Abp Gądecki przyzwala na łamanie prawa, neguje bezstronność państwa i potępia „laicyzm”

Obywatel nie jest zobowiązany w sumieniu do przestrzegania zarządzeń władz cywilnych, jeżeli są one sprzeczne z wymogami porządku moralnego, z podstawowymi prawami osób lub wskazaniami Ewangelii - pisze przewodniczący Episkopatu arcybiskup Stanisław Gądecki, włączając się do dyskusji o deklaracji wiary nauczycieli, nowej inicjatywie fundamentalistów katolickich.

Oświadczenie arcybiskupa to reakcja na wypowiedź minister Joanny Kluzik-Rostkowskiej, której tematem była deklaracja wiary nauczycieli. Szefowa resortu edukacji zapowiedziała, że będzie bronić neutralności szkoły. Zwróciła uwagę, że nauczyciel ma obowiązek realizowania programu nauczania, natomiast deklaracja wiary zakłada, że będzie uczył tylko tego, czego chce.

Według Kluzik-Rostkowskiej, jeżeli nauczyciel będzie uczył zgodnie z zapisami zawartymi w tej deklaracji, to złamie  konstytucję, która mówi, że wszyscy obywatele mają takie same prawa i obowiązki bez względu na wyznanie i światopogląd oraz złamie przepisy Karty nauczyciela. Pod koniec sierpnia spotkam się z kuratorami oświaty i na pewno poruszymy ten temat, zapewniła minister edukacji.

Bezstronność i neutralność? Pusta deklaracja

Arcybiskup Stanisław Gądecki

Arcybiskup Stanisław Gądecki: ”Bezstronność i neutralność państwa to pusta deklaracja”

W odpowiedzi na te groźby pragnę zauważyć, że w Konstytucji RP nie istnieje sformułowanie »neutralność światopoglądowa«, oświadcza arcybiskup Stanisław Gądecki. Konstytucja mówi natomiast o bezstronności religijnej i światopoglądowej władzy publicznej i państwowej. W myśl tego przepisu organy administracji państwowej mają być bezstronne wobec światopoglądu nauczycieli, rodziców i dzieci, a więc nie mogą narzucać im własnego światopoglądu, pisze przewodniczący Episkopatu. Jednak zaraz dodaje, powołując się na swoją Radę Społeczną (to wspierający arcybiskupa naukowcy), że bezstronność i neutralność państwa to „pusta deklaracja”, która jest „niemożliwa do spełnienia”.

Władze publiczne nie mogą bowiem uchylać się od zajmowania stanowiska w sprawach o fundamentalnym znaczeniu. Gdyby w sprawach nauczania religii Państwo miało być rzeczywiście bezstronne, to nie powinno się tymi sprawami w ogóle zajmować (np. zakazywać czy nakazywać czegokolwiek w tym zakresie). Jest to jednak niemożliwe, uważa arcybiskup.

Można łamać prawo, jeśli jest sprzeczne z sumieniem

Gdy dochodzi do konfliktu między dobrze uformowanym sumieniem a prawem stanowionym, obywatel ma zawsze prawo do sprzeciwu sumienia, przekonuje arcybiskup Gądecki i powołuje się na… kościelny Katechizm:  „Obywatel nie jest zobowiązany w sumieniu do przestrzegania zarządzeń władz cywilnych, jeżeli są one sprzeczne z wymogami porządku moralnego, z podstawowymi prawami osób lub wskazaniami Ewangelii”.

Hierarcha nazywa „kolaboracją” działania zgodne z prawem stanowionym, ale sprzeczne z „prawem Bożym”: Stanowczym nakazem sumienia jest nie podejmowanie formalnego współudziału [kolaboracji formalnej] w tych praktykach, które co prawda zostały dopuszczone przez prawodawstwo cywilne, ale są sprzeczne z prawem Bożym. Takiego współdziałania nie wolno nigdy usprawiedliwiać, ani powołując się na poszanowanie wolności innych ludzi, ani też opierając się na fakcie, że prawo cywilne je przewiduje i nakazuje.

