Oprawczynie w habitach – rozmowa z autorką reportażu

W najnowszym reportażu „Dużego Formatu” Justyna Kopińska opisuje dramatyczną historię wychowanków domu dziecka w Zabrzu, którym kierują siostry miłosierdzia. Z zebranego przez reporterkę materiału wynika, że zakonnice znęcały się nad podopiecznymi fizycznie i psychicznie oraz podżegały do gwałtów na wychowankach. W rozmowie z portalem Onet.pl autorka opowiada o szczegółach swojego śledztwa.

Onet.pl: Z materiału jasno wynika, że nad dziećmi, które tam przebywały, nieustannie znęcano się psychicznie i fizycznie. Jak to się stało, że pomimo, iż płynęły stamtąd niepokojące sygnały, nikt nie interweniował?  Ani nauczyciele ze szkół, do których uczęszczały dzieci, ani lekarze ze szpitali, do których trafiali skatowani podopieczni lub ci po próbach samobójczych.

Justyna Kopińska

Justyna Kopińska: wiele osób uważa, że placówki kościelne są z gruntu dobre

Ju­sty­na Ko­piń­ska: Siostra Bernadetta miała bardzo silną pozycję społeczną, przyjaźniła się z wpływowymi osobami w Zabrzu. Myślę, że to był jeden z powodów, dla których nauczyciele, lekarze oraz osoby kontrolujące placówki nie reagowały. Często określamy ludzi przez pozory – w tym przypadku „habit”, wpływy – nie chcemy zobaczyć więcej. U wielu osób uaktywnił się stereotyp, że placówki kościelne są z gruntu dobre. Została wyłączona czujność.

Drugi powód jest jeszcze bardziej smutny – niektórzy nauczyciele oraz lekarze, zdaniem dzieci, traktowali ich jak inną kategorię ludzi. Dla nich to dzieci alkoholików i narkomanów, wręcz skazani na cierpienie. Rafał, wychowanek Sióstr Boromeuszek w Zabrzu mówi: Dorośli nie myśleli o nas »dzieci« tylko »patologia«. A jedna z nauczycielek dodaje, że w takich dzieciach, nawet jak mają trzy latka, może tkwić diabeł. Trudno było mi uwierzyć w to, jak okrutni byli niektórzy dorośli. Paweł mówi: Powiedziałem o gwałtach do nauczycielki. Mówiła, że to sprawdzi. A potem zobaczyłem, jak rozmawia z siostrą Bernadettą na zebraniu. Śmiały się, żartowały. Czułem się przyparty do muru. Tak jakbym wybierał między śmiercią a życiem w ośrodku. Był taki jeden z braci. Silny. On zmuszał wielu. Siostry zamykały mnie z nim i jego bratem w pokoju na klucz. To jest taki strach, że już nie możesz myśleć ani czuć. Prosiłem siostrę Bernadettę, aby mnie przeniosła, bo mnie dotykają. Teraz myślę tylko, że Pan Bóg ma jej dużo do wybaczenia.

Konsekwencje tego braku reakcji to ukształtowanie charakteru Tomasza. Wychowanek Sióstr Boromeuszek, po wyjściu z ośrodka, wspólnie z kuzynem zgwałcił i zamordował ośmioletniego Mateusza. Tomasz trafił do ośrodka jako kilkuletnie dziecko, od tego czasu był gwałcony przesz starszych wychowanków. Psycholog stwierdził, że nie ma zaburzeń pedofilnych i gdyby nie pobyt w ośrodku, mógłby rozwinąć zdrową osobowość. Cały tekst ->

Zmowa milczenia wobec znęcania się nad dziećmi w katolickim ośrodku

Pokutuje w tych środowiskach przeświadczenie, że przemoc i bicie to naturalny element wychowania – mówi dr hab. Katarzyna Popiołek, psycholog, dziekan katowickiego wydziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, komentując znęcanie się nad dziećmi przez siostry zakonne w Zabrzu.

dr hab. Katarzyna Popiołek

dr hab. Katarzyna Popiołek: w sprawach Kościoła zostaje wyłączony krytycyzm

W Polsce obowiązuje stereotyp, wedle którego ośrodki prowadzone przez Kościół i zakony są z definicji dobre, a siostry poświęcają się przecież dzieciom, więc nigdy nic złego nie mogą im zrobić. Pokutuje przeświadczenie, że krytykowanie instytucji i ludzi Kościoła jest podnoszeniem ręki na religię i objawem agresywnego antyklerykalizmu. W ten sposób rodzi się swego rodzaju zmowa milczenia i obojętność. Tymczasem także w takich ośrodkach może dochodzić do rzeczy strasznych i potrzebna jest bezwzględnie zewnętrzna kontrola.

