Watykan będzie ponownie przesłuchany w ONZ w sprawie przestępstw seksualnych

Watykan w przyszłym miesiącu po raz kolejny zostanie przesłuchany w ONZ w celu sprawdzenia reakcji Kościoła katolickiego na przestępstwa seksualne księży – informuje huffingtonpost.com.

W dniach 5-6 maja watykańscy urzędnicy będą przesłuchani przez komitet ONZ odpowiedzialny za monitorowanie procesu wdrażania Konwencji w sprawie zakazu stosowania tortur.

Kwestią sporną jest to, czy podejście Kościoła do skandali seksualnych narusza międzynarodowe normy zakazujące torturowania osób małoletnich – na ten temat wymijająco wypowiedział się główny rzecznik prasowy Watykanu, ksiądz Federico Lombardi. Stolica Apostolska nadal realizuje  swoje zobowiązania podjęte w imieniu państwa Watykan i przedstawia okresowe raporty, zgodnie z procedurami przewidzianymi w konwencji, powiedział rzecznik.

Już po raz drugi tym roku ONZ zbada globalną reakcję Watykanu na przestępstwa seksualne księży. W styczniu urzędnicy watykańscy zeznawali osiem godzin przed Komitetem ONZ ds. Praw Dziecka. W lutym Komitet wydał raport, w którym potępił Watykan za przyjęcie polityki umożliwiającej księżom wykorzystywanie seksualne tysięcy dzieci. Komitet zaapelował, by Watykan natychmiast usunął z szeregów Kościoła wszystkich duchownych winnych pedofilii i podejrzanych o takie czyny.  Źródło ->

Grzech szczecińskiego Kościoła

Dlaczego ksiądz oskarżony o molestowanie nieletnich jest jedną z najważniejszych osób w szczecińskim Kościele? – odpowiedzi na to pytanie szukali reporterzy TVN i “Rz” w programach “Uwaga” i “Superwizjer”. Ich bohaterem był ks. Andrzej D.

Kiedyś ks. D. był kierownikiem schroniska dla trudnej młodzieży i szkół katolickich. Teraz nadzoruje budowę DPS w b. szpitalu miejskim i inne kościelne inwestycje.

Postępowanie trwa

Telewizyjni śledczy i szczeciński dziennikarz “Rzeczpospolitej” Michał Stankiewicz przypomnieli aferę, którą rozpętała publikacja “Wyborczej” w marcu 2008 r. Z relacji zebranych przez naszych reporterów wynikało, że w latach 90. ks. Andrzej D. miał wykorzystać seksualnie co najmniej kilku nastoletnich chłopców w Schronisku im. św. Brata Alberta. Szczecińska kuria była alarmowana w tej sprawie, ale przez lata nie reagowała. Prokuratura wszczęła śledztwo, ale większość zarzutów przedawniła się (chodziło o wydarzenia z początku lat 90.). Historia nastolatka, który miał zostać wykorzystany przez księdza podczas wizyty w Liceum Katolickim w 2000 r., również skończyła się umorzeniem. Śledczy ocenili, że nie doszło do przestępstwa, bo “nie było gróźb, przemocy”. Choć chłopak zeznał, że był “sparaliżowany strachem”. Sprawa jest jednak w sądzie – prawnik reprezentujący jednego z pokrzywdzonych złożył tzw. subsydialny akt oskarżenia. Postępowanie trwa.

O sprawie rozmawiamy z o. Marcinem Mogielskim, pochodzącym ze Szczecina przeorem klasztoru Dominikanów w Gdańsku, który spisał relacje molestowanych przez ks. Dymera i w 2003 r. przekazał je abp. Zygmuntowi Kamińskiemu.

Rozmowa z o. Marcinem Mogielskim o sprawie ks. Andrzeja D.

Tomasz Maciejewski: To ojciec odważył się “odkryć” skrywany grzech szczecińskiego Kościoła. Dlaczego?

O. Marcin Mogielski: Bo znałem księdza Andrzeja. Byłem u niego ministrantem. Później moi koledzy pracowali w Ośrodku Brata Alberta jako wychowawcy. Swoje “zastrzeżenia” dotyczące księdza zgłaszali władzom kościelnym wielokrotnie. Mnie do działania zachęcił ojciec Maciej Ziemba, mój ówczesny prowincjał. Powiedział, że pomoże skontaktować się z abp. Zygmuntem Kamińskim, metropolitą szczecińsko-kamieńskim. Zebrałem relacje poszkodowanych i przesłałem je arcybiskupowi.

I co?

