Znikający ksiądz Rafał Sawicz, koperta z 50 tys. zł, kosztowna posiadłość i inne zagadki

Ksiądz Rafał Sawicz to jedna z najbardziej zagadkowych osób związanych z aferą „taśm Kaczyńskiego”. Zbudował dom za milion, choć był tylko skromnym katechetą; porzucił swoją parafię, a mimo to został członkiem rady Fundacji Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego.

Nazwisko księdza Sawicza stało się szerzej znane, gdy austriacki biznesmen Gerald Birgfellner zeznał w prokuraturze, że Jarosław Kaczyński zażądał od niego, by zapłacił duchownemu 100 tys. złotych. Miała to być cena za podpis księdza jako członka rady Fundacji. Bez tego podpisu nie dało się rozpocząć budowy wieżowca na działce należącej do spółki Srebrna.

Birgfellner twierdzi, że przekazał kopertę z 50 tys. złotych (miała to być pierwsza część zapłaty dla księdza), która przeszła przez ręce prezesa PiS. Zagadką jest, dlaczego księdzu Sawiczowi trzeba było zapłacić, skoro zgodnie ze statutem Fundacji członkowie jej rady pełnią swoje funkcje społecznie.

ks. Rafał Sawicz

Zaginiony ksiądz Rafał Sawicz wraz z Jarosławem Kaczyńskim i Krzysztofem Czabańskim zasiada w trzyosobowej radzie Fundacji Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego

Od czasu, gdy media ujawniły zeznania austriackiego przedsiębiorcy, ksiądz Sawicz jest nieuchwytny. W Gdańsku, gdzie mieszkał do tej pory, jego nazwisko na domofonie w dwupiętrowym budynku jest zaklejone. Sąsiedzi nie chcą na jego temat rozmawiać. Dziennikarze odkryli jednak, że duchowny posiada 1,5-hektarową posiadłość w Nadolu na Pomorzu. Stoi tam piętrowy dom o powierzchni ok. 120 m kw. Szacunkowa wartość tej nieruchomości przekracza milion złotych.

Skąd ksiądz miał tyle pieniędzy?

Ksiądz Rafał Sawicz zbudował ten dom w 2009 roku. Rok wcześniej został kapelanem arcybiskupa seniora Tadeusza Gocłowskiego. Wkrótce potem przeniesiono go do parafii NMP Królowej Różańca św. w Gdańsku-Przymorzu. Zajmował się tam m.in. „Dziełem Adopcji Materialnej”. Zbierał pieniądze na posiłki szkolne dla dzieci z ubogich rodzin.

Działkę pod dom kupił za gotówkę. Zgłosił się z ogłoszenia. Nie znałem człowieka. U notariusza dowiedziałem się, że jest księdzem, bo przyszedł w koloratce, mówi poprzedni właściciel działki.

Sawicz był wówczas młodym duchownym, uczył religii w szkole. Czy mógł zgromadzić pieniądze na tak poważny zakup? Ksiądz, zgodnie z prawem kanonicznym, nie może kupować nieruchomości na własną rękę ani prowadzić interesów na dużą skalę. Na kupno działki i budowę domu przez księdza musiałaby się zgodzić kuria, mówi były urzędnik kurii gdańskiej. Sawicz prawdopodobnie zgody nie miał.

W Nadolu krążą pogłoski, że faktycznie był to dom arcybiskupa Gocłowskiego. Jednak hierarcha nigdy formalnie nie był właścicielem tej nieruchomości.  Arcybiskup  zmarł w maju 2016 r., a ksiądz Sawicz, mając pełnomocnictwa i dostęp do jego konta, był wykonawcą jego ostatniej woli. Jak wywiązał się z tej roli? Archidiecezja nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Do dziś nie wiadomo, co stało się z dokumentami abp. Gocłowskiego: listami, zapiskami, informacjami o majątku kurii i aferze Stella Maris, wspomnieniami związanymi z obradami Okrągłego Stołu.

Po pogrzebie Gocłowskiego Sawicz został przeniesiony do parafii św. Urszuli Ledóchowskiej w Gdańsku-Chełmie. W środowisku gdańskich księży jest to traktowane jako kara, bo tamtejszy proboszcz znany jest z twardej ręki. Sawicz jednak nie stawił się w nowej parafii. Zniknął.

Drugie zniknięcie Sawicza

Oficjalnie Rafał Sawicz uznawany jest przez gdańską kurię za „księdza zaginionego”. Ale jego nazwisko usunięto z informacji internetowych publikowanych przez kurię, zniknęły również wpisy o jego kolejnych nominacjach. Prawdopodobnie chodzi o zatuszowanie skandalu, jakim była ucieczka z Kościoła wykonawcy testamentu abp. Gocłowskiego i związane z tym niejasności majątkowe.

Nieoficjalnie kuria znała jego losy. Sawicz zatrudnił się w Urzędzie Miejskim w Gdańsku, gdzie jako zwykły urzędnik w wydziale skarbu zarabiał ok. 3400 zł brutto.

8 lutego 2018 roku – kilka dni przed ukazaniem się w  „Gazecie Wyborczej” artykułu o kopercie z 50 tys. zł –  Rafał Sawicz w trybie nagłym wziął miesięczny urlop. Poinformował też, że chce natychmiast odejść z pracy i poprosił o zgodę na wykorzystanie zaległego urlopu. Znajomym powiedział, że będzie za granicą. Nie wiadomo, gdzie jest teraz.

Sawicz nadal pozostaje członkiem Rady Fundacji Instytutu im. L Kaczyńskiego. Instytut jest właścicielem spółki Srebrna związanej z PiS. Według statutu Instytutu, członek Rady jest nieodwoływalny i tylko on sam może zrezygnować z pełnionej funkcji.

Źródło: wyborcza.pl

– aktualizacja z 28.02.2019 –

Ks. Rafał Sawicz przerwał milczenie

Nie chcę i nie będę rozmawiać z żadnymi mediami. Jeżeli zajdzie taka konieczność, będę oczywiście do dyspozycji odpowiednich organów państwowych, napisał ksiądz w oświadczeniu, które odczytał dziennikarzom jego pełnomocnik prawny, mecenas Janusz Masiak.

Od kilku tygodni czuję się obiektem brutalnych ataków medialnych i nagabywania, pisze duchowny i prosi, aby nie publikować żadnych informacji o jego prywatnych działaniach, pracy, aktywności i majątku bez jego zgody. Powołuje się na przepisy o ochronie danych osobowych. Sawicz uważa się za osobę prywatną i twierdzi, że jego działalność w radzie Fundacji Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego nie ma charakteru publicznego. Ksiądz nie skomentował niczego, co media o nim do tej pory napisały. Jego miejsce pobytu wciąż jest nieznane.

Źródło: natemat.pl

Dodaj komentarz

avatar