Kościół nie zapłacił za noclegi pielgrzymów podczas ŚDM. Zapłacił rząd

Kościół zobowiązał się do zapłaty za noclegi pielgrzymów w szkołach podczas Światowych Dni Młodzieży. Ale nie zapłacił. Koszt noclegów pokrył rząd z pieniędzy podatników, wykorzystując fundusz przeznaczony na oświatę.

Światowe Dni Młodzieży 2016

ŚDM 2016. Wydatki Kościoła katolickiego nie po raz pierwszy pokrywają podatnicy

Władze Krakowa udostępniły Kościołowi 182 szkoły i przedszkola na czas katolickich Światowych Dni Młodzieży, które odbyły się w lipcu tego roku. Zorganizowano w nich noclegi dla kilkunastu tysięcy pielgrzymów. Dla obsługi tylu osób trzeba było zatrudnić dodatkowych pracowników. Koszt ich wynagrodzenia oraz pełne koszty eksploatacji budynków zobowiązała się pokryć Archidiecezja Krakowska, organizator ŚDM. Miała to zrobić do 15 grudnia. Mogłoby się wydawać, że nie powinno to być problemem, ponieważ pielgrzymi płacili Kościołowi za noclegi. Ale Kościół nie chce zapłacić miastu – i nie zapłaci.

Prezent dla Kościoła od Sejmu i rządu. Ale zapłacili podatnicy

Chodzi o kwotę 1,2 mln złotych. Miasto otrzymało już większą jej część, ale pieniądze nie wpłynęły z konta Archidiecezji, lecz z budżetu państwa. Kościelne zobowiązania pokrył rząd, sięgając do kieszeni podatników. Co ciekawe, jest to zgodne z prawem, a to dzięki nowemu prawu korzystnemu dla Kościoła. W marcu Sejm uchwalił specustawę dotyczącą Światowych Dni Młodzieży, która daje m.in. możliwość pokrycia przez budżet państwa kościelnych zobowiązań finansowych. Na ten cel przeznaczono rezerwę subwencji oświatowej.

Mniej dla oświaty, więcej dla Kościoła

Rezerwa subwencji oświatowej to pieniądze, o które samorządy mogą występować, by pokryć koszty wyposażenia szkół, kupna komputerów, pomocy psychologiczno-pedagogicznej dla uczniów lub pomocy rewalidacyjnej dla niepełnosprawnych dzieci. Z rezerwy korzysta się, gdy trzeba wyremontować szkołę zniszczoną przez powódź lub huragan, a także wtedy, gdy trzeba zapłacić odprawy zwalnianym nauczycielom.

Ministerstwo Edukacji nie odpowiedziało na pytanie, czy zabieranie pieniędzy oświacie, by pokryć zobowiązania Kościoła jest stosowne, zwłaszcza w perspektywie zbliżającej się reformy oświaty, która pociągnie za sobą spore koszty.

„To skandal”, mówi szef ZNP

Widać według rządu jesteśmy bardzo bogatym krajem, w którym oświata jest tak świetnie dofinansowana, że można zabierać z niej pieniądze i przeznaczać na inne cele, komentuje  Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.  A tak bez ironii, to jest skandal.

Zdaniem prezesa ZNP, jest to skandal tym większy, że wydarza się w okresie, gdy samorządy alarmują w sprawie braku pieniędzy na przeprowadzenie reformy edukacji. Obawiają się, że zabraknie im środków na wypłaty dla zwalnianych nauczycieli i wyposażenie pracowni, które po likwidacji gimnazjów trzeba będzie tworzyć w szkołach podstawowych.

Kościół daje „lekcję kultury”

Kościół nie widzi niczego niestosowanego w tym, że jego zobowiązania finansowe pokrywane są z kieszeni podatników, i to z pieniędzy przeznaczonych na oświatę. Rzecznik Archidiecezji Krakowskiej, ksiądz Piotr Studnicki wytłumaczył, że celem Światowych Dni Młodzieży była m.in. edukacja. To była lekcja kultury, powiedział ksiądz.

Źródła: krakow.wyborcza.pl, www.tvn24.pl

Kościół katolicki w Norwegii ukarany za wyłudzanie pieniędzy od państwa

Kościół katolicki w Norwegii musi zwrócić ponad 40 mln koron wyłudzonych od państwa oraz zapłacić karę w wysokości 1 mln koron. Kościół zawyżał liczbę wiernych, wskutek czego państwo wypłacało mu nadmierne subwencje.

