi, gdzie znajdzie innego lekarza, bo prawo pacjenta do uzyskania przysługujących mu ustawowo świadczeń jest równie ważne jak prawo lekarza do skorzystania z klauzuli sumienia. Lekarz, który tego odmawia, łamie prawo i powinien ponieść konsekwencje swojej decyzji.

Pacjenci powinni się skarżyć?

– Oczywiście. Ale nie słyszałem, żeby kiedykolwiek w Polsce odbył się proces z powodu nieposłuszeństwa obywatelskiego lekarza, który w imię wiary ignoruje przepis prawa. Bo ta „Deklaracja” jest wezwaniem do nieposłuszeństwa obywatelskiego wobec obowiązującego w Polsce prawa i to dodatkowo pokazuje, jak bardzo jest niebezpieczna.

Jest już reakcja. W internecie prawie 2,7 tys. podpisów figuruje pod deklaracją „Nie podpisuję Deklaracji wiary lekarzy „.

– „Deklaracja” już zaczyna dzielić społeczność lekarską i będzie dalej dzieliła społeczeństwo. Jestem zdania, że lista lekarzy i pielęgniarek podpisanych pod „Deklaracją” powinna znaleźć się na stronie Ministerstwa Zdrowia i powinna być systematycznie aktualizowana. Jest to bowiem wiarygodna informacja dla pacjentów i wszelkich publicznych klinik, szpitali i ośrodków zdrowia. To lista lekarzy, którzy uczciwie i bez przymusu deklarują: „Na mnie nie liczcie. Nie będę respektować tego przepisu ustawy o zawodzie lekarza, który odnosi się do klauzuli sumienia”. I to jest pewne, częściowe rozwiązanie, kto ma informować o dostępności takich lub innych kontrowersyjnych moralnie procedur.

„Mam ratować życie i zdrowie, to Pan Bóg stworzył medycynę” – to głos lekarza, który podpisał drugą deklarację.

– Nie plączmy do tego Pana Boga. Medycynę stworzyli ludzie. Fundamentalnym obowiązkiem lekarza jest pomóc pacjentowi, lekarz nie ma prawa zostawiać go w potrzebie.

W dużych miastach można pewnie szybko znaleźć innego lekarza. Ale w małym mieście, na wsi?

– To katastrofa. I to państwo ponosi odpowiedzialność za takie funkcjonowanie systemu zdrowia. Obawiam się, że nasze agendy rządowe są tutaj całkowicie bezradne. Nie mają tu nic do powiedzenia. Bo jeśli państwo wprowadza ustawy, przyznaje pacjentom prawa do pewnych procedur, to jest i moralnie, i prawnie zobowiązane do stworzenia takich warunków, aby te ustawy były respektowane.

„Deklarację wiary” podpisało 3 tys. lekarzy i studentów medycyny na ok. 120 tys. czynnych lekarzy.

– To nie jest kwestia liczb. Nawet gdyby ją podpisało 100 czy 300 lekarzy, to jest to sygnał pojawiającej się tendencji, która stanowi zagrożenie dla ładu społecznego i moralnego w naszym kraju. Nie chciałbym żyć w społeczeństwie, w którym istnieją dwa rodzaje sumienia – jedyne prawdziwe „sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła” i sumienie zwykłego człowieka, które oczywiście jest omylnym sumieniem gorszego rodzaju, bo nie ma istotnego kontaktu ani z Duchem Świętym, ani z nauką Kościoła. Bo wtedy zaczynamy patrzeć na siebie wilkiem, niczym w Hobbesowskim stanie natury, w którym „Homo homini lupus est”.

Czekam na reakcję państwa. Niepokojące jest to, że państwo nie reaguje, kiedy otwarcie wzywa się do bojkotu prawa. To jest dowód słabości albo bezradności, albo totalnej ignorancji lub podejrzanego moralnie koniunkturalizmu państwa, które chce rozgrywać własne interesy polityczne kosztem pacjenta. Przede wszystkim kosztem pacjenta.

Źródło ->

Religijni lekarze zobowiązują się do łamania prawa

Trzy tysiące lekarzy zobowiązało się do łamania polskiego prawa. Co na to minister zdrowia? – pisze Agata Dziduszko-Zyglewska.

Wanda Półtawska, przyjaciółka Jana Pawła II, prowadziła przez ponad 30 lat Instytut Teologii Rodziny przy Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. W dużej mierze to jej refleksji na temat rodziny kobiety na całym świecie zawdzięczają anachroniczną i uprzedmiotawiającą je politykę polskiego papieża, która objawiała się m.in. takimi działaniami, jak jego niesławny list do arcybiskupa Sarajewa, który nakazywał zgwałconym w czasie wojny kobietom rodzić dzieci poczęte w wyniku gwałtów, czy dokument Ordinatio Sacerdotalis, w którym papież stanowczo ukrócił marzenia katoliczek o kapłaństwie, ponieważ nie widział żadnego powodu, żeby kobiety współrządziły wielomilionową wspólnotą wiernych, która co najmniej w połowie składa się z kobiet właśnie.

