60 procent księży jest w związkach z kobietami

prof. Józef Baniak - 60 proc. księży ma dzieci

60 proc. księży jest w związkach z kobietami. 12 – 15 proc. ma z nimi dziecko. Tych liczb boi się Kościół – mówi autor badań, profesor Józef Baniak, socjolog religii z UAM. 

Profesor Baniak rozpoczął badanie tego zjawiska w latach 80. Wtedy i w latach 90. przebadał 300 byłych księży, a później – 800 księży, którzy wciąż pełnili posługę. 60 proc. z przebadanych duchownych jest lub była w związku z kobietami. Te badania wciąż nie są zakończone, ciągle ja aktualizuję, powiem nawet, że są już nieco nieaktualne, bo to zjawisko wciąż się nasila, mówi prof. Baniak

Metody badawcze

Użyłem tych metod, które są najskuteczniejsze, mówi naukowiec. A więc wywiad standardowy i pogłębiony oraz ankiety internetowe. Większość duchownych została przebadana za pomocą kwestionariuszy, inni się sami zgłaszali lub prof. Baniak sam do nich jeździł. Mówi, że ma szeroką siatkę kontaktów i posiada dostęp do danych wszystkich księży w Polsce.

Wiarygodność wyników

Profesor zapewnia, że użyte przez niego metody gwarantują wiarygodność wyników. Jestem profesjonalistą. Nie koloruję rzeczywistości, tylko opisuję ją w kolorach czarnym i białym, mówi Józef Baniak. Zapewnia, że kwestionariusze są tak skonstruowane, że mają wychwycić jakikolwiek fałsz. Ankieta jest trudna – ktoś, kto nie jest szczery, pogubi się w pytaniach, a ja to wychwycę. Profesor twierdzi, że badane przez niego zjawisko jest naprawdę bardzo rozległe i występuje we wszystkich diecezjach. Problem istnieje i rośnie. Związki księży z kobietami są ukryte, pół jawne, czasem nawet jawne. Wiedzą o tym biskupi, ale zamiatają to pod dywan.

Robert Więckiewicz, Joanna Kulig

Kadr z filmu ‚Kler’. Ksiądz (Robert Więckiewicz)
w nieformalnym związku z kobietą (Joanna Kulig)

Wszystko da się zbadać

Gdy prof. Baniak opublikował swoje badania, wywołał wzburzenie i falę krytyki. Zarzucano mu m.in., że zajmuje się czymś, czego nie da się zbadać. Wszystko się da zbadać, mówi prof. Baniak. Trzeba znać się na rzeczy, dysponować odpowiednimi funduszami i środkami, mieć dojścia do badanej grupy. Opowiada, że jeśli chodzi o ankiety, to księży do badań dobierał w większości losowo. Ci, którzy się sami zgłaszali, też w jakiś sposób byli „losowi”, bo nie byli proszeni o udział w badaniu. A nie ma lepszej metody doboru próby niż losowa lub kwotowa.

Księża sami zgłaszają się po radę

Prof. Baniak był atakowany przez ludzi, których bolało negatywne przedstawianie Kościoła. Zarzucano mu kłamstwo. Powątpiewano, by jakikolwiek ksiądz mógł dobrowolnie mówić o takich sprawach.  Naukowiec odpowiada, że zna to środowisko i ma w nim pewną renomę. Księża niejednokrotnie sami zgłaszają się do niego po radę, bo wiedzą, że od lat zajmuje się tą tematyką.  Duchowny często jest rozdarty –  z jednej strony chce być księdzem, z drugiej chce założyć rodzinę. I później mnie pyta, co on ma zrobić. Chce i jednego, i drugiego. Jeśli rzuci kapłaństwo, to jak utrzyma rodzinę? Przecież on niczego nie potrafi robić. Umie spowiadać, ale nie ma fachu w ręku.