– Zaprosił mnie na rozmowę. Zapytał, jakim prawem prowadzę śledztwo na jego terenie? Atakował. Z tego, co wiem, jeszcze gorzej potraktowano innych księży, którzy prosili o interwencję w tej sprawie. Zastraszano ich. Jednemu tak się oberwało, że po wizycie u zwierzchników zupełnie “wyłączył się” z tego tematu. Zignorowano też informacje od siostry, której chłopcy opowiedzieli, co się dzieje. Mam ogromny żal do kurii szczecińsko-kamieńskiej, że nie zrobiła nic, by pomóc ofiarom księdza Andrzeja. Że nie podjęła praktycznie żadnych działań. Cały artykuł->

Oprawczynie w habitach – rozmowa z autorką reportażu

W najnowszym reportażu „Dużego Formatu” Justyna Kopińska opisuje dramatyczną historię wychowanków domu dziecka w Zabrzu, którym kierują siostry miłosierdzia. Z zebranego przez reporterkę materiału wynika, że zakonnice znęcały się nad podopiecznymi fizycznie i psychicznie oraz podżegały do gwałtów na wychowankach. W rozmowie z portalem Onet.pl autorka opowiada o szczegółach swojego śledztwa.

Onet.pl: Z materiału jasno wynika, że nad dziećmi, które tam przebywały, nieustannie znęcano się psychicznie i fizycznie. Jak to się stało, że pomimo, iż płynęły stamtąd niepokojące sygnały, nikt nie interweniował?  Ani nauczyciele ze szkół, do których uczęszczały dzieci, ani lekarze ze szpitali, do których trafiali skatowani podopieczni lub ci po próbach samobójczych.

Justyna Kopińska

Justyna Kopińska: wiele osób uważa, że placówki kościelne są z gruntu dobre

Ju­sty­na Ko­piń­ska: Siostra Bernadetta miała bardzo silną pozycję społeczną, przyjaźniła się z wpływowymi osobami w Zabrzu. Myślę, że to był jeden z powodów, dla których nauczyciele, lekarze oraz osoby kontrolujące placówki nie reagowały. Często określamy ludzi przez pozory – w tym przypadku „habit”, wpływy – nie chcemy zobaczyć więcej. U wielu osób uaktywnił się stereotyp, że placówki kościelne są z gruntu dobre. Została wyłączona czujność.

Drugi powód jest jeszcze bardziej smutny – niektórzy nauczyciele oraz lekarze, zdaniem dzieci, traktowali ich jak inną kategorię ludzi. Dla nich to dzieci alkoholików i narkomanów, wręcz skazani na cierpienie. Rafał, wychowanek Sióstr Boromeuszek w Zabrzu mówi: Dorośli nie myśleli o nas »dzieci« tylko »patologia«. A jedna z nauczycielek dodaje, że w takich dzieciach, nawet jak mają trzy latka, może tkwić diabeł. Trudno było mi uwierzyć w to, jak okrutni byli niektórzy dorośli. Paweł mówi: Powiedziałem o gwałtach do nauczycielki. Mówiła, że to sprawdzi. A potem zobaczyłem, jak rozmawia z siostrą Bernadettą na zebraniu. Śmiały się, żartowały. Czułem się przyparty do muru. Tak jakbym wybierał między śmiercią a życiem w ośrodku. Był taki jeden z braci. Silny. On zmuszał wielu. Siostry zamykały mnie z nim i jego bratem w pokoju na klucz. To jest taki strach, że już nie możesz myśleć ani czuć. Prosiłem siostrę Bernadettę, aby mnie przeniosła, bo mnie dotykają. Teraz myślę tylko, że Pan Bóg ma jej dużo do wybaczenia.

Konsekwencje tego braku reakcji to ukształtowanie charakteru Tomasza. Wychowanek Sióstr Boromeuszek, po wyjściu z ośrodka, wspólnie z kuzynem zgwałcił i zamordował ośmioletniego Mateusza. Tomasz trafił do ośrodka jako kilkuletnie dziecko, od tego czasu był gwałcony przesz starszych wychowanków. Psycholog stwierdził, że nie ma zaburzeń pedofilnych i gdyby nie pobyt w ośrodku, mógłby rozwinąć zdrową osobowość. Cały tekst ->

Zmowa milczenia wobec znęcania się nad dziećmi w katolickim ośrodku

Pokutuje w tych środowiskach przeświadczenie, że przemoc i bicie to naturalny element wychowania – mówi dr hab. Katarzyna Popiołek, psycholog, dziekan katowickiego wydziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, komentując znęcanie się nad dziećmi przez siostry zakonne w Zabrzu.

