Dzieciobójstwo w irlandzkim Kościele wychodzi na jaw

Irlandia. Dzieciobójstwo w kościelnych ośrodkach

Zakonnice dzieliły dzieci na dwie grupy: te nadające się do adopcji i te słabsze, którym pozwalały umrzeć z głodu i chorób. 70 Lat temu irlandzki Kościół katolicki dopuścił się strasznej zbrodni, której ogrom właśnie wychodzi na jaw pisze w „Newsweeku” w artykule „Poletka śmierci” Marek Rybarczyk, który zbadał i opisał przerażający mechanizm selekcyjny działający w Kościele w Irlandii.

Prowadzone przez irlandzki Kościół katolicki „domy opieki” nad samotnymi kobietami z dziećmi bardziej przypominały więzienia lub ośrodki pracy przymusowej. Nieludzkie postępowanie Kościoła dziennikarz „Newsweeka” prześledził po tym, gdy media w wielu krajach poinformowały, że w Tuam na zachodzie Irlandii niedaleko jednego z takich domów spoczywają przypuszczalnie szczątki kilkuset dzieci. Do tej pory odnaleziono kilkadziesiąt szkieletów, ale poszukiwania wciąż trwają. Okazało się, że nie jest to odosobniony przypadek. Arcybiskup Diarmuid Martin przypuszcza, że w sześciu innych kościelnych ośrodkach doszło do podobnych wydarzeń. Prawdopodobną liczbę zwłok dzieci pochowanych w tych masowych grobach szacuje się na mniej więcej cztery tysiące.

Zakonny ośrodek w Tuam w Irlandii
Zakonny ośrodek ”opiekuńczy” w Tuam. Śmiertelność dzieci w katolickich ośrodkach w Irlandii była kilkukrotnie wyższa od średniej krajowej.

Znaleziono szkielety, ale śledztwa nie było

W połowie lat 70. dwóch chłopców z Tuam kopało piłkę na murawie obok byłego ośrodka sióstr Bon Secours, pisze Marek Rybarczyk. Zaciekawiły ich głuche odgłosy na skrawku boiska. Leżała tam pokrywa starego, pustego szamba. Chłopcy zdołali nadkruszyć pokrywę i zobaczyli w dole około dwudziestu małych szkieletów. Prokuratura nie podjęła jednak śledztwa, bo władze uznały znalezisko za szczątki ofiar wielkiego głodu, który w połowie XIX wieku nękał Irlandię. O sprawie zapomniano.

Na początku czerwca 2014 roku przypomniała o tym wydarzeniu mieszkająca w Tuam historyczka Catherine Corless, która w wyniku drobiazgowych badań ustaliła, że od 1925 roku do po czątku lat 60. XX wieku w ośrodku sióstr Bon Secours w Tuam zmarło 796 dzieci, w większości niemowląt. (…) Większość nie miała ustalonego miejsca pochówku. Wszystko wskazuje więc na to, że ich ciała spoczęły właśnie nieopodal byłego domu dla matek.

Dom katolickich zakonnic od dawna już nie istnieje. Zburzono go i postawiono na tym terenie nowe budynki. Irlandzka policja, dla której ta sprawa jest niewygodna, niechętnie wszczyna śledztwo. Znany irlandzki komentator religijny Patsy McGarry mówi „Newsweekowi”, że Catherine Corless dowiodła, jak wysoka była śmiertelność w ośrodku w Tuam, choć do końca nie wiadomo, gdzie spoczęły szczątki setek zaniedbanych dzieci.

Zmarłe dzieci chowano bez trumien, a zakonnice nie stawiały przy nich krzyży. Nieślubne dzieci nie były ochrzczone, bo pochodziły z „bezbożnych” związków, a więc zgodnie z ówczesnymi zasadami panującymi w Kościele nie miały prawa do katolickiego pochówku.

Kościół dostaje dotacje, a dzieci umierają z niedożywienia

Siostry magdalenki - film
”Siostry magdalenki” – film opowiadał prawdziwą historię. Niezależny raport potwierdził, że w azylach magdalenek kobiety były zmuszane do ciężkiej pracy, znęcano się nad nimi psychicznie, nierzadko stosowano przemoc fizyczną.