Celibat jako narzędzie władzy

Z badań wynika, że większość księży nie akceptuje obligatoryjnego celibatu. Zdaniem prof. Baniaka, celibat jest jednak wygodny dla Kościoła jako instytucji, bo rozszerza władzę biskupów nad księżmi. Gdy ksiądz nie ma żony ani dzieci, żadnych formalnych zobowiązań rodzinnych, bez trudu można go przenosić z parafii na parafię, mówi naukowiec. Taki ksiądz-kawaler bierze walizki i rusza w drogę, do miejsca pracy wskazanego dekretem biskupa. Gdyby miał żonę i rodzinę, to pojawiłyby się problemy i napięcia między posłuszeństwem biskupowi a dobrem własnej rodziny.

ks. Tomasz Kijowski

Ks. Tomasz Kijowski, były rzecznik ŚDM, wywołał poruszenie,
gdy publicznie przyznał się, że ma dziecko

Kościół  to zataja

Profesor przyznaje, że temat związków księży z kobietami i dzieci pochodzących z tych związków jest „grząski”, ale nie bał się go podjąć. Po to jest nauka, żeby pokazywać i opisywać rzeczywistość. Zresztą to zjawisko nie jest niczym nowym. Trwa od lat, zamiatane pod dywan, mówi naukowiec. A kiedy mówi się o tym głośno, podnosi się wrzawa. Książa i biskupi wstydzą się i boją o tym mówić. Żaden nie wystąpi w mediach i nie powie tego głośno. Struktura Kościoła jest hierarchiczna i każdy duchowny ma nad sobą jakichś przełożonych, których reakcji się obawia.

Relegowany z wydziału teologicznego

Konsekwencji łamania tego tabu doświadczyłem na własnej skórze, mówi prof. Baniak. Był jednym ze współtwórców wydziału teologicznego UAM i pracował tam przez 10 lat. Został jednak relegowany z tego wydziału, kiedy w 2009 roku udzielił wywiadu „Gazecie Wyborczej”,  mówiąc o łamaniu celibatu. Biskup poznański powiedział mu, że dopóki badania były przeznaczone dla wąskiego, zamkniętego grona, nie sprawiały problemu. Kościołowi jednak nie spodobało się upublicznienie tej tematyki. Prof. Baniak rozpoczął więc pracę na wydziale społecznym UAM.

Źródła: natemat.plwww.newsweek.pl

Jak Kościół chroni pedofilów – kard. Gulbinowicz i abp. Gołębiewski

Wrocławscy hierarchowie kard. Henryk Gulbinowicz i abp Marian Gołębiewski wiedzieli o pedofilskich czynach księdza Pawła Kani i przez kilka lat go chronili. Ksiądz został ostatecznie skazany na siedem lat więzienia za gwałt i molestowanie chłopców. Ale nim to się stało, wrocławska kuria kryła Kanię, a jedyną jej reakcją było przenoszenie księdza do kolejnych parafii.

Mówi o tym raport, który przedstawiciele fundacji „Nie Lękajcie Się” przekazali papieżowi Franciszkowi.  W odpowiedzi kuria zarzuciła autorom „daleko idącą manipulację”. „Dopiero w 2010 r. uznano duchownego za winnego posiadania materiałów zakazanych prawem. Wówczas został on wycofany z pracy duszpasterskiej i odsunięty od wszelkiej posługi wobec dzieci i młodzieży” – czytamy w oświadczeniu wrocławskiej kurii. I dalej: „Nieprawdą jest zatem, że «Kania na  molestowaniu chłopców wpadł pierwszy raz we Wrocławiu w 2005 roku»”.

Kard. Henryk Gulbinowicz poręczył majątkowo za księdza pedofila, który dzięki temu nie trafił do aresztu

Jak było naprawdę?

5 września 2005 roku ksiądz Paweł Kania został zatrzymany przez policję, gdy trzem chłopcom proponował sto złotych za usługi seksualne. Był wtedy wikariuszem parafii św. Ducha we Wrocławiu. Są świadkowie,  że ówczesny proboszcz tej parafii, nieżyjący już ks. Czesław Mazur,  informował abp. Gołębiewskiego o skłonnościach Kani. Bez efektów.