Katolicki biskup Bernt Ivar Eidsvig

Biskup Bernt Ivar Eidsvig początkowo bagatelizował oszustwo, przekonując, że członkiem Kościoła katolickiego zostaje się poprzez chrzest. Jednak według władz, nie zwalnia to Kościoła od obowiązku przestrzegania norweskiego prawa, które wymaga od nowych wiernych składania osobistej deklaracji.

Pieniądze będzie musiała zwrócić diecezja w Oslo, bo to ona gromadzi i przekazuje danych o liczbie katolików mieszkających w Norwegii. Jak wykazało dochodzenie, pracownicy diecezji wyszukiwali w spisach numerów telefonicznych zagraniczne nazwiska, które mogłyby należeć do imigrantów z krajów katolickich. Następnie dopisywali je do listy wiernych.

W Norwegii państwo finansuje wspólnoty religijne proporcjonalnie do liczby członków kościoła. Kilka lat temu norweski Kościół katolicki zaczął odnotowywać lawinowy przyrost wiernych. W 2006 roku oficjalnie było w Norwegii 47 tys. katolików, a w ciągu ośmiu lat ich liczba potroiła się, wzrastając do 140 tys. Większa liczba członków Kościoła oznacza wyższe dotacje otrzymywane od państwa.

Przydali się polscy imigranci

W lutym 2016 r. wojewoda Oslo złożył formalne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia oszustwa przez Kościół, ale postępowanie prowadzono już od listopada 2014 r., bo właśnie wtedy gazeta „Dagbladet” ujawniła podejrzane praktyki norweskiego Kościoła katolickiego związane z rejestrowaniem nowych członków. 

Każdy nowy wierny powinien złożyć pisemne oświadczenie w przykościelnym sekretariacie lub zarejestrować się przez formularz internetowy. Jednak Kościół rejestrował nazwiska imigrantów z krajów katolickich bez ich wiedzy. Byli to głównie przybysze z Polski. Ten proceder ujawniła Polka mieszkająca w Norwegii, która przypadkowo odkryła, że bez swojej zgody została włączona w poczet członków Kościoła katolickiego. Według dziennika „Dagbladet”, Kościół dopisał sobie bezprawnie aż 55 tys. wiernych.

Kościół inaczej rozumie prawo

Kościół twierdzi, że jest niewinny. Tłumaczy wszystko pomyłkami i „niefortunnymi praktykami w części rejestrów”. Ale jest to nowe wyjaśnienie, bo wcześniej Kościół nie dostrzegał niczego nagannego w sposobie powiększania swojej liczebności. Biskup Bernt Ivar Eidsvig przekonywał, że Kościół katolicki jest międzynarodową wspólnotą wiary, w której członkostwa nabywa się poprzez chrzest, zaś prawa i obowiązki katolika są sprawą nie znającą granic.

Lisa Wade, która jest dyrektorem administracyjnym diecezji katolickiej w Oslo, na razie odmawia szerszego komentarza w sprawie wykrycia oszustwa i konieczności zwrotu pieniędzy. Mamy inne rozumienie prawa, powiedziała dziennikowi „VG”. To skomplikowana sprawa prawna, musimy się dokładnie wczytać w otrzymane dokumenty, by powiedzieć coś więcej.

Źródła: www.theguardian.com, wiadomosci.wp.pl

Kolęda w listopadzie i drzwi do kościoła za 100 tys. zł

Mieszkańcy wrocławskiego osiedla Partynice nie wierzą własnym oczom. Choć do Bożego Narodzenia został miesiąc, tamtejszy proboszcz już składa parafianom wizytę duszpasterską, zwaną w Polsce kolędą.

Ksiądz po kolędzie

Polski obyczaj nakazuje, by księdzu chodzącemu po kolędzie wręczyć kopertę. Nie pustą. Parafianie z wrocławskich Partynic mogą to zrobić już w listopadzie

Kolęda to jest tylko nazwa zwyczajowa. Tak naprawdę powinniśmy używać określenia wizyta duszpasterska, tłumaczy rzecznik archidiecezji wrocławskiej, ksiądz Rafał Kowalski. U nas się przyjęło, że ta wizyta odbywa się przy okazji kolędy, natomiast nie musi tak być.

Przyjęło się również coś jeszcze, o czym ksiądz rzecznik nie wspomina: wręczanie kolędującemu księdzu koperty z pieniędzmi. I być może właśnie ten obyczaj stanowi wyjaśnienie, dlaczego nowy proboszcz wrocławskiej parafii św. Ojca Pio odwiedza wiernych już teraz – otóż ksiądz Piotr Janusz przy okazji swoich wizyt zbiera pieniądze na kupno drzwi do budowanego kościoła. Nowe drzwi mają kosztować około 100 tys. złotych. Nie jest to mała kwota, a nawet zaskakująco duża jak na drzwi, ale najwyraźniej Kościół uważa że lepiej ją wydać właśnie na taki cel niż np. na pomoc ubogim.