Straszne jest to, że lekarze, którzy dokonywali obdukcji dzieci, nie zgłaszali swoich wątpliwości. To dowód na siłę tego stereotypu. Podobnie jak zachowanie nauczycielek. Jedna z nich mówi: „Jestem katoliczką i nie będę donosić na siostry zakonne. Innym też odradzam”. Tylko jedna wykazała się odwagą i wrażliwością. W sprawach Kościoła zostaje wyłączony krytycyzm.

W Kościele i w zakonach obowiązuje zasada bezwzględnego posłuszeństwa. Nie ma mechanizmu samooczyszczenia, jest przeświadczenie, że złe rzeczy trzeba zamiatać pod dywan, aby nie podważać autorytetu Kościoła. Skamieniała hierarchia, nieznosząca krytyki, przekonana o nieomylności i świętości, rodzi autorytaryzm. I właśnie dlatego te ośrodki muszą być szczególnie i wnikliwie kontrolowane przez państwo.

Źródło: wyborcza.pl

Gwałty i tortury w katolickim ośrodku wychowawczym

W Ośrodku Wychowawczym Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Zabrzu przez wiele lat siostry znęcały się nad dziećmi i tolerowały gwałty na wychowankach.

Ośrodek Wychowawczy w Zabrzu, prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Boromeuszek

Ośrodek Wychowawczy w Zabrzu, prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Boromeuszek

Tomasz opowiedział biegłemu psychologowi, jak w sierocińcu gwałcili go starsi wychowankowie. Nie miał wówczas nawet pięciu lat. Pamiętał, że to było coś strasznego.

Dzieci mówiły, że siostry biły je prawie codziennie, często do krwi. Nazywały „zboczeńcami, małymi gnojkami, debilami, ułomkami”.

W ośrodku pracowało osiem sióstr, nie było psychologa. Pozostałe siostry podporządkowały się systemowi kar dyrektorki. Dziewczynkom za karę wkładały mydło do ust, wiązały do słupa lub kaloryfera, myły w zimnej wodzie. Koleżanka przybiegła do mnie, zeznawał jeden z wychowanków. Miała opuchnięte ręce, siniaki, płakała. Okazało się, że siostra przykuła ją do kaloryfera i zostawiła.

Rafał, wychowanek sióstr od 1974 do 1991 roku, opowiada mi o latach spędzonych w ośrodku:  Do dziś mam ślad na głowie od tego, jak siostra Monika uderzyła mnie menażką, bo śmialiśmy się podczas obiadu. Miałem 10 lat. Na jadalni musieliśmy być tak cicho, żeby muchy było słychać. Siostra uderzyła nas wszystkich, ale ja zemdlałem i podobno było dużo krwi. Zawiozły mnie do szpitala. Tłumaczyły, że przewróciłem się na rowerze. Lekarz mówił, że to niemożliwe, bo rana jest zbyt głęboka, ale sprawy nie zgłosił.

Inne siostry też biły. Wieszakami, menażkami, chochlami do zupy, pasem, trzepaczkami, kluczami, krzesłami. Najgorzej pobiły Adama, bo miał problemy z mową. Biły go prętami po szyi, aż pojawiła się krew. Później kazały mówić dzieciom, że się przeziębił i dlatego nie ma go w szkole przez tyle tygodni.

Staram się zrozumieć ich zachowanie i to, dlaczego nikt nie reagował – nauczyciele, lekarze, kuratorium. Przecież dzieci chodziły do szkoły z siniakami, a jak nauczyciel zgłaszał siostrom, że chłopiec był pobity, to tygodniami nie wysyłały go do szkoły.

Jedna z zabrzańskich nauczycielek opowiada teraz, że gdy o procesie było już głośno, jej koleżanki z pokoju nauczycielskiego tak komentowały sprawę: To konflikt wiary. Jestem katoliczką i nie będę donosić na siostry zakonne. Innym też odradzam.

Źródło: wyborcza.pl

Księża bijący dzieci – prokuratorzy badają trzy przypadki

Przemoc wobec dzieci ze strony osób duchownych to nieustający problem. W ostatnich tygodniach prokuratorzy badają trzy przypadki naruszenia nietykalności cielesnej dzieci przez księży.