W Irlandii istniał system opieki nad „upadłymi kobietami” i ich potomstwem – który w praktyce był raczej systemem nadzoru i represji – a częścią tego systemu były domy dla panien z dziećmi. Oficjalnie był to system państwowy, jednak to nie państwo prowadziło „domy opieki”, lecz Kościół katolicki, który miał wówczas w tym kraju potężne wpływy. Jeśli dziś w Polsce obserwujemy przejmowanie przez Kościół kompetencji państwa, to nie inaczej było przed laty w Irlandii.  Biskupi wynegocjowali z państwem i władzami lokalnymi niezwykle korzystny dla siebie układ, pisze Marek Rybarczyk. Kościół otrzymywał ogromne dotacje na utrzymanie ośrodków: ma każdą matkę i każde dziecko przypadała równowartość ówczesnej średniej płacy robotnika. A młode matki ciężko pracowały w tych ośrodkach i nie dostawały za to żadnych pieniędzy.

Dlaczego dzieci, które umierały, miały zwykłe w akcie zgonu adnotację „z niedożywienia”? Dlaczego współczynnik śmiertelności niemowląt w kościelnych domach dla panien z dziećmi był do sześciu razy wyższy niż średni? pyta w rozmowie z „Newsweekiem” Susan Lohan, współzałożycielka organizacji Adoption Rights Alliance walczącej o prawa kobiet i dzieci poszkodowanych w kościelnych ośrodkach. Lohan nie przyjmuje wyjaśnień Kościoła, że dzieci były już chore, gdy przychodziły na świat. Dlaczego zatem nie trafiały do szpitali, tylko siostry pozostawiały je swojemu losowi?

Kościół zarabiał na adopcjach

Dzisiaj znamy już sporo faktów, które potwierdzają przypuszczenia, że w katolickich ośrodkach funkcjonował nieludzki system selekcji. Zakonnice dobrze odżywiały tylko te dzieci, które uznały za nadające się adopcji. Chętnych małżeństw szukano zwykle w Stanach Zjednoczonych, bo amerykańskie adopcje były bardzo dochodowe dla Kościoła. Dzieci słabsze, częściej chorujące, były przez siostry zaniedbywane. Jak pisze autor artykułu, szacuje się, że w domach dla panien z dziećmi umierało przeciętnie co trzecie dziecko. Jeden z poufnych raportów z lat 40. XX wieku opisywał maluchy z wzdętymi brzuchami i obwisłą skórą.

Zakonnice dbały tylko o te dzieci, które przeznaczyły do płatnej adopcji. Pozostałe zaniedbywały do tego stopnia, że umierały z głodu i chorób.

A więc celem tego kościelno-państwowego systemu w rzeczywistości nie była opieka nad kobietami i dziećmi – celem było pozyskiwanie dzieci do adopcji, z których Kościół czerpał zyski. Potwierdzają to pewne codzienne praktyki w katolickich „domach opieki” – na przykład gdy siostry uznały, że dane dzieci nadają się do adopcji, starały się utrudnić ich matkom nawiązywanie więzi z potomstwem. Robiły to w ten sposób, że zabraniały tym kobietom karmienia swoich dzieci piersią, a ich mleko dostarczały noworodkom w innej sali. Skutkiem takich działań było też zmniejszenie odporności dzieci, co było jedną z przyczyn ich zgonów.

Matka oddawała dziecko do adopcji, gdy miało ono dwa-trzy lata i prawie zawsze odbywało się to pod przymusem. Vera, jedna z matek więzionych w domu sióstr w Castlepollard opowiada, że dobrze wiedziała, iż popisanie dokumentu oznacza dla niej utratę praw do dziecka, ale zrobiła to, bo paraliżował ją strach. Gazeta „The Irish Times” zamieściła jej dramatyczną relację: Pewnego dnia kazały mi wykąpać i ubrać synka. Trzęsły mi się ręce. To było okrutne. Zakonnica powiedziała chłodno: »Całusy i do widzenia«. Podbiegłam do okna, ale słyszałam tylko silnik samochodu. Potem zapadła cisza.

