Łagodny wyrok dla księdza Janusza Ś. za molestowanie i rozpijanie nieletnich

Rok pozbawienia wolność w zawieszeniu na dwa lata i 5 tys. zł grzywny – to wyrok dla proboszcza z Otorowa koło Szamotuł, oskarżonego o to, że na plebanii molestował jednego z ministrantów i rozpijał czterech nieletnich.

Ks. Janusz Ś. molestował chłopca i rozpijał innych nastolatków

Ksiądz Janusz Ś. molestował ministranta i rozpijał innych nastolatków, ale nie pójdzie do więzienia
 

Nie tylko wyrok jest łagodny. Prokuratura i sąd podczas całego postępowania okazały wiele życzliwości oskarżonemu duchownemu. Mimo poważnych zarzutów ksiądz Janusz Ś. odpowiadał z wolnej stopy. Śledczy nie wnioskowali o jego tymczasowe aresztowanie, choć twierdzili, że mają mocne dowody na winę proboszcza. Zgodzili się też, by dobrowolnie poddał się karze, mimo że duchowny początkowo w ogóle nie przyznawał się do winy. Gdy ksiądz usłyszał zarzuty, zaprzeczył im, a przełożonych poprosił o urlop i wyjechał na wypoczynek do sanatorium. Później przyznał się tylko do rozpijania nastolatków i nadal odrzucał zarzut o molestowanie.

Jednodniowy proces i niska kara dla księdza

Niektórzy prawnicy komentujący tę sprawę byli zaskoczeni. Argumentowali, że wprawdzie z formalnego punktu widzenia dobrowolne poddanie się karze nie musi być poprzedzone przyznaniem się do winy, ale daje ono pewne przywileje (np. błyskawiczny proces), z których powinni korzystać tylko ci oskarżeni, którzy rozumieją popełnione przestępstwo i przyznają się do niego.

Sąd zgodził się jednak, by ksiądz Janusz Ś. skorzystał z tego przywileju. Jego proces trwał tylko jeden dzień. Duchowny został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata i 5 tys. zł grzywny.

Rzecznik praw dziecka wyraził sprzeciw wobec niskiej kary, wnioskowanej przez prokuraturę w akcie oskarżenia, ale sąd tego sprzeciwu nie uwzględnił.

Ksiądz częstował wódką, dotykał intymnych miejsc

Przestępstwa księdza Janusza Ś. wyszły na jaw, gdy do szkoły jednego z chłopców trafił anonimowy list w tej sprawie. Nauczyciele zaczęli rozmawiać z uczniem. Był zawstydzony i wyznał, że molestował go proboszcz.

Z czasem okazało się, że nastolatek, który był ministrantem w kościele w Otorowie, niejednokrotnie pił alkohol ze znacznie od siebie starszym duchownym. Ksiądz także niejednokrotnie składał chłopcu seksualne propozycje, ale ten nigdy nie był zainteresowany. Do molestowania ze strony księdza doszło na plebanii tuż po tym, gdy obaj wypili znaczną ilość wódki. Ministrant również wtedy odrzucił „zaloty” księdza, który zaczął dotykać jego intymnych miejsc. Wszystkie te przeżycia mocno odbiły się na psychice chłopca.

Janusz Ś. nie pełni już żadnej posługi duszpasterskiej, został usunięty przez kurię z parafii w Otorowie, nadal jednak pozostaje księdzem.

Wcześniejsza sprawa. Kuria nie reagowała

Kiedy sprawą proboszcza Janusza Ś. zainteresowały się media, mieszkańcy Otorowa zaczęli wspominać równie głośne zdarzenie sprzed lat. Na początku lat 90. o molestowanie seksualne był podejrzewany inny proboszcz z Otorowa.

W 1991 roku pewna kobieta powiadomiła, że jej syn był  molestowany przez proboszcza, ks. Stanisława Ch. Na wsi mówiono, że przypadków molestowania było więcej. Rozmawiałem wtedy z ludźmi, ale bali się żeby nie podpaść Kościołowi. Kuria nie reagowała. Pytałem w dekanacie, bodajże Pniewy, ale tam podważano, że doszło do molestowania, wspomina Krzysztof M. Kaźmierczak, dziennikarz „Gazety Poznańskiej” oraz „Głosu Wielkopolskiego”.

