Cały świat pisze o księdzu z Polski, który „dostaje SMS-y od szatana”

Ksiądz egzorcysta Marian Rajchel oświadczył niedawno, że otrzymuje SMS-y od szatana.

Tę informację przekazują media na całym świecie, a ksiądz z Jarosławia staje się symbolem Polski jako kraju średniowiecznych przesądów.

 

„Daily Mirror”, Wielka Brytania

Daily Mirror - Marian Rajchel

 

„Le Nouvel Observateur”, Francja

Le Nouvel Observateur - Marian Rajchel

 

News.com.au, Australia

New.com.au - Marian Rajchel

 

„Focus”, Niemcy

Focus - Marian Rajchel

Groźna sekta działa w Bydgoszczy. Uwiarygodniali ją księża

W Bydgoszczy działa groźna katolicka sekta religijna. W trakcie odprawianych we wspólnocie egzorcyzmów zmarł człowiek, a dwie związane z nią osoby popełniły samobójstwa. Piszą o tym „Tygodnik Powszechny” i „Wprost”

Pod bokiem Kościoła powstała groźna sekta


Grupa funkcjonuje od kilkunastu lat. Przez ten czas uwiarygodniali ją katoliccy księża. Choć podczas egzorcyzmów zmarł mężczyzna, a dwie osoby związane z grupą popełniły samobójstwa, choć pojawiają się skargi – miejscowy biskup nie wydał oświadczenia ostrzegającego przed kontaktem ze wspólnotą.

Egzorcyzmy i religijna ekstaza

O sekcie opowiadają jej byli uczestnicy. Najpierw co dwa miesiące, a później co miesiąc u pani Ireny w Bydgoszczy odbywały się zjazdy modlitewne połączone z coraz bardziej drastycznymi egzorcyzmami i transami. W ramach oczyszczenia uwalniani od demona musieli pluć, charczeć, wypuszczać gazy. W trakcie swoich wizji Irena dostawała religijnej ekstazy, trzęsła się, miała konwulsje. Ksiądz Mieczysław tłumaczył, że „przyjmuje w ten sposób mękę Jezusa”. Przez Irenę „przemawiali” też Jezus, Matka Boska i święci.

Piotr, jeden z uczestników spotkań: Miałem już dość charkania na siłę, więc wymyśliłem imię demona. Powiedziałem: „Mustafa”. Ale Irena nie dała mi spokoju. Musiał być Lucyfer lub Belzebub. Chyba innych nie znała.

Joanna: – W oczyszczeniu wzięła też udział dziewczyna w czwartym lub piątym miesiącu ciąży. Podczas spotkania w domu Ireny  musiała – tak jak wszyscy – położyć się na brzuchu. Jej mąż uciekł wtedy z domu Ireny. Po rytuale oczyszczenia dziewczyna  też wróciła do domu. I poroniła.

Reżim w sekcie i wymuszanie pieniędzy

Każdy zjazd zaczynał się o godzinie 18 mszą, którą odprawiał ksiądz. Później koronka, różaniec, modlitwy Ireny podyktowane jej z nieba. Potem koło trzeciej w nocy kolejna msza, znów nabożeństwa, i tak do szóstej rano. Później można się było przespać, ale tylko dwie, trzy godziny. Brak snu i potworne zmęczenie sprawiały, że wszystkie słowa Ireny przyjmowaliśmy niemal bezrefleksyjnie , opowiada Ryszard, były uczestnik sekty. Godziliśmy się praktycznie na wszystko, nie było miejsca na wątpliwości.

Tymczasem Irena w coraz większym stopniu kontrolowała członków swojej grupy. Bez jej zgody nie można było zmienić pracy ani kupić nowego ubrania. Kobiety musiały prosić o pozwolenie na makijaż.

Zaczęło się dość szybko wymuszanie ofiar pieniężnych. Najpierw co łaska, potem Irena ustaliła minimalną stawkę 50 zł od osoby. Niektórzy zaczęli dawać po 600, a nawet 1000 zł. 

Chory umierał, nie wezwano pogotowia

Jedna chora osoba zmarła w domu pani Ireny podczas nocnych modłów. W październiku 2009 roku sześćdziesięciokilkuletni Stanisław podczas czuwania dostał ataku padaczki – mężczyzna umierał, ale nie wezwano pogotowia, tylko pani Irena odprawiała modlitwy, powtarzała: „Panie, tchnij w niego życie”. A ksiądz udzielał namaszczenia.

