Większość Polaków nie chce religijnej „klauzuli sumienia”

Ponad połowa Polaków – 52 proc. – uważa, że w sytuacji, gdy prawo zezwala na przerwanie ciąży, lekarz nie może odmówić wykonania zabiegu, powołując się na własne sumienie.

Podpisanie przez część środowiska lekarskiego deklaracji wiary, w której lekarze uznają pierwszeństwo „prawa Bożego” nad ludzkim wzbudziło wiele kontrowersji, dlatego CBOS postanowił sprawdzić, jakie jest społeczne przyzwolenie dla tego typu działań i stosowania przez lekarzy tzw. klauzuli sumienia.

Zgodnie z ustawą, lekarz może się powstrzymać od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem, musi jednak wskazać realne możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza lub w innej placówce. Musi też uzasadnić i odnotować ten fakt w dokumentacji medycznej. Głośna sprawa profesora Chazana pokazała całej Polsce, że nie zawsze tak jest.

Przeciw dyktaturze lekarskiego sumienia

Sondaż CBOS w sprawie klauzuli sumienia


Większość Polaków uważa, że lekarze nie powinni  odmawiać wykonywania określonych działań medycznych ze względu na własne poglądy – wynika z sondażu CBOS. Jeszcze większą dezaprobatę Polscy wyrażają wobec klauzuli sumienia farmaceutów, pozwalającej na odmawianie realizacji recept, np. na środki antykoncepcyjne.

Prawie trzy czwarte badanych (73 proc.) uważa, że nawet w sytuacji konfliktu sumienia lekarz nie może odmówić wydania skierowania na badania prenatalne, gdy istnieje podwyższone ryzyko wady genetycznej lub rozwojowej płodu. Blisko dwie trzecie ankietowanych (62 proc.) jest zdania, że lekarz nie może odmówić wydania skierowania na zabieg przerwania ciąży, w sytuacji gdy kobietę, zgodnie z prawem, można do takiego zabiegu zakwalifikować.

W opinii ponad połowy respondentów (52 proc.), lekarz nie może, powołując się na własne sumienie, odmówić wykonania zabiegu przerwania ciąży, jeśli prawo na to zezwala.

59 procent ankietowanych krytycznie ocenia odmowę wykonania przez lekarza zabiegu zapłodnienia in vitro, jeśli para kwalifikuje się do takiego zabiegu.

Ponad połowa badanych (55 proc.) uważa, że lekarz nie może odmówić przepisania środków antykoncepcyjnych, jeśli nie ma ku temu przeciwwskazań zdrowotnych

Religijni i słabo wykształceni popierają „klauzulę sumienia”

Stosunkowo najwyższe przyzwolenie dla lekarskiej klauzuli sumienia wyrażają osoby praktykujące religijnie, z wykształceniem podstawowym, w wieku powyżej 65 lat, uzyskujące najniższe dochody. Jeśli chodzi o elektoraty partii politycznych, to najwięcej zwolenników przedkładania przez lekarzy własnego sumienia nad prawo stanowione jest wśród zdeklarowanych wyborców PiS i PSL.

Źródło: wiadomosci.gazeta.pl

Jak religia psuje państwo

W Polsce rozgrywa się osobliwy dramat. Państwo jest moralnie szantażowane przez fundamentalizm religijny i abdykuje w obliczu tego szantażu. Pisze o tym pastor Kazimierz Bem. 

Ks. dr Kazimierz Bem
Ks. dr Kazimierz Bem – prawnik, teolog, pastor ewangelicko-reformowany Zjednoczonego Kościoła Chrystusa (UCC, USA), członek redakcji „Pisma er”

Najpierw kilka tysięcy lekarzy podpisało kiepski teologicznie manifest. Zadeklarowali w nim, iż w nosie mają państwo i obowiązujące w nim przepisy. Liczy się za to tylko ich sumienie i w jego „obronie” będą łamać prawo. W odpowiedzi minister zdrowia i ultrakonserwatywny minister sprawiedliwości milczą.

