Wezwanie do dekanonizacji Jana Pawła II

Dwie francuskie działaczki katolickie żądają dekanonizacji Jana Pawła II

We Francji dwie katolickie działaczki wezwały do pozbawienia świętości Jana Pawła II. Zarzucają mu, że był „protektorem oprawców” oraz głosił teologię opresyjną wobec kobiet.

Na łamach opiniotwórczego dziennika „Le Monde” ukazał się tekst zatytułowany „Żądamy dekanonizacji Jana Pawła II”. Jego autorkami są publicystka i biblistka Anna Soupa oraz Christine Pedotti, pisarka i redaktorka chrześcijańskiego czasopisma „Témoignage chrétien”, w Polsce znana jako współautorka „Rodzinnej encyklopedii katolickiej”.

We Francji dwie katolickie działaczki wezwały do dekanonizacji Jana Pawła II

Autorki odnoszą się w swoim artykule m.in.  do afery, jaka wstrząsnęła ostatnio francuską opinią publiczną, a która dotyczyła wykorzystywania seksualnego zakonnic przez duchownych. Formułują oskarżenia, że znaczenie kobiet zostało przez Kościół ograniczone do sprawowania funkcji seksualnych.  Winą za ten proceder obarczają Jan Pawła II, który ich zdaniem był „protektorem oprawców w imię racji Kościoła” oraz w swoim nauczaniu o „teologii ciała” kultywował opresyjny ideał kobiety. Maskowała ten proceder papieska wizja kobiety, oparta na postaci Matki Boskiej. „Nadużyciem wobec kobiet jest ta idealizacja, to oszustwo, które maskuje niezliczone dyskryminacje, jakim poddane są kobiety w ich Kościele”, piszą katolickie działaczki.

Nadchodzi „dewojtylizacja” Kościoła?

Tomasz Terlikowski - dewojtylizacja a dekanonizacja
Tomasz Terlikowski: ‚dewojtylizacja’, a nie dekanonizacja

Niedawno papież Franciszek opowiedział dziennikarzom anegdotę o tym, że Jan Pawał II nakazał kardynałowi Ratzingerowi zatajenie przestępstw seksualnych w „pewnym zgromadzeniu”. Niektórzy przypuszczali, że chodzi o wykorzystywanie seksualne sióstr zakonnych we francuskiej wspólnocie św. Jana, inni domyślali się, że sprawa dotyczy przestępstw o. Maciala Marciela Degollado, założyciela Legionu Chrystusa. Tak czy owak, historia opowiedziana przez Franciszka jest – zdaniem katolickiego dziennikarza Tomasza Terlikowskiego – elementem budowania nowego, zdecydowanie gorszego wizerunku świętego papieża Polaka. I ma na celu osłabienie nurtu obrony ortodoksji w Kościele, który obecnie działa głównie pod duchowym patronatem św. Jana Pawła II.

Tomasz Terlikowski uważa, że „dewojtylizacja” Kościoła jest możliwa, zwłaszcza w świetle zarzutów o krycie pedofilów przez Jana Pawła II. Ale zdaniem katolickiego dziennikarza, dekanonizacja może być trudniejsza:

Tak się składa, że decyzje papieskie o kanonizacji podejmowane są nieomylnie, a zatem, żeby je unieważnić, trzeba by udowodnić, że Franciszek, a wcześniej Benedykt XVI, zostali świadomie wprowadzeni w błąd przez kapłanów prowadzących proces beatyfikacyjny, a później kanonizacyjny.

Dotychczas żaden święty nie został pozbawiony świętości (niektórych tylko wykreślano z kalendarza liturgicznego). Dekanonizacja nie wydaje się więc prawdopodobna, ale samo jej żądanie jest znaczącym wydarzeniem, zwłaszcza że wypłynęło ze środowiska katolickiego.

