Przemoc w katolickiej szkole w Gorzowie

Uczeń piątej klasy Katolickiej Szkoły Podstawowej im. św. Jana Pawła II w Gorzowie został pobity w szkole przez rówieśnika. Stojący obok nauczyciel i ksiądz nie zareagowali. Chłopiec doznał uszkodzenia kręgów szyjnych.

Katolicka Szkoła Podstawowa im. św. Jana Pawła II w Gorzowie Wielkopolskim

Emblemat szkoły

Do pobicia doszło 4 października, na korytarzu szkoły. Jeden z uczniów, Adam, podczas przerwy rzucił się na swojego kolegę Filipa i prawie go udusił. Obok stali nauczyciel i ksiądz, ale w ogóle nie zareagowali. Natomiast dyrektor szkoły powiedziała Filipowi, że jest winnym całej sytuacji. Według relacji matki jednego z uczniów, szkoła nie dopełniła procedur: nie zawiadomiła rodziców pobitego ucznia, pogotowia ani policji.

11-letni Filip sam wrócił do domu i dopiero jego matka zawiozła go do szpitala, gdzie zdiagnozowano uszkodzenie kręgów szyjnych. Chłopiec musi nosić kołnierz ortopedyczny.

Demoralizacja w szkole katolickiej?

Jeszcze tego samego dnia matka Filipa złożyła zawiadomienie na policji. Sprawa została przekazana do Sądu Rodzinnego i Nieletnich w Gorzowie, informuje Mateusz Sławek z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie. 

Jan Paweł II

Portret patrona szkoły

Sprawa wobec 11-letniego Adama będzie toczyła się pod kątem demoralizacji, mówi rzeczniczka sądu Lidia Wieliczuk. Sędzia prowadzący sprawę zapoznaje się z aktami.

Kary w takiej sprawie mogą być różne: upomnienie chłopca, zobowiązanie do zmiany postępowania albo ustanowienie nadzoru odpowiedzialnego rodzica lub opiekuna. Ponadto możliwe jest ustanowienie nadzoru organizacji społecznej lub kuratora, a nawet skierowanie do instytucji o charakterze wychowawczym. 

Nie ma informacji, aby w związku z tą sprawą policja lub kuratorium badały nieprawidłowości w katolickiej szkole, takie jak niewłaściwe zachowanie wychowawców lub niedopełnienie obowiązujących procedur.

Źródło: gorzowianin.com

Uczniowie w czasie lekcji wyprowadzani są do kościoła

W niektórych szkołach w Bydgoszczy uczniowie w czasie godzin lekcyjnych zostali wyprowadzeni do kościoła na uroczystość religijną. Z kolei w podwrocławskich Kobierzycach katechetka zorganizowała lekcję religii w kościele, przez co dzieci nie zjadły obiadu w szkole.

W diecezji bydgoskiej odbywał się objazdowy pokaz – czyli tzw. peregrynacja – obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. W związku z tym uczniowie części szkół w Bydgoszczy mieli w południe odwołane lekcje, by wyjść do kościoła, gdzie wzięli udział w mszy. 

Uczniowie w kościele, zamiast w szkole

Bydgoszcz. Zamiast na lekcjach – uczniowie na mszy w kościele

Rodzice w tej sprawie są podzieleni. Niektórzy uważają, że jeśli dzieci chodzą na religię, to czymś naturalnym jest również ich udział w takich uroczystościach. Choć prawda jest taka, że dzieciaki nie myślą o przeżyciach duchowych. Cieszą się, że nie ma kilku lekcji, mówi Małgorzata, mama jednej z uczennic. Inni rodzice są zbulwersowani tą sprawą. Uważają, że szkoła powinna być miejscem nauki. Dziecko nie chodzi na religię, bezczynnie spędziło kilka godzin w świetlicy. Nie tak powinna wyglądać publiczna edukacja, mówi pan Sławomir.

Kuratorium nie widzi problemu i nie domaga się wyjaśnień od dyrektorów szkół. Kwestia świeckości szkoły wydaje się dla kuratorium nieistotna. Takie chwile w życiu szkoły zdarzają się raz na jakiś czas, to jest częścią wychowania młodzieżymówi Marek Gralik, kujawsko-pomorski kurator oświaty z PiS. Jeden z dyrektorów szkół, Leszek Gozdek, porównał wyjście do kościoła z wyjściem do teatru w ramach lekcji polskiego.