Ksiądz chce poznać wszystkich

Ale proboszcz lojalnie uprzedzał parafian, że będzie ich odwiedzał w nietypowym czasie. Już parę miesięcy temu tłumaczył im, że nowa parafia jest liczna, ma 6 tysięcy mieszkańców, a on chciałby poznać wszystkich, którzy zechcą go przyjąć. Potrzeba na to dużo czasu, bo ksiądz nie chce wpadać jak po ogień, lecz spokojnie porozmawiać.  Dlatego „kolęda” na Partynicach ma potrwać od połowy listopada  do połowy marca. Dzisiaj okazuje się, że podczas tych wizyt chodzi nie tylko o rozmowę, ale w wyjaśnieniach proboszcza sprzed kilku miesięcy, opisanych w „Gazecie Wrocławskiej”, nie ma mowy o pieniądzach.

Chcę zbudować nie tylko kościół materialny, ale przede wszystkim duchowy, mówi ksiądz Piotr Janusz. Tak więc od kilku dni proboszcz codziennie po południu zabiera ze sobą relikwie Ojca Pio i idzie „poznawać” nowych parafian.

Nie wszyscy chcą poznać księdza

Okazuje się jednak, że nie jest to łatwe. Ksiądz mówi, że przyjęcia odmawia mu wielu mieszkańców. Zdarzają się bloki, gdzie otwierają się przed nim drzwi zaledwie dwóch lub trzech mieszkań. Skąd ta niechęć do „rozmowy” z proboszczem? Ksiądz tłumaczy, że na nowym osiedlu wielu ludzi wynajmuje mieszkania, czasem przez krótki czas. Niekiedy też trudno się dostać do ogrodzonych i pozamykanych bloków. Jednak ksiądz próbuje sobie z tym radzić i podczas ogłoszeń parafialnych prosi tych, którzy na niego czekają, żeby od czasu do czasu zerknęli przez okno.

Trzeba więc przyznać, że proboszcz z Partynic wykazuje się wytrwałością, uporem i  determinacją. I to tylko po to, żeby z kimś porozmawiać.

Źródło: www.gazetawroclawska.pl

Były opat klasztoru na Monte Cassino podejrzany o kradzież 500 tys. euro przeznaczonych dla biednych

Ksiądz Pietro Vittorelli, były przełożony opactwa Monte Cassino, znalazł się w kręgu zainteresowania włoskiej prokuratury prowadzącej przeciwko niemu śledztwo pod zarzutem kradzieży pół miliona euro, które miały być przeznaczone na cele charytatywne.

Ksiądz Pietro Vittorelli, były opat klasztoru na Monte Cassino

Zanim ksiądz Pietro Vittorelli usłyszał prokuratorskie zarzuty, wyglądał na zadowolonego z życia, które prowadził za cudze pieniądze

Nie ucichły jeszcze echa finansowego skandalu w Watykanie, ujawnionego w książkach dwóch włoskich dziennikarzy, a europejskie media informują o podobnej sprawie. Według włoskiej prokuratury, ksiądz Vittorelli, opat benedyktynów na Monto Cassino w latach 2007-2013, przywłaszczył sobie 500 tysięcy euro z charytatywnych funduszy kościelnych i wydawał te pieniądze na zagraniczne wakacje, obiady i modne ubrania.

Szampańskie życie opata

Policja twierdzi, że w tylko jednym miesiącu 53-letni zakonnik potrafił przepuścić 34 tysiące euro na hotele i obiady dla siebie i swoich przyjaciół, nie szczędząc im ostryg i szampana. Opat najpierw zafundował sobie  wakacje w Rio de Janeiro, a później wyjechał na wycieczkę do Londynu, podczas której miał wydać około 7 tysięcy euro na hotele, podejmując przyjaciół obiadem za ponad 700 euro. Nie żałował też 1700 euro na modne ubrania, które kupił u Ralpha Laurena. Z kolei podczas wizyty w Mediolanie ksiądz Vittorelli miał wydać 2 tysiące euro na pobyt w luksusowym hotelu Principe di Savoia.

W procederze finansowych malwersacji zakonnikowi miał pomagać jego brat Massimo, z zawodu pośrednik finansowy, który tak długo przelewał przywłaszczone pieniądze z kona na konto, aż ich pochodzenie stawało się niemożliwe do wykrycia. Przelewy były wysyłane z kont w Banku Watykańskim na rachunki w innych bankach. Brat opata jest podejrzany o to, że również korzystał z tych pieniędzy, kupując za nie cztery mieszkania w Rzymie i San Vittore del Lazio.

