Kościół najwyższą władzą w Polsce?

Hierarchowie Kościoła katolickiego są przekonani, że to oni tak na prawdę rządzą Polską, a rząd najwyraźniej podziela to przekonanie – pisze Agata Chełstowska, komentując kościelny sprzeciw wobec Konwencji Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet

Agata Chełstowska
Agata Chełstowska – badaczka Instytutu Spraw Publicznych, jedna z autorek raportu ”Kościół a decyzje polityczne w Polsce”

Komisja Wspólna Przedstawicieli Rządu i Konferencji Episkopatu Polski to bardzo ciekawa instytucja. W skrócie jest to narzędzie bezpośredniego lobbingu hierarchów Kościoła katolickiego na najwyższych urzędników polskiego rządu. Na jej posiedzeniach rząd pokornie tłumaczy się biskupom na przykład z zamiaru przyjęcia Konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet.

Kościół blokuje walkę z przemocą wobec kobiet

Pozornie przyjęcie Konwencji to kwestia zdrowego rozsądku – kto mógłby się sprzeciwiać pomocy kobietom bitym, gwałconym, znajdującym się w długotrwałej sytuacji przemocy? A jednak w Polsce możliwe jest wszystko.

Kościół nie akceptuje kilku ustępów Konwencji: tych o płci kulturowej i obowiązku edukowania na temat homoseksualizmu i transseksualizmu. Hierarchom nie podoba się też stwierdzenie o systemowym charakterze przemocy wobec kobiet – ich zdaniem to najwyraźniej za każdym razem zbieg okoliczności. Dlatego Kościół otwarcie sprzeciwia się ratyfikacji Konwencji. Te kilka sformułowań warte jest odrzucenia całego dokumentu.

Do tego momentu sytuacja mieści się jeszcze, powiedzmy, w porządku konstytucyjnym. Przedstawiciele jednego wyznania publicznie wypowiadają się na temat poczynań rządu, sprzeciwiają się rozszerzeniu pomocy dla kobiet cierpiących w wyniku przemocy. Takie mają przekonania religijne.

Problem zaczyna się w momencie, kiedy przedstawiciele tego wyznania, hierarchowie Kościoła katolickiego, są przekonani, że to oni tak na prawdę rządzą krajem, a rada ministrów ma wobec nich obowiązek sprawozdawczy. Problem pogłębia się, kiedy rząd podziela to przekonanie i tłumaczy się księżom biskupom ze swojej pracy niczym uczniowie przed nauczycielami.

Spojrzenie „od kuchni” na lobbing Kościoła

Komisja Wspólna po każdym posiedzeniu publikuje oficjalne oświadczenie, ale już o dostęp do protokołów posiedzeń trzeba powalczyć. Zrobiła to prof. Monika Płatek, prawniczka i ekspertka w dziedzinie równości. Udostępniony przez nią w internecie protokół z posiedzenia Komisji w sprawie Konwencji to dla nas szansa na zajrzenie za kulisy polityki i przyjrzenie się „od kuchni”, jak wyglądają relacje państwo – Kościół katolicki.

Na początek konkrety. Rząd traktuje spotkania z biskupami bardzo poważnie, dlatego wysyła na nie zespół godny zagranicznej delegacji. Na obradach na temat ratyfikacji Konwencji Rady Europy w sprawie przemocy wobec kobiet obecnych było ze strony kościelnej 9 osób, ze strony rządowej 18 osób, w tym:

– czterech ministrów (edukacji, kultury, pracy i polityki społecznej, administracji i cyfryzacji)
– sekretarz stanu w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji
– szef kancelarii premiera
– pełnomocniczka ds. równego traktowania

Komisja Wspólna Przedstawicieli Rządu i Konferencji Episkopatu Polski
Posiedzenie Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu

Rząd na dywaniku przed Kościołem

Jaki obraz wyłania się z protokołu obrad Komisji? Jaka jest ich atmosfera i organizacja? Według protokołu, przedstawiciele Kościoła katolickiego „przypominali”, „oczekiwali”, zgłaszali pytania, zastrzeżenia i postulaty. Członkowie strony kościelnej „wyrażali zaniepokojenie”, „poddawali pod rozwagę”, mówili, że czegoś „nie można zaakceptować”.

Strona rządowa zapewniała o chęci daleko idącej współpracy, wyjaśniała, uspokajała. Członkowie strony rządowej rozliczali się ze swoich działań, zwracali się do biskupów i arcybiskupów z szacunkiem i pewną ostrożnością.

Najbardziej aktywny w rozmowach z Episkopatem był minister Michał Boni (wówczas minister administracji i cyfryzacji), który reagował z wielką wrażliwością na wszystkie zastrzeżenia zgłaszane przez przedstawicieli Kościoła katolickiego, rozdzielał odpowiednie zadania wśród przedstawicieli rządu oraz obiecywał zajęcie się wszelkimi wątpliwościami zgłaszanymi przez Episkopat, konsultowanie i ustalanie z Episkopatem szczegółów poszczególnych rozwiązań.

Być może najbardziej uderzające ustalenie tego posiedzenia to postanowienie, że obowiązującą ustawę o przeciwdziałaniu przemocy trzeba poprawić i że ma się tym zająć… Zespół do Spraw Rodziny Komisji Wspólnej.