Ksiądz Stanisław Ch. został w końcu skazany przez sąd za molestowanie wielu dzieci, ale do więzienia nie poszedł, bo otrzymał wyrok dwóch lat w zawieszeniu. Ale nawet wówczas władze kościelne nie widziały powodu, aby go ukarać. Nie został wykluczony ze stanu duchownego, przeszedł na emeryturę, którą spędzał wygodnie, bo otrzymał do swojej wyłącznej dyspozycji dom z ogrodem. Gdy zmarł w 2012 roku, Kościół zapewnił mu uroczysty pogrzeb prowadzony przez biskupa Zdzisława Fortuniaka.

O ofiary księdza pedofila Kościół nigdy się nie zatroszczył.

Źródła: szamotuly.naszemiasto.pl, poznan.wyborcza.pl, www.gloswielkopolski.pl

Kolejny pijany ksiądz za kierownicą. Nie miał przy sobie prawa jazdy

Podczas kontroli policjanci zatrzymywali wszystkich kierowców przejeżdżających przez Będomin na Pomorzu.  Skontrolowany 53-letni kierowca volkswagena sharana był pijany i nie miał prawa jazdy. Okazało się, że jest to ksiądz Zbigniew W.

Ksiądz Zbigniew W. będzie odpowiadał za prowadzenie pojazdu po pijanemu i brak prawa jazdy

Ksiądz Zbigniew W. będzie odpowiadał za prowadzenie pojazdu po pijanemu i brak prawa jazdy

Katolicki ksiądz Zbigniew W. jest proboszczem w Rękownicy w województwie pomorskim. Badanie alkomatem wykazało, że miał ponad promil alkoholu w wydychanym powietrzu. Ponadto duchowny nie miał przy sobie prawa jazdy. Tłumaczył się policjantom, że jechał z domu do sąsiedniej wsi i zapomniał dokumentów.

Policjanci kontrolują wszystkich kierujących, powiedział dziennikarzom rzecznik policji w Kościerzynie, Piotr Kwidziński. Nie zważamy na to czy ktoś jest duchownym, czy ktoś jest lekarzem, czy ktoś jest policjantem. Wszystkich kontrolujemy, a poza tym osoba która prowadzi pojazd pod wpływem alkoholu jest też potencjalnym mordercą. Takie osoby trzeba eliminować z drogi.

Następnego dnia ksiądz Zbigniew W. został wezwany na przesłuchanie. Przyszedł, ale odmówił składania wyjaśnień. Za prowadzenie samochodu po pijanemu grozi mu do dwóch lat więzienia. Będzie również odpowiadał za brak wymaganych dokumentów.

Ksiądz Zbigniew W. wyróżniony przez biskupa

Na jazdę księdza po pijanemu nie zareagowali jego duchowni przełożeni. Ksiądz Zbigniew W. nadal pełni posługę duszpasterską.

Na stronie internetowej parafii Rękownica można się dowiedzieć, że Zbigniew W. jest tam proboszczem od 2001 roku. W 2003 r. został mianowany Diecezjalnym Duszpasterzem Rolników Diecezji Pelplińskiej, w 2004 r. został mianowany Kapelanem Gminnego Związku OSP, a w 2011 roku został wyróżniony przez diecezjalnego biskupa tytułem kanonika honorowego.

Dziennikarzom udało się dowiedzieć, że proboszcz parafii Rękownica od dawna miał problemy z alkoholem. Jeden z internautów napisał:  Już dwa razy widziałem go osobiście mocno pijanego odprawiającego mszę. Potem na ambonie mówi, że ludzie plotki sieją. Wypominki za zmarłych 80 zł za jedną duszę, koperta na daninę na kościół na kolędzie. Wydziera się na ludzi i na ministrantów. Wywołuje z ambony po nazwisku ludzi starszych (ponad 80 lat), żeby przyszli kościół sprzątać.

Źródła: www.powiat.kościerzyna24.info, www.fakt.pl

Sprawa pijanego księdza umorzona. Sąd uległ naciskom?

Mieszkańcy powiatu suskiego nie mogą uwierzyć, że jeden z miejscowych księży, mimo spowodowania kolizji po pijanemu, wkrótce może odzyskać prawo jazdy. Czy osoba duchowna może sobie pozwolić na więcej niż zwykły Kowalski?