Źródła: wpolityce.pl, polskatimes.pl, wiadomosci.gazeta.pl, tygodnik.tvp.pl

Totalitarne myślenie Kościoła

Totalitarne myślenie Kościoła

Rys totalitaryzmu dostrzega filozof Tomasz Stawiszyński w po­dej­ściu Kościoła katolickiego do własnych przestępstw pedofilskich. Ujawnianie tych przestępstw nigdy nie było wolą hierarchów – dokonuje się ono dzięki czynnikom spoza Kościoła.

Sąd Najwyższy Pensylwanii w sierpniowym raporcie wymienił ponad 300 duchownych katolickich, którzy skrzywdzili ponad tysiąc dzieci. To kolejny raport, kolejna historia, komentuje Tomasz Stawiszyński. Przypomina, że potężne skandale związane z Kościołem katolickim wybuchały już w innych krach. Ukazało się wiele raportów, z których wynika, że ukrywanie kościelnych przestępstw pedofilskich ma charakter globalny. Jest to proceder, który występuje w całym Kościele, a nie tylko w poszczególnych krajach czy diecezjach.

Tomasz Stawiszyński

Filozof Tomasz Stawiszyński: Kościół systemowo ukrywa
swoje przestępstwa wobec dzieci

Maszyna do tuszowania faktów

Kościół katolicki to systemowa, zorganizowana maszyna do eksploatowania i nadużywania, a następnie tuszowania faktów, mówi Stawiszyński. Zwraca uwagę, że w żadnej innej sferze  życia społecznego nie występuje taka instytucjonalizacja przemocy i tak przemyślny mechanizm jej ukrywania. Przy czym Kościół nie podlega praktycznie żadnym regularnym procedurom kontroli społecznej i prawnej. A do tego opowiada jeszcze o dobru i transcendencji.

Zdaniem filozofa, to jest coś więcej niż patologia. Wiadomo już, że od kilkudziesięciu lat przestępstwa seksualne księży na dzieciach były tuszowane nie tylko przez lokalne diecezje i lokalnych hierarchów, ale również przez sam Watykan. Istniała cała wypracowana procedura, w ramach której księża, którzy gwałcili i molestowali dzieci, byli przenoszeni do innych parafii i nie ponosili żadnych konsekwencji za swoje przestępstwa. To jest przerażające, że o tym wiedziano i w sposób systematyczny ukrywano te fakty, podkreśla Stawiszyński.

Bierność lub nieskuteczność papieży

Filozof zaznacza, że Jan Paweł II całkowicie ignorował napływające do Watykanu doniesienia o seksualnym wykorzystywaniu dzieci przez ka­to­lic­kich duchownych, a więc swoich podwładnych. Co więcej, niektórych szczególnie okrutnych przestępców pedofilskich – takich jak kard. Hans Hermann Groër i ks. Marcial Maciel Degollado – Karol Wojtyła wręcz premiował i awansował.

Kolejny papież, Benedykt XVI, intensywniej zaczął zajmować się pedofilią w Kościele. Wydał instrukcję, w której pouczał biskupów, jak powinni postępować z księżmi popełniającymi tego rodzaju przestępstwa. Zapomniał jednak o najważniejszym zaleceniu. Zabrakło oczywistej dyspozycji i instrukcji, żeby powiadamiać organy ścigania, mówi Tomasz Stawiszyński.

Kościelny totalitaryzm

Stawiszyński zaznacza, że Kościół traktuje przestępstwa pedofilskie kleru jako swój wewnętrzny problem. Najchętniej zajmowałby się tym problemem wyłącznie we własnym środowisku, dlatego wypracował mechanizm uciszania ofiar i przenoszenia księży. Wśród hierarchów zawiadujących Kościołem funkcjonuje przekonanie, że dobro instytucji zawsze stoi ponad dobrem jednostek. Dlatego lepiej uciszać wszystkie historie, które mogłyby osłabić pozycję Kościoła, a ofiary zadowolić odszkodowaniami, tłumaczy filozof.

W jego ocenie, przerażać może to, że interes Kościoła ma być ważniejszy niż dobro ludzi. To jest przerażające, bo to jest charakterystyczne dla totalitarnych sposobów myślenia, mówi Stawiszyński. Przypomina, że państwa totalitarne i instytucje tych państw tak właśnie o sobie myślały – że są ważniejsze niż jednostki. W Kościele katolickim jest dokładnie to samo.

