Proboszcz żąda fortuny za utrzymanie grobów

Ksiądz proboszcz Wojciech Gnidziński z warszawskiego Służewa żąda fortuny za prawo do utrzymania rodzinnego grobowca przez kolejnych 20 lat. Parafianom, którzy proszą o obniżenie opłaty, grozi, że szczątki ich bliskich zostaną przeniesione do zbiorowej mogiły

Ksiądz Wojciech Gnidziński

4,8 tys. złotych żąda ksiądz Wojciech Gnidziński za prawo do utrzymania rodzinnego grobowca

Dziennikarzy poinformowała o tym mieszkanka Mokotowa, która przy ul. Fosa ma pochowaną krewną. W tym roku mija 20 lat od pogrzebu. Poszłam więc do kancelarii, żeby zapłacić za kolejny okres. Byłam przekonana, że to będzie kilkaset złotych, najwyżej 1 tys. zł, bo o takich kwotach czytałam w prasie. Kiedy usłyszałam, że opłata wynosi 4,8 tys. zł, nogi się pode mną ugięły – opowiada czytelniczka, która w obawie przed konsekwencjami prosiła o nieujawnianie danych. Mówi, że chciała porozmawiać z proboszczem, ale pracownica kancelarii powiedziała jej, że chodzenie do księdza nic nie da, ponieważ opłata jest taka sama dla wszystkich.

Na koniec kobieta usłyszała najgorszą wiadomość: jeśli nie zapłaci, to jej krewną przeniosą do zbiorowej mogiły. Nie mogłam w to uwierzyć. Jak to przeniosą? A co z nagrobkiem? – pyta zszokowana.

Najdrożej w Warszawie

Podobną groźbę z ust pracowników zarządu cmentarza usłyszała jej znajoma. Udało jej się potem dostać do proboszcza. Bojąc się, że grób bliskiej osoby może zostać zlikwidowany, wpłaciła wcześniej ponad tysiąc złotych. Poprosiła jednak księdza o obniżenie stawki, ale proboszcz nie chciał rozmawiać – powiedział, że zadzwoni, ale tego nie zrobił. Jej sąsiadce udało się podobno uzgodnić z zarządem cmentarza, że 4,8 tys. złotych może wpłacać przez dwa lata. Połowę już wpłaciła, ale poinformowano ją, że teraz koniecznie musi uiścić pełną kwotę. Wiem, że się zapożyczyła.

Emerytki podkreślają, że 4,8 tys. złotych to dla nich olbrzymia kwota, bo mają po 1,2-1,5 tys. zł miesięcznie na życie. Wiedzą, że na innych cmentarzach w Warszawie opłaty są o wiele niższe. 

Kościół unika wyjaśnień

Do zarządu tutejszych cmentarzy dzwoniliśmy trzykrotnie, piszą dziennikarze „Gazety Wyborczej”. Najpierw kazano nam próbować za 10 minut, za drugim razem – po kwadransie. Przy trzecim podejściu szefowa zarządu cmentarza poinformowała, że bez zgody proboszcza niczego nie powie. Poradziła, by kontaktować się bezpośrednio z nim, od razu jednak dała do zrozumienia, że niewiele ustalimy. W kancelarii usłyszeliśmy, że ksiądz Wojciech Gnidziński wyjechał.

Ksiądz Przemysław Śliwiński, rzecznik archidiecezji warszawskiej, skierował dziennikarzy do diecezjalnego księdza ekonoma Mariana Racińskiego. Ale ksiądz ekonom odesłał ich z powrotem do rzecznika. W końcu usłyszeli od księdza Śliwińskiego: „Kuria nie ma wpływu na opłaty nakładane przez administratorów cmentarzy. Z pytaniem trzeba się zwracać bezpośrednio do proboszcza”.

Ale proboszcz ze Służewa unika rozmów z ludźmi. Co robić w tej sytuacji? Rzecznik kurii nie wyjaśnił. Powiedział tylko, że parafie są autonomiczne i każdy proboszcz samodzielnie podejmuje decyzje. 

Źródło: wyborcza.pl

Abp Gądecki – przedstawiciel Kościoła dbającego o materialny interes

Wybory na przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski wygrał abp Stanisław Gądecki.

Abp Stanisław Gądecki

Abp Stanisław Gądecki ”uczestniczył
w kryciu księdza odpowiedzialnego
za śmierć dziecka swojej partnerki”,
mówi Roman Kurkiewicz

Nie wiążę żadnych nadziei z wyborem arcybiskupa Gądeckiego, powiedział w radiu TOK FM Roman Kurkiewicz, publicysta i wykładowca w Collegium Civitas. 

Zdaniem Kurkiewicza, abp Gądecki to przedstawiciel tego Kościoła, który dba głównie o własny interes materialny. Publicysta przypomina, że nowy przewodniczący Episkopatu wsławił się m.in, tym, że w Poznaniu odbierał budynki szkołom, żądając milionowych odszkodowań.

Ma też kłopot z nieokiełznanym rozerotyzowaniem kleru. Uczestniczył w kryciu księdza odpowiedzialnego za śmierć dziecka swojej partnerki. Tego, który słuchał muzyki, kiedy na plebanii w pokoju obok kobieta rodziła martwe dziecko. To abp Gądecki wysłał tego księdza na Ukrainę, by odpoczął i popracował z dala od mediów, powiedział Roman Kurkiewicz.

Źródło: wiadomosci.gazeta.pl