Poglądy Wandy Półtawskiej, nieprzyjaciółki bezpłodnych par i afrykańskich dziewczynek, wpłynęły też zapewne na nieustępliwość papieża w kwestii stosowania metody in vitro, a także antykoncepcji. Do tej pory z powodu epidemii HIV/AIDS co roku umiera w Afryce około miliona ludzi, którzy zgodnie z zaleceniami Kościoła katolickiego nie stosują prezerwatyw, ale posiłkują się innymi niepotępionymi tak skutecznie metodami profilaktyki. Na przykład wielu mężczyzn wierzy, że przed zakażeniem chroni stosunek z dziewicą.

Teraz Wanda Półtawska, przyjaciółka Radia Maryja, zaapelowała do polskich lekarzy, żeby podpisali tzw. deklarację wiary. Napisana kuriozalnym, archaicznym, stylizowanym na Stary Testament językiem deklaracja zobowiązuje ich do łamania Przyrzeczenia Lekarskiego (to współczesny odpowiednik Przysięgi Hipokratesa) oraz obowiązującego w Polsce prawa. A niezwiązanym „świętym sakramentem małżeńskim” zakazuje w ogóle używania penisów i wagin!

''Deklaracja wiary''

Kamienne tablice z tekstem tzw. deklaracji wiary, którą podpisało trzy tysiące polskich lekarzy, zobowiązując się do łamania Przyrzeczenia Lekarskiego oraz obowiązującego w Polsce prawa

Ale po kolei. Wanda Półtawska, nieprzyjaciółka ateistów i innowierców, sformułowała swoją deklarację w sześciu punktach, z których pięć uniemożliwia uprawianie zawodu lekarza. Każdy potencjalny pacjent polskiej służby zdrowia powinien dla własnego bezpieczeństwa uważnie przeczytać ten dokument.

Punkt pierwszy: WIERZĘ w jednego Boga, Pana Wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz swój.

Ten punkt jest najlżejszy i nie uniemożliwia uprawiania zawodu lekarza. Tylko co ja, jako pacjentka, mam zrobić z informacją, że lekarz, do którego przyszłam, wierzy w Pana Wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz swój, albo że wierzy w Latającego Potwora Spaghetti?

Mogę ją oczywiście potraktować jako ostrzeżenie. Dlatego każdy lekarz, który podpisał deklarację wiary, powinien wysłać informację o tym do Ministerstwa Zdrowia i przybić ją na drzwiach swojego gabinetu – tak byłoby uczciwie wobec pacjentów.

Punkt drugi: UZNAJĘ, iż ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne:
– ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca,
– moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga. Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę.

Od kiedy pierwszy szaman podał pierwszy wywar pierwszemu pacjentowi, medycyna zajmuje się walką z tak ujętymi prawami natury. A praca lekarza w dużej mierze polega na dotykaniu, otwieraniu, zszywaniu, wstawianiu sztucznych części i podawaniu ratujących życie leków. Zgodnie z Przyrzeczeniem Lekarskim lekarz ma też obowiązek „stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mu się wynaleźć i udoskonalić”. Zatem człowiek, który wierzy, że ciało ludzkie jest nietykalne, a „zejście z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga”, i który próbuje swoich sił w zawodzie lekarza, stanowi poważne zagrożenie dla nieszczęśników, którzy zostaną jego pacjentami. Łamie także polskie prawo, które, jak wiadomo, zezwala na sztuczne zapłodnienie, stosowanie antykoncepcji i przerywanie ciąży w określonych sytuacjach, a w ustawie o planowaniu rodziny określa prawa reprodukcyjne obywateli.

Punkt trzeci: PRZYJMUJĘ prawdę, iż płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej. Jest nobilitacją, przywilejem, bo człowiek został wyposażony w narządy, dzięki którym ludzie przez rodzicielstwo stają się „współpracownikami Boga Samego w dziele stworzenia” – powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim.

Punkt trzeci zawiera brawurową teorię płci jako przywileju (od razu nasuwa się pytanie: kim są nieuprzywilejowani?) oraz surowy zakaz pozasakramentalnego używania narządów płciowych. A więc dyskryminuje osoby żyjące w związkach innych niż katolickie małżeństwa, a także osoby samotne, bezpłodne pary i osoby LGBTQ. Każdy psycholog, seksuolog i ginekolog, który się pod tym podpisze, musi w efekcie zrezygnować z wykonywania zawodu, ponieważ nie będzie w stanie pomóc swoim pacjentom.