Źródła: www.tokfm.pl, www.tvn24.pl

Prof. Tadeusz Gadacz: Skończmy z bezkrytycznym podejściem do księży

Ujawnianie kościelnej pedofilii może sprawić, że ludzie zaczną się zastanawiać, czy posyłać dzieci na religię i zgadzać się na wakacyjne wyjazdy z duchownymi. I dobrze, bo trzeba skończyć z tym kompletnie bezkrytycznym podejściem do księży, mówi filozof prof. Tadeusz Gadacz. 

Przed czymś takim człowiek staje oniemiały, mówi prof. Gadacz, pytany o przestępstwa pedofilskie katolickich duchownych. Podkreśla, że ofiary mają zmarnowane i zwichrowane życie –  a od biskupów słyszymy, że dziecko jest winne, bo lgnie do księdza. Te słowa, wypowiedziane prze abpa Józefa Michalika profesor Tadeusz Gadacz określa jako skandaliczne, podobnie jak wyjaśnienie, że takie dzieci biorą się z rozbitych rodzin, a wszystkiemu winne są rozwody. Bo gdyby w domu było dobrze, dziecko nie lgnęłoby do księdza. Za tym idzie logika: ksiądz nie jest winny, on się najwyżej zagubił.

Profesor Tadeusz Gadacz
Prof. Tadeusz Gadacz: wierni często stawiają księży na piedestale

Filozof krytycznie odnosi się również do słów bpa Tadeusza Pieronka, który w jednym z wywiadów powiedział, że Kościół jest wspólnotą grzeszników, a pedofilia była, jest i będzie, bo żadna siła nie powstrzyma człowieka od tego, by korzystał z tego, do czego pchają go namiętności. Zdaniem prof. Gadacza, z tych słów przemawia buta, a księża powinni być pierwszymi osobami, które wyrażą skruchę, gdy dziecko zostało seksualnie wykorzystane przez kapłana. Jeśli słyszymy, że w każdym gronie zdarzają się czarne owce i niewiele da się z tym zrobić – świadczy to o obojętności na los ofiar.

Profesor uważa, że niewielkie znaczenie ma fakt, że niektórzy biskupi – tacy jak Piotr Libera czy Andrzej Czaja – głośno mówią o pedofilii. Gdy trzeba zająć stanowisko, wystawia się kilku liberalnych hierarchów, żeby zamknąć usta krytykom. Ale to tylko ochłap, który de facto ma wykazać, że pedofilia wśród księży to sprawa marginalna.

Świeckiej komisji nie będzie

Moglibyśmy mówić o rzeczywistej zmianie nastawienia biskupów, gdyby Episkopat zgodził się na to, by powstała świecka komisja do spraw klerykalnej pedofilii. Chodzi o taką komisję, która miałaby dostęp do kościelnych dokumentów dogłębnie zbadała sprawę, a potem opublikowała raport. Tak jak to się stało w Pensylwanii, Irlandii, Australii czy Niemczech.

Zdaniem prof. Gadacza, nie będzie to możliwe przy obecnej władzy w Polsce ze względu na jej głęboki sojusz z Kościołem. A więc dopóki nie zmieni się rząd, Episkopat nic nie zrobi w sprawie takiej komisji. Tak jak dotychczas, będą badane pojedyncze przypadki w sądach, ale nie powstanie żaden całościowy raport obejmujący kilkadziesiąt lat. To strategia wygodna dla Kościoła instytucjonalnego, bo pozwala dalej stosować wyparcie. Znowu usłyszymy, że Kościół jest święty, ale składa się z grzeszników.

Zapytany, czy Jan Paweł II mógł nie wiedzieć o skali pedofilii wśród duchownych, Tadeusz Gadacz powiedział, że do wielu informacji papież mógł nie mieć dostępu, jednak nie da się obronić twierdzenia, że niczego nie wiedział. Być może dla niego, tak głęboko wierzącego, w obliczu ogromnego zła, jakim jest pedofilia, jedynym mechanizmem obronnym było wyparcie. Nie wiem, czy kiedykolwiek poznamy prawdę, mówi profesor Gadacz.