Adopcje były aktem okrucieństwa wobec matek, ale dla dzieci oznaczały one wyjście spod kontroli katolickich sióstr. Joe Donelan, który urodził się w domu opieki w Tuam, tak wspomina swoje dzieciństwo w rozmowie z „The Irish Mirror”: Miałem dużo szczęścia, bo zostałem adoptowany. Kiedy trafiłem do nowego domu, nie wychodziłem spod stołu. Mogli mnie do tego namówić, tylko podsuwając jedzenie. Musiałem być bity przez siostry, bo strasznie bałem się ludzi.

Kolejnym przykładem okrucieństwa katolickich ośrodków był eksperyment na ponad dwóch tysiącach dzieci, które potraktowano jak króliki doświadczalne, testując na nich szczepionkę przeciwko błonicy. Dla Kościoła była to kolejna okazja do zarobku, bo za testy płaciła firma farmaceutyczna Burroughs Wellcome. Matek nie pytano o zdanie. W wyniku tego eksperymentu dziesiątki dzieci zostało okaleczonych na całe życie.

Systemowy charakter kościelnej przemocy

Zaszokowany doniesieniami z Dublina londyński „The Times” napisał o „irlandzkim holokauście”. Przebywający w USA premier Irlandii Enda Kenny nakazał natychmiastowe rozpoczęcie dochodzenia. Po powrocie przyznał, że przez dziesięciolecia samotne matki z dziećmi były traktowane w Irlandii niczym podgatunek ludzi, pisze Marek Rybarczyk. Nawet niektórzy irlandzcy duchowni byli poruszeni – ojciec Brian D’Arcy porównał okrucieństwa w Tuam do tego, co działo się w nazistowskich Niemczech. Zakon sióstr Bon Secours, który prowadził dom w Tuam, okazał się bardziej powściągliwy – zaangażował firmę PR, po czym złożył wyrazy ubolewania i zaapelował o wyjaśnienie prawdy.

Irlandzcy komentatorzy próbują dociekać, jakie rozmiary osiągnął kościelny system selekcji dzieci i czerpania dochodów z adopcji. W ilu „domach opieki” miały miejsce podobne wydarzenia? Szerzej znana jest historia samotnej matki Philomeny Lee, która miała 16 lat, gdy zaszła w ciążę i trafiła do kościelnego ośrodka Sean Ross Abbey w hrabstwie Tipperary. Tam została zmuszona do oddania syna do adopcji. Na podstawie jej historii została napisana książka, a później powstał film „Tajemnica Filomeny”. Philomena Lee, która ma dziś 81 lat, jest zaszokowana tym, co działo się w Tuam: Jak kobiety ślubujące miłość Bogu mogły tak postąpić? Wrzucić biedne małe dzieci do pojemnika z nieczystościami.

Sinead O’Connor
Wokalistka Sinead O’Connor była wychowanką azylu sióstr magdalenek. ”Nigdy później nie doświadczyłam podobnego strachu”, wspomina pobyt u sióstr.

Irlandczycy są przyzwyczajeni do informacji o kościelnych aferach, bo pojawiają się one od wielu lat, ale jak mówiNewsweekowi” komentator Patsy McGarry,  sprawa szczątków dzieci w Tuam wstrząsnęła sumieniem Irlandii. Przypomina też,  że przestępstwa Kościoła katolickiego w tym kraju w zakresie wykorzystywania dzieci były tematem czterech obszernych raportów, z których najbardziej znany jest raport  z 2009 roku, sporządzony przez komisję pod kierownictwem sędziego Seana Ryana. Na blisko 2,5 tys. stron komisja przedstawiła szokujące wyniki swojego śledztwa w kościelnych ośrodkach wychowawczych.