Katecheza w kościele, uczniowie bez obiadu

Kobierzyce, kościół

Kobierzyce. Kościół, do którego wyprowadzono uczniów w czasie lekcji.

W podwrocławskich Kobierzycach uczniowie klas I, II i III z miejscowej podstawówki zostali w czasie lekcji wyprowadzenie do kościoła, bo katechetka postanowiła tam zorganizować lekcję religii. Cel wizyty: „zapoznanie się z wnętrzem kościoła i funkcją niektórych narzędzi liturgicznych oraz poznanie miejsca kultu bożego”. W związku z tym uczniowie nie zjedli w szkole obiadu.

Rodzice są oburzeni. Mówią, że nie byli przygotowani na taką sytuację. Dzieci dostały tylko śniadanie i następny posiłek mogły zjeść dopiero w domu. W przypadku pracujących rodziców było to dopiero po godzinie 16-17! Przecież to są jeszcze maluchy. Jak w ten sposób kościół i szkoła mogą postępować?, napisał do „Gazety Wrocławskiej” ojciec jednego z uczniów. 

Dyrektorka szkoły zapewnia, że w czasie przerwy obiadowej dzieci były już w szkole, lecz nie zostały zaprowadzone do stołówki. Kuratorium podkreśla, że dzieci powinny mieć zapewnioną opiekę, lecz nie widzi problemu w tym, że zamiast w szkole dzieci spędzają czas w kościele.

Źródła: bydgoszcz.wyborcza.plgazetawroclawska.pl

Ksiądz Irek był ojcem, mimo celibatu. Sąd to potwierdził

Ksiądz profesor Waldemar Irek, nieżyjący już były rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, był ojcem czteroletniego dziś Kuby – zdecydował sąd, uznając, że niepotrzebne są dodatkowe badania DNA, których chciała rodzina księdza.

Ksiądz profesor Waldemar Irek

Ksiądz profesor Waldemar Irek. Celibat nie przeszkodził mu wejść w związek z kobietą i zostać ojcem
 

Po śmierci księdza Waldemara Irka w 2012 roku wrocławską kurię odwiedziła Wiesława Dargiewicz z Oławy z prośbą o zabezpieczenie jego majątku. Oficjalnie poinformowała w mediach, że żyła z duchownym w wieloletnim związku, a od trzech lat wychowuje jego syna. Kuria nie chciała jej pomóc i wysłała ją do sądu. Dargiewicz zwróciła się do detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, który pomógł jej zainicjować w sądzie postępowanie spadkowe, nagłośnił sprawę i publicznie wzywał kurię do płacenia alimentów na rzecz chłopca.

Sąd w październiku 2013 roku nakazał ekshumację zwłok księdza i przeprowadzenie badań DNA. W styczniu 2014 roku, po uzyskaniu opinii biegłych, sąd w Oławie potwierdził ojcostwo księdza. Jednak od tej decyzji odwołała się rodzina nieżyjącego duchownego, kwestionując sposób przeprowadzenia badania.

Sprawę rozstrzygnął 22.07.2014 r. wrocławski sąd okręgowy, który oddalił apelację rodziny księdza, uznając ją za całkowicie bezzasadną. Trwa jednak inny proces, który wytoczyła rodzina – domaga się ona odebrania dziecka Wiesławie Dargiewicz. Zdaniem rodziny księdza, matka chłopca nie radzi sobie z opieką nad Kubą.

Profesor Józef Baniak

Profesor Józef Baniak: ”Biskupi wiedzą, że księża mają partnerki i dzieci. Nic z tym nie robią”
 

Ponad połowa polskich księży utrzymuje kontakty z kobietami

Prawie 60 procent polskich księży utrzymuje kontakty z kobietami, a 10-15 procent ma dzieci ze swoimi partnerkami – wynika z badań profesora Józefa Baniaka, socjologa religii z poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Jednak informacje na ten temat rzadko przedostają się do mediów.

Zwłaszcza młoda generacja księży to zupełnie nowe pokolenie, z inną hierarchią wartości. Oni wcale nie zamierzają rezygnować z erotyki, seksu i kontaktów z kobietami, mówi profesor Józef Baniak. Dodaje, że biskupi doskonale zdają sobie sprawę z tego, że księża mają partnerki i dzieci. Ale na ogół nic z tym nie robią. Zazwyczaj przenoszą ich do innej parafii, daleko od poprzedniej. Nawet nie dlatego, żeby im utrudniać życie, tylko żeby obraz Kościoła był jasny, tłumaczy profesor.