Jan Paweł II i pedofilia
Nie da się obronić twierdzenia, że Jan Paweł II nie wiedział
o pedofilii w Kościele

Wiara w księży pomaga pedofilom

Filozof zwraca uwagę, że praktykowane przez Kościół systemowe tuszowanie przestępstw pedofilskich (przenoszenie pedofila do innej parafii, ochrona przed wymiarem sprawiedliwości) nie byłoby możliwe bez specyficznej teologii, budowanej przez setki lat. Jest to teologia, w której wymiar mistyczny Kościoła został przeniesiony na jego wymiar instytucjonalny. Utożsamienie tych dwóch płaszczyzn poszło tak daleko, że jakakolwiek próba krytyki Kościoła jest traktowana jako napaść na Chrystusa i naruszenie sacrum.

Wiele razy opisywano reakcje niektórych katolików, np. na Podkarpaciu, gdy dziecko przychodziło do domu i mówiło, co zrobił ksiądz. Nikt ofierze nie wierzył, nawet rodzice, którzy pasem próbowali wybić dziecku z głowy „głupoty”, zakazywali głośno mówić o tym, co się stało, padały oskarżenia o konfabulację, winą obarczali syna czy córkę, a nie duchownego. Rodzice tak się zachowywali, bo tak zostali wychowani. Chodzi nie tylko o to, że bali się księdza, który mógł im realnie zaszkodzić, ale również o czysto religijny lęk. Bali się naruszyć sacrum. Tego rodzaju lęk jest częsty wśród polskich katolików.

Krzywda dziecka domaga się radykalnych decyzji, ale ludzie nie są na nie gotowi, gdy sprawcą jest ksiądz. Dla takich ludzi religia jest częścią ich tożsamości, a kapłan to święty człowiek i wcielenie Chrystusa. Żeby to zmienić, potrzebne jest trzęsienie ziemi w polskim Kościele.

Źródło: krakow.wyborcza.pl

Prof. Obirek: Jan Paweł II wychował nam kler

Od czasu pontyfikatu Jana Pawła II polscy biskupi byli nominowani według zasady „mierny, bierny, ale wierny”. Dlatego niemal nie mamy w hierarchii wybitnych osobowości, mówi prof. Stanisław Obirek w rozmowie z Arturem Nowakiem, adwokatem, współautorem książki o pedofilii w Kościele „Żeby nie było zgorszenia”. 

Skąd się biorą narcyzm i buta duchowieństwa?, pyta Artur Nowak. Według prof. Obirka, księża to często osoby, które w pierwszym pokoleniu osiągnęły awans społeczny w rodzinie, ukończyły studiaJednocześnie to wykształcenie jest dość ograniczone, zawężone do teologii, i to pojmowanej po katolicku. Takim ludziom brakuje szerszych horyzontów, oczytania oraz inteligenckiej ogłady, dlatego przykrywają kompleksy pyszałkowatością i pewnością siebie.

Pieniądze, władza i seks jako namiętności kleru

Profesor Stanisław Obirek

Stanisław Obirek: księżom często brakuje szerszych horyzontów
 

Ponadto polscy księża nie mają wrażliwości na ubogich, uważa Stanisław Obirek. Konflikty między parafianami a klerem często dotyczą kwestii materialnych. Zdarza się, że ksiądz stanowczo domaga się datków na budowę kościoła zbyt dużego jak na potrzeby wspólnoty albo dyktuje tak wysokie opłaty za pogrzeby, że parafianie zadłużają się, by pochować bliską osobę. Wierni widzą, że te wszystkie opłaty są niewspółmierne do pracy włożonej przez księży. Widzą u duchownych żądzę pieniędzy, a także żądzę władzy i seksu – te namiętności uchwycił Wojciech Smarzowski w filmie „Kler”.