Arcybiskup potępia „laicyzm”

Przewodniczący Episkopatu tłumaczy, że państwo nigdy nie będzie neutralne, ponieważ zawsze opiera się na jakimś światopoglądzie.

W naszym kręgu kulturowym, w tym zwłaszcza w Polsce, najczęściej ma do wyboru albo światopogląd materialistyczny (ateistyczny), albo światopogląd oparty na chrześcijaństwie. Innej możliwości w praktyce nie ma, pisze hierarcha.

I podaje przykład: Jeżeli państwo obejmuje ochroną prawną cały proces ludzkiego życia albo legalizuje przerywanie tego życia w arbitralnie określanym przez siebie momencie, sytuacji ekonomicznej czy zdrowotnej lub pozostawia osobom trzecim decyzję o życiu innych, to nie można nazywać tego bezstronnością prawodawcy.

Arcybiskup uważa, że należy rozróżnić pojęcia „świeckości” i „laicyzmu”. To pierwsze, które jego zdaniem jest do zaakceptowania, oznacza, że państwo nie narzuca nikomu światopoglądu. „Laicyzm” to natomiast postulat zamknięcia religii w sferze życia prywatnego jednostki, co w praktyce oznacza czynną ateizację.

Zdaniem arcybiskupa, Ministerstwo Edukacji samo przyczynia się do tworzenia realnych przesłanek do niepokoju w szkole. Hierarcha obawia się bowiem, że ministerstwo pod pozorem bezstronności może chcieć wprowadzić do szkoły skrajnie ideologiczne programy nauczania oraz zignorować to, że ani społeczeństwo, ani państwo nie powinny zmuszać nikogo do działania wbrew jego sumieniu.

Źródło:episkopat.pl

Deklaracja wiary nauczycieli – nowy pomysł fanatycznych katolików

Nie tylko lekarze, ale i katoliccy lekarze chcą mieć swoją deklarację wiary. W internecie pojawił się projekt takiej deklaracji, napisany przez religijnego blogera i od razu został podchwycony przez katolickich polityków i dziennikarzy.

Deklaracja wiary nauczycieli ma siedem punktów, a zaczyna się w ten sposób: Ja, nauczyciel Rzeczypospolitej Polskiej, przyrzekam rzetelnie pełnić mą powinność nauczyciela i wychowawcy, dążyć do pełni rozwoju i doskonalenia osobowego tak własnego, jak i powierzonych mi uczniów, w duchu patriotycznym i ewangelicznym, mając na względzie Dobro Wspólne oraz Zbawienie własne i swoich podopiecznych. Zatem zobowiązuję się kształcić oraz wychowywać młode pokolenia Polaków w duchu umiłowania prawdy, a nade wszystko umiłowania Boga-Prawdy, albowiem Jezus Pan powiedział o sobie, iż jest Prawdą największą Ego sum Veritas!

Dalej czytamy m.in., że nauczyciel uznaje pierwszeństwo prawa boskiego nad ludzkim; uznaje też aktualną potrzebę przeciwstawiania się antypedagogicznym ideologiom oraz wszelkiej indoktrynacji we współczesnej „cywilizacji laickiej”, sekularnej, a nawet wrogiej Bogu i człowiekowi, której szerzenie grozi restauracją ludobójczych totalitaryzmów.

Deklaracja wiary głosi również, że podstawą godności i wolności nauczyciela katolika jest wyłącznie jego sumienie, oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła.

Joanna Kluzik-Rostkowska: będę bronić neutralności szkoły

Joanna Kluzik-Rostkowska, minister edukacji

Joanna Kluzik-Rostkowska, minister edukacji

Minister edukacji ma nadzieję, że deklaracja wiary nauczycieli pozostanie wyłącznie w sferze pomysłu. Będę bronić neutralności polskiej szkoły. Rozpętywanie wojny religijnej byłoby bardzo niebezpieczne, mówi Joanna Kluzik-Rostkowska, szefowa resortu edukacji.