Źródła: www.gazetawroclawska.pl, wroclaw.gazeta.pl, wiadomosci.gazeta.pl

Dzieciobójstwo w irlandzkim Kościele wychodzi na jaw

Irlandia. Dzieciobójstwo w kościelnych ośrodkach

Zakonnice dzieliły dzieci na dwie grupy: te nadające się do adopcji i te słabsze, którym pozwalały umrzeć z głodu i chorób. 70 Lat temu irlandzki Kościół katolicki dopuścił się strasznej zbrodni, której ogrom właśnie wychodzi na jaw pisze w „Newsweeku” w artykule „Poletka śmierci” Marek Rybarczyk, który zbadał i opisał przerażający mechanizm selekcyjny działający w Kościele w Irlandii.

Prowadzone przez irlandzki Kościół katolicki „domy opieki” nad samotnymi kobietami z dziećmi bardziej przypominały więzienia lub ośrodki pracy przymusowej. Nieludzkie postępowanie Kościoła dziennikarz „Newsweeka” prześledził po tym, gdy media w wielu krajach poinformowały, że w Tuam na zachodzie Irlandii niedaleko jednego z takich domów spoczywają przypuszczalnie szczątki kilkuset dzieci. Do tej pory odnaleziono kilkadziesiąt szkieletów, ale poszukiwania wciąż trwają. Okazało się, że nie jest to odosobniony przypadek. Arcybiskup Diarmuid Martin przypuszcza, że w sześciu innych kościelnych ośrodkach doszło do podobnych wydarzeń. Prawdopodobną liczbę zwłok dzieci pochowanych w tych masowych grobach szacuje się na mniej więcej cztery tysiące.

Zakonny ośrodek w Tuam w Irlandii
Zakonny ośrodek ”opiekuńczy” w Tuam. Śmiertelność dzieci w katolickich ośrodkach w Irlandii była kilkukrotnie wyższa od średniej krajowej.

Znaleziono szkielety, ale śledztwa nie było

W połowie lat 70. dwóch chłopców z Tuam kopało piłkę na murawie obok byłego ośrodka sióstr Bon Secours, pisze Marek Rybarczyk. Zaciekawiły ich głuche odgłosy na skrawku boiska. Leżała tam pokrywa starego, pustego szamba. Chłopcy zdołali nadkruszyć pokrywę i zobaczyli w dole około dwudziestu małych szkieletów. Prokuratura nie podjęła jednak śledztwa, bo władze uznały znalezisko za szczątki ofiar wielkiego głodu, który w połowie XIX wieku nękał Irlandię. O sprawie zapomniano.

Na początku czerwca 2014 roku przypomniała o tym wydarzeniu mieszkająca w Tuam historyczka Catherine Corless, która w wyniku drobiazgowych badań ustaliła, że od 1925 roku do po czątku lat 60. XX wieku w ośrodku sióstr Bon Secours w Tuam zmarło 796 dzieci, w większości niemowląt. (…) Większość nie miała ustalonego miejsca pochówku. Wszystko wskazuje więc na to, że ich ciała spoczęły właśnie nieopodal byłego domu dla matek.

Dom katolickich zakonnic od dawna już nie istnieje. Zburzono go i postawiono na tym terenie nowe budynki. Irlandzka policja, dla której ta sprawa jest niewygodna, niechętnie wszczyna śledztwo. Znany irlandzki komentator religijny Patsy McGarry mówi „Newsweekowi”, że Catherine Corless dowiodła, jak wysoka była śmiertelność w ośrodku w Tuam, choć do końca nie wiadomo, gdzie spoczęły szczątki setek zaniedbanych dzieci.

Zmarłe dzieci chowano bez trumien, a zakonnice nie stawiały przy nich krzyży. Nieślubne dzieci nie były ochrzczone, bo pochodziły z „bezbożnych” związków, a więc zgodnie z ówczesnymi zasadami panującymi w Kościele nie miały prawa do katolickiego pochówku.

Kościół dostaje dotacje, a dzieci umierają z niedożywienia

Siostry magdalenki - film
”Siostry magdalenki” – film opowiadał prawdziwą historię. Niezależny raport potwierdził, że w azylach magdalenek kobiety były zmuszane do ciężkiej pracy, znęcano się nad nimi psychicznie, nierzadko stosowano przemoc fizyczną.