Z drugiej strony wierni akceptują feudalną relację podporządkowania klerowi, a taki afirmatywny klerykalizm sprzyja nadużyciom, zwraca uwagę Artur Nowak. Zdaniem Obirka, wierni często chcą chronić nieskazitelny wizerunek księży, dlatego ludzie pokazujący uwikłanie Kościoła w pedofilię wciąż trafiają na silny opór społeczny. A opór ten powstaje z inspiracji biskupów, którzy nierzadko utrudniają stawianie przestępców przed wymiarem sprawiedliwości.

Jan Paweł II – mit przesłania prawdę

Artur Nowak

Artur Nowak: desakralizacja Jana Pawła II 
 

Do największych zaniedbań w sprawie pedofilii w Kościele doszło za czasów Jana Pawła II, zwraca uwagę Artur Nowak, powołując się na najświeższe raporty z USA i Australii. Byli członkowie Legionu Chrystusa twierdzą, że w Watykanie wiedziano, że jego przywódca Marcial Degollado molestował nieletnich, ale wpływowy duchowny kupił sobie bezkarność, przekazując duże sumy na dobroczynność sekretarzowi papieża – księdzu Dziwiszowi, mówi Nowak. Przypomina, że za pontyfikatu polskiego papieża odpowiedzialności uniknął kardynał Bernard Law, który tuszował przestępstwa pedofilskie księży w Bostonie. Pozostaje pytanie: czy jesteśmy gotowi na tak szybką i brutalną desakralizację Jana Pawła II?

Dekonstrukcja mitów jest najtrudniejsza, mówi Stanisław Obirek. Polską romantyczną narrację zwieńcza postać Jana Pawła II, który – wedle tej narracji – jednoczył Polaków, obalił komunizm na świecie i pokazywał Zachodowi, jak żyć. Profesor ma jednak nadzieję, że za sprawą pedofilii odżyje jakaś dyskusja wychodząca poza ten mit. Nie da się ignorować kolejnych dowodów na to, że człowiek wynoszony na ołtarze, wywyższany i podziwiany, z prawdziwymi zasługami i ze szlachetnymi intencjami, mniej lub bardziej świadomie krył zbrodniarzy. Obirek przypomina, że Jan Paweł II nie tylko był wyrozumiały wobec hierarchów odpowiedzialnych za pedofilię, takich jak Law, Groer, Mc Carrick, ale sam mianował ich biskupami, a potem kardynałami.

Media powinny mówić o pedofilii w Kościele

Artur Nowak zastanawia się, czy papież Franciszek wie o tym, że arcybiskup Michalik obarczał ofiary pedofilii winą za prowokowanie księży? Czy wie o tym, że sprawcę przestępstw pedofilskich, księdza Kanię, polscy biskupi przenosili po kolejnych skandalach na „nowe łowiska”?

Obawiam się, że jest tak jak z Janem Pawłem II, mówi Stanisław Obirek. Osoby, które mogłyby mu powiedzieć, milczą w imię źle pojętej solidarności i interesu Kościoła. Profesor liczy na większą aktywność mediów w sprawie kościelnej pedofilii. Zwraca uwagę, że wyrok przyznający milion złotych odszkodowania ofierze księdza pedofila ożywił ten temat – pojawiają się kolejne sprawy, opowieści molestowanych osób, śledztwa dziennikarskie, nowe raporty. To wszystko tworzy masę krytyczną i w końcu coś się do Watykanu przebije.

Źródło: wyborcza.pl

Jan Paweł II nie wiedział, że hołubi przestępcę?

Sprawa o. Marciala Maciela Degollado, założyciela katolickiego zgromadzenia zakonnego Legion Chrystusa, to jeden z największych i najlepiej udokumentowanych skandali kompromitujących Kościół katolicki i kilku jego papieży, włącznie z Janem Pawłem II.