Według Kluzik-Rostkowskiej, jeżeli nauczyciel podpisze deklarację wiary, to złamie  konstytucję – która mówi, że wszyscy obywatele mają takie same prawa i obowiązki bez względu na wyznanie i światopogląd – oraz złamie przepisy Karty nauczyciela

Nauczyciel jest zobowiązany do realizowania podstawy programowej. A deklaracja wiary zakłada, że będzie uczył tylko tego, czego chce. Dlatego każdy rodzic ma prawo rozliczyć nauczyciela, a jeśli będzie zaniepokojony treściami niezgodnymi z podstawą programową, może zgłosić się ze swoim niepokojem do wojewody. On uruchamia postępowanie dyscyplinarne w takich sprawach. Pod koniec sierpnia spotkam się z kuratorami oświaty i na pewno poruszymy ten temat, zapewnia minister edukacji.

Wanda Nowicka: fanatycy są w mniejszości, ale są najgłośniejsi

Wanda Nowicka, wicemarszałek Sejmu

Wanda Nowicka, wicemarszałek Sejmu

Wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka uważa, że pomysł deklaracji wiary nauczycieli to znak podążania Polski w kierunku państwa wyznaniowego. Zwraca ona jednak uwagę, że czym innym jest polskie społeczeństwo, które się sekularyzuje (ludzie rzadziej chodzą do kościoła, nie znają nauki Kościoła, w piekło już nie wierzą, etc.), a czym innym są politycy, instytucja Kościoła Katolickiego i związane z nim środowiska religijnych fanatyków. Ci politycy i religijni fanatycy są w mniejszości, ale cały czas są najgłośniejsi i widoczni.

Mamy zatem do czynienia z rozjazdem elit władzy, które są konserwatywne, ze społeczeństwem, które się laicyzuje, mówi Wanda Nowicka w rozmowie z portalem Onet.pl. Zwykli ludzie, gdy chcą stosować antykoncepcję, to to robią; gdy chcą przerwać ciążę, to ją przerywają; w edukacji dla swoich dzieci będą więc poszukiwać szkoły dobrej, a nie jedynie słusznej w wierze.

Gdyby jednak ktoś chciał widzieć Polskę taką, o jakiej mówią politycy i o jakiej słyszymy w mediach, to dojdzie do wniosku, że instytucjonalizacja fundamentalizmu religijnego staje się faktem.

Jan Ordyński: w polskich szkołach już funkcjonuje klauzula sumienia

Jan Ordyński, publicysta

Jan Ordyński, publicysta

Jan Ordyński, publicysta „Przeglądu” i TVP, nie ma wątpliwości, że „w polskim szkolnictwie klauzula sumienia już funkcjonuje”. Świadczą o tym choćby problemy z organizacją w szkołach lekcji etyki, które to lekcje ciągle są ewenementem, a nie standardem.

Kiedy mój syn zaczął naukę w publicznej szkole podstawowej, plan zajęć ustawiano tak, żeby lekcje religii odbywały się na pierwszej albo ostatniej godzinie zajęć. Wtedy dzieci, które w nich nie uczestniczą, nie były „eksmitowane z klasy”, wspomina Ordyński w radiu TOK FM. Ale to się szybko zmieniło. Plan lekcji wymieszano i dzieci niechodzące na religię były wypraszane na korytarz, a w najlepszym razie do świetlicy. Kiedy w renomowanym warszawskim liceum na wywiadówce zapytałem o lekcje etyki, poczułem, jakbym zrobił coś bardzo brzydkiego. Po pewnym czasie dostałem telefon, że może… znalazłbym nauczyciela etyki. Dzięki pomocy prof. Magdaleny Środy przekazałem szkole numer telefonu do jednej z jej doktorantek, która chciała prowadzić lekcje… zapadła cisza.