W Irlandii istniał system opieki nad „upadłymi kobietami” i ich potomstwem – który w praktyce był raczej systemem nadzoru i represji – a częścią tego systemu były domy dla panien z dziećmi. Oficjalnie był to system państwowy, jednak to nie państwo prowadziło „domy opieki”, lecz Kościół katolicki, który miał wówczas w tym kraju potężne wpływy. Jeśli dziś w Polsce obserwujemy przejmowanie przez Kościół kompetencji państwa, to nie inaczej było przed laty w Irlandii.  Biskupi wynegocjowali z państwem i władzami lokalnymi niezwykle korzystny dla siebie układ, pisze Marek Rybarczyk. Kościół otrzymywał ogromne dotacje na utrzymanie ośrodków: ma każdą matkę i każde dziecko przypadała równowartość ówczesnej średniej płacy robotnika. A młode matki ciężko pracowały w tych ośrodkach i nie dostawały za to żadnych pieniędzy.

Dlaczego dzieci, które umierały, miały zwykłe w akcie zgonu adnotację „z niedożywienia”? Dlaczego współczynnik śmiertelności niemowląt w kościelnych domach dla panien z dziećmi był do sześciu razy wyższy niż średni? pyta w rozmowie z „Newsweekiem” Susan Lohan, współzałożycielka organizacji Adoption Rights Alliance walczącej o prawa kobiet i dzieci poszkodowanych w kościelnych ośrodkach. Lohan nie przyjmuje wyjaśnień Kościoła, że dzieci były już chore, gdy przychodziły na świat. Dlaczego zatem nie trafiały do szpitali, tylko siostry pozostawiały je swojemu losowi?

Kościół zarabiał na adopcjach

Dzisiaj znamy już sporo faktów, które potwierdzają przypuszczenia, że w katolickich ośrodkach funkcjonował nieludzki system selekcji. Zakonnice dobrze odżywiały tylko te dzieci, które uznały za nadające się adopcji. Chętnych małżeństw szukano zwykle w Stanach Zjednoczonych, bo amerykańskie adopcje były bardzo dochodowe dla Kościoła. Dzieci słabsze, częściej chorujące, były przez siostry zaniedbywane. Jak pisze autor artykułu, szacuje się, że w domach dla panien z dziećmi umierało przeciętnie co trzecie dziecko. Jeden z poufnych raportów z lat 40. XX wieku opisywał maluchy z wzdętymi brzuchami i obwisłą skórą.

Zakonnice dbały tylko o te dzieci, które przeznaczyły do płatnej adopcji. Pozostałe zaniedbywały do tego stopnia, że umierały z głodu i chorób.

A więc celem tego kościelno-państwowego systemu w rzeczywistości nie była opieka nad kobietami i dziećmi – celem było pozyskiwanie dzieci do adopcji, z których Kościół czerpał zyski. Potwierdzają to pewne codzienne praktyki w katolickich „domach opieki” – na przykład gdy siostry uznały, że dane dzieci nadają się do adopcji, starały się utrudnić ich matkom nawiązywanie więzi z potomstwem. Robiły to w ten sposób, że zabraniały tym kobietom karmienia swoich dzieci piersią, a ich mleko dostarczały noworodkom w innej sali. Skutkiem takich działań było też zmniejszenie odporności dzieci, co było jedną z przyczyn ich zgonów.

Matka oddawała dziecko do adopcji, gdy miało ono dwa-trzy lata i prawie zawsze odbywało się to pod przymusem. Vera, jedna z matek więzionych w domu sióstr w Castlepollard opowiada, że dobrze wiedziała, iż popisanie dokumentu oznacza dla niej utratę praw do dziecka, ale zrobiła to, bo paraliżował ją strach. Gazeta „The Irish Times” zamieściła jej dramatyczną relację: Pewnego dnia kazały mi wykąpać i ubrać synka. Trzęsły mi się ręce. To było okrutne. Zakonnica powiedziała chłodno: »Całusy i do widzenia«. Podbiegłam do okna, ale słyszałam tylko silnik samochodu. Potem zapadła cisza.