Śledztwo wykazało, że katoliccy księża i zakonnice zarządzający tymi ośrodkami dopuszczali się gwałtów, tortur, rytualnej przemocy fizycznej, seksualnej i poniżania dzieci. Co więcej, przestępstwa te miały charakter systemowy. Przykłady są przerażające: jedno z dzieci było molestowane przez kierowcę karetki – gdy opowiedziało o tym zakonnicom, zostało przez nie rozebrane i wychłostane „w celu wypędzenia diabła”. W nocy księża wyciągali chłopców z łóżek, po czym kazali im biegać w rzędzie i uderzali rózgami w ich penisy. Komisja Ryana odnotowała tysiąc przypadków przemocy seksualnej, niejednokrotnie szokujących swoim wymyślnym okrucieństwem, takich jak zbiorowy gwałt na chłopcu przywiązanym do krzyża, w otoczeniu masturbujących się kolegów.

Mary Raftery w książce „Suffer the Little Children” opisała niewolnicze upokorzenie dzieci w prowadzonych przez Kościół warsztatach oraz domach poprawczych. Wokalistka Sinead O’Connor była wychowanką azylu sióstr magdalenek. Nigdy później nie doświadczyłam podobnego strachu, wspominała pobyt u zakonnic. Znany film „Siostry magdalenki” z 2002 roku opowiada o niewolniczej pracy kobiet, okrucieństwie, przemocy fizycznej i psychicznej w tych ośrodkach. Raport wydany w 2013 roku potwierdził, że film pokazuje prawdę.

Nie wiadomo, jako długa potrwa oficjalne śledztwo w sprawie ośrodka Tuam i kilku innych domów dla panien, ale pewnie będzie trzeba poczekać kilka lat na jego wyniki. Całej prawdy nie zna na razie nikt. To nie był holokaust, lecz zaniedbywanie dzieci przez siostry miało charakter systemowy, mówi McGarry.

Jedną z ofiar kościelnego systemu jest Mari Steed, która została poddana testom nowej szczepionki, kiedy jako niemowlę wraz z matką przebywała w przyklasztornym ośrodku opieki. Dzisiaj wątpi, by w trakcie dochodzenia została ustalona cała prawda. Mówi, że jeśli arbitrem ma być irlandzkie państwo, to tak, jakby lis miał być sędzią w śledztwie w sprawie ataku na kurnik. Jej zdaniem, tylko powołanie międzynarodowego zespołu niezależnych ekspertów daje szansę na ujawnienie prawdy.

Źródło: „Newsweek” nr 24/14

W religijnych sierocińcach w Irlandii testowano szczepionki na dzieciach

W irlandzkich placówkach opiekuńczych prowadzonych przez instytucje religijne wykonywano nielegalne eksperymenty medyczne na ponad dwóch tysiącach dziecipisze brytyjska gazeta „Daily Mail”.

Z danych w archiwach medycznych wynika, że ​​2051 dzieci z katolickich sierocińców potraktowano jak króliki doświadczalne, testując na nich szczepionkę przeciwko błonicy. Błonica (dyfteryt) jest groźną chorobą, która atakuje gardło. Występuje najczęściej u dzieci, a wywoływana jest przez wysoce zakaźne bakterie.

Badania na dzieciach przeprowadzono w latach 1930-36 na zlecenie firmy farmaceutycznej Burroughs Wellcome. Nie wiadomo, kto wydał zgodę na te eksperymenty, nie ma również danych, ile dzieci zmarło lub ucierpiało w wyniku tych testów.

Skandal został ujawniony, gdy po odkryciu szczątków około 800 dzieci w szambie na terenie katolickiego sierocińca w Tuam irlandzki premier Enda Kenny nakazał ministrom, aby sprawdzili, czy istnieją inne masowe dziecięce groby.

Katolicki dom opieki Sean Ross Abbey w hrabstwie Tipperary

Jeden z katolickich sierocińców, w których testowano szczepionki na dzieciach – dom opieki Sean Ross Abbey w hrabstwie Tipperary

Do dokumentów na temat eksperymentów na dzieciach dotarł Michael Dwyer, historyk z uniwersytetu w Cork: Żadnego śladu tych  badań nie ma w dokumentacji Departamentu Samorządu Terytorialnego i Zdrowia Publicznego ani w sprawozdaniach miejskiej służby zdrowia Dublina i Cork. Zdaniem irlandzkiego historyka, może to oznaczać, że tego rodzaju eksperymenty  nie były akceptowane przez rząd, władze lokalne lub ogół społeczeństwa.