Źródła: wyborcza.pl, wiadomosci.onet.pl, wiadomosci.gazeta.pl

Polska powinna wypowiedzieć konkordat

Powinniśmy wypowiedzieć konkordat. W przeciwnym razie Polska stanie się państwem fundamentalistycznym – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” profesor Wiktor Osiatyński

Jesteśmy w pół drogi, mówi Wiktor Osiatyński zapytany, czy Polska jest państwem wyznaniowym. Klauzula sumienia została wykorzystana przez Kościół oraz część środowisk prawicowych jako oręż w wojnie o stworzenie w Polsce państwa wyznaniowego, w którym prawo państwowe jest podporządkowane prawu bożemu, rozumianemu głównie jako nakazy Kościoła katolickiego. 

Prof. Wiktor Osiatyński

Prof. Wiktor Osiatyński – socjolog, prawnik, konstytucjonalista. Wykłada na uniwersytetach w Europie i Stanach Zjednoczonych

Zmierzamy ku pań­stwu wyz­na­nio­we­mu me­to­dą fak­tów do­ko­na­ny­ch, bez zmian w Konstytucji, przy po­mo­cy in­ter­pre­ta­cji pra­wa. W przy­pad­ku klau­zu­li su­mie­nia pra­wo jas­no mó­wi, że obo­wią­zuje ona le­ka­rza czy pie­lęg­niar­ki, gdy znaj­dą się w sy­tu­ac­ji de­cy­do­wa­nia o za­koń­cze­niu ży­cia ludz­kie­go. Zda­niem Osia­tyń­skie­go, roz­cią­ga­nie tej klau­zu­li na in­ne za­wo­dy – mó­wi się na przyk­ład o  ap­te­ka­rzach – to aber­ra­cja.

Rozszerzenie klauzuli sumienia może oznaczać prawo odmowy udzielenia pomocy medycznej, np. gejom. Ale także dzieciom urodzonym z in vitro, ludziom chorym na raka, u których ból zwalcza się dużymi dawkami morfiny. Problem pojawia się wtedy, gdy Kościół dostaje od państwa zielone światło do subiektywizowania prawa. Wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi ludzkie życie i wolność wyboru, musi być jasno określone, co wolno, a czego nie, bo w przeciwnym razie silniejsi narzucą swoją wolę słabszym, mówi Wiktor Osiatyński. Tak właśnie zaczyna się dziać w Polsce.

Odzyskać język na rzecz wolności

Po klauzuli sumienia czeka nas debata o in vitro. Debaty światopoglądowe są zawsze gorące, nawet gdy wiadomo, że nie doprowadzą do zmiany w prawie. Wartością dodaną, a nierzadko celem takiej debaty jest przesunięcie granic społecznego przyzwolenia. Najlepiej obrazuje to bitwa o język, pierwsza wygrana przez fundamentalistów bitwa w wojnie światopoglądowej. Jedna z najbardziej restrykcyjnych ustaw w Europie zwie się u nas kompromisem aborcyjnym. Zarodek – dzieckiem poczętym, wskazuje prof. Osiatyński. Język narzuca sposób myślenia, wartościowania, oceny. Odzyskiwanie języka na rzecz wolności to pierwszy krok, który trzeba wykonać, aby przeciwstawić się państwu wyznaniowemu.

Wprowadzając ustawę aborcyjną w 1993 roku odwoływano się do prawa naturalnego. Ale w III RP pierwszy krok w kierunku wykorzystania prawa naturalnego zrobił nie Sejm, uchwalając ustawę aborcyjną, lecz Trybunał Konstytucyjny kierowany przez prof. Andrzeja Zolla, który w prezencie przed wizytą papieża zdelegalizował aborcję na podstawie zasady demokratycznego państwa. Konia z rzędem temu, kto mi udowodni, że prawo do życia w państwie demokratycznym musi zawierać prawo do życia od poczęcia, mówi prof. Osiatyński. Ten niesamowity wygibas erystyczny, prawny i intelektualny zapoczątkował proces, który potem się nasilał i krok po kroku wychodził poza prawo.

Polska wolna od konkordatu byłaby przyjaźniejszym krajem

Później przyjęto konkordat, którego skutki widać dopiero po latach – najbardziej w przypadku ofiar pedofilii. Uznanie, że Kościół nie jest zobowiązany do zgłaszania przestępstw natury moralnej organom ścigania, bo ma swoje procedury, było karygodnym błędem. Dziś już wiemy, jak te procedury wyglądają i jak bardzo szkodliwe było przyjęcie konkordatu.

