Ksiądz zwalnia znanego prezentera z powodu „promocji pedałów”

Ryszard Rembiszewski stał się ofiarą dyskryminacji ze względu na swoje przekonania – poparł związki partnerskie i stracił pracę. Zwolnił go organizator koncertu w Tykocinie, ksiądz Tomasz Olszewski.

Prezenter Ryszard Rembiszewski jest dyskryminowany za to, że popiera związki partnerskie

Prezenter Ryszard Rembiszewski jest dyskryminowany za to, że popiera związki partnerskie

W Tykocinie na Podlasiu odbywa się coroczny piknik „Królewskie Śpiewanie”, organizowany przez Radio Nadzieja od 2 do 4 sierpnia. Koncert miał poprowadzić Ryszard Rembiszewski, prezenter znany z programu „Lotto”. Organizatorzy zrezygnowali jednak z jego udziału, gdy dowiedzieli się, że poparł związki partnerskie.

Ryszard Rembiszewski informuje na Facebooku, że został zwolniony przez księdza Tomasza Olszewskiego:

Zadzwonił dziś do mnie ks. Tomasz Olszewski, organizator imprezy, informując, że zobaczył na mojej stronie na FB, iż podpisałem petycję w sprawie związków partnerskich, a jest to jak określił „promocja pedałów”.

Ksiądz Tomasz Olszewski: ''promocja pedałów''

Ksiądz Tomasz Olszewski: ”promocja pedałów”

Ksiądz Olszewski jest dyrektorem i twórcą Centrum Edukacji Medialnej SpesMediaGroup. Został wyświęcony na kapłana w maju 2005 roku. Zanim trafił do radia, był wikariuszem  w Kolnie, gdzie zajmował się m.in. oazą, scholą i ministrantami. Jak czytamy na stronach Radia Nadzieja – w wolnym czasie jeździ konno i gra w tenisa. Ukończył też szkołę podoficerską w Gdyni. 

Ryszard Rembiszewski jest zaskoczony językiem, jakiego używa ksiądz, zważywszy na jego tytuły:

Dziwi mnie fakt, że ksiądz Tomasz Olszewski – osoba duchowna, mająca tytuł doktorski, dyrektor Radia Nadzieja, dyrektor i twórca Centrum Edukacji Medialnej SpesMediaGroup, przewodniczący Forum Niezależnych Rozgłośni Katolickich – w sposób tak jednoznaczny i używając takiego słownictwa mówi o tej ustawie. Wydawałoby się, że właśnie On powinien wiedzieć, znając sytuację wielu osób, iż związek partnerski to uznany prawnie związek obejmujący nie tylko pary tej samej płci, ale również pary dowolnej płci. Pozostawiam to bez komentarza.

Źródła: natemat.pl, natemat.pl

Dlaczego Kościół boi się gender?

Paweł Śpiewak

Paweł Śpiewak

Biskupi zafundowali nam spór zbędny, niepotrzebny i pozorny. Zaatakowali tak zwaną ideologię gender i społeczne rozważania na temat ról płciowych, sami nie bardzo się orientując, o czym jest mowa – mówi socjolog Paweł Śpiewak.

Powołują się na prawa naturalne, na trwałe biologiczne i co za tym idzie kulturowe różnice między kobietami i mężczyznami. Są konserwatywni, reakcyjni i reaktywni. Boją się zmian. Boją się nowego języka, zmieniających się ról społecznych kobiet, są wrogo nastawieni do istotnych przeobrażeń obyczajowych. Teraz znaleźli dla wszystkich tych lęków ładnie brzmiącą etykietkę.

Hierarchowie muszą przegrać swoją kampanię. Tak wielkich zmian kulturowych nie sposób zatrzymać. Świat z ich wyobrażeń i świat obecny czy przyszły po prostu do siebie nie przystają.  Jest to kolejny przykład nikomu niepotrzebnej w Polsce ofensywy ideologicznej zbyt dalekiej od codziennego życia, od realnych moralnych dylematów, przed którymi stajemy.

Tadeusz Bartoś

Tadeusz Bartoś

Chodzi o budowanie zwartego społeczeństwa, zamkniętego, w miarę możliwości wyizolowanego od zewnętrznych wpływów, z dużą ilością społecznej kontroli. To się nazywa konserwatywnym modelem, przeciwieństwem liberalnego mówi filozof Tadeusz Bartoś.