Kościół nie jest władzą wybieralną

Z analizy protokołu Komisji Wspólnej wyłania się naprawdę ponury obraz polskiej demokracji. Zarówno przedstawiciele Kościoła, jak i rządu, ulegli jakiejś zbiorowej iluzji i zapomnieli zupełnie o miejscach przypisanych im przez konstytucję.

Przypomnijmy: Kościół katolicki ani żaden z jego kapłanów nie jest członkiem władzy wybieralnej w Polsce. Biskupi chętnie prezentują Kościół (czyli siebie, Konferencję Episkopatu) jako przedstawiciela Woli Narodu. Rzeczywistość jest taka, że nikt ich nie wybrał i nikt na nich nie głosował. Wybrali ich najwyżej inni biskupi, ale to czyni ich w najlepszym razie przedstawicielami własnego zawodu (swoją drogą byłby to związek zawodowy cieszący się bezdyskusyjnie największym posłuchem rządu).

W tym zresztą tkwi siła Episkopatu – jest niezależny od wyborców, nie przejmuje się w ogóle popularnością, opinią publiczną czy następnymi wyborami. Przedstawiciele strony rządowej na posiedzeniach Komisji Wspólnej zmieniają się co kadencję. Przedstawiciele strony kościelnej pozostają mniej więcej ci sami. Wieczni, gotowi, pewni swojej boskiej legitymacji. Oni mają czas.

Podporządkowanie się rządu Kościołowi jest sprzeczne z konstytucją

I opinia publiczna, i sami rządzący, powinni otrząsnąć się z tej iluzji. Żyjemy w demokratycznym państwie, w którym suwerenną władzę wybierają obywatele w powszechnych wyborach. Jakkolwiek ułomny jest to system, przedstawicielom społeczeństwa należy się przynajmniej tyle szacunku, ile żywimy dla naszej demokracji. Podporządkowanie się władzy świeckiej wybranej w demokratycznych wyborach organowi jednego z Kościołów jest sprzeczne z konstytucją i wpływa negatywnie na działanie demokracji.

Z drugiej strony rząd wydaje się w ogóle nie przejmować opinią kobiet. Nie liczy się z żadnym politycznym kosztem nieprzyjęcia międzynarodowej konwencji, która ma pomóc kobietom cierpiącym z powodu przemocy. Lekceważy skutki nieprzestrzegania już zawartych umów międzynarodowych, a nawet łamania prawa krajowego (liczne wyroki Trybunału Praw Człowieka). Dlaczego nie pamięta o tym, że kobiety to połowa obywateli, połowa wyborców, połowa podatników? Że należy nam się sprawiedliwość, równość wobec prawa, ochrona przed przemocą, dostęp do służby zdrowia i pomocy?

Źródła: www.krytykapolityczna.pl, rownoscplci.pl

Biskup może obrażać feministki

Sąd oddalił zażalenie kieleckiej feministki Małgorzaty Marenin na postanowienie o umorzeniu postępowania przeciw arcybiskupowi Józefowi Michalikowi. Chodziło o jego kazanie, w którym hierarcha obraźliwie wypowiedział się o feministkach i rozwodzących się rodzicach, zarzucając im współodpowiedzialność za pedofilię.

Arcybiskup Józef Michalik

Arcybiskup Józef Michalik sugerował, że za pedofilię są odpowiedzialne feministki, gender i rozwodzący się rodzice

Wrocławski sąd uznał, że wypowiedź zniesławiająca musi mieć taką treść, by możliwa była identyfikacja osoby lub grupy osób, których to zniesławienie dotyczy. Zdaniem sądu, określenia „agresywne feministki” czy „osoby po rozwodzie” takich kryteriów nie spełniają.

Małgorzata Marenin zapowiedziała, że złoży skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka na polski wymiar sprawiedliwości. Sądy stoją po stronie Kościoła, używając wszelkich możliwych argumentów, w tym absurdalnych, mówiła Marenin.

Źródło: wiadomosci.wp.pl

Czy abp Michalik odpowie za skandaliczną wypowiedź?

Feministka Małgorzata Marenin oraz pozwany przez nią abp Józef Michalik, były przewodniczący Komisji Episkopatu Polski, będą dziś stronami sprawy przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu.

Sprawa dotyczy wypowiedzi arcybiskupa podczas ubiegłorocznej homilii, kiedy zarzucił „agresywnym feministkom” oraz rodzicom decydującym się na rozwód współodpowiedzialność za pedofilię.

Sąd rejonowy już raz odrzucił pozew działaczki ruchu feministycznego. Sposób wypowiedzi nie dotknął w tym przypadku konkretnej jednostki albo sformalizowanej grupy. Oskarżony miał prawo wypowiedzieć swoje poglądy, bo jest on osobą publiczną. Inaczej państwo wprowadziłoby cenzurę – uzasadniała decyzję o umorzeniu sprawy sędzia Anna Statkiewicz.

Zdaniem Małgorzaty Marenin abp Michalik pomówił ją jako przedstawicielkę ruchu feministycznego oraz jako osobę po rozwodzie, wychowującą dziecko w niepełnej rodzinie o postępowanie, które poniża ją w opinii publicznej i naraża na utratę zaufania potrzebnego w działalności społecznej. Kobieta podkreślała, że jej pozew miał pokazać, iż hierarchowie kościelni nie stoją ponad prawem i powinni podlegać takim samym sankcjom jak inni obywatele.

Źródło: www.wprost.pl