dr hab. Katarzyna Popiołek

dr hab. Katarzyna Popiołek: w sprawach Kościoła zostaje wyłączony krytycyzm

W Polsce obowiązuje stereotyp, wedle którego ośrodki prowadzone przez Kościół i zakony są z definicji dobre, a siostry poświęcają się przecież dzieciom, więc nigdy nic złego nie mogą im zrobić. Pokutuje przeświadczenie, że krytykowanie instytucji i ludzi Kościoła jest podnoszeniem ręki na religię i objawem agresywnego antyklerykalizmu. W ten sposób rodzi się swego rodzaju zmowa milczenia i obojętność. Tymczasem także w takich ośrodkach może dochodzić do rzeczy strasznych i potrzebna jest bezwzględnie zewnętrzna kontrola.

Straszne jest to, że lekarze, którzy dokonywali obdukcji dzieci, nie zgłaszali swoich wątpliwości. To dowód na siłę tego stereotypu. Podobnie jak zachowanie nauczycielek. Jedna z nich mówi: „Jestem katoliczką i nie będę donosić na siostry zakonne. Innym też odradzam”. Tylko jedna wykazała się odwagą i wrażliwością. W sprawach Kościoła zostaje wyłączony krytycyzm.

W Kościele i w zakonach obowiązuje zasada bezwzględnego posłuszeństwa. Nie ma mechanizmu samooczyszczenia, jest przeświadczenie, że złe rzeczy trzeba zamiatać pod dywan, aby nie podważać autorytetu Kościoła. Skamieniała hierarchia, nieznosząca krytyki, przekonana o nieomylności i świętości, rodzi autorytaryzm. I właśnie dlatego te ośrodki muszą być szczególnie i wnikliwie kontrolowane przez państwo.

Źródło: wyborcza.pl

Gwałty i tortury w katolickim ośrodku wychowawczym

W Ośrodku Wychowawczym Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Zabrzu przez wiele lat siostry znęcały się nad dziećmi i tolerowały gwałty na wychowankach.

Ośrodek Wychowawczy w Zabrzu, prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Boromeuszek

Ośrodek Wychowawczy w Zabrzu, prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Boromeuszek

Tomasz opowiedział biegłemu psychologowi, jak w sierocińcu gwałcili go starsi wychowankowie. Nie miał wówczas nawet pięciu lat. Pamiętał, że to było coś strasznego.

Dzieci mówiły, że siostry biły je prawie codziennie, często do krwi. Nazywały „zboczeńcami, małymi gnojkami, debilami, ułomkami”.

W ośrodku pracowało osiem sióstr, nie było psychologa. Pozostałe siostry podporządkowały się systemowi kar dyrektorki. Dziewczynkom za karę wkładały mydło do ust, wiązały do słupa lub kaloryfera, myły w zimnej wodzie. Koleżanka przybiegła do mnie, zeznawał jeden z wychowanków. Miała opuchnięte ręce, siniaki, płakała. Okazało się, że siostra przykuła ją do kaloryfera i zostawiła.

Rafał, wychowanek sióstr od 1974 do 1991 roku, opowiada mi o latach spędzonych w ośrodku:  Do dziś mam ślad na głowie od tego, jak siostra Monika uderzyła mnie menażką, bo śmialiśmy się podczas obiadu. Miałem 10 lat. Na jadalni musieliśmy być tak cicho, żeby muchy było słychać. Siostra uderzyła nas wszystkich, ale ja zemdlałem i podobno było dużo krwi. Zawiozły mnie do szpitala. Tłumaczyły, że przewróciłem się na rowerze. Lekarz mówił, że to niemożliwe, bo rana jest zbyt głęboka, ale sprawy nie zgłosił.

Inne siostry też biły. Wieszakami, menażkami, chochlami do zupy, pasem, trzepaczkami, kluczami, krzesłami. Najgorzej pobiły Adama, bo miał problemy z mową. Biły go prętami po szyi, aż pojawiła się krew. Później kazały mówić dzieciom, że się przeziębił i dlatego nie ma go w szkole przez tyle tygodni.

Staram się zrozumieć ich zachowanie i to, dlaczego nikt nie reagował – nauczyciele, lekarze, kuratorium. Przecież dzieci chodziły do szkoły z siniakami, a jak nauczyciel zgłaszał siostrom, że chłopiec był pobity, to tygodniami nie wysyłały go do szkoły.

Jedna z zabrzańskich nauczycielek opowiada teraz, że gdy o procesie było już głośno, jej koleżanki z pokoju nauczycielskiego tak komentowały sprawę: To konflikt wiary. Jestem katoliczką i nie będę donosić na siostry zakonne. Innym też odradzam.

Źródło: wyborcza.pl