Seminarium i klasztor – wylęgarnie pedofilów

Seminarium duchowne Corpus Christi w Australii w przez wiele lat było ośrodkiem, w którym działała siatka pedofilów w sutannach. W Hiszpanii w klasztorze benedyktynów w Montserrat przez kilkadziesiąt lat dochodziło do przestępstw pedofilskich.

Kardynał George Pell
Kard. George Pell, były rektor seminarium Corpus Christi, został skazany na 6 lat więzienia za przestępstwa pedofilskie

W katolickim seminarium duchownym Corpus Christi w latach 60.-80. działała siatka duchownych wykorzystujących seksualnie dzieci. Księża i seminarzyści wymieniali między sobą informacje o nastolatkach, a następnie zwabiali ich do siebie, molestowali, nierzadko też gwałcili. Potem próbowali zacierać ślady swoich przestępstw. Pedofile w sutannach działali na rozległym obszarze stanu Wiktoria – od wiejskiego regionu Gippsland po stolicę stanu, Melbourne. W latach 80. rektorem seminarium Corpus Christi był ks. George Pell, późniejszy kardynał, który niedawno został skazany na 6 lat więzienia za przestępstwa pedofilskie.

Pamiętam, jak klerycy w salonie [seminarium]  wybierali chłopców, aby ci poszli później z nimi. Jeden z nich wybrał mnie, powiedział  mężczyzna, który przed laty był jedną z ofiar procederu pedofilskiego w katolickim seminarium.

Inny mężczyzna wspomina, że w 1972 roku jako nastoletni uczeń seminarium poszedł do księdza, który miał mu opowiedzieć, „jak zostaje się kapłanem” – tymczasem ksiądz go zgwałcił.

Kryminolog Michael Salter powiedział czasopismu „The Age”, że świadectwa ofiar często zawierają „szczegółowe i wiarygodne oskarżenia księży katolickich, którzy znali się nawzajem i byli w najwyższym stopniu współwinni przerzucania dzieci między sobą”. Dodał, że to, co działo się w „Corpus Christi” było punktem wyjścia do kolejnych tego rodzaju przestępstw w innych miejscach.

Duszpasterz młodzieży przestępcą pedofilskim

W hiszpańskim klasztorze benedyktynów w Montserrat przez dziesiątki lat  dochodziło do przestępstw pedofilskich. Nie wiadomo, ilu było sprawców, sami benedyktyni mówią o dwóch. Jednym z nich był znany i szanowany zakonnik, nieżyjący już duszpasterz młodzieży Andreu Soler.

Zakonnik i pedofil Andreu Soler na tle klasztoru w Montserrat

W latach 1960-2000 zakonnik wykorzystał seksualnie co najmniej kilkunastu nieletnich. Molestował i gwałcił członków katolickiej organizacji harcerskiej oraz chłopców z chóru działającego przy Opactwie Matki Bożej w Montserrat. Według raportu niezależnej komisji, wykorzystywanie seksualne pozostawiło „nieusuwalny ślad emocjonalny i psychologiczny” w psychice ofiar.

Wciąż nie wiadomo, jaka jest skala przestępczości seksualnej wobec nieletnich ze strony duchownych katolickich w Hiszpanii. Ani hiszpański Kościół, ani prokuratura generalna w Madrycie nie posiadają takich danych. W styczniu prokurator generalna Maria Jose Segarra (niezależna od rządu) wezwała ministerstwo sprawiedliwości do opracowania statystyk na temat tego zjawiska, ale do tej pory resort  nie ustosunkował się do jej wniosku.

Źródła: theage.com.au, rtve.es

Ksiądz molestował, chodząc po kolędzie

Stopniowo zaczął przyciskać mnie mocno do ściany i obejmować. Byłam całkowicie sparaliżowana, nie wiedziałam, co się dzieje, opowiada mieszkanka Bydgoszczy, która zdecydowała się ujawnić swoją historię.

Miała wtedy 15 lat, a działo się to w latach 60. Tego dnia zapowiedziana był kolęda, ale rodzice nastolatki wracali późno z pracy. Matka zostawiła jej decyzję, czy zechce przyjąć księdza. Nie przychodziło mi do głowy, że można by nie przyjąć księdza. To był dla mnie ktoś niezwykle ważny, obdarzony charyzmą, nimbem świętości, aureolą dobroci, wspomina bydgoszczanka.