Kiedy policja znalazła na plebanii dziecięcą pornografię, kardynał Henryk Gulbinowicz wstawił się za ks. Kanią i poręczył za niego. Było to poręczenie majątkowe w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych.  Dzięki temu pedofil nie trafił do aresztu.  Kuria go „urlopowała” i osadziła… w domu dla księży emerytów . Nie na długo.

Abp. Marian Gołębiewski nie reagował na pedofilię ks. Kani i przenosił go z parafii do parafii

 

Sprawdzona metoda – z parafii do parafii

Gdy później toczyło się śledztwo, ksiądz pedofil został przez swoich przełożonych skierowany do parafii w Bydgoszczy, gdzie prowadził katechezę i opiekował się ministrantami. Po skargach rodziców i nauczycieli usunięto go stamtąd i ściągnięto z powrotem na Dolny Śląsk – do Milicza – gdzie znów pracował z dziećmi. „Robił to samo. Zaczepiał chłopców, obłapiał ich, sprowadzał dzieci na plebanię”, czytamy w raporcie Fundacji „Nie Lękajcie Się”. Informowano o tym kurię, którą kierował abp Marian Gołębiewski. Bez  reakcji.

W 2010 roku, a więc po pięciu latach od zatrzymania ks. Kani przez policję, zapadł prawomocny wyrok – rok więzienia w zawieszeniu na pięć lat. Udowodniono księdzu posiadanie dziecięcej pornografii (z zarzutu molestowania adwokat go wybronił). Mimo to kościelni przełożeni ks. Kani nie uruchomili procedury wydalenia go ze stanu duchownego. Pedofil nie został nawet suspendowany i wbrew temu, co dzisiaj twierdzi kuria, pełnił posługę wśród sióstr zakonnych, a później w domu księży emerytów. I nadal uwodził nieletnich chłopców.

W 2012 roku ksiądz Kania wpadł ponownie. Zameldował się we wrocławskim hotelu z małoletnim chłopcem, a zachowanie tej pary wzbudziło podejrzenia obsługi.  Zaalarmowana policja znalazła w pokoju księdza pornografię, m.in. z udziałem chłopca, z którym dzielił pokój.

Kanię tymczasowo aresztowano, a w śledztwie wyszło na jaw, że ksiądz dopuścił się co najmniej dwóch gwałtów.  Jeden popełnił, gdy był wikarym wrocławskiej parafii św. Ducha. Drugi – już po pierwszym wyroku, gdy był na „urlopie” w domu księży emerytów. Nie mogliśmy trzymać go pod kluczem, tłumaczy dzisiaj rzecznik wrocławskiej kurii ks. Rafał Kowalski,

Ks. Paweł Kania, przestępca pedofilski chroniony przez swoich duchownych przełożonych

Gwałciciel dzieci pozostaje księdzem

W czerwcu 2015 roku ksiądz Kania usłyszał prawomocny wyrok siedmiu lat więzienia. Do jednej z jego ofiar przyjechał wówczas pełnomocnik kurii mec. Michał Kelm z propozycją ugody. Namawiał byłego ministranta, aby przyjął 40 tys. zł w formie „stypendium” od anonimowego „sponsora” i jednocześnie zrzekł się wszelkich roszczeń finansowych wobec Kościoła. Mecenas Kelm zasugerował chłopu pozwanie księdza Kani o odszkodowanie w wysokości 250 tys. zł. Nie wspomniał jednak, że skazany ksiądz nie ma żadnego majątku.

Rok później były ministrant wytoczył sprawę kurii bydgoskiej i wrocławskiej, od których domaga się 300 tys. złotych odszkodowania. Sprawa nadal się toczy, a adwokat poszkodowanego nie wyklucza, że jego żądanie wzrośnie do pół miliona.

Tymczasem Paweł Kania, który karę więzienia odbywa od września 2015 roku, może już starać się o przedterminowe zwolnienie. Cały czas jest księdzem.