Ale z drugiej strony, mówi Dwyer, sprawozdania z testów szczepionek na dzieciach publikowano  w najbardziej prestiżowych czasopismach medycznych  – a więc takie praktyki były powszechnie akceptowane w środowisku medycznym i ułatwiane przez władze odpowiedzialne za domy opieki nad dziećmi.

Wśród placówek, które oddawały dzieci do eksperymentów, historyk wymienia katolickie sierocińce, szkoły i domy dla samotnych matek prowadzone przez zakony.

To, co znalazłem, to tylko czubek ogromnej góry lodowej – podkreśla Michael Dwyer.

Źródła: www.dailymail.co.uk, www.irishcentral.com, www.independent.ie

Przestańcie się modlić, powiedzcie nam prawdę. Patologie w katolickich ośrodkach w Irlandii

Powiedzcie nam prawdę o dzieciach wrzuconych do masowych grobów w Galway. Przestańcie się modlić. Tylko pełna jawność ze strony Kościoła katolickiego w Irlandii może być początkiem pokuty za dzieci, które zginęły pod kościelną opieką – pisze Emer O’Toole w brytyjskim dzienniku „The Guardian”.

Zwłoki 796 dzieci, w wieku od dwóch dni do dziewięciu lat, zostały znalezione w nieużywanym szambie w Tuam w irlandzkim hrabstwie Galway. Dzieci zmarły w latach 1925-1961 w domu matki i dziecka pod opieką zakonnic Bon Secours.

Mieszkańcy wiedzieli o grobie od 1975 roku, kiedy dwaj chłopcy podczas zabawy rozbili betonową płytę przykrywającą zbiornik i odkryli grobowiec pełen małych szkieletów. Proboszcz odprawił tam modły, po czym grobowiec ponownie zamknięto. Liczba ciał pozostała nieznana, nazwiska dzieci – zapomniane.

Masowy grób dzieci w katolickim sierocińcu w Tuam

Katolicki sierociniec w Tuam w Irlandii. Pod trawnikiem znajduje się nieużywane szambo, do którego w latach 1925-1961 siostry zakonne wrzuciły ciała prawie 800 dzieci.

Miejscowa historyk Catherine Corless odkryła zakres tego masowego pochówku, gdy poprosiła o ewidencje zgonów dzieci w zakonnym ośrodku. Archiwista w Galway poinformował ją o prawie 800. Wstrząśnięta, zaczęła sprawdzać, ile spośród tych dzieci pochowano na cmentarzach – wśród 100 znalazła tylko jedno. Zdecydowana większość dzieci pozostaje w szambie.

Przypomnijmy, w jaki sposób – aż do lat 90. – traktowano w Irlandii niezamężne matki i ich dzieci: kobiety były osadzane w finansowanych przez państwo i prowadzonych przez Kościół instytucjach zwanych domami matki i dziecka lub azylami Magdalenek, gdzie pracowały, żeby odpokutować za swoje „grzechy”. Obierano im ich dzieci. 

Według Catherine Corless, śmiertelność dzieci w domu matki i dziecka w Tuam i podobnych ośrodkach była cztery do pięciu razy większa niż w ogólnej populacji w kraju. Sprawozdanie komisji zdrowia z 1944 w sierocińcu Tuam zawiera opisy wychudzonych dzieci ze wzdętymi brzuchami, psychicznie niezdrowych matek i przerażającego przeludnienia ośrodka. Ale Corless zwraca uwagę, że podobnie było w innych ośrodkach w Irlandii. Wszędzie panowała ta sama mentalność: te kobiety i dzieci powinny być karane.