Ksiądz Stanisław B. prowadził pijany auto i spowodował kolizję. Sąd warunkowo umorzył jego sprawę; wcześniej sąd dostał list od kardynała Dziwisza. Prokuratura zapowiada apelację od tego wyroku

Ksiądz Stanisław B. prowadził pijany auto i spowodował kolizję. Sąd warunkowo umorzył jego sprawę; wcześniej sąd dostał list od kardynała Dziwisza. Prokuratura zapowiada apelację od tego wyroku

Przed sądem w Suchej Beskidzkiej zakończyła się sprawa księdza Stanisława B. Duchowny, który jeszcze niedawno był proboszczem w tym mieście, usiadł na ławie oskarżonych jako sprawca kolizji, którą spowodował 7 grudnia 2013 roku w Zembrzycach. 

Wjechał wtedy samochodem do rowu, dachował i poważnie się potłukł. Stwierdzono u niego 1,9 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Prokuratura uznała, że duchowny zachował się nagannie i trzeba go ukarać. Sąd był jednak dla księdza bardzo łaskawy.

Ksiądz już w grudniu odzyska prawo jazdy

Sprawa przeciwko Stanisławowi B. została warunkowo umorzona na okres próby 2 lat, powiedziała sędzia Beata Górszczyk, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Krakowie.

Decyzją sądu ksiądz stracił prawo jazdy na rok.  Oznacza to, że będzie mógł je odzyskać już w grudniu, bez ponownego zdawania egzaminu. Były proboszcz musiał także wpłacić 2 tys. zł na cel charytatywny. Warunkowe umorzenie oznacza, że przez najbliższe dwa lata duchowny nie będzie mógł popełnić podobnego przestępstwa, bo wtedy sprawa wróci na wokandę. 

Sąd dostał list od kardynała Stanisława Dziwisza

Sąd w uzasadnieniu wyroku stwierdził, że kara jest wystarczająca, ponieważ ksiądz Stanisław B. do tej pory nie był karany, a poza tym wcześniej poniósł karę w postaci… utraty probostwa.

Duchowny przestał też pić a także sam ukorzył się przed swymi wiernymi pisząc do nich w Boże Narodzenie 2013 roku list, w którym przeprosił za wypadek i swój alkoholizm, kończy sędzia Górszczyk.

Z informacji uzyskanych przez „Gazetę Krakowską” wynika, że na taki wyrok sądu mógł mieć wpływ list, jaki w sprawie oskarżonego przysłał do sądu metropolita krakowski, kardynał Stanisław Dziwisz.

Kodeks Karny, Art. 178a. § 1.
Kto, znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, prowadzi pojazd mechaniczny w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Prawo łagodne dla księdza

Tłumaczenie, że ksiądz Stanisław B. jest już wystarczająco ukarany przez los, nie przekonuje jednak wszystkich mieszkańców Suchej Beskidzkiej.

Rozumiem, że ksiądz się pokajał i przestał pić, ale kara, jaką mu wymierzono, to w zasadzie nie kara – uważa Małgorzata Lichaj, mieszkanka miasta. Mojego szwagra skazali na 2 lata w zawieszeniu za to, że jechał na rowerze i miał 1 promil. Ksiądz miał dwa razy więcej, spowodował kolizję i nie będzie ukarany?

Nam też decyzja sądu wydaje się łagodna , mówi Stanisława Stanek, prokurator rejonowa z Suchej Beskidzkiej. Zapowiada odwołanie od wyroku z prośbą o ponowne rozpoznanie sprawy w sądzie I instancji.

 Jeśli to się uda, prokuratura w kolejnym procesie będzie domagać się dla księdza kary więzienia w zawieszeniu oraz pozbawienia go prawa jazdy na dłuższy czas.

Ksiądz nieosiągalny, kuria milczy, górale niech się modlą

„Gazeta Krakowska” próbowała kilka dni temu porozmawiać o tej sytuacji z księdzem Stanisławem B. Był nieosiągalny. Komentarza nie udało się też uzyskać od krakowskiej kurii.