Jednym z sygnatariuszy deklaracji jest wojewódzki konsultant ds. ginekologii i położnictwa. Pomimo tego wojewoda nie widzi powodów, by tę osobę odwołać ze stanowiska. Widać, zapowiedź łamania prawa nie jest niczym ważnym w Polsce.

Inna historia. Ministerstwo Zdrowia przesyła ankietę z zapytaniem, czy w przypadkach przewidzianych przez obecne prawo szpitale wykonują zabiegi usunięcia ciąży i jak często. Cztery szpitale wprost piszą, że pomimo obowiązującego prawa nie wykonują takich zabiegów w żadnym wypadku. Ministerstwo odpowiada, że ankieta nie miała charakteru dyscyplinującego, a informacyjny. Zero konsekwencji.

Kolejny obrazek. Znany profesor w świetle kamer przyznaje, że pomimo obowiązującego prawa, które pozwala mu skorzystać z klauzuli sumienia, on stosuje ją tak, jak mu jest wygodnie. I łamie prawo, zmuszając kobietę do urodzenia dziecka w sytuacji, gdy miała prawo do legalnej aborcji. Dlaczego tak czyni? Ano bo tak mu nakazuje sumienie. Jej sumienie zaś się tutaj nie liczy. Przepisy państwa również.

Dopiero pod naciskiem opinii publicznej minister zdrowia przypomina sobie, że jednak państwo jakieś wymagania wobec lekarzy i publicznych placówek stawia. I w efekcie zleca kontrolę szpitala Świętej Rodziny (ale tylko tego!) oraz wspomnianego profesora, czyli Bogdana Chazana.

W odpowiedzi Rzecznik Praw Obywatelskich, znana konserwatystka, proponuje, by jeszcze bardziej ulżyć lekarzom w ich rozterkach moralnych. Jak? Według niej fikcyjny obowiązek przestrzegania przepisów należy przerzucić na dyrektorów szpitali. Tych samych – jak dyrektor Chazan – którzy już teraz, jak wiele na to wskazuje, nie przestrzegają obowiązującego prawa.

Obecna dyskusja nie jest wbrew pozorom o aborcji, choć tak ją przedstawia polska prawica. Jest to dyskusja o granicach religii i państwa. I o tym co robić, gdy nasze sumienie kłóci się z przepisami prawa.

Jako pastor nie neguję w żadnym wypadku znaczenia sumienia dla etycznego życia. Pamiętam chociażby o francuskich kalwinistach podczas II Wojny Światowej ukrywających Żydów, czy też o kwakrach i pacyfistach, którym sumienie nie pozwala walczyć w szeregach armii. Wiem, że są sytuacje, gdy sumienie zmusza nas do sprzeciwu wobec nieludzkich praw. Gdy państwo nie daje nam innego wyjścia niż złamanie prawa.

Chcę wyraźnie napisać, że Rzeczpospolita Polska w 2014 roku nie tworzy takiej sytuacji dla naszych sumień.

Otóż nikt lekarzy nie zmusza do pracy w publicznych placówkach. Nikt ich nie zmusił do bycia ginekologiem, do zajmowania się trudnymi ciążami. Sami wybrali medycynę, następnie sami wybrali specjalizację, by wreszcie dobrowolnie wybrać miejsce pracy. I teraz – jak wszyscy pracownicy – muszą się dostosować do przepisów pracodawcy.

Jeśli ich katolicka wiara nie pozwala na leczenie wszystkimi prawnie dozwolonymi metodami i we wszystkich okolicznościach dopuszczanych przez to prawo, winni albo zatrudnić się w prywatnych, katolickich placówkach, albo najzwyczajniej w świecie zmienić zawód.

Narzucanie państwu i pacjentom swoich przekonań religijnych niczym nie różni się od narzucenia „niewiernym” szariatu przez islamistów. Czy naprawdę marzy nam się kamienowanie kobiet? Zimny uśmiech posła Gowina czy pełen słodyczy głos profesora Chazana doprawdy niewiele dzieli od żelaznego spojrzenia jednookiego Mułły Omara.