Przyszedł młody wikary, miał dwadzieścia parę lat. Zdziwił się, że przyjmuję go sama, a kiedy zaprosiłam go do pokoju, pośpiesznie odprawił ministrantów. Dziewczyna myślała, że usiądzie naprzeciwko niej, ale on zajął miejsce po jej stronie stołu w taki sposób, że w ciasnym pokoju zablokował jej możliwość ruchu. Początkowo nie wzbudziło to jej podejrzeń. Dopiero po chwili zorientowała się, że dzieje się coś dziwnego.

Przysuwał się do mnie z krzesłem coraz bliżej. Ja się odsuwałam, on się przysuwał, aż znalazłam się w samym rogu. Ośmielony dosunął się tak, że poczułam jego ciało. Stopniowo zaczął przyciskać mnie mocno do ściany i obejmować. Byłam całkowicie sparaliżowana, nie wiedziałam, co się dzieje.

Opowiada, że w strachu chyba powiedziała odruchowo, że za chwilę przyjdą jej rodzice. Akurat doleciał hałas ze schodów. Ksiądz szybko wstał i po prostu wyszedł bez słowa. Byłam tym tak zszokowana, że przez wiele kolejnych dni zachowywałam się jak nieobecna w codziennym życiu. 

Nie opowiedziała rodzicom, bo była przekonana, że nie uwierzyliby jej. A jednocześnie wstydziła się tego, co zaszło.

Ojciec zapewne sugerowałby mi, że się pomyliłam, że coś mi się przywidziało, że to wszystko odbyło się przypadkowo i na pewno bez żadnych złych intencji ze strony księdza. Był przekonany – podobnie jak wcześniej ja – że księża są pod każdym względem ludźmi najczystszymi.

Pytana, dlaczego zdecydowała się o tym opowiedzieć dopiero po tylu latach, wyjaśnia, że ośmieliło ją to, że ostatnio więcej się mówi o pedofilii księży i ujawniają się ich ofiary: Wreszcie, po tylu latach zmowy milczenia wokół postępków księży, nie tylko w sferze naruszeń czyjejś seksualności, ale i innych zachowań, w Polsce zaczęto o nich mówić, pomimo dalszych prób kościelnych hierarchów ukręcania tym sprawom łba, zaprzeczania czy pomniejszania rangi takich zdarzeń.

Kobieta tłumaczy, że do tej  pory czuła się ze swoimi przeżyciami zupełnie sama: Nie odważyłam się przez długie lata o tym nikomu wspomnieć czy choćby zasugerować. Teraz już mogę opowiedzieć pod warunkiem zachowania anonimowości.  (…) Teoretycznie to i ja mogłabym wszystko spłycić, powiedzieć, że moje przeżycia to właściwie nic wobec tylu ujawnianych obecnie głośnych spraw. Ale to było i nie da się nie pamiętać.

Źródło: expressbydgoski.pl

Nie będzie śledztwa w sprawie molestowania przez kard. Gulbinowicza

Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania ze względu na przedawnienie karalności czynów, jakie zarzuca kardynałowi Henrykowi Gulbinowiczowi wrocławski poeta Karol Chum.  

Twierdzi, że był molestowany seksualnie przez kardynała. Złożył w tej sprawie zeznania zarówno w kurii, jaki i w prokuraturze. Dziś mówi, że spodziewał się decyzji o odmowie wszczęcia śledztwa. Wyjaśnił, dlaczego mimo to złożył zawiadomienie o przestępstwie: Takie mamy obecnie przepisy. Musiałem zeznać i tu, i tu by nie okazało się, że to ja zostanę nagle przez Kościół oskarżony. Stąd musiałem zrobić to pierwszy z pozycji ofiary. Zostaje mi jeszcze droga cywilnoprawna lub ugodowa.

Chum zapowiada, że będzie drążył tę sprawę: Mam nadzieję, że odnajdę inne ofiary, a sam dalej będę powtarzał, co mi zrobił kardynał, by udowodnić, że nie jest on tak kryształową postacią, jak się go przedstawia.