Gender jest użyte jako hasło wojenne, kij do okładania bliźniego swego. A przecież hierarchowie i ksiądz Oko mają swoje racje, choć mają problemy z ich wyłuszczeniem i ograniczają się do napaści słownych. Oni wiedzą – albo się domyślają – że zmiany kulturowe rozluźniają więzy społeczne, a więc rozluźniają kontrolę społeczną, w tym kościelną, nad ludzkimi obyczajami, zachowaniami itd. Ponieważ katolicyzm jest sferą obyczaju i kultury, zmiana kultury i obyczaju to likwidacja katolicyzmu. Mamy więc wojnę kulturową. Tożsamościową. W tej wojnie zwolennicy starego niestety działają wedle zasady „cel uświęca środki”.

Joanna Piotrowska

Joanna Piotrowska

Kościół cały czas powtarza, że tradycyjna rodzina jest najlepsza. A niestety wszystkie badania pokazują, że im bardziej ludzie przywiązani są do tradycyjnego wzorca rodziny, tym częściej dochodzi do przemocy mówi Joanna Piotrowska, założycielka fundacji „Feminoteka”, walczączej z dyskryminacją ze względu na płeć.

Ryzyko doświadczenia przemocy zwiększa się także wtedy, kiedy kobiety wychodzą za mąż. To są fakty. Cała polityka równościowa zmierza do tego, żeby przełamać stereotypowe role, choćby taką, w myśl której kobieta powinna zajmować się domem i dziećmi, a mężczyzna wychodzić na zewnątrz i zarabiać, czyli de facto mieć władzę. Ekonomiczną, ale też w rodzinie. My chcemy, żeby w to miejsce wprowadzić relacje partnerskie. Żeby kobiety i mężczyźni dogadywali się ze sobą, dzielili się obowiązkami, ale też żeby władza nie była całkowicie skupiona w jednym miejscu – choć oczywiście w związku między ludźmi nigdy nie rozkłada się ona idealnie po równo. Kościół się tego boi, bo uderza to w jego myślenie dotyczące społeczeństwa.

Adam Szostkiewicz

Adam Szostkiewicz

Czy aby Kościół nie prowadzi kampanii pod hasłem „gender”, by media nie zajmowały się kościelnymi pedofilami? zastanawia się Adam Szostkiewicz, publicysta „Polityki”.

Kampania genderowa nabrała charakteru zmasowanego, kiedy tematem mediów była pedofilia w Kościele. Nagle biskupi, kaznodzieje i aktywiści katoliccy zaczęli walczyć z „ideologią gender”. W moim odczuciu kampania przeciw gender jest umyślną próbą odwrócenia uwagi od tematu pedofilii w Kościele.

Przykrywanie trudnych dla jakiejś osoby lub instytucji tematów czymś innym, jakimś innym atrakcyjnym dla mediów tematem, jest częścią życia publicznego i świata masowej informacji. Może być to odbierane jako sztuczka trywialna, łatwa do przejrzenia, a jednak ciągle nam się wrzuca tak pomyślane tematy – w polityce przede wszystkim, lecz nie tylko. Jest to zresztą skuteczne, nawet jeśli moralnie liche, jak widać po sukcesie kampanii przeciw gender. Media ją podjęły. Nieważne, że nie wszystkie po myśli Kościoła, ważne, że temat pedofilii zszedł na drugi plan lub w ogóle zniknął.

Źródła: 1, 2, 3, 4

Polacy na szczęście wybiórczo słuchają Jana Pawła II

Polski papież miał bardzo konserwatywne poglądy dotyczące antykoncepcji, rodziny, aborcji czy relacji między płciami. Czy te przekonania mają odzwierciedlenie we współczesnym polskim społeczeństwie? – zastanawia się psycholog społeczny dr Jarosław Klebaniuk, z którym rozmawia Piotr Szumlewicz.

Jarosław Klebaniuk

Dr Jarosław Klebaniuk, adiunkt w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego, publicysta, prozaik, redaktor kwartalnika ‚Psychologia Społeczna’.

Papież bardzo skrupulatnie reglamentował najbardziej intymne sfery życia. Konsekwentnie potępiał seks przed i pozamałżeński oraz antykoncepcję, także tę, która nie opiera się na niszczeniu zarodków zwanych przez Kościół „dziećmi nienarodzonymi”. Potępiał także związki homoseksualne, emancypację kobiet, prawo do wyboru własnego stylu życia, zwłaszcza jeśli ten był odmienny od postulowanego przez Kościół. Część głęboko zaangażowanych w katolicyzm ludzi stara się postępować zgodnie z tymi restrykcyjnymi zaleceniami. Ma to bardzo rozległe konsekwencje, generalnie negatywne. Na poziomie emocjonalnym może oznaczać poczucie winy, bo ciężko sprostać tak wysokim wymaganiom, jakie stawia katolicyzm. Jak na przykład czerpać radość z seksu, gdy ten stanowi tabu i obarczony jest poczuciem winy? Jak się uchronić od „grzesznych” myśli, skoro – zgodnie z wiedzą psychologiczną – walka z nimi jedynie je nasila?