Państwo, które ustępuje fanatykom, nigdy nie zazna spokoju. Religia, która daje się manipulować fanatykom, nie chwali Boga, tylko Bogiem poniewiera. Tak oto stajemy się powoli przestrzenią słabego państwa, złej religii i fikcyjnych obywateli.

Źródło: www.pismoer.pl

Deklaracja katolickich lekarzy dzieli ludzi

Lekarz nie ma prawa zostawić ludzi w potrzebie, powołując się na swoją wiarę – mówi profesor Zbigniew Szawarski w rozmowie z Agnieszką Kublik

Agnieszka Kublik: Dyskusja wokół ”Deklaracji wiary lekarzy” dotyczy sporu o prymat sumienia lekarza nad prawem pacjenta?

Prof. Zbigniew Szawarski

Prof. Zbigniew Szawarski – etyk, emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego; pracuje w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego. Przewodniczący Komitetu Bioetyki przy prezydium PAN.

Zbigniew Szawarski: To jest coś znacznie poważniejszego. To jest deklaracja przede wszystkim polityczna, pierwszy krok w przejściu od demokracji do teokracji. I dlatego uważam tę deklarację za wyjątkowo niebezpieczną.

Lekarz może powiedzieć tak: „Przede wszystkim jestem katolikiem, a potem dopiero lekarzem”. Ale może i tak: „Przede wszystkim jestem lekarzem, a potem katolikiem, Żydem, ateistą itd., bo jestem lekarzem w sensie globalnym, leczę w każdym miejscu świata, każdego pacjenta, nie pytam go o wyznanie, kim jest, w co wierzy, ani on mnie nie pyta”.

Lekarz ma pomóc człowiekowi w potrzebie, choremu, cierpiącemu, umierającemu. Dla mnie najdoskonalszym wzorem zachowania lekarza jest biblijny dobry Samarytanin, który zatrzymuje się i pomaga człowiekowi poranionemu przez zbójców.

„Deklaracja” dotyczy sumienia, nie leczenia
.

– I to jest jej najbardziej niebezpieczny punkt. Powiada bowiem, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie, oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła. A co, jeśli Duch Święty przygasa? Albo lekarz nie jest biegły w teologii? Albo nie jest pewien, jak postąpić, kiedy nauka Kościoła jest niejasna? Powinien iść do swego ojca spowiednika i o to zapytać. I ten mu powie, co jest słuszne, co jest zgodne z nauką Kościoła, a co nie? A eksperci bioetyczni Kościoła nie mają wątpliwości. Mają na biurku telefon do Pana Boga. Mają mistyczne okulary, które pozwalają im widzieć kamienne tablice Pana Boga z wyrytym prawem boskim, które jest jakoby wyższe niż wszelkie inne prawa ustanowione przez człowieka? I żeby nie było nieporozumień: owo prawo boskie nie sprowadza się jedynie do Dekalogu.

Bardzo pan wzburzony tą deklaracją.

– Tak, bo ma niepokojące skutki społeczne. To już się zaczęło. Typowym objawem takiego fanatycznego zachowania jest odzywka Marysi z Gorzowa do premiera Tuska: ”Pan jest zdrajcą”. Ona wie lepiej, ona kieruje się zapewne sumieniem oświeconym i nie ma żadnych wątpliwości moralnych. A przecież ”zdrajca” to jedno z najpoważniejszych i najbardziej okrutnych oskarżeń moralnych człowieka.

„Deklaracja” rodzi ogromne podziały. Dzieli lekarzy, dzieli pacjentów. Dzieli nas na tych, którzy wiedzą, i tych, którzy są pozbawieni jakiegokolwiek kontaktu z Bogiem.

Gdyby każda wolna profesja czuła się zobligowana do sformułowania i podpisania podobnej deklaracji, gdyby np. prokuratorzy, sędziowie, adwokaci napisali deklarację, w której stwierdzają stanowczo, że katolicki prokurator, sędzia czy adwokat kieruje się tylko i wyłącznie prześwietlonym Duchem Świętym sumieniem i nauką Kościoła, to skutki byłyby katastrofalne. Dla państwa i przede wszystkim dla społeczeństwa. Wyobraża sobie pani katolickiego sędziego, który wydaje zgodę na rozwód? Albo katolickiego prokuratora, który bezlitośnie ściga księży pedofilów?