Ponieważ Wanda Półtawska, nieprzyjaciółka wszystkich, którzy lubią seks, nie wspomina o dyspensie na sikanie, nieżonaci puryści będą zapewne musieli unikać dotykania penisa, „który stanowi sacrum w ciele ludzkim” także podczas tej jakże popularnej czynności. Ale w sumie czego się nie robi dla wiary.

Mam za to dobrą wiadomość dla uprawnionych do używania „tych organów” – gotowe projekty strojów odpowiednich do praktykowania dzieła stworzenia można znaleźć w książkach poświęconych modzie wczesnego średniowiecza.

Punkt czwarty: STWIERDZAM, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła i ma on prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem.

A co z przyrzeczeniem niesienia pomocy „chorym bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek”? Żeby móc spełnić to przyrzeczenie, nie można kierować się „nauką” Kościoła katolickiego, bo stoi ona w sprzeczności z nauką, prawem i etyką lekarską. Wolność lekarza, nawet katolika, kończy się tam, gdzie zaczynają się prawa pacjenta, a to może być trudne do pogodzenia z zaleceniami Ducha Świętego.

Ten punkt deklaracji wiary jest zapewne odpowiedzią Wandy Półtawskiej, nieprzyjaciółki nauki, na zeszłoroczne stanowisko Komitetu Bioetyki PAN w sprawie granic powoływania się przez lekarzy na klauzulę sumienia przy odmowie udzielania świadczeń medycznych. W opinii Komitetu polscy lekarze nadużywają klauzuli i nie rozumieją, że prawa pacjenta wynikające z ustaw mają pierwszeństwo wobec tego, co dyktują im ich indywidualne sumienia.

Punkt piąty: UZNAJĘ pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim, aktualną potrzebę przeciwstawiania się narzuconym antyhumanitarnym ideologiom współczesnej cywilizacji, potrzebę stałego pogłębiania nie tylko wiedzy zawodowej, ale także wiedzy o antropologii chrześcijańskiej i teologii ciała.

Punkt piąty informuje wprost, że podpisani pod deklaracją nie zamierzają przestrzegać prawa obowiązującego w naszym kraju, ponieważ obowiązuje ich inne. Jak odniosą się do faktu, że antyhumanitarne ideologie, o których mowa, zawarte są w obowiązującej wszystkich polskich obywateli Konstytucji, w ustawie o planowaniu rodziny i w europejskiej karcie praw podstawowych?

Punkt szósty: UWAŻAM, że – nie narzucając nikomu swoich poglądów, przekonań – lekarze katoliccy mają prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem.

No cóż, lekarze, którzy nie chcą narzucać swoich prywatnych poglądów i przekonań pacjentom, nie powinni podpisywać deklaracji, która zobowiązuje ich do łamania polskiego prawa na rzecz prawa, którym kieruje się konkretna grupa religijna. Co więcej, tak jak nauczyciele, politycy i inni przedstawiciele zawodów zaufania publicznego powinni pilnować tego, żeby ich prywatne przekonania nie wpływały na ich profesjonalne zobowiązania.

I tu dochodzimy do sedna problemu: w każdym kraju znajdą się instytucje i ludzie, którzy nawołują do działania wbrew prawu. Jednak kiedy jakaś grupa obywateli wyraża oficjalnie chęć pójścia za tym wołaniem, sprawą powinno zająć się państwo.

W niedzielę pielgrzymka służby zdrowia złożyła na Jasnej Górze tzw. wotum wdzięczności dla Jana Pawła II w postaci „Deklaracji wiary” wyrytej na kamiennych tablicach. Deklarację podpisało około trzech tysięcy lekarzy. Ci lekarze nie będą mogli wykonywać rzetelnie i w zgodzie z prawem swojego zawodu.

Czekam z niecierpliwością na reakcję ministra zdrowia, który jest zobowiązany dbać o bezpieczeństwo pacjentów, i o zapewnienie im dostępu do wszystkich oferowanych przez NFZ świadczeń.

Agata Dziduszko-Zyglewska – członkini prezydium warszawskiej Komisji Dialogu Społecznego ds. Kultury, członkini Inicjatywy Warszawa 2020, dziennikarka, działaczka społeczna, sekretarz zespołu konsultacyjnego Programu Rozwoju Kultury, prezeska Stowarzyszenia Pasaż Antropologiczny.

Źródło ->

Egzorcyzmy – dlaczego szkodzą

Profesor Jerzy Aleksandrowicz, psychiatra - egzorcyzmy.

Dlaczego niektóre przypadki chorób psychicznych są uważane za nadnaturalne? Jak wpływa to na przebieg terapii? Mówi o tym  profesor Jerzy Aleksandrowicz, psychiatra, kierownik Zakładu Psychoterapii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Według mediów, w Polsce coraz częściej zdarzają się tzw. opętania. Dochodzi do sytuacji, że  niektórzy psychologowie i psychiatrzy odsyłają część swoich pacjentów do egzorcystów.