Na poziomie społecznym konsekwencje są równie poważne. Rodzi się więcej nieplanowanych, niechcianych dzieci. Stosowanie antykoncepcji jest zakazane, ale usuwanie zarodków także, więc w rezultacie wiele rodzin, w tym także dzieci, jest nieszczęśliwych. Jednocześnie propagowanie przez Kościół tradycyjnych ról płciowych i relacji między płciami, w których mężczyzna dominuje, ma władzę, prawo do ostatecznej decyzji, prowadzi do dyskryminacji kobiet. To, że przyjmują one nauczanie Kościoła i godzą się na poślednie miejsce w rodzinie, nie zmienia faktu, że bez presji religii miałyby wybór i być może wybrałyby mniej obciążający, dający więcej możliwości samorozwoju styl życia.

Na szczęście większość Polaków podchodzi bardzo pragmatycznie do spraw seksu i relacji między płciami. Można powiedzieć, że na szczęście nie słuchają papieża lub, co jest chyba bliższe prawdy, robią to wybiórczo. Mówiąc o „słuchaniu papieża”, mam oczywiście na myśli stosowanie się do zaleceń Kościoła rzymskokatolickiego, przekazywanych na lekcjach religii, mszach, naukach przedmałżeńskich, a najbardziej chyba przez rodziców, nie zaś czytanie historycznych przemówień Jana Pawła II czy odtwarzanie jego głosu z MP4.

Z przeprowadzonego dla Polskiego Radia sondażu Instytutu Badania Opinii „Homo Homini” wynika, że 82 procent Polaków uważa, iż nauki i osoba papieża Jana Pawła II wpłynęły na ich życie. Na czym polega ów wpływ Pana zdaniem?

To są poprawne politycznie deklaracje, mające na celu zamanifestowanie bycia prawomyślnym. To tak jakby spytać: „Czy słuchałeś(aś) uważnie słów tego wielkiego i mądrego człowieka? Czy wziąłeś/wzięłaś sobie do serca jego głębokie przemyślenia i sugestie? Czy też zlekceważyłeś(aś) tę krynicę wiedzy i trwasz w ciemnocie?”. Ze względu na status Jana Pawła II jako źródła norm konformizm każe odpowiedzieć, że tak. Respondenci prawdopodobnie niechcący mówią zresztą prawdę. Autorytaryzm Polaków i Polek świadczy o tym, że hierarchiczne relacje, płynące z obcowania, choćby za pośrednictwem telewizji, z papieżem, stają się czymś trwałym. To jednak niezupełnie to samo, co świadome korzystanie z drogowskazu moralnego, jakiego źródłem mógł być papież. Mało kto przyznałby, że jest zwolennikiem cenzury dlatego, że Kościół reprezentowany przez Wojtyłę potępia różne treści niezgodne z jego ideałem świata. Mało kto także by przyznał, że chęć walki z „hałaśliwymi wywrotowcami” i „pozbycia się zgniłych jabłek” to echa nietolerancyjnej postawy papieża wobec odmienności. Wpływ był, a za sprawą kościelnej propagandy wciąż jest wywierany, ale jego mechanizmy nie muszą być powszechnie znane osobom, które mu ulegają.

Ojciec nieświęty

Wywiad z Jarosławem Klebaniukiem to jedna z kilkunastu rozmów o Janie Pawle II opublikowanych w książce Piotra Szumlewicza ‚Ojciec nieświęty’.

Czy uważa Pan, że w Polsce następują procesy laicyzacji, czy raczej rola religii pozostanie znaczna? Jaką rolę może tutaj odegrać pamięć o polskim papieżu?

Młodzi ludzie zrażają się do religii. Część z nich poddaje dogmaty krytycznej ocenie. Przekazywane treści stoją przecież w jaskrawej sprzeczności z ustaleniami nauki. Poza tym religia w szkołach nauczana jest w nieatrakcyjny sposób. Dyrektorzy szkół ani kuratorium nie mogą zwolnić katechetki czy katechety, bo wyznaczają ich władze kościelne. Poza tym zarówno dostęp do informacji, jak i sposoby spędzania czasu alternatywne w stosunku do praktyk religijnych czy modlitwy sprawiają, że młodzi ludzie angażują się w coś innego. Istnieją oczywiście środowiska, w których presja na bycie religijnym, choćby to miało się ograniczać wyłącznie do obrzędowości, jest duża. Niektóre dzieci, zwłaszcza w rodzinach o niższym statusie społeczno-ekonomicznym, mniej wykształconych, będą więc wychowywane w duchu katolickim. Katolicka autoidentyfikacja w Polsce wciąż stanowi normę. Znam osoby niewierzące, które z czystego konformizmu chrzczą dzieci, posyłają na religię, do komunii i bierzmowania, a nawet nalegają na ślub kościelny.