Henryk Gulbinowicz i Marian Gołębiewski są dziś arcybiskupami seniorami archidiecezji wrocławskiej. Do tej pory nie uczynili żadnych gestów wobec dzieci skrzywdzonych przez księdza, którego wspierali.

Źródła: wroclaw.wyborcza.pl, polskatimes.pl, pomorska.pl, gazetawroclawska.pl

Totalitarne myślenie Kościoła

Totalitarne myślenie Kościoła

Rys totalitaryzmu dostrzega filozof Tomasz Stawiszyński w po­dej­ściu Kościoła katolickiego do własnych przestępstw pedofilskich. Ujawnianie tych przestępstw nigdy nie było wolą hierarchów – dokonuje się ono dzięki czynnikom spoza Kościoła.

Sąd Najwyższy Pensylwanii w sierpniowym raporcie wymienił ponad 300 duchownych katolickich, którzy skrzywdzili ponad tysiąc dzieci. To kolejny raport, kolejna historia, komentuje Tomasz Stawiszyński. Przypomina, że potężne skandale związane z Kościołem katolickim wybuchały już w innych krach. Ukazało się wiele raportów, z których wynika, że ukrywanie kościelnych przestępstw pedofilskich ma charakter globalny. Jest to proceder, który występuje w całym Kościele, a nie tylko w poszczególnych krajach czy diecezjach.

Tomasz Stawiszyński

Filozof Tomasz Stawiszyński: Kościół systemowo ukrywa
swoje przestępstwa wobec dzieci

Maszyna do tuszowania faktów

Kościół katolicki to systemowa, zorganizowana maszyna do eksploatowania i nadużywania, a następnie tuszowania faktów, mówi Stawiszyński. Zwraca uwagę, że w żadnej innej sferze  życia społecznego nie występuje taka instytucjonalizacja przemocy i tak przemyślny mechanizm jej ukrywania. Przy czym Kościół nie podlega praktycznie żadnym regularnym procedurom kontroli społecznej i prawnej. A do tego opowiada jeszcze o dobru i transcendencji.

Zdaniem filozofa, to jest coś więcej niż patologia. Wiadomo już, że od kilkudziesięciu lat przestępstwa seksualne księży na dzieciach były tuszowane nie tylko przez lokalne diecezje i lokalnych hierarchów, ale również przez sam Watykan. Istniała cała wypracowana procedura, w ramach której księża, którzy gwałcili i molestowali dzieci, byli przenoszeni do innych parafii i nie ponosili żadnych konsekwencji za swoje przestępstwa. To jest przerażające, że o tym wiedziano i w sposób systematyczny ukrywano te fakty, podkreśla Stawiszyński.

Bierność lub nieskuteczność papieży

Filozof zaznacza, że Jan Paweł II całkowicie ignorował napływające do Watykanu doniesienia o seksualnym wykorzystywaniu dzieci przez ka­to­lic­kich duchownych, a więc swoich podwładnych. Co więcej, niektórych szczególnie okrutnych przestępców pedofilskich – takich jak kard. Hans Hermann Groër i ks. Marcial Maciel Degollado – Karol Wojtyła wręcz premiował i awansował.

Kolejny papież, Benedykt XVI, intensywniej zaczął zajmować się pedofilią w Kościele. Wydał instrukcję, w której pouczał biskupów, jak powinni postępować z księżmi popełniającymi tego rodzaju przestępstwa. Zapomniał jednak o najważniejszym zaleceniu. Zabrakło oczywistej dyspozycji i instrukcji, żeby powiadamiać organy ścigania, mówi Tomasz Stawiszyński.

Kościelny totalitaryzm

Stawiszyński zaznacza, że Kościół traktuje przestępstwa pedofilskie kleru jako swój wewnętrzny problem. Najchętniej zajmowałby się tym problemem wyłącznie we własnym środowisku, dlatego wypracował mechanizm uciszania ofiar i przenoszenia księży. Wśród hierarchów zawiadujących Kościołem funkcjonuje przekonanie, że dobro instytucji zawsze stoi ponad dobrem jednostek. Dlatego lepiej uciszać wszystkie historie, które mogłyby osłabić pozycję Kościoła, a ofiary zadowolić odszkodowaniami, tłumaczy filozof.