Powinniśmy konkordat wypowiedzieć. Zgadzam się z prof. Janem Hartmanem, który mówi, że Polska wolna od konkordatu byłaby cieplejszym i przyjaźniejszym krajem do życia, zaznacza Osiatyński. Kościół stałby się zwykłym podmiotem życia publicznego, a nie uprzywilejowaną w państwie i prawie instytucją. Ta uprzywilejowana pozycja sprawiła, że religia, w swoich założeniach oparta na miłości bliźniego, ustąpiła miejsca instytucji ferującej wyroki, ziejącej jadem, nienawiścią i zemstą.   

Zdaniem Osiatyńskiego, Kościół wiele zyskał dzięki generałowi Jaruzelskiemu, który wprowadzając stan wojenny i zakazując działalności wszystkich instytucji i organizacji, pozostawił tylko Kościół. Tym samym wepchnął do niego Polaków. Pamiętam czasy Solidarności roku 1980. Związek zawodowy był sceptyczny wobec Kościoła, robotnikom nie podobały się mądre i łagodzące wystąpienia kard. Wyszyńskiego, ale stan wojenny to zmienił. Od 13 grudnia wszystko mogło odbywać się tylko w kościele. Przez Kościół szła pomoc, w kościele odbywały się spotkania. Społeczeństwo obywatelskie stało się społeczeństwem kościelnym. Wybory 1989 roku też wygrał Kościół, wszystkie wiece dziękczynne odbywały się przed ołtarzami. Później przyszedł za to rachunek.

Podstępna strategia Kościoła

Dzisiaj polskie partie polityczne przyzwalają, jawnie albo po cichu, na zawłaszczanie państwa przez Kościół. Prof. Ewa Łętowska stwierdziła ostatnio, że Kościół prowadzi podstępną strategię: gdy chodzi o konfitury – odzyskiwanie majątków, fundusz kościelny czy naukę religii w szkole – występuje jako instytucja i domaga się przywilejów przynależnych instytucji. Natomiast gdy chodzi o sprawy światopoglądowe, Kościół występuje jako reprezentant wiernych, broniąc rzekomo ich praw.

Rzekomo, bo w gruncie rzeczy chodzi o ograniczanie praw innych ludzi, zaznacza Osiatyński. Na przykład ludzi, którzy nie chcą, aby pan Chazan został obwołany świętym, skoro sprzeniewierzył się zasadom etyki lekarskiej, oszukując pacjentkę i pozwalając na cierpienia skazanego na śmierć płodu. Ludzi, którzy nie chcą narzucenia ogółowi norm religijnych, od których nie będzie skutecznego odwołania w sądzie, u rzecznika praw obywatelskich czy w Trybunale Konstytucyjnym. W Polsce jest bardzo silny konflikt, właściwie fundamentalistyczny, który dotyczy i Smoleńska, i spraw moralno-światopoglądowych. 

Trzeba być stanowczym wobec fundamentalizmu

Jedna strona nie przekona drugiej, ale chodzi o to, aby mogły współżyć, zachowując neutralność. I aby mogły prowadzić uczciwą debatę, mającą na celu przekonanie do siebie środka. Smoleńsk jest doskonałym przykładem na to, co się dzieje, gdy o ten środek się nie walczy. Przez pierwszy rok po katastrofie była słyszana w przestrzeni publicznej tylko jedna strona i liczba ludzi wierzących w spiskową teorię zamachu zdecydowanie wzrosła, mówi Wiktor Osiatyński.

Jego zdaniem, skutek może przynieść tylko drastyczna strategia. Dlaczego, jeśli ruchy pro-life pokazują zdjęcia płodów po aborcji, nie pokazać zdjęć zdeformowanego dziecka, o którego życie walczył pan Chazan? Dlaczego pozwalać księżom, aby uzurpowali sobie prawo do decydowania o kobietach? Trzeba pokazywać ogrom nieszczęść ludzi skrzywdzonych przez fundamentalistów. Trzeba domagać się respektowania prawa.