Może nie powinniśmy wybierać zawodu, który jest w kolizji z naszym sumieniem.

– W Wielkiej Brytanii kolegium ginekologii i medycyny reprodukcyjnej wydało niedawno ostrzeżenie, że ci, którzy nie będą chcieli realizować pełnego kursu kształcenia, obejmującego m.in. antykoncepcję czy sposoby zapobiegania ciąży, nie otrzymają dyplomu.

Świadkowie Jehowy są stanowczo przeciwni przetaczaniu krwi. Nie wyobrażam sobie chirurga, który byłby świadkiem Jehowy. Bo chirurdzy regularnie stają wobec konfliktu: przetoczyć czy nie przetoczyć. Świadek Jehowy może być doskonałym dermatologiem czy psychiatrą, ale nie chirurgiem, bo z góry wie, czego nie będzie czynić. Byłoby dobrze, gdyby nasi lekarze brali pod uwagę złożoność życia społecznego i moralnego i komplikacje, jakie rodzi współczesna medycyna.

”Deklaracja” to odpowiedź na głos Komitetu Bioetyki PAN, że klauzula sumienia jest przez lekarzy nadużywana i służy narzucaniu pacjentom przekonań moralnych.

– I podtrzymujemy to stanowisko. Większość sporów wypływa z prostego niezrozumienia dwóch sytuacji: co innego kierować się w życiu sumieniem – a każdy z nas powinien kierować się własnym sumieniem – a co innego wykonywać pewien zawód i jako jego przedstawiciel korzystać z klauzuli sumienia.

Klauzula ta to konstrukcja prawna wpisana w ustawę o zawodzie lekarza. Stanowi ona wyraźnie, że lekarzowi wolno odmówić wykonywania pewnych zabiegów sprzecznych z jego poglądami moralnymi, ale pod pewnymi warunkami. Lekarz taki musi znaleźć dla pacjenta innego lekarza, nie wolno mu zostawić pacjenta bez pomocy; musi też wpisać to do akt. I ten pierwszy warunek lekarze kontestują. Mówią: „Dlaczego mam wskazywać innego lekarza, ja nie chcę przykładać do tego ręki”. Ale jeśli lekarz powołuje się na klauzulę, to powinien powoływać się na jej całość, a nie tylko na tę część, że może odmówić badania czy zabiegu. Musi poradzić pacjentowi, gdzie znajdzie innego lekarza, bo prawo pacjenta do uzyskania przysługujących mu ustawowo świadczeń jest równie ważne jak prawo lekarza do skorzystania z klauzuli sumienia. Lekarz, który tego odmawia, łamie prawo i powinien ponieść konsekwencje swojej decyzji.

Pacjenci powinni się skarżyć?

– Oczywiście. Ale nie słyszałem, żeby kiedykolwiek w Polsce odbył się proces z powodu nieposłuszeństwa obywatelskiego lekarza, który w imię wiary ignoruje przepis prawa. Bo ta „Deklaracja” jest wezwaniem do nieposłuszeństwa obywatelskiego wobec obowiązującego w Polsce prawa i to dodatkowo pokazuje, jak bardzo jest niebezpieczna.

Jest już reakcja. W internecie prawie 2,7 tys. podpisów figuruje pod deklaracją „Nie podpisuję Deklaracji wiary lekarzy „.

– „Deklaracja” już zaczyna dzielić społeczność lekarską i będzie dalej dzieliła społeczeństwo. Jestem zdania, że lista lekarzy i pielęgniarek podpisanych pod „Deklaracją” powinna znaleźć się na stronie Ministerstwa Zdrowia i powinna być systematycznie aktualizowana. Jest to bowiem wiarygodna informacja dla pacjentów i wszelkich publicznych klinik, szpitali i ośrodków zdrowia. To lista lekarzy, którzy uczciwie i bez przymusu deklarują: „Na mnie nie liczcie. Nie będę respektować tego przepisu ustawy o zawodzie lekarza, który odnosi się do klauzuli sumienia”. I to jest pewne, częściowe rozwiązanie, kto ma informować o dostępności takich lub innych kontrowersyjnych moralnie procedur.