Irlandia wie o tym wszystkim. Wiemy o wykorzystywaniu kobiet i dzieci przez duchownych, o nadużyciach finansowanych przez teokratyczne państwo irlandzkie. Nie wiedzieliśmy natomiast, że wrzucali oni martwe dzieci do nieoznaczonych masowych grobów. Ale do takich rewelacji już się przyzwyczailiśmy.

Corless dziwi się, że media niewiele mówią o tej historii, że ludzi najwyraźniej to nie obchodzi. Gdyby znaleziono dwoje dzieci w nieoznaczonym grobie, to byłaby ważna wiadomość, a jak 800 – to co? Ale jaka jest różnica między murem kłamstwa, zaprzeczenia i tajemnicy, jaki Kościół zbudował dla ochrony swoich księży pedofilów, a betonową płytą nad ciałami 796 dzieci zaniedbanych na śmierć przez zakonnice? Dobrzy ludzie odkrywają te nikczemne prawdy, ale Kościół zawsze sobie poradzi.

Ksiądz Fintan Monaghan, sekretarz archidiecezji Tuam

Ksiądz Fintan Monaghan, sekretarz archidiecezji Tuam: ”Nie możemy oceniać przeszłości z naszego punktu widzenia”.

Ksiądz Fintan Monaghan, sekretarz archidiecezji Tuam mówi: Myślę, że tak naprawdę nie możemy oceniać przeszłości z naszego punktu widzenia, z naszej perspektywy. Wszystko, co możemy zrobić, to odpowiednio oznaczyć to miejsce i zapewnić, że jest ono stosowne, by  ludzie mogli tu przyjść i wspominać zmarłe dzieci.

Nie oceniajmy więc przeszłości według naszej moralności, lecz według moralności tamtego czasu. A więc czy normalną rzeczą w Irlandii w połowie XX wieku było wrzucanie ciał martwych dzieci do zbiorników ściekowych? Monaghan tak naprawdę mówi: „w ogóle nie oceniajmy przeszłości”. Ale musimy oceniać przeszłość, bo w ten sposób uczymy się na niej.

Monaghan ma rację, że powinniśmy odpowiednio zaznaczać historię. Dlatego proponuję, aby Kościół zareagował w sposób następujący: 

Nie odmawiajcie katolickich modlitw nad tymi martwymi dziećmi. Nie obrażajcie tych, którymi za życia gardziliście i których wykorzystywaliście. Zamiast tego powiedzcie nam, gdzie są pozostałe ciała. W całej Irlandii działały takie ośrodki, a w każdym z nich umieralność dzieci była skandalicznie wysoka. Czy siostry Bon Secours w Tuam stanowiły nietypową, buntowniczą sektę? Czy też praktyki kościelne w całym kraju były takie same? Jeżeli tak, to jak wiele dzieci zmarło w każdym z tych domów? Jakie są ich nazwiska? Gdzie są ich groby? Nie potrzebujemy już więcej banalnych ubolewań, potrzebujemy prawdy o naszej historii.

Źródło: www.theguardian.com

Zakonnice pochowały kilkaset dzieci w szambie przy sierocińcu w Tuam

796 nieślubnych dzieci pochowano w nieoznaczonym zbiorniku przy katolickim domu opieki w irlandzkim Tuam. Kościół twierdzi, że nic o tym nie wiedział. Lokalna społeczność domaga się śledztwa. 

Katolicki sierociniec w Tuam w Irlandii

Katolicki sierociniec w Tuam w Irlandii

Makabrycznego odkrycia do­ko­na­­ła Cat­he­ri­ne­ Cor­less, miej­sco­wa his­to­ryk. Wpad­ła na trop tej spra­wy, gdy stu­dio­wa­ła do­ku­men­ty sie­ro­ciń­ca i­ domu sa­mot­nej mat­ki w ­Tuam w­ ir­landz­kim hrab­stwie Gal­way. Oś­ro­dek był­ pro­wa­dzo­ny w ­la­tach 1926-61 przez sios­try Mat­ki Bo­żej Wspo­mo­że­nia Wier­nych (Bon Se­cours). Jes­tem wstrzą­śnię­ta licz­bą po­cho­wa­nych tam dzie­ci, to dla mnie szok, po­wie­dzia­ła Cor­less w­ roz­mo­wie z BBC.