Jeśli lekarz podpisuje deklarację wiary, to niech informację o tym umieszcza na drzwiach gabinetu, aby pacjent wiedział, że nie znajdzie u niego pomocy. Niech placówka zdrowia, która bierze choćby pięć złotych z publicznych pieniędzy, ma bezwzględny obowiązek informowania, gdzie pacjent znajdzie pomoc, której pracownicy tej placówki nie chcą mu udzielić. W zderzeniu z fundamentalizmem trzeba być jak on stanowczym. Trzeba uznać, że rachunek III RP wobec Kościoła został już spłacony.

Źródło: polska.newsweek.pl

Kościół chce listy szpitali z aborcją. Resort zdrowia: to bez sensu. Internauci: chcemy listy parafii bez pedofilii

Kościół i radykalni katoliccy domagają się listy szpitali, w których dokonywana jest legalna aborcja – a więc takich, w których przestrzegane jest polskie prawo.

Biskup rzeszowski Jan Wątroba chce listy szpitali, które przestrzegają polskiego prawa

Biskup rzeszowski Jan Wątroba chce listy szpitali, które przestrzegają polskiego prawa

Sporządzenie i opublikowanie takiej listy przez ministra zdrowa przewiduje popierany przez Episkopat projekt „ustawy o klauzuli sumienia pacjenta”. Projekt przygotował komitet Ręce Życia, założony przez senatora Kazimierza Jaworskiego z Polski Razem (wcześniej także PiS i Solidarnej Polski). Inicjatywę popiera także biskup Jan Wątroba, przewodniczący Rady do spraw Rodziny Konferencji Episkopatu.

Według biskupa Wątroby, zebrano już ponad 70 tysięcy podpisów. Potrzebnych jest sto tysięcy, aby inicjatywa obywatelska była ważna. Podpisy pod projektem będą zbierane do 30 lipca.

Ministerstwo Zdrowia: ten pomysł nie ma sensu

Resort zdrowia wskazuje, że cały pomysł nie ma najmniejszego sensu, ponieważ szpital, który podpisze kontrakt z NFZ na wykonywanie świadczeń ginekologiczno-położniczych nie może odmówić wykonywania aborcji, jeśli jej przeprowadzenie jest zgodne z prawem. Ministerstwo przypomina również, że tylko lekarz może odmówić wykonania takiego zabiegu, powołując się na klauzulę sumienia. Cały szpital nie może być objęty klauzulą.

Andrzeja Saramonowicz – dziennikarz, scenarzysta, reżyser, autor sztuk teatralnych – skomentował w ten sposób katolickie żądanie listy szpitali z aborcją

Andrzeja Saramonowicz – dziennikarz, scenarzysta, reżyser, autor sztuk teatralnych – skomentował w ten sposób katolickie żądanie listy szpitali z aborcją


Biorąc pod uwagę opisany powyżej stan prawny, zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem ustawy zawierającym rzekomo propozycje sporządzania listy szpitali, które „dokonują aborcji”, jest niezrozumiałe,  podsumowuje rzecznik Ministerstwa Zdrowia, Krzysztof Bąk.

Internauci: żądamy listy parafii bez pedofilii

Na katolicką inicjatywę zareagowali internauci: jeśli Kościół domaga się listy placówek medycznych, w których przeprowadza się legalne aborcje, to my chcemy „listy parafii, gdzie nie pracują księża pedofile, alkoholicy i ci, którzy mają kochanki”. Inni komentują: „to byłaby bardzo krótka lista”.

Źródło: wyborcza.pl

Ksiądz na mszy: szczepionki robi się z płodów po aborcji

Szczepionki dla dzieci produkowane są z płodów po aborcji – takie słowa usłyszeli wierni podczas niedzielnej mszy w kościele w Zwoleniu.

Ksiądz Adrian Jaksęder

Ksiądz Adrian Jaksęder: ”szczepionki robi się z płodów po aborcji”.