Ksiądz Stanisław B. nie jest już proboszczem i prałatem Suchej Beskidzkiej, ale dalej mieszka pod Babią Górą. Gdy w kwietniu wrócił z leczenia odwykowego w zamkniętym ośrodku w Warszawie, kardynał Dziwisz pozwolił mu wrócić do Suchej, gdzie zamieszkał na plebanii i ma wspomagać nowego proboszcza parafii, księdza Andrzeja Klimarę. Kardynał prosił też górali, by modlili się za duchownego „z przeszłością”.

Źródło: www.gazetakrakowska.pl

Pijany ksiądz jechał quadem. Spowodował wypadek

Ksiądz Wojciech W. miał we krwi 0,6 promila alkoholu, kiedy wraz z naczelnikiem Okręgowej  Straży Pożarnej wybrał się na przejażdżkę swoim quadem. Ksiądz spowodował wypadek, w którym on i jego pasażer zostali ranni.  

Ksiądz Wojciech Wódka z Dalachowa jechał quadem po pijanemu i spowodował wypadek


Do feralnego wypadku doszło 21 maja w Dalachowie w województwie opolskim. Już po zmroku, około godziny 21:30 proboszcz miejscowej parafii, 45-letni ksiądz Wojciech W., zabrał naczelnika Okręgowej Straży Pożarnej na przejażdżkę swoim quadem – był to pojazd własnej roboty, nie zarejestrowany i nie dopuszczony do ruchu.

Ksiądz, jadąc polem, nie zauważył wykopu i quad wpadł do niego. Obaj mężczyźni trafili do szpitala z obrażeniami ciała. Tam pobrano od Wojciecha W. krew, żeby zbadać ją pod katem zawartości alkoholu. Próbkę wysłano do laboratorium we Wrocławiu, ale policja długo nie informowała o wynikach. W końcu poinformowano, że badanie wykazało, iż proboszcz z Dalachowa miał we krwi 0,6 promila alkoholu.

Jazda w takim stanie jest przestępstwem, za które grozi kara pozbawienia wolności do 2 lat – jednak prokuratura Rejonowa w Oleśnie umorzyła postępowanie w tej sprawie. Prokuratura argumentowała, że Wojciech W. poruszał się pojazdem po polu, a pole nie jest drogą publiczną ani nie spełnia funkcji takiej drogi. 

To jednak nie koniec kłopotów proboszcza z Dalachowa, toczy się bowiem odrębne postępowanie w sprawie spowodowania przez księdza uszczerbku na zdrowiu 58-letniego pasażera.

Źródło: www.nto.pl

Kompletnie pijany ksiądz przewoził 4-letnią dziewczynkę. Zatrzymała go policja

Prawie trzy promile alkoholu w wydychanym powietrzu miał katolicki ksiądz zatrzymany przez policję w Kaczkach Średnich w województwie  wielkopolskim.  Duchowny przewoził w samochodzie  czteroletnią dziewczynkę. Sprawą zajęła się prokuratura. 

W miejscowości Kaczki Średnie we wtorek 8.07.2014 policjanci zatrzymali do rutynowej kontroli kierowcę mazdy. Okazało się, że za kółkiem siedział 35-letni duchowny, mieszkaniec powiatu radziejowskiego. Funkcjonariusze przebadali księdza alkomatem. Okazało się, że katolicki kapłan ma prawie trzy promile alkoholu w organizmie. Razem z nim podróżowała także 4-letnia dziewczynka. Nie wiadomo, co robiła w samochodzie księdza.

Policja próbuje wyjaśnić, jak to się stało, że dziecko znalazło się pod opieką kompletnie pijanego duchownego. Dziewczynka została przekazana matce, natomiast ksiądz, gdy policja wykonała swoje czynności, został zwolniony do domu. 

Do sądu jeszcze nie wpłynął wniosek o zabranie księdzu prawa jazdy. Policja ma na to siedem dni, poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koninie, Marek Kasprzak 

Za jazdę pod wpływem alkoholu księdzu grozi kara więzienia do lat dwóch. Ponadto, ze względu na obecność dziecka w samochodzie pijanego księdza, policja prowadzi postępowanie z artykułu 160 Kodeksu Karnego, który mówi, że „kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. 

Źródło: kontakt24.tvn24.pl