W jego ocenie, przerażać może to, że interes Kościoła ma być ważniejszy niż dobro ludzi. To jest przerażające, bo to jest charakterystyczne dla totalitarnych sposobów myślenia, mówi Stawiszyński. Przypomina, że państwa totalitarne i instytucje tych państw tak właśnie o sobie myślały – że są ważniejsze niż jednostki. W Kościele katolickim jest dokładnie to samo.

Źródła: www.tokfm.pl, www.tvn24.pl

Prof. Tadeusz Gadacz: Skończmy z bezkrytycznym podejściem do księży

Ujawnianie kościelnej pedofilii może sprawić, że ludzie zaczną się zastanawiać, czy posyłać dzieci na religię i zgadzać się na wakacyjne wyjazdy z duchownymi. I dobrze, bo trzeba skończyć z tym kompletnie bezkrytycznym podejściem do księży, mówi filozof prof. Tadeusz Gadacz. 

Przed czymś takim człowiek staje oniemiały, mówi prof. Gadacz, pytany o przestępstwa pedofilskie katolickich duchownych. Podkreśla, że ofiary mają zmarnowane i zwichrowane życie –  a od biskupów słyszymy, że dziecko jest winne, bo lgnie do księdza. Te słowa, wypowiedziane prze abpa Józefa Michalika profesor Tadeusz Gadacz określa jako skandaliczne, podobnie jak wyjaśnienie, że takie dzieci biorą się z rozbitych rodzin, a wszystkiemu winne są rozwody. Bo gdyby w domu było dobrze, dziecko nie lgnęłoby do księdza. Za tym idzie logika: ksiądz nie jest winny, on się najwyżej zagubił.

Profesor Tadeusz Gadacz
Prof. Tadeusz Gadacz: wierni często stawiają księży na piedestale

Filozof krytycznie odnosi się również do słów bpa Tadeusza Pieronka, który w jednym z wywiadów powiedział, że Kościół jest wspólnotą grzeszników, a pedofilia była, jest i będzie, bo żadna siła nie powstrzyma człowieka od tego, by korzystał z tego, do czego pchają go namiętności. Zdaniem prof. Gadacza, z tych słów przemawia buta, a księża powinni być pierwszymi osobami, które wyrażą skruchę, gdy dziecko zostało seksualnie wykorzystane przez kapłana. Jeśli słyszymy, że w każdym gronie zdarzają się czarne owce i niewiele da się z tym zrobić – świadczy to o obojętności na los ofiar.

Profesor uważa, że niewielkie znaczenie ma fakt, że niektórzy biskupi – tacy jak Piotr Libera czy Andrzej Czaja – głośno mówią o pedofilii. Gdy trzeba zająć stanowisko, wystawia się kilku liberalnych hierarchów, żeby zamknąć usta krytykom. Ale to tylko ochłap, który de facto ma wykazać, że pedofilia wśród księży to sprawa marginalna.

Świeckiej komisji nie będzie

Moglibyśmy mówić o rzeczywistej zmianie nastawienia biskupów, gdyby Episkopat zgodził się na to, by powstała świecka komisja do spraw klerykalnej pedofilii. Chodzi o taką komisję, która miałaby dostęp do kościelnych dokumentów dogłębnie zbadała sprawę, a potem opublikowała raport. Tak jak to się stało w Pensylwanii, Irlandii, Australii czy Niemczech.

Zdaniem prof. Gadacza, nie będzie to możliwe przy obecnej władzy w Polsce ze względu na jej głęboki sojusz z Kościołem. A więc dopóki nie zmieni się rząd, Episkopat nic nie zrobi w sprawie takiej komisji. Tak jak dotychczas, będą badane pojedyncze przypadki w sądach, ale nie powstanie żaden całościowy raport obejmujący kilkadziesiąt lat. To strategia wygodna dla Kościoła instytucjonalnego, bo pozwala dalej stosować wyparcie. Znowu usłyszymy, że Kościół jest święty, ale składa się z grzeszników.