Rano wezwano pod adres pani Ireny lekarza, by stwierdził zgon. Nic nie wzbudziło jednak niepokoju lekarza. Mężczyzna poważnie chorował, więc nikt nie wnikał, czy pomoc wezwano na czas. A Irena ogłosiła, że Stanisław dostąpił wielkiej łaski, bo przecież zmarł w domu modlitwy.

Inny były uczestnik modlitw u pani Ireny dodaje: Dwie osoby z rodzin, które do niej przyjeżdżały, popełniły samobójstwa.

Sekta? Kościół nie reaguje

Ksiądz Mieczysław długo chorował na nerki, zmarł w sierpniu 2012 roku. Ale z miejscowej bazyliki św. Wincentego w Bydgoszczy do „kaplicy” pani Ireny przychodził też wikariusz ksiądz Czesław (także już nie żyje). Obecnie sekta pani Ireny chodzi na msze do kaplicy szpitala uniwersyteckiego, którą również obsługuje wikariusz z miejscowej parafii.

Gdyby kolejni księża nie uwiarygodniali działalności pani Ireny, na pewno byśmy jej nie uwierzyli, mówi Alicja, była członkini sekty. Dodaje: Pod wpływem pani Ireny znajduje się ciągle wiele osób z całej Polski. To często wykształcone, myślące osoby, które uległy psychomanipulacji. Mówią, że mają wątpliwości, ale boją się odejść, bo Irena straszy szatanem i wiecznym potępieniem. Powtarzają: „Gdyby jakiś ksiądz otwarcie nam powiedział, że dzieło pani Ireny nie jest katolickie, odeszlibyśmy”.

Alicja o dziwnych praktykach pani Ireny poinformowała najpierw miejscowego proboszcza, księdza Mieczysława Kozłowskiego. W styczniu dała mu też komplet dokumentów wraz z „orędziami” pani Ireny oraz zdjęcia z modlitw, w których uczestniczyli księża. Obiecał, że sprawę przekaże biskupowi, ale cztery miesiące później w kurii powiedzieli jej, że niczego nie dostali. Komplet materiałów przesłała więc także do biskupa. Bez reakcji. W końcu o istnieniu sekty napisał „Tygodnik Powszechny”, redakcja nie ujawniła jednak, w jakim regionie Polski działa. Myśleliśmy, że może wtedy kuria wyda jakieś oświadczenie, że ktoś ostrzeże ludzi przed wchodzeniem w to bagno. Ale nadal jest tylko cisza, mówi z żalem Alicja.

Rzecznik diecezji nie chce odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ani biskup, ani nikt z kurii nie wystosował ostrzeżenia do wiernych. Nie wiadomo też, czy wydanie takiego dokumentu w ogóle jest w planach. Z kolei zdaniem miejscowego proboszcza sprawa jest rozwiązana. Jestem proboszczem tej parafii dopiero od roku, w ogóle nie wiedziałem o sytuacji. Ale już z tą panią rozmawiałem, nic więcej nie mam do powiedzenia, ucina, zapewniając, że po rozmowie grupa zapewne przestanie działać. Tymczasem sekta pani Ireny nadal funkcjonuje.

 „Czy ktoś, kto tyle się modli, może być zły?”

Z Ireną rozmawiał „Tygodnik Powszechny”. Nie ma ludzi chorych psychicznie, są tylko opętani. Egzorcyzmy są konieczne. Jeśli w człowieku jest jeden demon, wystarczy tylko jeden egzorcyzm. Jeśli więcej, potrzebne są trzy. Jeżeli i one nie działają, to znaczy, że egzorcysta jest słaby, mówi Irena.  Zapewnia, że ksiądz był z nimi „od zawsze”:  Wspiera mnie w moich modlitwach, minimum cztery godziny dziennie, i pielgrzymkach.

Kobieta pokazuje krzyż nad drzwiami. Mówi, że podobne ma w każdym pokoju. Że chronią ją przed szatanem. Bo ten jest wszędzie. Opętanych, jej zdaniem, na świecie jest coraz więcej. Gdyby nie moje modlitwy, z tych ludzi nic by nie zostało, mówi Irena. Wyciąga spod bluzki łańcuszek, na którym nosi kilkanaście medalików, po czym pyta: Czy ktoś, kto tyle się modli i nosi Boga na sercu, może być zły?

Spotkania sekty nadal trwają. Wkrótce Irena planuje kolejne, trzydniowe rekolekcje.

Źródła: www.wprost.pl, www.tygodnikpowszechny.pl

„Szatan wysyła do mnie SMS-y”, twierdzi ksiądz egzorcysta

SMS-y z groźbami i wyzwiskami otrzymuje ksiądz Marian Rajchel z Jarosławia. Kapłan przekonuje, że autorem tych wiadomości jest szatan.

