Archidiecezja Warmińska zbuduje kompleks hotelowy

Archidiecezja Warmińska wybuduje czterogwiazdkowy hotel

Budowlana spółka BBI Development utworzyła spółkę z Archidiecezją Warmińską. Razem mają ma postawić nad jeziorem pod Olsztynem kompleks hotelowo-mieszkaniowy. Strony podzielą się zyskami.

Archidiecezja Warmińska do spółki z deweloperem wniesie wkład w postaci gruntu – sprezentowanego przez państwo Kościołowi –  na którym powstanie hotel. Nieruchomość ma 15,5 ha i jej wartość wynosi ponad 17 mln zł. Wkład spółki zależnej od BBI Development to gotówka i prace o wartości ok. 15 mln zł. W związku z tym Archidiecezja Warmińska ma mieć 51 proc. udziału w zysku ze zrealizowanej inwestycji, a spółka deweloperska – 49 proc.

Projekt zostanie zrealizowany w Rybakach w gminie Stawiguda nad Jeziorem Łańskim. To po sąsiedzku z legendarną posiadłością rządową w Łańsku, którą w latach PRL odwiedzali przedstawiciele najwyższych władz komunistycznych, a także ich goście z krajów tzw. demokracji ludowej.

Rybaki - tutaj Archidiecezja Warmińska zbuduje kompleks hotelowy
Rybaki nad Jeziorem Łańskim – tutaj powstanie nowy kompleks hotelowy z udziałem Archidiecezji Warmińskiej. Inwestycja jest szacowana na 300 mln zł.

W 2007 roku państwo „zwróciło” te grunty Kościołowi – a w rzeczywistości podarowało, bo Kościół nigdy nie był ich właścicielem. Powstał tam i nadal funkcjonuje ośrodek Caritas Archidiecezji Warmińskiej. Caritas  deklarowała, że w Rybakach będzie prowadzony ośrodek kolonijny dla dzieci, rehabilitacja dla osób niepełnosprawnych, działalność wychowawcza i terapeutyczna dla młodzieży. Okazało się jednak, że ośrodek zaczął prowadzić działalność zarobkową: wynajmował sale na przyjęcia, wesela i konferencje, oferował też usługi hotelowe.

Dzisiaj dyrektor tego ośrodka ks. Piotr Hartkiewicz zapewnia, że nowa inwestycja budowlana nie będzie miała związku z funkcjonowaniem kierowanej przez niego placówki.

Planowany przez Archidiecezję hotel ma mieć wysoki, 4-gwiazdkowy standard. Znajdzie się w nim część rekreacyjna, a po sąsiedzku będzie kompleks jednokondygnacyjnych domów mieszkalnych przeznaczonych do sprzedaży indywidualnym nabywcom. Wartość inwestycji ma wynieść 300 mln zł.

Źródła: money.pl, bankier.pl, olsztyn.wyborcza.pl 

Większość Polaków nie chce religii w szkole

52 proc. Polek i Polaków uważa, że lekcje religii powinny odbywać się w parafii, a 43 proc. - że w szkołach. To istotna zmiana. Do tej pory opinia publiczna raczej akceptowała szkolną katechezę. Udostępnij

Większość Polaków nie chce religii w szkole. Wyniki sondażu

Kwestia religii w szkole wpisuje się w polityczny i kulturowy podział miasto-wieś. Mieszkańcy wsi wolą, aby religia została w szkołach, mieszkańcy miast – odwrotnie. W największych (powyżej 500 tys.) miastach aż 71 proc. osób jest za lekcjami przy parafii.

Rozkład odpowiedzi w grupach wiekowych pokazuje, że największy sprzeciw wobec religii w szkole jest wśród czterdziestolatków – 72 proc.  Szkolna katecheza ma najwięcej zwolenników wśród osób sześćdziesięcioletnich i starszych – sprzeciwia jej się tylko 42 proc.

Jeśli chodzi o elektoraty poszczególnych partii, to  wyborcy PiS i PO są niemal dokładnym przeciwieństwem. 76 proc. zwolenników PiS chce zostawienia religii w szkole, 74 proc. elektoratu PO chce religii przy parafii.

Wyprowadzenie religii ze szkoły wymagałoby zmiany (lub wypowiedzenia) konkordatu, gdyż ta umowa gwarantuje Kościołowi, że jeśli są chętni, to państwo musi zapewnić naukę religii w szkołach.