Rodzice twierdzą, że ksiądz katecheta Leopold K. uderzył ich syna w brzuch i plecy

Rodzice twierdzą, że ksiądz katecheta Leopold K. uderzył ich syna w brzuch i plecy
 

Prokuratura Rejonowa w Żywcu sprawdza, czy ksiądz Leopold K. prowadzący zajęcia religii w Zespole Szkół w Ślemieniu uderzył ucznia. Śledztwo w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej dziecka wszczęto po anonimowym zawiadomieni rodziców uczniów z tej szkoły.  Chłopiec miał zostać uderzony przez księdza 4 czerwca 2013 roku w brzuch i w plecy. Za to grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienie wolności do jednego roku.

Informację o tym, że w ubiegłym roku doszło do incydentu z udziałem księdza, potwierdzają również wójt Ślemienia oraz proboszcz parafii, w której służy odsunięty od pracy w szkole kapłan.

Obecnie skierowano do Sądu Rejonowego w Żywcu wniosek o przesłuchanie dziecka. Po tym przesłuchaniu zostaną podjęte dalsze decyzje w sprawie – informuje rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, Małgorzata Borkowska.

Według „Dziennika Zachodniego”, były jeszcze inne zastrzeżenia do pracy księdza. Jak tłumaczą w szkole, pomiędzy księdzem a uczniami miało dochodzić do „negatywnych emocji”.

Ksiądz uderzył chłopca podczas mszy?

Według relacji świadków, ksiądz Józef M. uderzył dziesięciolatka podczas mszy

Według relacji świadków, ksiądz Józef M. uderzył dziesięciolatka podczas mszy
 

Inny przypadek naruszenia nietykalności cielesnej dziecka przez księdza bada prokuratura w Szamotułach. Do zdarzenia miało dojść 7 lutego w kościele w Piotrowie koło Obrzycka. Z relacji świadków wynika, że 10-letniemu Kubie upadła komunia. To wywołało złość księdza Józefa M., który miał uderzyć chłopca w twarz.

Jedna z parafianek, będąca świadkiem tej sytuacji, zamieściła jej opis na Facebooku:

„…na mszy św. o 15.30 podczas podawania komunii św. doszło do zatrważającego incydentu. 10-letniemu chłopcu przyjmującemu komunię św. niefortunnie opłatek upadł, gdy się po niego przed ołtarzem nachylał. Proboszcz z Obrzycka uderzył go za to w twarz. Dziecko zapłakane wybiegło z kościoła”.

Zgłaszają się świadkowie w tej sprawie. Wśród nich jest kobieta, która opowiedziała dziennikarzom, że ksiądz proboszcz już wcześniej zachowywał się w podobny sposób, bijąc w twarz jej siostrę.

Ksiądz skopał chorego chłopca

Ksiądz Krzysztof K. brutalnie skopał chłopca chorego na epilepsję

Ksiądz Krzysztof K. brutalnie skopał chłopca chorego na epilepsję
 

W Cieksynie na Mazowszu ksiądz proboszcz Krzysztof K. podczas lekcji religii brutalnie skopał 11-letniego chłopca chorego na epilepsję.

Zaczęło się od tego, że chłopiec położył sobie na głowie zeszyt. Tak bardzo rozgniewało to księdza, że najpierw okrutnie zwymyślał Damiana, a potem podbiegł do niego i uderzył książką w głowę. Na tym jednak nie koniec – proboszcz chwycił chłopca za bluzę, po czym szarpiąc i kopiąc wywlókł go z klasy

To już przechodzi ludzkie pojęcie. A co by się stało, gdyby Damian po pobiciu dostał np. ataku padaczki, przecież na pustym korytarzu nikt by mu nawet nie pomógł!, mówi mama chłopca.

Dziecko posiada orzeczenie o niepełnosprawności. Sprawą zajęła się prokuratura. Ksiądz Kszysztof K. został odsunięty od prowadzenia katechezy w tej szkole, ale kuria go nie ukarała – zabroniła mu tylko głosić kazań. Jak twierdzą uczniowie i ich rodzice, ksiądz od dawna krzyczał na dzieci, wyzywał je, a nawet bił drewnianą rózgą lub książką.

Źródła: www.dziennikzachodni.pl, www.gloswielkopolski.pl, www.fakt.pl