Szatan wysyła SMS-y

Ksiądz Marian Rajchel to znany podkarpacki egzorcysta. O sposobach działania „złego ducha” opowiadał podczas niedawnych Franciszkańskich Spotkań Młodych w Kalwarii Pacławskiej. Jak pisze „Życie Podkarpackie”, duchowny wspomniał o SMS-ach które od pewnego czasu otrzymuje od szatana. Według księdza, ich bezpośrednim nadawcą jest dręczona przez demona osoba, której próbował pomóc. Serię nieprzyjemnych wiadomości otrzymał z telefonu jednej z „opętanych” nastolatek: „Jutro zdechniesz”, albo: „I tak do mnie wróci, nie wyjdzie z tego piekła. Ona jest moja, podpisała mnóstwo cyrografów. Każdy, kto się będzie za nią modlił, zdechnie”.

Ksiądz Marian Rajchel, egzorcysta
Ksiądz Marian Rajchel, egzorcysta: „Szatan przysyła mi SMS-y”

„To mówi szatan”

Ksiądz Marian Rajchel twierdzi, że autorem SMS-ów nie jest pisząca je osoba, lecz zły duch, który przez nią działa. Egzorcysta tłumaczy, że często właściciel komórki nie ma świadomości, że w ogóle sięgał po telefon. Kapłan uważa, że to walka dobra ze złem, a szatan wypowiada się do niego wprost: „Zamknij się, klecho. I tak wszystkich nie uratujecie. Idiota. Ty żałosny stary klecho, długo już nie pociągniesz”, przytacza kolejnego SMS-a i podkreśla, że te groźby nie budzą w nim strachu, lecz chęć ratowania opętanych.

Egzorcysta podczas Franciszkańskich Spotkań Młodych przestrzegał przed okultyzmem, jasnowidztwem oraz talizmanami, które mają przynosić szczęście. Według duchownego to furtki, przez które wpuszczamy do umysłu „złego ducha”.

„Bez wiary w złe duchy nie da się być w Kościele”

W wywiadzie dla katolickiego portalu Opoka.org.pl ksiądz Marian Rajchel powiedział: Kościół nigdy nie wątpił w istnienie i szkodliwe działanie złego ducha. Biblia wyraźnie stwierdza, kto skusił pierwszych rodziców do grzechu, kto kusił Pana Jezusa. Tu nie ma wątpliwości! Pytanie dotyczy konieczności uwierzenia. Mamy obowiązek wierzyć w prawdy wiary, choć nie wszystkie zostały zdogmatyzowane. Trzeba wierzyć zarówno w istnienie aniołów, jak i złych duchów. Bez tej wiary nie da się być w Kościele.

„Opętanie” z punktu widzenia medycyny

W zasadzie wszystkie fenomeny towarzyszące opętaniom i egzorcyzmom zostały wyjaśnione przez naukę, wskazuje Mariusz Agnosiewicz w artykule opisującym egzorcyzmy. Współcześnie objawy opętania zostały przyporządkowane jednej jednostce chorobowej, zwanej zaburzeniem transowym i opętaniowym  Są  dowody na neurobiologiczne podłoże tego schorzenia: przyczyną zaburzenia transowego może być schizofrenia, padaczka, zespół Tourette’a, depresja egzogenna, delirium, zespół stresu pourazowego, demencja, uraz mózgu, alkoholizm czy amnezja funkcjonalna. Jednak najczęstsze przyczyny to urazy psychiczne.

Kapłani, jako osoby głęboko wierzące w istnienie szatana i jego udział w opętaniach, mogą wpaść w pułapkę własnych wyobrażeń, pisze Agnosiewicz. Przeprowadzający egzorcyzmy ksiądz może nabawić się tzw. paranoi indukowanej. Ma ona dwie odmiany: w pierwszym wariancie ksiądz jest ofiarą zaburzania, a w drugim – jego źródłem, bo wywołuje objawy u egzorcyzmowanej osoby.

Egzorcyści jak kapelani i katecheci?

Teoretycznie egzorcyści podlegają kontroli biskupów, ale hierarchowie Kościoła katolickiego nie są specjalistami w dziedzinie psychiatrii. Nie wymagają od egzorcystów prowadzenia statystyk – nie wiadomo, ilu „opętanych” zostało uwolnionych od „demonów”, nieznane są również długofalowe skutki tej „terapii”. Prawdopodobnie egzorcyści blokują wielu chorym dostęp do psychiatry albo opóźniają rozpoczęcie racjonalnego leczenia. Psycholog społeczny dr Jarosław Klebaniuk uznaje to wręcz za jeden z objawów walki ideologicznej i ekonomicznej Kościoła. Niedługo doczekamy się, że egzorcyści będą pobierać państwowe pensje, podobnie jak kapelani i katecheci, mówi psycholog. Gdyby do tego doszło, to z pewnością Polska stała by się światowym centrum opętań i ich pseudoleczenia.