Śmierć z głodu i chorób

Szczątki prawie ośmiuset dzieci, w większości niemowląt i noworodków, spoczywają w nieużywanym od kilkudziesięciu lat betonowym szambie, mieszczącym się przy nieistniejącym już budynku katolickiego domu opieki. Corless twierdzi, że liczbę zwłok ustaliła dzięki odnalezionym dokumentom, zawierającym sporządzone przez zakonnice dokładne statystyki zgonów nieślubnych dzieci.

Większość dzieci zmarła z powodu niedożywienia oraz chorób (gruźlica, odra, zapalenie płuc), a także z powodu przedwczesnego urodzenia. Inspekcja rządowa w 1944 roku ujawniła wyraźne objawy niedożywienia u sporej grupy dzieci mieszkających wówczas w Tuam. W tamtych czasach Irlandia miała jeden z najwyższych wskaźników śmiertelności niemowląt w Europie.

Dzieci w katolickim sierocińcu w Tuam

Dzieci w katolickim sierocińcu w Tuam

Kościół „nie wiedział”

Corless mówi, że dla miejscowych jej odkrycie nie jest żadną nowością. Już wiele lat temu przypadkowo trafili na zbiorowy grób dzieci z domu opieki. Od tego czasu dbali o schludny wygląd tego miejsca; regularnie strzygli trawę, zbudowali też w pobliżu niewielką grotę z pomnikiem Maryi.

Tymczasem władze kościelne w Galway są zaskoczone odkryciem w Tuam. Twierdzą, że nie wiedziały, iż w szambie pochowano setki dzieci zmarłych w katolickim ośrodku. Kościół obiecuje wsparcie w badaniu tej sprawy. Chce też postawić pomnik w miejscu pochówku oraz zamieścić tablice z imionami wszystkich zmarłych dzieci – o ile uda się zebrać fundusze.

Miejscowi działacze chcą śledztwa

Dla Cat­he­ri­ne­ Corless i innych lokalnych aktywistów to za mało. Wskazują, że Kościół dopuścił się poważnych zaniedbań i dlatego konieczne jest państwowe śledztwo w sprawie śmierci dzieci; należy też rozpocząć prace wykopaliskowe w zbiorniku.

O wszczęcie śledztwa apeluje również minister stanu i parlamentarzysta Ciaran Cannon. Powoli wyłania się przerażająca historia maltretowania i zaniedbywania małych, wrażliwych dzieci. Z każdym dniem pojawia się coraz więcej pytań, których nie można zignorować, powiedział Cannon.

To kolejna niewygodna i kłopotliwa sprawa dla irlandzkiego Kościoła katolickiego. W ostatnich latach w Irlandii opublikowano cztery obszerne raporty ze śledztw w sprawie przestępstw pedofilskich w katolickich szkołach, internatach i ośrodkach poprawczych.

Zyskowne adopcje i „Tajemnica Filomeny”

Irlandzki Kościół katolicki uznawał niezamężne matki za „upadłe kobiety” – były one wykluczane ze społeczeństwa, nawet przez własne rodziny. Trafiały do cieszących się ponurą sławą katolickich „domów opieki” prowadzonych przez zakonnice. Jednak rzeczywistym celem tych placówek nie była opieka, lecz pozyskiwanie nieślubnych dzieci do adopcji, wbrew woli ich matek.

W praktyce był to handel dziećmi, bo zakonnice pobierały pieniądze od rodziców adopcyjnych, często pochodzących z USA. Oszukiwały ich przy tym, twierdząc, że dzieci to sieroty. Jedną z takich historii opowiada nakręcony w 2013 roku film „Tajemnica Filomeny”, oparty na rzeczywistych wydarzeniach.

Źródła: www.irishtimes.com, www.belfasttelegraph.co.uk

Czy Watykan ujawni szczegóły swojej roli w pomocy nazistowskim zbrodniarzom?