Na wniosek prokuratury policja skonfiskowała byłemu opatowi i jego bratu aktywa wartości ponad 500 tysięcy euro.

Kryzys w Kościele

Jak zauważa brytyjski „The Telegraph”, nowy skandal finansowy z udziałem katolickiego duchownego pogłębił wrażenie kryzysu w Kościele, powstałego po publikacji książek o kościelnych nadużyciach, napisanych na podstawie tajnych watykańskich dokumentów.

Źródła: www.telegraph.co.uk, www.corriere.it

Watykan zarabia na świętości: 750 tys. euro za kanonizację

Po raz kolejny okazuje się,  że w działalności Kościoła katolickiego zasadniczą rolę odgrywają pieniądze. Każdy proces kanonizacyjny to transakcja handlowa, na której Watykan zarabia setki tysięcy euro. Co więcej,  nie księguje tych pieniędzy.

Kościół i pieniądze

Wierni mają świętych, a Kościół ma pieniądze

Informacje o wielkich dochodach Watykanu z procesów kanonizacyjnych i beatyfikacyjnych zawarte są w jednej z wydanych niedawno dwóch książek o nadużyciach finansowych za Spiżową Bramą. Książka nosi tytuł „Via Crucis” [Droga krzyżowa], a jej autorem jest znany włoski dziennikarz śledczy Gianluigi Nuzzi. (Jednocześnie ukazał się angielski przekład tej książki pod tytułem „Merchants in the Temple” [Kupcy w świątyni].)

Książka oparta jest na poufnych watykańskich dokumentach i nagraniach, które zostały wyniesione z Watykanu przez pracowników kurii rzymskiej.

Kościół zarobił dziesiątki milionów euro na swoich świętych

Nuzzi pisze, że średnia cena za kanonizację to około 500 tysięcy euro, a najwyższe ceny dochodzą do 750 tysięcy euro. „Obejmują one m.in koszty wszystkich prezentów, które trzeba wręczyć hierarchom zaproszonym do udziału w ceremoniach i uroczystościach organizowanych w kluczowych fazach procesu kanonizacyjnego. Hierarchowie ci mają powiedzieć kilka słów na temat cudów dokonanych przez przyszłego świętego lub błogosławionego”, pisze Nuzzi w swojej książce. Dodaje, że procesy, które nie przyciągają hojnych donatorów bywają odwlekane.

Wszelkie zyski z darów mających pomóc w uzyskaniu świętości teoretycznie powinny wpływać na konto funduszu do spraw ubogich, utworzonego w Banku Watykańskim. Ale fundusz ten pozostaje w stagnacji – dysponuje sumą zaledwie kilkuset tysięcy euro, a w ciągu minionych dwóch lat biedni nie otrzymali z niego ani centa. Tymczasem Watykan uzyskuje milionowe dochody za wynoszenie na ołtarze kandydatów do świętości. Nuzzi przypomina, że sam Jan Paweł II  beatyfikował 1338 osób w 147 procesach i kanonizował 482 osoby w 51 procesach. Jednak w Watykanie nie ma dokumentów dotyczących finansowych aspektów tych działań. „Nie ma żadnej księgowości dokumentującej działalność, która przyniosła zyski rzędu kilkudziesięciu milionów euro”, pisze Nuzzi.

Wiara katolicka – znakomite źródło dochodów

Dziennikarz podkreśla, że Watykan dysponuje ogromnym majątkiem, lecz nie sprawuje nad nim kontroli, przez co dochodzi do korupcji. Z książki Nuzziego – oraz drugiej publikacji pod tytułem „Avarizia” [Chciwość] autorstwa Emiliana Fittipaldiego – można ponadto dowiedzieć się o przywłaszczaniu pieniędzy przeznaczonych na cele dobroczynne, wielkich pieniądzach lokowanych m.in. w nieruchomościach, przywilejach finansowych watykańskich dostojników i milionach euro, które znikają z Watykanu w niewyjaśnionych okolicznościach.

Z rozległości i skali finansowych działań Watykanu oraz nadużyć związanych z tymi działaniami wynika jedno: o ile wierni Kościoła katolickiego na całym świecie mogą być przekonani, że w Kościele chodzi o Boga, świętość, zbawienie itd., to w rzeczywistości za działalnością tej instytucji kryją się zwykłe interesy finansowe. Nie po raz pierwszy okazuje się, że religijność milionów ludzi to świetna okazja do zarabiania dużych pieniędzy.

Źródła: www.thetimes.co.uk, bigstory.ap.org