Ks. Lipka: Jak pan przechodzi mostem przez Wisłę, trzeba wyrzucić kiełbasę, a wyciągnąć ser

Dlaczego katolik z ulicy Targowej ma pościć, podczas gdy katolik z Marszałkowskiej może jeść mięso już drugi piątek z rzędu? Bo po obu stronach Wisły są w Warszawie inne diecezje i tylko w jednej zwolniono z postu.

Diecezje mają swoje granice, które przebiegają czasem przez środek miasta. A każdy biskup podejmuje decyzje suwerennie z rozeznaniem sytuacji. Na lewym brzegu Wisły dyspensa obowiązuje, a na prawym nie, wyjaśnia Mateusz Dzieduszycki, rzecznik prasowy kurii warszawsko-praskiej.

Dyspensa tak, ale pomódl się

Warszawa

Warszawa: strefy jedzenia i niejedzenia mięsa w piątki 25 kwietnia i 2 maja 2014

W kościołach archidiecezji warszawskiej na lewym brzegu Wisły wierni mogli usłyszeć w dwie ostatnie niedziele komunikaty o zwolnieniu ze zwyczajowego postu. Najpierw w piątek, 25 kwietnia, a teraz w najbliższy – 2 maja. Metropolita warszawski Kazimierz Nycz  zobowiązuje tylko korzystających z dyspensy, by w piątek ofiarowali dowolną modlitwę według intencji, którą poleca papież Franciszek. Np. za pokój między narodami.

To już nie pierwszy raz, gdy kardynał Nycz patrzy łaskawszym okiem na wiernych ze swojej diecezji. Np. w piątek, 31 grudnia 2010 r., pozwolił nie tylko jeść mięso, ale też brać udział „hucznych zabawach”. Z kolei w piątek, 11 listopada 2011 r., przyznał, że „Święto Niepodległości sprzyja rodzinnemu i radosnemu przeżywaniu”.

Dwie kanapki na moście

Inaczej postąpił wtedy ordynariusz warszawsko-praski Henryk Hoser (prawy brzeg Wisły), który nie zwolnił wiernych z postu. Jego ówczesny kanclerz ks. Wojciech Lipka przekonywał wtedy że „świętować można też przy rybie”. Udzielił też praktycznej rady: Jak pan przechodzi mostem przez Wisłę, trzeba wyrzucić kiełbasę, a wyciągnąć ser.

Rzecznik kurii warszawsko-praskiej Mateusz Dzieduszycki przyznaje, że teoretycznie możliwa jest sytuacja, w której ktoś będzie pościł w domu na prawym brzegu Wisły, a w pracy po drugiej stronie rzeki wyciągnie sobie kanapkę z szynką.

Źródło->

Kościół utrudnia apostazję

Oficjalnie wystąpić z Kościoła to nie jest łatwa sprawa. Jeszcze trudniej zniknąć z kościelnych kartotek. Bo polski Kościół wciąż lubi liczyć martwe dusze.

Grażyna Barzdo-Wach mieszka w Gdańsku, zajmuje się konsultingiem, ma 59 lat. Zanim poszła powiedzieć proboszczowi, że nie chce już należeć do Kościoła, spisała, co jej się z Kościołem kojarzy. Wyszło pół tysiąca wyrazów, w tym: indoktrynacja, podejrzliwość, wrogość, nietolerancja, przemoc, władza, fałsz, bogactwo, tuszowanie niegodziwych czynów.

Złożyła akt apostazji, czyli została – trzymając się kościelnego języka – odstępcą, odszczepieńcem. Aby zostać apostatą, trzeba mieć minimum 18 lat (ma), podać przyczynę odejścia od wiary (załączyła 500 wyrazów), stawić się osobiście w parafii (stawiła się) ze świadkami (wzięła ze sobą córki). Ksiądz powiedział, że córki być nie mogą, więc zadzwoniła po znajomych, przyjechali. Niedługo minie pół roku, odkąd zrobiła wszystko, co trzeba, żeby się wypisać z Kościoła. Powinna dostać skorygowany odpis aktu chrztu. Nie dostała.

Krzysztof Poradziński z Krakowa (28 lat, filozof) złożył akt apostazji ponad dwa lata temu i również wciąż nie ma metryki chrztu z adnotacją, że wystąpił z Kościoła.

