Ksiądz molestował, chodząc po kolędzie

Ksiądz molestował, chodząc po kolędzie

Stopniowo zaczął przyciskać mnie mocno do ściany i obejmować. Byłam całkowicie sparaliżowana, nie wiedziałam, co się dzieje, opowiada mieszkanka Bydgoszczy, która zdecydowała się ujawnić swoją historię.

Miała wtedy 15 lat, a działo się to w latach 60. Tego dnia zapowiedziana był kolęda, ale rodzice nastolatki wracali późno z pracy. Matka zostawiła jej decyzję, czy zechce przyjąć księdza. Nie przychodziło mi do głowy, że można by nie przyjąć księdza. To był dla mnie ktoś niezwykle ważny, obdarzony charyzmą, nimbem świętości, aureolą dobroci, wspomina bydgoszczanka.

Przyszedł młody wikary, miał dwadzieścia parę lat. Zdziwił się, że przyjmuję go sama, a kiedy zaprosiłam go do pokoju, pośpiesznie odprawił ministrantów. Dziewczyna myślała, że usiądzie naprzeciwko niej, ale on zajął miejsce po jej stronie stołu w taki sposób, że w ciasnym pokoju zablokował jej możliwość ruchu. Początkowo nie wzbudziło to jej podejrzeń. Dopiero po chwili zorientowała się, że dzieje się coś dziwnego.

Przysuwał się do mnie z krzesłem coraz bliżej. Ja się odsuwałam, on się przysuwał, aż znalazłam się w samym rogu. Ośmielony dosunął się tak, że poczułam jego ciało. Stopniowo zaczął przyciskać mnie mocno do ściany i obejmować. Byłam całkowicie sparaliżowana, nie wiedziałam, co się dzieje.

Opowiada, że w strachu chyba powiedziała odruchowo, że za chwilę przyjdą jej rodzice. Akurat doleciał hałas ze schodów. Ksiądz szybko wstał i po prostu wyszedł bez słowa. Byłam tym tak zszokowana, że przez wiele kolejnych dni zachowywałam się jak nieobecna w codziennym życiu. 

Nie opowiedziała rodzicom, bo była przekonana, że nie uwierzyliby jej. A jednocześnie wstydziła się tego, co zaszło.

Ojciec zapewne sugerowałby mi, że się pomyliłam, że coś mi się przywidziało, że to wszystko odbyło się przypadkowo i na pewno bez żadnych złych intencji ze strony księdza. Był przekonany – podobnie jak wcześniej ja – że księża są pod każdym względem ludźmi najczystszymi.

Pytana, dlaczego zdecydowała się o tym opowiedzieć dopiero po tylu latach, wyjaśnia, że ośmieliło ją to, że ostatnio więcej się mówi o pedofilii księży i ujawniają się ich ofiary: Wreszcie, po tylu latach zmowy milczenia wokół postępków księży, nie tylko w sferze naruszeń czyjejś seksualności, ale i innych zachowań, w Polsce zaczęto o nich mówić, pomimo dalszych prób kościelnych hierarchów ukręcania tym sprawom łba, zaprzeczania czy pomniejszania rangi takich zdarzeń.

Kobieta tłumaczy, że do tej  pory czuła się ze swoimi przeżyciami zupełnie sama: Nie odważyłam się przez długie lata o tym nikomu wspomnieć czy choćby zasugerować. Teraz już mogę opowiedzieć pod warunkiem zachowania anonimowości.  (…) Teoretycznie to i ja mogłabym wszystko spłycić, powiedzieć, że moje przeżycia to właściwie nic wobec tylu ujawnianych obecnie głośnych spraw. Ale to było i nie da się nie pamiętać.

Źródło: expressbydgoski.pl

Dodaj komentarz

avatar