Adopcje były aktem okrucieństwa wobec matek, ale dla dzieci oznaczały one wyjście spod kontroli katolickich sióstr. Joe Donelan, który urodził się w domu opieki w Tuam, tak wspomina swoje dzieciństwo w rozmowie z „The Irish Mirror”: Miałem dużo szczęścia, bo zostałem adoptowany. Kiedy trafiłem do nowego domu, nie wychodziłem spod stołu. Mogli mnie do tego namówić, tylko podsuwając jedzenie. Musiałem być bity przez siostry, bo strasznie bałem się ludzi.

Kolejnym przykładem okrucieństwa katolickich ośrodków był eksperyment na ponad dwóch tysiącach dzieci, które potraktowano jak króliki doświadczalne, testując na nich szczepionkę przeciwko błonicy. Dla Kościoła była to kolejna okazja do zarobku, bo za testy płaciła firma farmaceutyczna Burroughs Wellcome. Matek nie pytano o zdanie. W wyniku tego eksperymentu dziesiątki dzieci zostało okaleczonych na całe życie.

Systemowy charakter kościelnej przemocy

Zaszokowany doniesieniami z Dublina londyński „The Times” napisał o „irlandzkim holokauście”. Przebywający w USA premier Irlandii Enda Kenny nakazał natychmiastowe rozpoczęcie dochodzenia. Po powrocie przyznał, że przez dziesięciolecia samotne matki z dziećmi były traktowane w Irlandii niczym podgatunek ludzi, pisze Marek Rybarczyk. Nawet niektórzy irlandzcy duchowni byli poruszeni – ojciec Brian D’Arcy porównał okrucieństwa w Tuam do tego, co działo się w nazistowskich Niemczech. Zakon sióstr Bon Secours, który prowadził dom w Tuam, okazał się bardziej powściągliwy – zaangażował firmę PR, po czym złożył wyrazy ubolewania i zaapelował o wyjaśnienie prawdy.

Irlandzcy komentatorzy próbują dociekać, jakie rozmiary osiągnął kościelny system selekcji dzieci i czerpania dochodów z adopcji. W ilu „domach opieki” miały miejsce podobne wydarzenia? Szerzej znana jest historia samotnej matki Philomeny Lee, która miała 16 lat, gdy zaszła w ciążę i trafiła do kościelnego ośrodka Sean Ross Abbey w hrabstwie Tipperary. Tam została zmuszona do oddania syna do adopcji. Na podstawie jej historii została napisana książka, a później powstał film „Tajemnica Filomeny”. Philomena Lee, która ma dziś 81 lat, jest zaszokowana tym, co działo się w Tuam: Jak kobiety ślubujące miłość Bogu mogły tak postąpić? Wrzucić biedne małe dzieci do pojemnika z nieczystościami.

Sinead O’Connor
Wokalistka Sinead O’Connor była wychowanką azylu sióstr magdalenek. ”Nigdy później nie doświadczyłam podobnego strachu”, wspomina pobyt u sióstr.

Irlandczycy są przyzwyczajeni do informacji o kościelnych aferach, bo pojawiają się one od wielu lat, ale jak mówiNewsweekowi” komentator Patsy McGarry,  sprawa szczątków dzieci w Tuam wstrząsnęła sumieniem Irlandii. Przypomina też,  że przestępstwa Kościoła katolickiego w tym kraju w zakresie wykorzystywania dzieci były tematem czterech obszernych raportów, z których najbardziej znany jest raport  z 2009 roku, sporządzony przez komisję pod kierownictwem sędziego Seana Ryana. Na blisko 2,5 tys. stron komisja przedstawiła szokujące wyniki swojego śledztwa w kościelnych ośrodkach wychowawczych.

Śledztwo wykazało, że katoliccy księża i zakonnice zarządzający tymi ośrodkami dopuszczali się gwałtów, tortur, rytualnej przemocy fizycznej, seksualnej i poniżania dzieci. Co więcej, przestępstwa te miały charakter systemowy. Przykłady są przerażające: jedno z dzieci było molestowane przez kierowcę karetki – gdy opowiedziało o tym zakonnicom, zostało przez nie rozebrane i wychłostane „w celu wypędzenia diabła”. W nocy księża wyciągali chłopców z łóżek, po czym kazali im biegać w rzędzie i uderzali rózgami w ich penisy. Komisja Ryana odnotowała tysiąc przypadków przemocy seksualnej, niejednokrotnie szokujących swoim wymyślnym okrucieństwem, takich jak zbiorowy gwałt na chłopcu przywiązanym do krzyża, w otoczeniu masturbujących się kolegów.