Zapytany, czy Jan Paweł II mógł nie wiedzieć o skali pedofilii wśród duchownych, Tadeusz Gadacz powiedział, że do wielu informacji papież mógł nie mieć dostępu, jednak nie da się obronić twierdzenia, że niczego nie wiedział. Być może dla niego, tak głęboko wierzącego, w obliczu ogromnego zła, jakim jest pedofilia, jedynym mechanizmem obronnym było wyparcie. Nie wiem, czy kiedykolwiek poznamy prawdę, mówi profesor Gadacz.

Jan Paweł II i pedofilia
Nie da się obronić twierdzenia, że Jan Paweł II nie wiedział
o pedofilii w Kościele

Wiara w księży pomaga pedofilom

Filozof zwraca uwagę, że praktykowane przez Kościół systemowe tuszowanie przestępstw pedofilskich (przenoszenie pedofila do innej parafii, ochrona przed wymiarem sprawiedliwości) nie byłoby możliwe bez specyficznej teologii, budowanej przez setki lat. Jest to teologia, w której wymiar mistyczny Kościoła został przeniesiony na jego wymiar instytucjonalny. Utożsamienie tych dwóch płaszczyzn poszło tak daleko, że jakakolwiek próba krytyki Kościoła jest traktowana jako napaść na Chrystusa i naruszenie sacrum.

Wiele razy opisywano reakcje niektórych katolików, np. na Podkarpaciu, gdy dziecko przychodziło do domu i mówiło, co zrobił ksiądz. Nikt ofierze nie wierzył, nawet rodzice, którzy pasem próbowali wybić dziecku z głowy „głupoty”, zakazywali głośno mówić o tym, co się stało, padały oskarżenia o konfabulację, winą obarczali syna czy córkę, a nie duchownego. Rodzice tak się zachowywali, bo tak zostali wychowani. Chodzi nie tylko o to, że bali się księdza, który mógł im realnie zaszkodzić, ale również o czysto religijny lęk. Bali się naruszyć sacrum. Tego rodzaju lęk jest częsty wśród polskich katolików.

Krzywda dziecka domaga się radykalnych decyzji, ale ludzie nie są na nie gotowi, gdy sprawcą jest ksiądz. Dla takich ludzi religia jest częścią ich tożsamości, a kapłan to święty człowiek i wcielenie Chrystusa. Żeby to zmienić, potrzebne jest trzęsienie ziemi w polskim Kościele.

Źródło: krakow.wyborcza.pl

Kościół zataił wykorzystanie 50 dzieci przez księdza pedofila

Katolicka diecezja z amerykańskiego stanu Iowa przyznaje, że przez 32 lata ukrywała  pedofilskie przestępstwa księdza Jerome Coyle’a. Kościół nie wydalił go z kapłaństwa, co więcej, pomagał mu finansowo. Jego zwierzchnik, biskup Soens, sam też molestował uczniów.

Ksiądz Jerome Coyle, dzisiaj 85-letni, został odsunięty od funkcji kapłańskich w latach 80., ale nigdy nie został suspendowany. Diecezja Sioux City od 32 lat wiedziała, że jest on pedofilem, jednak przyznała się do tego dopiero kilka dni temu, gdy dziennikarze wpadli na trop księdza Coyel’a.

Ksiądz Jerome Coyle

Ksiądz Jerome Coyle wykorzystał co najmniej 50 dzieci.
Kościół to zataił

Diecezja niedawno pomogła umieścić księdza pedofila w domu opieki dla emerytów. Naprzeciwko tego domu znajduje się szkoła katolicka, która nie została poinformowana o pedofilskich skłonnościach nowego lokatora. 