Profesor Aleksandrowicz przypuszcza, że na zwiększenie liczby przypadków określanych jako „opętanie” wpływa rosnąca liczba egzorcystów w naszym kraju. Profesor zauważa, że jest to znana prawidłowość, bo np. wzrost liczby psychiatrów również pociąga za sobą wzrost liczby chorych. Pewnie trochę dlatego, że jak jest więcej lekarzy, to łatwiej któregoś z nich znaleźć, co zazwyczaj kończy się jakąś diagnozą.  I przypuszczalnie tak właśnie jest z „opętaniami”. W cudzysłowie, ponieważ zdaniem prof. Aleksandrowicza rzeczywiste opętania nie istnieją.

Forma kultury wpływa na formę zaburzeń

Zaburzenia psychiczne mogą przyjmować taka formę, jakiej oczekuje lub prowokuje otoczenie, środowisko socjokulturowe, tłumaczy profesor. A więc w środowisku religijnym chorzy mogą przeżywać siebie tak, jakby opętał ich szatan.

Ponadto poczucie bycia owładniętym przez różne grzeszne namiętności może znaleźć wyraz w psychotycznych zmaganiach – jest to walka zarówno z popędami, jaki i z tym, co tych popędów (np. seksualności) zakazuje. A nawet pomijając tę kwestię, nasz obraz świata ma decydujący wpływ na nasze wyobrażenia o tym, co się z nami dzieje. Nie tak dawno oddziały psychiatryczne były pełne Napoleonów…

Prof. Aleksandrowicz zauważa, że we współczesnej kulturze wszechobecny jest irracjonalizm, a więc trudno się dziwić, że wpływa on na formę, jaką przybierają  zaburzenia psychiczne. Nic też dziwnego, że irracjonalne myślenie nie jest obce psychiatrom i psychoterapeutom (…). W końcu wszyscy jesteśmy kształtowani przez kulturę, w której żyjemy, zaznacza profesor. A więc jeśli psychiatra wierzy w diabły i możliwość opętania, to można zrozumieć, że odsyła do egzorcystów pacjentów demonstrujących „opętanie”, gdy sam nie potrafi im pomóc. W Polsce nie wierzyć w to wcale nie jest łatwo. A nawet bardzo opłaca się wierzyć i współpracować z egzorcystami.

Dlaczego egzorcyzmy mogą szkodzić?

Nawet skuteczne usunięcie objawów nie usuwa ich przyczyn. Tego, co te objawy sygnalizują, nie da się skutecznie zmienić, odwołując się do wiary i dlatego często egzorcyzmy mają charakter gaszenia pożaru benzyną.
 

Jeśli lekarz kieruje pacjenta do egzorcysty, to tym samym  rezygnuje z racjonalnego leczenia. W ten sposób nie tylko pozbawia chorego szans na wyleczenie, ale wręcz naraża go na utrwalenie zaburzenia poprzez potwierdzenie domniemania, że jego choroba jest skutkiem działania tajemniczych i groźnych sił, a więc nie da się jej wyleczyć metodami znanymi medycynie.

Może zdarzyć się też i tak, że na skutek silnej sugestii płynącej z procedury egzorcyzmowania pacjent dozna poczucia uwolnienia się od diabła i poczuje ulgę. Będzie to jednak ulga tylko „objawowa”, bo nie została usunięta przyczyna poczucia opętania. Zwłaszcza jeśli przyczyną są urojenia, poprawa będzie zwiewna i krótkotrwała lub wcale jej nie będzie. Niektórzy egzorcyści korzystający z konsultacji psychiatrów rezygnują z egzorcyzmowania pacjenta, gdy dowiadują się, że cierpi on na psychozę. W przypadku zaburzeń nerwicowych przybierających formę opętania, nawet skuteczne usunięcie objawów nie usuwa ich przyczyn. Tego, co te objawy sygnalizują, nie da się skutecznie zmienić, odwołując się do wiary i dlatego często egzorcyzmy mają charakter gaszenia pożaru benzyną.

Polska jest europejską potęgą egzorcyzmowania

Nie jesteśmy europejską potęgą racjonalnego myślenia, mówi profesor Jerzy Aleksandrowicz. Zauważa, że popularność egzorcyzmów w Polsce jest w dużej mierze skutkiem działania Kościoła katolickiego, który kształci egzorcystów i legitymizuje ich praktyki. Ale zdaniem profesora, nawet nienajlepszy stan polskiej służby zdrowia nie usprawiedliwia zastępowania świadczeń specjalistycznych kierowaniem do znachorów.

Źródło: www.focus.pl