Robert Binias, prawnik z Chorzowa, to dopiero ciekawy przypadek. Doszedł do wniosku, że religia jest duchową protezą, a on nie chce się na protezie opierać. Pisemne oświadczenie o tym, że odchodzi z Kościoła, zaniósł proboszczowi 22 lata temu. Pamięta, że sekretarka proboszcza aż się popłakała, bo wtedy takie deklaracje rzadko się zdarzały. Binias sądził, że skoro zrywa z Kościołem, to i Kościół z nim. Po kilkunastu latach coś go tknęło. – Pomyślałem: sprawdzę, jak wygląda sytuacja. Okazało się, że cały czas figurowałem jako wierzący. Proboszcz włożył jego oświadczenie między papiery. Nigdzie tej apostazji nie odnotował. Cały artykuł ->

Ksiądz przestrzega przed szatanem w zabawkach

Przyjazne do niedawna ludziki zostały zastąpione przez mroczne ludziki-potwory – alarmuje ksiądz Sławomir Kostrzewa, opisując serie klocków Lego o nazwach „Monster Fighters” oraz „Zombie”

Klocki Lego

Klocki Lego jako narzędzie szatana

Zdaniem księdza, klocki Lego były niegdyś pożądaną zabawką dla dzieci ze względu na swoje walory edukacyjne.  Od niedawna jednak niepokój budzi ich nekroestetyka, ciemność, odwołania do świata śmierci, a także pojawiające się postaci rodem z horrorów

Po przejrzeniu prezentacji duchownego zaniepokojony może poczuć się niemal każdy rodzic – ksiądz jako szkodliwe dla dzieci, związane z satanizmem, okultyzmem wymienia serie wielu popularnych wśród dzieci zabawek, tak wśród dziewczynek, jak i chłopców. Są więc i kucyki Pony, gdzie duchowny dostrzega symbole Antychrysta, jest i upiorna seria Monster High. Tu ks. Kostrzewa zwraca uwagę na piosenkę, która promuje tę serię zabawek – duchowny odczytuje ją jako manifest ogłaszający, że oto nadszedł czas królowania szatana i duchów upadłych.

Jest wreszcie seria Hello Kitty, której centralna postać – białego kotka – miała zostać stworzona, wedle niektórych wersji, jako dziękczynienie demonom za pomoc w rzekomym uzdrowieniu z raka jamy ustnej 14-letniej dziewczyny.

Duchowny pisze również o kulisach przemysłu zabawkarskiego. W prezentacji czytamy m.in., że wielu producentów zabawek współpracuje z sektami, masonerią, satanistami, bądź stanowią ich część.

Źródło: wiadomosci.dziennik.pl

Wycięto 231 drzew po to, żeby postawić rzeźby Jana Pawła II

Rzeczywistość potrafi być bardziej przewrotna niż najbardziej wyszukane żarty. Satyryczny serwis Joemonster.org uznał za jeden z najlepszych dowcipów primaaprilisowych ten o wycince drzew w Kraśniku, które mają być zastąpione rzeźbami Jana Pawła II (link). Ale okazuje się, że to wcale nie był żart.

Sprawę wycinki 231 lip w kraśnickim parku miejskim, który od ubiegło czwartku nosi imię Jana Pawła II opisał „Dziennik Wschodni”. Urzędnicy przekonywali, że wycięte lipy powrócą na swoje miejsce, ale już w innej postaci. Zamiast nich park ma bowiem ozdabiać dwanaście rzeźb przedstawiających papieża, a to jako aktora, górskiego turystę czy też kajakarza. Rzeźby powstaną z wyciętych drzew.

Sztuka czy kicz?

27 kwietnia, w dniu kanonizacji Jana Pawła II, rzeźby zostaną zaprezentowane mieszkańcom Kraśnika. Bez względu na to, czy będą już skończone czy też nie, zaznacza Szczepan Ignaczyński, rzeźbiarz i współorganizator imprezy. O wartość artystyczną figur nie martwi się burmistrz miasta, Mirosław Włodarczyk. Ci rzeźbiarze nie są nowicjuszami, przekonuje.

Doktor Kazimierz Ożóg

Historyk sztuki dr Kazimierz Ożóg: ”Może to i jakiś hołd, ale czy na pewno kompletny i mądry?”