W 1986 roku ksiądz Coyle przyznał się do swoich przestępstw pedofilskich w rozmowie z biskupem diecezji Sioux City. Ujawnił, że w ciągu 20 lat wykorzystał seksualnie około 50 dzieci, pełniąc posługę w parafiach stanu Iowa.

31 października 2018 r. diecezja potwierdziła w rozmowie z dziennikarzem agencji Associated Press, że nigdy nie skontaktowała się w tej sprawie  policją ani nie ujawniła publicznie faktów, do których przyznał się ksiądz Jerome Coyle. Rzeczniczka diecezji Susan O’Brien przyznaje, że można było „lepiej to załatwić”, ale jednocześnie zauważa, że zasady obowiązujące w tamtych czasach nie przewidywały informowania policji ani opinii publicznej o takich sprawach. 

Diecezja zadbała o pedofila, a nie o jego ofiary

Zamiast więc ujawnić sprawę, w 1986 roku diecezja ogłosiła, że ksiądz Coyle bierze półroczne zwolnienie lekarskie. Władze kościelne przeniosły go do ośrodka leczniczego w stanie Nowy Meksyk, gdzie kierowały pedofilów z całych Stanów Zjednoczonych.

Coyle został odsunięty od prowadzenia mszy i innych obowiązków kapłańskich. Ale żadnej innej kary nigdy nie otrzymał i do niedawna mieszkał w Abuquerque w Nowym Meksyku, wciąż pozostając księdzem i otrzymując finansową pomoc z diecezji.

Według rzeczniczki, w 1986 roku diecezja wiedziała o jednej skardze na księdza Coyle’a ze strony studenta college’u, ale nie znała jego nazwiska. Ta osoba oraz inna ofiara, dzisiaj dorosła, ujawniły się przed kilkoma tygodniami, a ich zarzuty zostaną przekazana policji, powiedziała rzeczniczka. Dodała, że liczba ofiar księdza może przekraczać 50, bo diecezja nie zna ich dokładnej liczby.

Ksiądz Coyle raczej nie stanie przed sądem za żadne z popełnionych kiedyś przestępstw, ponieważ minął już okres przedawnienia. Nie pozwano go w żadnym procesie cywilnym, a diecezja nigdy nie płaciła za niego odszkodowania w ramach ugody z którąś z ofiar księdza.

Biskup tuszował i sam molestował

W ciągu minionych trzydziestu lat ksiądz Coyle nie był publicznie oskarżany o molestowanie nieletnich, ale prawnicy i detektywi badają jego postępowanie. W ubiegłym miesiącu policja przesłuchała Coyle’a i przeszukała jego mieszkanie, gdy dostała informacje, że pedofil mieszka w pobliżu szkoły.

Biskup Lawrence Soens

Bp Lawrence Soens tuszował przestępstwa księdza Coyle’a i sam wykorzystywał uczniów szkoły parafialnej

Coyle odmawia komentarzy w tej sprawie. Biskup Lawrence Soens, któremu Coyle opowiedział o  swoich przestępstwach pedofilskich, przeszedł na emeryturę w 1998 roku. W późniejszych latach wykryto, że Soens sam wykorzystywał seksualnie uczniów, gdy był dyrektorem szkoły parafialnej.

Zgodnie z prawem stanu Iowa, biskup Soens jako duchowny nie miał obowiązku informowania policji o przypadkach wykorzystywania dzieci. Ale krytycy jego postępowania twierdzą, że powinien poinformować władze kościelne, domagać się suspendowania Coyle’a, zaalarmować opinię publiczną i poprosić ofiary o ujawnienie się. Nie wiadomo, gdzie dzisiaj przebywa Lawrence Soens. 

Diecezja Sioux City nigdy nie opublikowała listy swoich duchownych, którzy zostali wiarygodnie oskarżeni, mimo że ofiary księży pedofilów apelowały o taką listę. Diecezja Sioux City wszystko tuszuje, mówi adwokat Scott Rhinehart, pełnomocnik kilkudziesięciu ofiar. Nazywa tę diecezję rajem dla księży pedofilów.

Źródło: www.apnews.com