Źródło: oko.press

Znikający ksiądz Rafał Sawicz, koperta z 50 tys. zł, kosztowna posiadłość i inne zagadki

Ksiądz Rafał Sawicz to jedna z najbardziej zagadkowych osób związanych z aferą „taśm Kaczyńskiego”. Zbudował dom za milion, choć był tylko skromnym katechetą; porzucił swoją parafię, a mimo to został członkiem rady Fundacji Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego.

Nazwisko księdza Sawicza stało się szerzej znane, gdy austriacki biznesmen Gerald Birgfellner zeznał w prokuraturze, że Jarosław Kaczyński zażądał od niego, by zapłacił duchownemu 100 tys. złotych. Miała to być cena za podpis księdza jako członka rady Fundacji. Bez tego podpisu nie dało się rozpocząć budowy wieżowca na działce należącej do spółki Srebrna.

Birgfellner twierdzi, że przekazał kopertę z 50 tys. złotych (miała to być pierwsza część zapłaty dla księdza), która przeszła przez ręce prezesa PiS. Zagadką jest, dlaczego księdzu Sawiczowi trzeba było zapłacić, skoro zgodnie ze statutem Fundacji członkowie jej rady pełnią swoje funkcje społecznie.

ks. Rafał Sawicz

Zaginiony ksiądz Rafał Sawicz wraz z Jarosławem Kaczyńskim i Krzysztofem Czabańskim zasiada w trzyosobowej radzie Fundacji Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego

Od czasu, gdy media ujawniły zeznania austriackiego przedsiębiorcy, ksiądz Sawicz jest nieuchwytny. W Gdańsku, gdzie mieszkał do tej pory, jego nazwisko na domofonie w dwupiętrowym budynku jest zaklejone. Sąsiedzi nie chcą na jego temat rozmawiać. Dziennikarze odkryli jednak, że duchowny posiada 1,5-hektarową posiadłość w Nadolu na Pomorzu. Stoi tam piętrowy dom o powierzchni ok. 120 m kw. Szacunkowa wartość tej nieruchomości przekracza milion złotych.

Skąd ksiądz miał tyle pieniędzy?

Ksiądz Rafał Sawicz zbudował ten dom w 2009 roku. Rok wcześniej został kapelanem arcybiskupa seniora Tadeusza Gocłowskiego. Wkrótce potem przeniesiono go do parafii NMP Królowej Różańca św. w Gdańsku-Przymorzu. Zajmował się tam m.in. „Dziełem Adopcji Materialnej”. Zbierał pieniądze na posiłki szkolne dla dzieci z ubogich rodzin.

Działkę pod dom kupił za gotówkę. Zgłosił się z ogłoszenia. Nie znałem człowieka. U notariusza dowiedziałem się, że jest księdzem, bo przyszedł w koloratce, mówi poprzedni właściciel działki.

Sawicz był wówczas młodym duchownym, uczył religii w szkole. Czy mógł zgromadzić pieniądze na tak poważny zakup? Ksiądz, zgodnie z prawem kanonicznym, nie może kupować nieruchomości na własną rękę ani prowadzić interesów na dużą skalę. Na kupno działki i budowę domu przez księdza musiałaby się zgodzić kuria, mówi były urzędnik kurii gdańskiej. Sawicz prawdopodobnie zgody nie miał.

W Nadolu krążą pogłoski, że faktycznie był to dom arcybiskupa Gocłowskiego. Jednak hierarcha nigdy formalnie nie był właścicielem tej nieruchomości.  Arcybiskup  zmarł w maju 2016 r., a ksiądz Sawicz, mając pełnomocnictwa i dostęp do jego konta, był wykonawcą jego ostatniej woli. Jak wywiązał się z tej roli? Archidiecezja nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Do dziś nie wiadomo, co stało się z dokumentami abp. Gocłowskiego: listami, zapiskami, informacjami o majątku kurii i aferze Stella Maris, wspomnieniami związanymi z obradami Okrągłego Stołu.

Po pogrzebie Gocłowskiego Sawicz został przeniesiony do parafii św. Urszuli Ledóchowskiej w Gdańsku-Chełmie. W środowisku gdańskich księży jest to traktowane jako kara, bo tamtejszy proboszcz znany jest z twardej ręki. Sawicz jednak nie stawił się w nowej parafii. Zniknął.

Drugie zniknięcie Sawicza

Oficjalnie Rafał Sawicz uznawany jest przez gdańską kurię za „księdza zaginionego”. Ale jego nazwisko usunięto z informacji internetowych publikowanych przez kurię, zniknęły również wpisy o jego kolejnych nominacjach. Prawdopodobnie chodzi o zatuszowanie skandalu, jakim była ucieczka z Kościoła wykonawcy testamentu abp. Gocłowskiego i związane z tym niejasności majątkowe.