„Mam ratować życie i zdrowie, to Pan Bóg stworzył medycynę” – to głos lekarza, który podpisał drugą deklarację.

– Nie plączmy do tego Pana Boga. Medycynę stworzyli ludzie. Fundamentalnym obowiązkiem lekarza jest pomóc pacjentowi, lekarz nie ma prawa zostawiać go w potrzebie.

W dużych miastach można pewnie szybko znaleźć innego lekarza. Ale w małym mieście, na wsi?

– To katastrofa. I to państwo ponosi odpowiedzialność za takie funkcjonowanie systemu zdrowia. Obawiam się, że nasze agendy rządowe są tutaj całkowicie bezradne. Nie mają tu nic do powiedzenia. Bo jeśli państwo wprowadza ustawy, przyznaje pacjentom prawa do pewnych procedur, to jest i moralnie, i prawnie zobowiązane do stworzenia takich warunków, aby te ustawy były respektowane.

„Deklarację wiary” podpisało 3 tys. lekarzy i studentów medycyny na ok. 120 tys. czynnych lekarzy.

– To nie jest kwestia liczb. Nawet gdyby ją podpisało 100 czy 300 lekarzy, to jest to sygnał pojawiającej się tendencji, która stanowi zagrożenie dla ładu społecznego i moralnego w naszym kraju. Nie chciałbym żyć w społeczeństwie, w którym istnieją dwa rodzaje sumienia – jedyne prawdziwe „sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła” i sumienie zwykłego człowieka, które oczywiście jest omylnym sumieniem gorszego rodzaju, bo nie ma istotnego kontaktu ani z Duchem Świętym, ani z nauką Kościoła. Bo wtedy zaczynamy patrzeć na siebie wilkiem, niczym w Hobbesowskim stanie natury, w którym „Homo homini lupus est”.

Czekam na reakcję państwa. Niepokojące jest to, że państwo nie reaguje, kiedy otwarcie wzywa się do bojkotu prawa. To jest dowód słabości albo bezradności, albo totalnej ignorancji lub podejrzanego moralnie koniunkturalizmu państwa, które chce rozgrywać własne interesy polityczne kosztem pacjenta. Przede wszystkim kosztem pacjenta.

Źródło ->

Religijni lekarze zobowiązują się do łamania prawa

Trzy tysiące lekarzy zobowiązało się do łamania polskiego prawa. Co na to minister zdrowia? – pisze Agata Dziduszko-Zyglewska.

Wanda Półtawska, przyjaciółka Jana Pawła II, prowadziła przez ponad 30 lat Instytut Teologii Rodziny przy Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. W dużej mierze to jej refleksji na temat rodziny kobiety na całym świecie zawdzięczają anachroniczną i uprzedmiotawiającą je politykę polskiego papieża, która objawiała się m.in. takimi działaniami, jak jego niesławny list do arcybiskupa Sarajewa, który nakazywał zgwałconym w czasie wojny kobietom rodzić dzieci poczęte w wyniku gwałtów, czy dokument Ordinatio Sacerdotalis, w którym papież stanowczo ukrócił marzenia katoliczek o kapłaństwie, ponieważ nie widział żadnego powodu, żeby kobiety współrządziły wielomilionową wspólnotą wiernych, która co najmniej w połowie składa się z kobiet właśnie.

Poglądy Wandy Półtawskiej, nieprzyjaciółki bezpłodnych par i afrykańskich dziewczynek, wpłynęły też zapewne na nieustępliwość papieża w kwestii stosowania metody in vitro, a także antykoncepcji. Do tej pory z powodu epidemii HIV/AIDS co roku umiera w Afryce około miliona ludzi, którzy zgodnie z zaleceniami Kościoła katolickiego nie stosują prezerwatyw, ale posiłkują się innymi niepotępionymi tak skutecznie metodami profilaktyki. Na przykład wielu mężczyzn wierzy, że przed zakażeniem chroni stosunek z dziewicą.