Mary Raftery w książce „Suffer the Little Children” opisała niewolnicze upokorzenie dzieci w prowadzonych przez Kościół warsztatach oraz domach poprawczych. Wokalistka Sinead O’Connor była wychowanką azylu sióstr magdalenek. Nigdy później nie doświadczyłam podobnego strachu, wspominała pobyt u zakonnic. Znany film „Siostry magdalenki” z 2002 roku opowiada o niewolniczej pracy kobiet, okrucieństwie, przemocy fizycznej i psychicznej w tych ośrodkach. Raport wydany w 2013 roku potwierdził, że film pokazuje prawdę.

Nie wiadomo, jako długa potrwa oficjalne śledztwo w sprawie ośrodka Tuam i kilku innych domów dla panien, ale pewnie będzie trzeba poczekać kilka lat na jego wyniki. Całej prawdy nie zna na razie nikt. To nie był holokaust, lecz zaniedbywanie dzieci przez siostry miało charakter systemowy, mówi McGarry.

Jedną z ofiar kościelnego systemu jest Mari Steed, która została poddana testom nowej szczepionki, kiedy jako niemowlę wraz z matką przebywała w przyklasztornym ośrodku opieki. Dzisiaj wątpi, by w trakcie dochodzenia została ustalona cała prawda. Mówi, że jeśli arbitrem ma być irlandzkie państwo, to tak, jakby lis miał być sędzią w śledztwie w sprawie ataku na kurnik. Jej zdaniem, tylko powołanie międzynarodowego zespołu niezależnych ekspertów daje szansę na ujawnienie prawdy.

Źródło: „Newsweek” nr 24/14

W religijnych sierocińcach w Irlandii testowano szczepionki na dzieciach

W irlandzkich placówkach opiekuńczych prowadzonych przez instytucje religijne wykonywano nielegalne eksperymenty medyczne na ponad dwóch tysiącach dziecipisze brytyjska gazeta „Daily Mail”.

Z danych w archiwach medycznych wynika, że ​​2051 dzieci z katolickich sierocińców potraktowano jak króliki doświadczalne, testując na nich szczepionkę przeciwko błonicy. Błonica (dyfteryt) jest groźną chorobą, która atakuje gardło. Występuje najczęściej u dzieci, a wywoływana jest przez wysoce zakaźne bakterie.

Badania na dzieciach przeprowadzono w latach 1930-36 na zlecenie firmy farmaceutycznej Burroughs Wellcome. Nie wiadomo, kto wydał zgodę na te eksperymenty, nie ma również danych, ile dzieci zmarło lub ucierpiało w wyniku tych testów.

Skandal został ujawniony, gdy po odkryciu szczątków około 800 dzieci w szambie na terenie katolickiego sierocińca w Tuam irlandzki premier Enda Kenny nakazał ministrom, aby sprawdzili, czy istnieją inne masowe dziecięce groby.

Katolicki dom opieki Sean Ross Abbey w hrabstwie Tipperary

Jeden z katolickich sierocińców, w których testowano szczepionki na dzieciach – dom opieki Sean Ross Abbey w hrabstwie Tipperary

Do dokumentów na temat eksperymentów na dzieciach dotarł Michael Dwyer, historyk z uniwersytetu w Cork: Żadnego śladu tych  badań nie ma w dokumentacji Departamentu Samorządu Terytorialnego i Zdrowia Publicznego ani w sprawozdaniach miejskiej służby zdrowia Dublina i Cork. Zdaniem irlandzkiego historyka, może to oznaczać, że tego rodzaju eksperymenty  nie były akceptowane przez rząd, władze lokalne lub ogół społeczeństwa.

Ale z drugiej strony, mówi Dwyer, sprawozdania z testów szczepionek na dzieciach publikowano  w najbardziej prestiżowych czasopismach medycznych  – a więc takie praktyki były powszechnie akceptowane w środowisku medycznym i ułatwiane przez władze odpowiedzialne za domy opieki nad dziećmi.

Wśród placówek, które oddawały dzieci do eksperymentów, historyk wymienia katolickie sierocińce, szkoły i domy dla samotnych matek prowadzone przez zakony.

To, co znalazłem, to tylko czubek ogromnej góry lodowej – podkreśla Michael Dwyer.

Źródła: www.dailymail.co.uk, www.irishcentral.com, www.independent.ie