Wizyta papieża Franciszka w Jerozolimie daje nowe nadzieje tym, którzy chcą, aby otwarto tajne watykańskie archiwa z czasów Holokaustu. Kiedy Watykan rozważa kanonizację Piusa XII, tropiciele nazistów chcieliby ujawnienia dokumentów na temat przypuszczalnych związków Watykanu ze zbrodniarzami wojennymi – pisze brytyjski dziennik „The Guardian.”

Takie oczekiwania ma między innymi Efraim Zuroff, główny „łowca nazistów”, dyrektor Centrum Szymona Wiesenthala: „Pełne udostępnienie archiwów watykańskich byłoby bardzo ważnym krokiem na drodze do ułatwienia rzetelnej oceny kilku spraw, na przykład zakresu wiedzy Watykanu o zagładzie Żydów”.

Papież Pius XII przyjmuje żołnierzy hitlerowskiej armii

Papież Pius XII przyjmuje w Watykanie żołnierzy Wehrmachtu, rok 1941. Podczas drugiej wojny światowej Pius XII przyjmował na uroczystych audiencjach delegacje żołnierzy państw Osi. Zaniechał tych uroczystości, kiedy armia Hitlera zaczęła przegrywać na froncie wschodnim.

Papież Franciszek wkrótce będzie musiał zdecydować, czy Pius XII, papież z czasów wojny, który milczał na temat eksterminacji Żydów, zostanie kanonizowany przed czy po otwarciu archiwów z czasów Holokaustu. Niektórzy liczą na to, że w geście dobrej woli wobec wspólnoty żydowskiej Franciszek otworzy archiwa, zwłaszcza że przed wstąpieniem na tron papieski opowiadał się za ich ujawnieniem. W książce „O niebie i ziemi”, którą cztery lata temu kardynał Jorge Bergoglio wydał wspólnie z argentyńskim rabinem Abrahamem Skorką, przyszły papież napisał: „Trzeba otworzyć archiwa i wszystko wyjaśnić. Celem musi być prawda”.

Amerykański historyk Michael Phayer, autor książki „Kościół katolicki i Holokaust”, uważa, że Pius XII prywatnie uratował pewną liczbę Żydów przed nazistowskimi prześladowaniami, ale nie chciał publicznie potępić Zagłady w obawie, że Hitler rozkaże zbombardować Watykan. „Los Żydów bardzo mało znaczył dla Watykanu”, mówi Phayer. „Pius XII miał inne priorytety, niepokoiło go na przykład zagrożenie komunistyczne, które było dla niego ważniejsze niż Holokaust”.

Efraim Zuroff, dyrektor Centrum Szymona Wiesenthala

Efraim Zuroff, dyrektor Centrum Szymona Wiesenthala, uważa, że otwarcie watykańskich archiwów wyjaśniłoby, co Stolica Apostolska wiedziała o Holokauście i jaką rolę odegrała w powojennej ucieczce nazistowskich zbrodniarzy.

Efraim Zuroff, który poświęcił większość życia na tropienie nazistowskich zbrodniarzy, chciałby również mieć dostęp do wszelkich watykańskich dokumentów dotyczących nazistów, którzy po wojnie uciekli przed wymiarem sprawiedliwości. „Musimy wiedzieć, czy papież Pius XII i wysocy urzędnicy watykańscy odegrali rolę w ucieczce znanych nazistowskich zbrodniarzy wojennych, a jeśli tak, to jaka to była rola”.

Po wojnie prominentni naziści, tacy jak doktor Josef Mengele z obozu Auschwitz i organizator Holokaustu Adolf Eichmann z pomocą Kościoła katolickiego otrzymali bezpieczne schronienie w Buenos Aires, rodzinnym mieście Jorge Bergoglio. Ten fakt, zdaniem Zuroffa, może utrudnić papieżowi decyzję o ujawnieniu dokumentów, choć dyrektor Centrum Szymona Wiesenthala liczy na to, że „otwartość nowego papieża i przyjaźń z narodem żydowskim okażą się ważniejsze”.

Źródło: www.theguardian.com