Teraz Wanda Półtawska, przyjaciółka Radia Maryja, zaapelowała do polskich lekarzy, żeby podpisali tzw. deklarację wiary. Napisana kuriozalnym, archaicznym, stylizowanym na Stary Testament językiem deklaracja zobowiązuje ich do łamania Przyrzeczenia Lekarskiego (to współczesny odpowiednik Przysięgi Hipokratesa) oraz obowiązującego w Polsce prawa. A niezwiązanym „świętym sakramentem małżeńskim” zakazuje w ogóle używania penisów i wagin!

''Deklaracja wiary''

Kamienne tablice z tekstem tzw. deklaracji wiary, którą podpisało trzy tysiące polskich lekarzy, zobowiązując się do łamania Przyrzeczenia Lekarskiego oraz obowiązującego w Polsce prawa

Ale po kolei. Wanda Półtawska, nieprzyjaciółka ateistów i innowierców, sformułowała swoją deklarację w sześciu punktach, z których pięć uniemożliwia uprawianie zawodu lekarza. Każdy potencjalny pacjent polskiej służby zdrowia powinien dla własnego bezpieczeństwa uważnie przeczytać ten dokument.

Punkt pierwszy: WIERZĘ w jednego Boga, Pana Wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz swój.

Ten punkt jest najlżejszy i nie uniemożliwia uprawiania zawodu lekarza. Tylko co ja, jako pacjentka, mam zrobić z informacją, że lekarz, do którego przyszłam, wierzy w Pana Wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz swój, albo że wierzy w Latającego Potwora Spaghetti?

Mogę ją oczywiście potraktować jako ostrzeżenie. Dlatego każdy lekarz, który podpisał deklarację wiary, powinien wysłać informację o tym do Ministerstwa Zdrowia i przybić ją na drzwiach swojego gabinetu – tak byłoby uczciwie wobec pacjentów.

Punkt drugi: UZNAJĘ, iż ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne:
– ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca,
– moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga. Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę.

Od kiedy pierwszy szaman podał pierwszy wywar pierwszemu pacjentowi, medycyna zajmuje się walką z tak ujętymi prawami natury. A praca lekarza w dużej mierze polega na dotykaniu, otwieraniu, zszywaniu, wstawianiu sztucznych części i podawaniu ratujących życie leków. Zgodnie z Przyrzeczeniem Lekarskim lekarz ma też obowiązek „stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mu się wynaleźć i udoskonalić”. Zatem człowiek, który wierzy, że ciało ludzkie jest nietykalne, a „zejście z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga”, i który próbuje swoich sił w zawodzie lekarza, stanowi poważne zagrożenie dla nieszczęśników, którzy zostaną jego pacjentami. Łamie także polskie prawo, które, jak wiadomo, zezwala na sztuczne zapłodnienie, stosowanie antykoncepcji i przerywanie ciąży w określonych sytuacjach, a w ustawie o planowaniu rodziny określa prawa reprodukcyjne obywateli.

Punkt trzeci: PRZYJMUJĘ prawdę, iż płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej. Jest nobilitacją, przywilejem, bo człowiek został wyposażony w narządy, dzięki którym ludzie przez rodzicielstwo stają się „współpracownikami Boga Samego w dziele stworzenia” – powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim.

Punkt trzeci zawiera brawurową teorię płci jako przywileju (od razu nasuwa się pytanie: kim są nieuprzywilejowani?) oraz surowy zakaz pozasakramentalnego używania narządów płciowych. A więc dyskryminuje osoby żyjące w związkach innych niż katolickie małżeństwa, a także osoby samotne, bezpłodne pary i osoby LGBTQ. Każdy psycholog, seksuolog i ginekolog, który się pod tym podpisze, musi w efekcie zrezygnować z wykonywania zawodu, ponieważ nie będzie w stanie pomóc swoim pacjentom.

Ponieważ Wanda Półtawska, nieprzyjaciółka wszystkich, którzy lubią seks, nie wspomina o dyspensie na sikanie, nieżonaci puryści będą zapewne musieli unikać dotykania penisa, „który stanowi sacrum w ciele ludzkim” także podczas tej jakże popularnej czynności. Ale w sumie czego się nie robi dla wiary.