Ksiądz Marcial Maciel Degollado

Ksiądz Marcial Maciel Degollado przez wiele lat prowadził podwójne życie jako pedofil, kobieciarz i narkoman. Jan Paweł II uznawał go za wzór przywódcy religijnego

Kilka dni temu papież Franciszek obiecał odpust zupełny (czyli odpuszczenie grzechów) Legionowi Chrystusa pod warunkiem, że członkowie tego zgromadzenia dokonają aktu pokuty.  Warto więc przypomnieć postać założyciela i przywódcy Legionu, meksykańskiego księdza Marciala Maciela Degollado, cieszącego się wielką sympatią Jana Pawła II.

Kiedy w 2008 roku umarł ksiądz Maciel, Legioniści Chrystusa ogłosili, że ich założyciel „poszedł do nieba”. Nowi zwierzchnicy zgromadzenia wiedzieli o oskarżeniach pedofilskich wobec zmarłego, ale mimo to wskazywali go swoim seminarzystom jako wzór służby bliźniemu oraz Kościołowi.

Pierwsze oskarżenia wobec Maciela wpłynęły do Watykanu pod koniec lat 40. Jeden z amerykańskich biskupów trzykrotnie wysyłał oficjalnymi kanałami do Rzymu szczegółowe zeznania przeciwko Macielowi. Bez skutku. Potem zarzuty powtarzały się regularnie. Maciel zgwałcił ok. 50 dzieci i młodzieńców. Miał liczne kochanki i potomstwo, które również wykorzystywał seksualnie. Nigdy nie stanął przed sądem, dożył w Kościele późnej starości.

Dowody na to, że przez kilkadziesiąt lat Kościół wiedział o przestępstwach księdza Maciela zawarte są w 212 dokumentach, które kilka lat temu wyciekły z Watykanu i dzisiaj są publicznie dostępne. Dokumenty te pokazują, że począwszy od pontyfikatu Piusa XII po Benedykta XVI, Watykan miał pełną wiedzę o tym, że Maciel był nie tylko uzależniony od narkotyków, ale również seksualne wykorzystywał dzieci i korupcyjnie manipulował strukturami finansowymi Stolicy Apostolskiej. Jednak przez pół wieku hierarchia katolicka chroniła księdza, ignorowała liczne zarzuty przeciwko niemu i świadomie tuszowała jego przestępstwa.

Ulubieniec Jana Pawła II, „wzór dla młodych”

Marcial Maciel Degollado towarzyszył Janowi Pawłowi II w czasie trzech papieskich pielgrzymek do Meksyku – w latach 1979, 1990 i 1993 – i nie były to jedyne wydarzenia, które pokazały wyjątkową życzliwość polskiego papieża dla meksykańskiego księdza. Jan Paweł II nie tylko wspierał i publicznie chwalił Maciela, ale również wprowadzał w krąg swoich ścisłych współpracowników, obsadzając go na różnych watykańskich urzędach.

Założyciel Legionu Chrystusa decyzją Jana Pawła II został ekspertem Światowego Synodu Biskupów w Watykanie (1991, 1993 i 1997 r.), stałym radcą Kongregacji Duchowieństwa (od 1994), jak też delegatem na Konferencję Episkopatów Latynoamerykańskich w Santo Domingo (Dominikana, 1992). Ksiądz Maciel był również kanclerzem Papieskiego Athenaeum Regina Apostolorum w Rzymie. W 1994 roku Jan Paweł II publicznie wskazał księdza Maciela jako „przewodnika, wzór dla młodych”.

Marcial Maciel Degollado i Jan Paweł II w 1991 roku

Ksiądz Marcial Maciel Degollado i papież Jan Paweł II w 1991 r.

W 2004 roku, kiedy cały świat znał zarzuty przeciwko Macielowi, a kardynał Ratzinger prowadził przeciwko niemu postępowanie kanoniczne, Jan Paweł II z okazji 60-lecia święceń kapłańskich księdza Maciela podziękował mu za jego „ogromną, hojną i owocną kapłańską posługę”. Osobiście go pobłogosławił na Placu św. Piotra, w obecności tysięcy wiernych, kładąc dłoń na głowie zakonnika klęczącego przy papieskim tronie. We wszystkich domach zakonnych i instytucjach prowadzonych przez Legion Chrystusa znalazło się wkrótce zdjęcie z tego wydarzenia.