Nie wszyscy jednak są tego pewni. Historyk sztuki dr Kazimierz Ożóg zauważa, że w Polsce jest już około siedmiuset pomników Jana Pawła II. Siedem setek w większości miernych i kiczowatych pomników z plastiku, kamienia i brązu naprawdę może męczyć, mówi naukowiec, który swój doktorat poświęcił pomnikom papieża powstałym za jego życia.

Uważam, że pomysł na szybki plener i zwielokrotnienie papieża w drewnie jest odbiciem naszej nieskomplikowanej i lichej świadomości znaczenia przyszłego świętego, mówi dr Ożóg. Może to i jakiś hołd, ale czy na pewno kompletny i mądry? Niby w drewnie przez tydzień można coś zdziałać, ale raczej nie będzie to nawet cień klasy ołtarza mariackiego, ale zwykły świątek.

Miasto i powiat zapłacą

Rzeźby Jana Pawła II będą kosztowały około 20 tys. zł. Przedsięwzięcie sfinansuje wspólnie miasto i powiat. Na rękę rzeźbiarze dostaną po 1300 zł. Ale rzeźby to nie wszystko. W kraśnickim parku ma być więcej papieskich elementów: na ławkach pojawią się tabliczki, na których znajdą się cytaty z encyklik Jana Pawła II.

Rzeźby Jana Pawła II zamiast drzew

Źródło: www.dziennikwschodni.pl

Wrogość i strach na lekcjach religii

Zapytałem uczniów, ich rodziców i nauczycieli, czy na religii w szkole uczy się miłości bliźniego. Owszem, zdarza się, ale rzadko. Dominują wrogość i strach – pisze Wojciech Staszewski w „Newsweeku”.  Na lekcjach religii w polskich szkołach mówi się m.in. o takich rzeczach:

Wrogość i strach na lekcjach religii

● Nie da­waj na Ow­sia­ka, bo ze­bra­ne pie­nią­dze idą na nar­ko­ty­ki – mó­wi ucz­niom ka­te­che­tka z pod­war­szaw­skiej pod­sta­wó­wki. Wed­ług jed­ne­go z ro­dzi­ców, nie uczy ona re­li­gii, lecz kar­mi dzie­ci swo­imi po­glą­da­mi z pra­wi­co­wych me­diów.

● „Uważaj, ka­to­li­ku” – to ga­zet­ka ścienna, którą przygotowała siostra katechetka w szkole podstawowej we Wrocławiu. Uczniowie muszą uważać np. na jin-jang – bo to symbol szatana. Na motyla – to symbol oderwania od rzeczywistości, spraw ziemskich. Na jednorożca, który symbolizuje rozpasanie seksualne. Według katechetki, słuchanie muzyki to szatański pomysł. Moda – wynalazek szatana.

● Jeśli ktoś nie chodzi na religię, to nie umie kochać, że jeśli ktoś nie wierzy w Boga, to jest złym człowiekiem – naucza katechetka w jednej z warszawskich szkół. Matka dwóch uczennic mówi: Posłałam je na te lekcje, żeby przekazywano im pozytywne wartości. A widzę, że jest wręcz przeciwnie.

● W liceum na lekcjach religii pojawia „moralizowanie uczniów”, które polega na piętnowaniu zachowań niezgodnych z nauczaniem Kościoła. Takie pranie mózgów tematem gender, in vitro czy też aborcji – mówi licealista ze Szczecina. Uczniowie dowiadują się też, że katolik nie może być lewicowcem.

● Anna, dziennikarka z Częstochowy zapamiętała z lekcji religii, że jak nie będzie miała pieczątek z rekolekcji, to pójdzie do piekła. I jeszcze to, jak raz ksiądz tak się wkurzył na niegrzecznego ucznia, że rzucał nim po klasie.

● Podczas katechezy dzieci słyszą, że zapłodnienie in vitro jest niemoralne, że religia katolicka jest jedyną prawdziwą, że małżeństwa są nierozerwalne, przez co dzieci rozwiedzionych rodziców płaczą na lekcjach – opowiada nauczycielka angielskiego w krakowskiej podstawówce.

Na religii w ogóle nie mówi się o etycznych zachowaniach. Ciągle jest o poświęcaniu, o obwinianiu się – mówi Natalia z Józefowa. Anna ze Szczecina nie zauważyła, żeby dzieci wychodziły z lekcji religii przepełnione miłością bliźniego: Nauka religii oparta jest na strachu.

Źródło: polska.newsweek.pl