Mam za to dobrą wiadomość dla uprawnionych do używania „tych organów” – gotowe projekty strojów odpowiednich do praktykowania dzieła stworzenia można znaleźć w książkach poświęconych modzie wczesnego średniowiecza.

Punkt czwarty: STWIERDZAM, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła i ma on prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem.

A co z przyrzeczeniem niesienia pomocy „chorym bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek”? Żeby móc spełnić to przyrzeczenie, nie można kierować się „nauką” Kościoła katolickiego, bo stoi ona w sprzeczności z nauką, prawem i etyką lekarską. Wolność lekarza, nawet katolika, kończy się tam, gdzie zaczynają się prawa pacjenta, a to może być trudne do pogodzenia z zaleceniami Ducha Świętego.

Ten punkt deklaracji wiary jest zapewne odpowiedzią Wandy Półtawskiej, nieprzyjaciółki nauki, na zeszłoroczne stanowisko Komitetu Bioetyki PAN w sprawie granic powoływania się przez lekarzy na klauzulę sumienia przy odmowie udzielania świadczeń medycznych. W opinii Komitetu polscy lekarze nadużywają klauzuli i nie rozumieją, że prawa pacjenta wynikające z ustaw mają pierwszeństwo wobec tego, co dyktują im ich indywidualne sumienia.

Punkt piąty: UZNAJĘ pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim, aktualną potrzebę przeciwstawiania się narzuconym antyhumanitarnym ideologiom współczesnej cywilizacji, potrzebę stałego pogłębiania nie tylko wiedzy zawodowej, ale także wiedzy o antropologii chrześcijańskiej i teologii ciała.

Punkt piąty informuje wprost, że podpisani pod deklaracją nie zamierzają przestrzegać prawa obowiązującego w naszym kraju, ponieważ obowiązuje ich inne. Jak odniosą się do faktu, że antyhumanitarne ideologie, o których mowa, zawarte są w obowiązującej wszystkich polskich obywateli Konstytucji, w ustawie o planowaniu rodziny i w europejskiej karcie praw podstawowych?

Punkt szósty: UWAŻAM, że – nie narzucając nikomu swoich poglądów, przekonań – lekarze katoliccy mają prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem.

No cóż, lekarze, którzy nie chcą narzucać swoich prywatnych poglądów i przekonań pacjentom, nie powinni podpisywać deklaracji, która zobowiązuje ich do łamania polskiego prawa na rzecz prawa, którym kieruje się konkretna grupa religijna. Co więcej, tak jak nauczyciele, politycy i inni przedstawiciele zawodów zaufania publicznego powinni pilnować tego, żeby ich prywatne przekonania nie wpływały na ich profesjonalne zobowiązania.

I tu dochodzimy do sedna problemu: w każdym kraju znajdą się instytucje i ludzie, którzy nawołują do działania wbrew prawu. Jednak kiedy jakaś grupa obywateli wyraża oficjalnie chęć pójścia za tym wołaniem, sprawą powinno zająć się państwo.

W niedzielę pielgrzymka służby zdrowia złożyła na Jasnej Górze tzw. wotum wdzięczności dla Jana Pawła II w postaci „Deklaracji wiary” wyrytej na kamiennych tablicach. Deklarację podpisało około trzech tysięcy lekarzy. Ci lekarze nie będą mogli wykonywać rzetelnie i w zgodzie z prawem swojego zawodu.

Czekam z niecierpliwością na reakcję ministra zdrowia, który jest zobowiązany dbać o bezpieczeństwo pacjentów, i o zapewnienie im dostępu do wszystkich oferowanych przez NFZ świadczeń.

Agata Dziduszko-Zyglewska – członkini prezydium warszawskiej Komisji Dialogu Społecznego ds. Kultury, członkini Inicjatywy Warszawa 2020, dziennikarka, działaczka społeczna, sekretarz zespołu konsultacyjnego Programu Rozwoju Kultury, prezeska Stowarzyszenia Pasaż Antropologiczny.

Źródło ->