Nieoficjalnie kuria znała jego losy. Sawicz zatrudnił się w Urzędzie Miejskim w Gdańsku, gdzie jako zwykły urzędnik w wydziale skarbu zarabiał ok. 3400 zł brutto.

8 lutego 2018 roku – kilka dni przed ukazaniem się w  „Gazecie Wyborczej” artykułu o kopercie z 50 tys. zł –  Rafał Sawicz w trybie nagłym wziął miesięczny urlop. Poinformował też, że chce natychmiast odejść z pracy i poprosił o zgodę na wykorzystanie zaległego urlopu. Znajomym powiedział, że będzie za granicą. Nie wiadomo, gdzie jest teraz.

Sawicz nadal pozostaje członkiem Rady Fundacji Instytutu im. L Kaczyńskiego. Instytut jest właścicielem spółki Srebrna związanej z PiS. Według statutu Instytutu, członek Rady jest nieodwoływalny i tylko on sam może zrezygnować z pełnionej funkcji.

Źródło: wyborcza.pl

– aktualizacja z 28.02.2019 –

Ks. Rafał Sawicz przerwał milczenie

Nie chcę i nie będę rozmawiać z żadnymi mediami. Jeżeli zajdzie taka konieczność, będę oczywiście do dyspozycji odpowiednich organów państwowych, napisał ksiądz w oświadczeniu, które odczytał dziennikarzom jego pełnomocnik prawny, mecenas Janusz Masiak.

Od kilku tygodni czuję się obiektem brutalnych ataków medialnych i nagabywania, pisze duchowny i prosi, aby nie publikować żadnych informacji o jego prywatnych działaniach, pracy, aktywności i majątku bez jego zgody. Powołuje się na przepisy o ochronie danych osobowych. Sawicz uważa się za osobę prywatną i twierdzi, że jego działalność w radzie Fundacji Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego nie ma charakteru publicznego. Ksiądz nie skomentował niczego, co media o nim do tej pory napisały. Jego miejsce pobytu wciąż jest nieznane.

Źródło: natemat.pl

Religia w szkole rodzi aberracje. Szczecińscy radni chcą to zmienić

Mam list od rodzica, którego dziecko, chociaż było zwolnione z lekcji religii, zostało zabrane do kościoła na mszę. Zostało do tego po prostu przymuszone, mówi radna Dominika Jackowski, która z innymi radnymi Koalicji Obywatelskiej domaga się od władz Szczecina usunięcia nieprawidłowości związanych z lekcjami religii w szkołach.

Radna Jackowski mówi, że od rodziców uczniów dostaje wiele listów z bulwersującymi relacjami. W jednej ze szczecińskich szkół dzieci, które nie chodzą na religię, w tym czasie kiedy inne mają taką lekcję, siedzą w szatni. Bo świetlica jest zamknięta. Radna podkreśla, że jest to głęboka dyskryminacja dzieci, które wstawia się niczym worek z butami do szatni na całą godzinę lekcyjną. Inny przykład: W trakcie lekcji ksiądz wpadał do kolejnych klas i wyciągnął wszystkie dzieci na korytarz, żeby wspólnie odmówić różaniec. Tak po prostu.

Szczecińska radna Dominika Jackowski

Szczecińska radna Dominika Jackowski (KO): Dla mnie podstawą funkcjonowania szkoły jest prawo. Dyrekcja i wydział oświaty jest zaś od przestrzegania prawa.

Radna podkreśla, że istnieje ważny problem, który dotyczy wszystkich szkół: katecheza jest wstawiana między zajęciami, w środku szkolnego dnia. Natomiast na lekcję etyki dzieci czekają po lekcjach dwie, a nawet trzy godziny. Etyka jest przez szkoły ustawiana inaczej. Religia może być na początku, w środku, na końcu. Na religię nikt nigdy nie czeka. A na etykę tak. To jest zniechęcanie dzieci do uczestnictwa w tych lekcjach.
 