Sam na sam z kardynałem

W  1990 roku był uczniem seminarium w Legnicy. Został wówczas wysłany po korespondencję do wrocławskiej kurii. Kazano mu tam przenocować. Gdy położył się do łóżka, do jego pokoju wszedł kard. Henryk Gulbinowicz.

Szybko zakryłem się kołdrą, bo miałem na sobie tylko majtki. On spytał, jak mi się podoba w seminarium, czy mam kłopoty z nauką, a potem przysiadł się do mnie, włożył rękę pod kołdrę i zaczął masować mi penisa. Zamarłem. To trwało kilka minut, po czym kardynał po prostu wyszedł. Miesiąc później uciekłem z seminarium, opowiada Karol Chum.

Zarzuty czy insynuacje?

Mateusz Chlebowski
mec. Mateusz Chlebowski: ‚Zignorowanie niniejszego wezwania spotka się z wysunięciem stosownych roszczeń na drodze sądowej ‚

Gdy w maju 2019 r. Chum publicznie oskarżył kardynała Gulbinowicza, prawnicy hierarchy wezwali do zaprzestania publikowania i rozpowszechniania „nieprawdziwych, niepotwierdzonych i – co za tym idzie – naruszających dobre imię Jego Eminencji kardynała Henryka Gulbinowicza informacji pochodzących od pana posługującego się pseudonimem Karol Chum”.

Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej mec. Mateusz Chlebowski ostrzegał przed zignorowanie tego wezwania: Wszelkie insynuacje na temat kardynała zostaną uznane za naruszenie prawa i spotkają się ze stosowną reakcją na drodze sądowej.

Od tego ostrzeżenia minęły cztery miesiące, lecz prawnicy kard. Gulbinowicza nikogo nie pozwali, choć w tym czasie w mediach powracał temat zarzutów pedofilskich kierowanych wobec kardynała. Może to oznaczać, że zarzuty są prawdziwe.

Źródła: wroclaw.wyborcza.pl, wiadomosci.onet.pl, wroclaw.gosc.pl

Ks. Walerian Słomka, skazany za pedofilię, stracił order państwowy. Zdecydował prezydent

Ksiądz Walerian Słomka

Skazany za czyny pedofilskie ksiądz Walerian Słomka, emerytowany profesor KUL, stracił Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Decyzję podjął prezydent Andrzej Duda.

„Prezydent RP, postanowieniem z dnia 10 września 2019 r., na podstawie art. 36 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 16 października 1992 r. o orderach i odznaczeniach, pozbawił ks. Waleriana Słomkę Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski” – to cała treść komunikatu na stronie prezydent.pl. Nie podano uzasadnienia tej decyzji. Wymieniony w komunikacie przepis ustawy mówi o tym, że prezydent „ może podjąć decyzję o pozbawieniu orderów i odznaczeń ”, gdy „odznaczony dopuścił się czynu, wskutek którego stał się niegodny orderu lub odznaczenia”.

Można się domyślać, że chodzi o czyny pedofilskie księdza Słomki. Sąd skazał go za to na przeprosiny. Była to jedyna możliwa sankcja; wykazanie winy księdza w procesie karnym nie było możliwe z powodu przedawnienia zarzucanych mu czynów. Nakazanie przeprosin oznacza, że sąd uznał winę byłego wykładowcy KUL. Walerian Słomka nie przyznał się do winy, ale wykonał wyrok sądu:

Przepraszam Piotra Halliopa za naruszenie jego dóbr osobistych w postaci godności oraz nietykalności cielesnej, które nastąpiły w latach 1986–1994, a których dopuściłem się, pełniąc posługę kapłańską.

W maju 2019 roku, już po wyroku sądu, Piotr Halliop złożył w Kancelarii Prezydenta wniosek o pozbawienie Słomki Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Były wykładowca KUL dostał to odznaczenie w 2008 roku od prezydenta Lecha Kaczyńskiego, za „wybitne zasługi w pracy naukowej i dydaktycznej oraz za działalność organizacyjną i społeczną”.

W sprawie księdza Słomki toczyło się również postępowanie kanoniczne. Kilka lat temu ks. Walerian Słomka zeznawał w kurii lubelskiej. Powołał się wtedy na słynną wypowiedź abp. Józefa Michalika o dzieciach, które lgną do księży.