Wiedzieli wszyscy, tylko nie Jan Paweł II

Z dokumentów, które wyciekły z Watykanu wynika, że do Stolicy Apostolskiej przez dziesiątki lat docierały informacje o zarzutach wobec meksykańskiego duchownego. Jednak w 2012 roku watykański rzecznik Federico Lombardi oznajmił zdumionej opinii publicznej, że Jan Paweł II „nie zdawał sobie sprawy z podwójnego życia, mrocznej strony Maciela”.

Ale w jaki sposób Jan Paweł II mógł o tym nie wiedzieć w 2004 roku, gdy publicznie błogosławił Maciela, którego przeszłość dzięki mediom była już powszechnie znana? Nie wiedział też, że kardynał Ratzinger prowadzi postępowanie przeciwko założycielowi Legionu Chrystusa?

Niektórzy zwolennicy teorii o niewiedzy papieża twierdzą, że wraz z postępującą chorobą Jana Pawła II jego doradcy coraz bardziej ograniczali mu dostęp do informacji. Ale po pierwsze, są to tylko przypuszczenia, a po drugie, informacje o przestępstwach Maciela znajdowały się w aktach Stolicy Apostolskiej już wtedy, gdy w 1978 roku polski papież inaugurował swój pontyfikat. I napływały kolejne.

W tym samym roku Juan Vaca, ksiądz z Legionu Chrystusa, wysyła do papieża list, w którym opisuje przestępstwa pedofilskie Marciala Maciela. Watykańska Kongregacja ds. Zakonów potwierdza odbiór listu, ale nic w tej sprawie się nie dzieje. W 1989 roku ksiądz Vaca znów pisze do papieża, który ponownie nie okazuje zainteresowania sprawą Maciela. Czyżby zatajono te listy przed Janem Pawłem II? Są osoby, które próbują nas o tym przekonać. W 2007 roku w związku z procesem beatyfikacyjnym polskiego papieża kardynał William Levada zapewnił, że Jan Paweł II nic nie wiedział o zarzutach pod adresem księdza Maciela.

Jednak w 1997 roku zarzuty te poznała szersza opinia publiczna, kiedy gazety w USA i Meksyku poinformowały o skardze, jaką do Watykanu skierowało ośmiu byłych alumnów, będących ofiarami pedofilskiej pasji założyciela Legionu Chrystusa. Tematem zainteresował się również znany watykanista Sandro Magister i opublikował artykuł o przestępstwach Maciela we włoskim tygodniku „L’Espresso”. Skandal rujnujący wizerunek Kościoła wyszedł na światło dzienne – ale najwyraźniej wciąż pozostawał tajemnicą dla głowy tego Kościoła.

Autorzy skargi na Maciela za pośrednictwem swojej adwokatki wnieśli sprawę do watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, której przewodził wówczas Joseph Ratzinger. Po 17 miesiącach jedyną informacją, jaką adwokatka otrzymała z Watykanu było to, że „sprawa jest bardzo delikatna i są też inne donosy”. W roku 2000 roku adwokatkę poinformowano, że „chwilowo sprawa jest zamknięta”. Do sprawy Maciela kardynał Ratzinger wrócił dopiero w 2004 roku.

Czy powinniśmy więc przyjąć, że wszystko to umknęło uwadze Jana Pawła II, uznawanego powszechnie za osobę o niezwykłej inteligencji i przenikliwości? Czy mamy uwierzyć, że przez 27 lat jego pontyfikatu do papieża nie dotarło nic, co mogłoby rzucić choćby cień podejrzeń na człowieka, o którego przestępczej działalności wiedziało tak wiele osób?

Kościół najwyraźniej chce, abyśmy w to uwierzyli.

Źródła: www.lavoluntaddenosaber.com, www.vatileaks.com, wyborcza.pl, wiadomosci.onet.pl, wyborcza.pl, www.znak.org.pl, wyborcza.pl