Szczecińscy radni w interpelacjach do prezydenta miasta zwracają uwagę, że taka praktyka stanowi naruszenie prawa, wg którego:
  • w pierwszej kolejności ustala się plan zajęć z przedmiotów obowiązkowych,
  • następnie dodaje się do niego zajęcia dodatkowe dla uczniów o specjalnych potrzebach,
  • a dopiero potem w ramach możliwości związanych z wolnymi godzinami i salami oraz na wyrażone z własnej woli życzenie rodziców dodaje się zajęcia nieobowiązkowe jak religia i etyka.
Inne nieprawidłowości wskazane przez radnych to:
– udział uczniów we mszy na rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego;
– organizowanie rekolekcji w czasie trwania lekcji, co skutkuje tym, że lekcje się nie odbywają;
– prowadzenie zastępstw z przedmiotów ogólnych przez księży i katechetki, którzy czas wypełniają wyświetlając filmy o tematyce religijnej;
– umieszczania symboli religijnych w salach przeznaczonych do nauczania przedmiotów obowiązkowych.
 
Radni nie poprzestają na interpelacji. Dominika Jackowski ogłosiła na Facebooku:
Jeżeli doświadczyli Państwo nieprawidłowości ze strony szkoły w organizowaniu zajęć z przedmiotu religii, proszę o wiadomość na priv. W naszych interpelacjach staraliśmy się poruszyć dotychczas zasygnalizowane przez mieszkańców problemy lub nieprawidłowości.
 

Kościół skłócił i osłabił Polaków – mówi Krzysztof Pieczyński

Kościół intensywnie brał udział w rozbiorach Polski, co trzeba podkreślić w setną rocznicę odzyskania niepodległości. Nikt tak nie skłócił Polaków i nie osłabił ich mentalności jak Kościół Katolicki – mówi Krzysztof Pieczyński, aktor i prezes stowarzyszenia „Polska Laicka”

Nie można zapomnieć o tym, czym jest Targowica, mówi Pieczyński w studiu Onetu. Przypomina, że jest to bezpośrednia reakcja biskupów na uchwalenie Konstytucji 3. Maja. Papież Pius VI, zaalarmowany przez nuncjusza Saluzzo, zezwala biskupom na rokosz. Polscy magnaci jadą do carycy Katarzyny, gdzie zawiązują konfederację, do której przyłączają się biskupi. Otrzymują obietnicą odzyskania swoich przywilejów, a w zamian za to następuje agresja Rosji na Polskę i drugi rozbiór Rzeczypospolitej.

Dlatego tak krwawo potraktowano biskupów podczas insurekcji kościuszkowskiej. Ci ludzie byli wieszani, ponieważ naród wiedział, że są płatnymi agentami na usługach Rosji, mówi Krzysztof Pieczyński. Należy więc dzisiaj powiedzieć, że jeśli Polska przetrwała, to na pewno nie z powodu wiary katolickiej.

Krzysztof Pieczyński

Krzysztof Pieczyński: biskupi byli wieszani,
bo byli płatnymi agentami na usługach Rosji

 

Dzisiaj również, zdaniem Pieczyńskiego, wiara katolicka nie przyczynia się do przetrwania Polski, lecz coraz bardziej dzieli ją i skłóca. Prezes „Polski Laickiej” zwraca uwagę, że wszystkie istotne decyzje, które podejmuje rząd są konsultowane z Kościołem. Mamy Kościół w oświacie, mamy dzieci indoktrynowane od małego, mamy lekarzy, którzy nie mogą nas leczyć. Lekarz nie pomoże kobiecie z zagrożoną ciążą, bo będzie się bał, że zostanie oskarżony o aborcję. Kościół wtrąca się do polityki, szantażuje polityków i straszy ich ekskomuniką. Biskup Hoser powiedział, że należy ekskomunikować posłów, którzy opowiedzą się za in vitro.

Krzysztof Pieczyński przypomina narodowcom, jaki był początek ich ruchu. Kiedy zakładali Ligę Narodową w Paryżu, z daleka trzymali się od Kościoła, bo doskonale wiedzieli, że Kościół donosi na wszystkich nieposłusznych do władz państw zaborczych. Na podstawie donosów Kościoła ludzie byli zsyłani na Sybir.  

Prezes „Polski Laickiej” mówi, że dzisiaj połowa Polaków coraz jaśniej widzi, że Kościołowi trzeba dokładnie wyznaczyć miejsce, jakie może zająć w naszym państwie – gdzie kończą się jego nauki i gdzie nie wolno mu wtrącać się do naszego życia. Próbujemy ludziom powiedzieć, że chcemy być innym krajem, niż reprezentuje to obecny rząd, Kościół i narodowcy, że mamy swoją wizję Polski. Jeśli ta wizja nie zwycięży, to – zdaniem Pieczyńskiego – Polska po raz kolejny straci swoją pozycję w Europie i przestanie być liczącym się partnerem w jakiejkolwiek dziedzinie.

Źródło: wiadomosci.onet.pl