Ksiądz spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym. Nie pójdzie do więzienia

Jeden rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata – taką karę sąd wymierzył księdzu, który prowadząc samochód śmiertelnie potrącił młodego strażaka. 

Wypadek wydarzył się 20 września 2016 roku na drodze w miejscowości Strzegowo na Mazowszu. Dwudziestoletni Karol Prusakiewicz, strażak OSP, oraz jego dwaj koledzy jechali oplem vectrą i zatrzymali się, widząc kierowcę przy popsutym samochodzie. Wyszli z auta, żeby mu pomóc. Wtedy szybko nadjechało renault megane prowadzone przez księdza. Według relacji kolegów Karola, jeden z nich został lekko muśnięty przez renault, natomiast Karol „wyleciał w górę” na dwa metry. Młody strażak doznał poważnych obrażeń i po ośmiu miesiącach w śpiączce zmarł. 

Ksiądz: jestem niewinny

Ksiądz przed sądem

Ksiądz, który śmiertelnie potrącił 20-latka nie przyznał się do winy

Prokurator zarzucił kierowcy renault, że nie  zachował wystarczającej ostrożności na drodze. Ksiądz nie przyznał się do winy. Przed sądem podkreślał, że było ciemno i padała mżawka. Zapewniał, że nie przekroczył prędkości, nie używał telefonu i był trzeźwy. 

Kiedy zorientowałem się, że coś jest nie tak, gwałtownie skręciłem w prawą stronę, żeby nie uderzyć w samochód, opowiadał duchowny. Wjechałem w rów, uderzyłem w drzewo, a po drodze, jeszcze wtedy nie wiedziałem, ale będąc w rowie… Karol był w rowie i stało się.

Powiedział, że po wypadku próbował reanimować poszkodowanego, a później kontaktował się telefonicznie z jego rodziną.

Matka strażaka: nękanie psychiczne

Matka zmarłego strażaka zeznała, że ksiądz po wypadku telefonował do niej, ale odbierała to jako nękanie psychiczne, ponieważ wciąż powtarzał, że to Karol był winny, bo stanął na drodze. Ksiądz mówił, że przez Karola ma popsuty samochód. Nie było to dla niej pocieszeniem ani wsparciem. Opowiedziała również o spotkaniu z księdzem:

Przyjechał do mnie, wszedł, byłam spokojna i opanowana, bo myślałam, że rozmawiam z księdzem z powołania, ale niestety w samym progu pełne rozczarowanie. Zapytałam, jak ksiądz zamierza pomóc teraz temu chłopakowi stanąć na nogi. Usłyszałam: „A co pani oczekuje ode mnie górę pieniędzy?”

Zeznała, że z inicjatywy księdza wpłynęło łącznie 3200 zł na pomoc dla jej syna (ksiądz twierdzi, że było to 10 tys.), ale koszty leczenia i rehabilitacji wyniosły kilkadziesiąt tysięcy złotych. Musiała pożyczać pieniądze. Powiedziała przed sądem, że od księdza oczekiwała wsparcia duchowego i przeprosin, ale ich nie otrzymała.

Wina i kara

16 października 2018 roku Sąd Rejonowy w Mławie uznał księdza za winnego i skazał go na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Wymierzył mu również grzywnę w wysokości dwóch tysięcy złotych. 

Ksiądz i jego obrońca nie wykluczają apelacji, ale z wyrokiem nie zgadza się również matka zmarłego strażaka. Przed sądem domagała się dla sprawcy kary dwóch lat bezwzględnego więzienia. Będę składać odwołanie, powiedziała po ogłoszeniu wyroku. Pojadę też do biskupa. Nie spocznę i będę bronić mojego dzieciaka.

Źródła: www.radio7.pl, naszciechanow.pl

Dodaj komentarz

avatar