O tym, że szczepionki robi się z płodów poaborcyjnych powiedział ksiądz wikary Adrian Jaksęder na kazaniu w czasie mszy. Było na niej około dwustu osób i nikt nie zareagował. Z kolei po mszy przed kościołem zbierano podpisy w sprawie rozszerzenia klauzuli sumienia dla lekarzy właśnie o szczepienia dla dzieci.

Ksiądz Jaksęder, pytany o tę sprawę przez dziennikarzy powiedział, że nie jest uprawniony do rozmowy z mediami i rozłączył się.

Zdziwiony słowami Jaksędra jest kanclerz radomskiej kurii, ksiądz Edward Poniewierski. Przyznaje, że sam nigdy o rzekomej produkcji szczepionek z płodów po aborcji nie słyszał.

Tego rodzaju informacje można znaleźć w kilku miejscach w internecie, na przykład w witrynie Dobre Szczepionki: „skorzystano z okazji, że rodzice chcieli pozbyć się swoich poczętych dzieci (dokonać aborcji) (…), które posłużyły do produkcji szczepionek. Aborcje te były przygotowane i przeprowadzone w specjalny sposób, właśnie w tym celu”.

To bzdura – odpowiadają specjaliści

Specjaliści zaprzeczają doniesieniom zwoleńskiego księdza. Oczywiście, dementuję to, jest XXI wiek, trudno mi uwierzyć, że ktoś mógł tak powiedzieć. Szczepionki nie są robione z ludzkich płodów, ani z żadnych innych, zaznacza Beata Nowak, rzeczniczka radomskiego sanepidu.

To są informacje są wyssane z palca, komentuje pediatra Czesław Czechyra, szef fundacji Zdrowe Dziecko. Niektóre firmy farmaceutyczne mogą wykorzystywać pojedyncze komórki człowieka, na których hodowane są wirusy używane do produkcji szczepionek, ale nie płody ludzkie, wyjaśnia.

Czechyra podkreśla, że coraz popularniejsze w Polsce ruchy antyszczepionkowe robią dużo złego. Dojdzie do tego, że za kilka, czy kilkanaście lat, jeśli chodzi o sytuację epidemiologiczną, wrócimy do czasu sprzed wojny, cofniemy się o niemal 100 lat, uważa lekarz. Niestety, jeśli ktoś w coś wierzy, to żadne racjonalne argumenty go nie przekonają, dodaje.

Tłumaczy, że negatywne podejście do szczepień wynika też z tego, co wierni słyszą z ambony. Niektórzy księża głoszą coś takiego, a chyba nie oni powinni się wypowiadać na ten temat. Angażują się w dziedziny, na których się nie znają. Niech skupią się na tym, do czego zostali powołani, czyli do ewangelizacji parafian, zamiast doprowadzać do tego, że u kogoś zasiewają niepokój, a wręcz mówią nieprawdę, uważa Czechyra.

Szczepionki – bunt przeciw Bogu

Kościół katolicki przez setki lat walczył z rozwojem medycyny, widząc w niej ingerencję w kompetencje Boga. Potępiał m.in. szczepionki i środki znieczulające.

1775 r. We Francji w Bretanii księża zakazali szczepień przeciwko ospie, nazywając je zbrodniczymi wobec prawa bożego. Kościół twierdził, że żaden wynalazek nie może ograniczać prawa bożego.

1796 r. Lekarz Edward Jenner opracował nową szczepionkę przeciwko ospie. Kościół katolicki natychmiast uznaje ją za „próbę buntu przeciwko samemu Niebu, a nawet przeciwko woli Boga”.

1847 r. Lekarze zaczynają stosować chloroform jako środek znieczulający i łagodzący cierpienia, szczególnie u kobiet w czasie porodów. Wynalazek wywołuje sprzeciw Kościoła jako „kpina z woli Boga”. Kościół katolicki przypomina, że Bóg mówi w Biblii: „w boleści rodzić będziesz dzieci” (Rdz 3, 16).

Źródła: wyborcza.pl, www.polityka.pl