Procesy laicyzacji prawdopodobnie będą jednak postępować. W krajach zachodnich, wraz ze wzrostem zamożności i samoświadomości mieszkańców, zainteresowanie religią spada. Choć jednocześnie fundamentaliści mogą w bardziej wyraźny sposób manifestować swoje poglądy i pozyskiwać nowych zwolenników. Sytuacja jest więc dosyć złożona. Przewidywanie, że nastąpi pełna laicyzacja i humanizacja społeczeństwa, należałoby uznać za przejaw myślenia życzeniowego u jednych, a sposób mobilizacji do nasilenia wysiłków ewangelizacyjnych – u drugich. Fakt, że od jakiegoś czasu indywidualizm jako wymiar kultury w zamożnych krajach wypiera kolektywizm, nie oznacza, że ta tendencja nie może się kiedyś odwrócić. Kłopoty gospodarcze świata sprawiają, że obszary biedy i wykluczenia, zazwyczaj sprzyjające agresywnej religijności, nie tylko się utrzymują, ale też, przy trwalszym załamaniu ekonomicznym, mogą się poszerzyć. Wtedy procesy laicyzacji otrzymają potężny cios.

W ciągu ostatnich lat Jan Paweł II stał się w Polsce bohaterem wielu filmów, książek, a nawet kolorowych magazynów. Czy Pana zdaniem polski papież jest kimś w rodzaju pośmiertnego celebryty?

Z pewnością w Polsce jest jedną z najbardziej znanych, szanowanych i czczonych postaci. Celebrytą był już za życia. Lubił pokazywać się publicznie, lubił wyrazy sympatii, okazywane mu zainteresowanie.

W zestawieniu z tymi nieludzkimi poglądami i szkodliwą społecznie ideologią, jaką głosił, ta próżność i samouwielbienie Jana Pawła II były nawet dosyć sympatyczne – nadawały mu jakiś człowieczy rys. Wydawało mi się, że po śmierci jego sława i chwała trochę przycichną. Polskie media zadbały jednak o to, by tak się nie stało. Mam wrażenie, że po śmierci, przynajmniej przez pierwszy rok, poświęcały mu nawet więcej uwagi niż za życia. To musiał być dla nich łatwy temat: wystarczyło mówić wyłącznie dobrze i z szacunkiem. Nie trzeba się było przejmować dziennikarską rzetelnością. Można było zawiesić zasady dobrego dziennikarstwa: dbanie o obiektywizm, prezentowanie kontrastujących ze sobą opinii, weryfikowanie informacji. Zresztą i teraz krytykowanie papieża – choć w świetle skandali pedofilskich wśród duchownych, które przez dziesiątki lat tolerował, wydawałoby się uprawnione – stanowi tabu, w każdym razie dla większości dziennikarzy i publicystów.

Fragment wywiadu z książki Piotra Szumlewicza „Ojciec nieświęty”, w której na temat Jana Pawła II wypowiadają się znane postacie polskiego życia publicznego.

Kup książkę ->

Niedokończony rozrachunek. Rola Kościoła katolickiego w Holocauście

Niedokończony rozrachunek. Rola Kościoła katolickiego w HolocauścieW Niedokończonym rozrachunku Daniel Jonah Goldhagen podejmuje dociekliwe śledztwo w sprawie udziału Kościoła katolickiego w Holocauście.

Dowodzi, że współodpowiedzialność Kościoła i jego papieża za prześladowania Żydów sięga o wiele głębiej niż wcześniej sądziliśmy. Hierarchowie byli w pełni świadomi prześladowań. Nie mówili o tym głośno i nie wzywali do oporu. Zamiast tego często prześladowania te popierali. Niektórzy duchowni nawet osobiście uczestniczyli w masowych mordach.

Autor przedstawia także plan oceny moralnej Kościoła i kleru jako współwinnych Zagładzie – oceny opartej na standardach etycznych, jakie w naszym kręgu kulturowym powszechnie uznaje się za obowiązujące. Wiele uwagi poświęca pojęciu zadośćuczynienia i pokazuje, że Kościół nie chce uznać tego ciążącego na nim, zgodnie z jego własnym nauczaniem, obowiązku.

Przeczytaj fragment książki ->
Kup książkę ->