…w nieprzytomności mogłem coś zrobić, ale świadomie nie. Ja go nie gwałciłem. Jeśli bym skrzywdził, to musiałoby to być z wyłączeniem mojej świadomości. Jedynie taka sytuacja była, że ja po obiedzie zawsze szedłem na sjestę, a on mógł do mnie przyjść na górę, bo był wścibski jak dzieciak. Arcybiskup Michalik powiedział przecież, że winę ponoszą też rodzice, bo dziecko jest zaniedbane i samo przytula się do księdza. Ten chłopiec lgnął do mnie.

W środowisku katolickim ksiądz profesor Walerian Słomka jest bardzo szanowany i uważany za autorytet moralny. „Nasz Dziennik” nazwał go „kapłanem niezłomnym” i poświęcił mu okolicznościowy artykuł z okazji 80. urodzin:

Wybitny kapłan i teolog, twórca Lubelskiej Szkoły Duchowości, ks. prof. Walerian Słomka skończył 80 lat, z których ponad 50 poświęcił swojej Alma Mater – Katolickiemu Uniwersytetowi Lubelskiemu. Wczoraj władze uczelni oraz liczne grono przyjaciół i uczniów uczciły tę rocznicę okolicznościowym spotkaniem w auli Jana Pawła II. Były przemówienia, kwiaty, życzenia…

Walerian Słomka wciąż pozostaje księdzem. Decyzją Watykanu został zobowiązany do „intensywnej modlitwy i pokuty” oraz do powstrzymania się od aktywności publicznej. Nie został jednak wydalony ze stanu duchownego.

Źródła: prezydent.pl, wiadomosci.wp.pl, wiadomosci.gazeta.pl, naszdziennik.pl, „Fakty i mity”, nr 32/2014

Ksiądz częstował ministrantów alkoholem. Lubił chodzić przed nimi nago

Kilka lat temu toruńska kuria wydaliła ze stanu duchownego księdza z Lubawy. Nie podała powodów. Dziennikarze niedawno zbadali, że ksiądz gustował w towarzystwie nastoletnich ministrantów, których często raczył alkoholem. 

Ku zaskoczeniu wiernych w Lubawie, ich ulubiony ksiądz przed kilku laty został wydalony z kapłaństwa. Kuria nie wyjaśniła, jakie były przyczyny tak radykalnego posunięcia. Parafianie pisali do kurii, zbierali podpisy, organizowali akcje na Facebooku. Bez skutku. Były już ksiądz nie dostał szansy powrotu.

Lokalni dziennikarze niedawno dotarli do  kilku byłych ministrantów z Lubawy. Opowiadają, że wikariusz nie żałował sobie alkoholu, choć był to chyba najlżejszy z jego grzechów

Nago po plebanii

— W barku miał ogromne ilości alkoholu — wspomina jeden z nich.
— Z księdzem piłem pierwszą wódkę w życiu — mówi  inny, którzy wówczas miał około 15 lat. Opowiada, że imprezy na plebanii były bardzo częste. Wikariusz uwielbiał towarzystwo chłopców. Chętnie częstował ich alkoholem.

— Zdarzało się, że ksiądz po alkoholu chodził nago po plebanii — mówi jeden z  byłych ministrantów. — Lubił tak paradować przed  nami.

Inny dodaje, że ksiądz oglądał z chłopcami filmy dla dorosłych. Często była to homoseksualna pornografia. Wikariusz miał też płyty ze zdjęciami pornograficznymi. Niektórzy twierdza, że wysyłał ministrantom MMS-y z pornografią.

Kuria nie odpowiada na pytania. Włącza się prokuratura

Dziennikarze skontaktowali się z kurią. Zapytali m.in. o powody wydalenia księdza z kapłaństwa oraz o to, czy zachowanie księdza wobec ministrantów miało wpływ na decyzję o wydaleniu. Kuria jednak nie odpowiedziała na te pytania. Napisała natomiast, że przekazała prokuraturze informacje dziennikarzy, mówiące o możliwości popełnienia przestępstwa przez księdza.

Prokuratura Rejonowa w Iławie zajęła się sprawą wikariusza z Lubawy. Nie udziela w tej sprawie żadnych informacji, tłumacząc się dobrem postępowania.  W ciągu najbliższych dni mają zapaść decyzje, w jakim kierunku potoczy się dalsze postępowanie.

Źródło: lubawa.wm.pl