Źródła: www.zycie.pl, www.focus.pl

Katoliccy „obrońcy życia” obojętni wobec losu urodzonego dziecka

Kiedy dziecko się urodziło, to nikt z żadnych ruchów pro-life, z żadnych fundacji, nikt z popierających profesora Chazana, żaden ksiądz, dosłownie nikt nie zgłosił się, żeby chociaż zapytać, jak można pomóc, co można zrobićmówi ojciec dziecka, które urodziło się po tym, gdy prof. Bogdan Chazan odmówił wykonania aborcji.

Dziecko urodziło się 30 czerwca z wodogłowiem, nierozwijającym się mózgiem, pozbawione części kości twarzoczaszki. Zmarło dziesięć dni później. Wcześniej prof. Chazan przekonywał, iż nic nie wskazuje na to, że dziecko umrze po porodzie.

Matka dziecka, Agnieszka, opowiada, że kiedy w kwietniu zgłosiła się do szpitala w sprawie przysługującej jej zgodnie z prawem aborcji, profesor Chazana w ogóle jej nie badał. Byłam przekonana,   ze ta rozmowa jest formalnością, że dyrektor szpitala chce się upewnić, iż nie byłam namawiana przez lekarzy i że jestem stuprocentowo przekonana.

Okazało się, że to nie formalność. Na początku usłyszałam, że moja ustna i pisemna prośba o przerwanie ciąży mają taką samą wagę. Kiedy do niego przyszłam, wiedział doskonale, jaka jest moja ustna prośba, teraz kłamie, że dowiedział się o moim istnieniu dopiero 14 kwietnia. Wiem, że gdybym ja tego pisma nie napisała, to prof. Chazan by mi nie odpowiedział i dzisiaj dalej oszukiwałby kobiety.

„Najbardziej cierpiało dziecko”

W tym wszystkim najbardziej cierpiało nasze dziecko, mówi Jacek, ojciec zmarłego dziecka. Kiedy się urodziło, to nikt z żadnych ruchów pro-life, z żadnych fundacji, żaden ksiądz, dosłownie nikt nie zgłosił się, żeby chociaż zapytać, jak można pomóc, co można zrobić.  Agnieszka dodaje: Kuria wolała zbierać pieniądze na karę dla prof. Chazana, niż chociażby pomodlić się za nasze dziecko.

Zrobił to, co mógł najgorszego. Kiedy się urodziło nasze dziecko, nie zająknął się słowem w sprawie jakiejkolwiek pomocy, mówi matka zmarłego dziecka. Gdzie jest empatia dla tego, jak twierdzą niektórzy, „uratowanego przez prof. Chazana” dziecka? Gdzie był Kościół? Gdzie był prof. Chazan po urodzeniu naszego dziecka?, dodaje jej partner.

Profesor Chazan nie jest już dyrektorem szpitala

Prof. Bogdan Chazan otrzymał dziś (21.07.2014) wypowiedzenie umowy pracy. O zwolnieniu dyrektora miejskiego szpitala św. Rodziny zadecydowała prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz, na podstawie wyników kontroli w placówce: dyrektor szpitala, odmawiając pacjentce prawa do legalnej aborcji i nie wskazując innego szpitala, gdzie zabieg może być przeprowadzony, złamał obowiązujące w Polsce prawo. Postępującego wbrew prawu dyrektora w obronę wzięli duchowni, w tym kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Niektórzy księża wzywali nawet do ekskomuniki prezydent Warszawy, a Tomasz Terlikowski z „Frondy” obwieścił, że głosowanie na nią to grzech. W piątek grupka wiernych ustawiła przed warszawskim ratuszem ambonę i odprawiała tam egzorcyzmy.

Katoliccy zwolennicy prof. Chazana odprawili egzorcyzmy przed warszawskim ratuszem. Ani oni, ani inni katolicy, włącznie z duchownymi, nie zainteresowali się losem dziecka urodzonego po odmowie aborcji przez prof. Chazana

Katoliccy zwolennicy prof. Chazana odprawili egzorcyzmy przed warszawskim ratuszem. Ani oni, ani inni katolicy, włącznie z duchownymi, nie zainteresowali się losem dziecka urodzonego po odmowie aborcji przez prof. Chazana

Źródła: www.wprost.pl, wyborcza.pl