Dyskryminacja w Kościele. Niepełnosprawny nie zostanie zakonnikiem

Otwarte odrzucenie osoby tylko ze względu na fizyczną niepełnosprawność (co na całym świecie nazywamy przejawem dyskryminacji) w Kościele nazywa się „wolą Bożą” – pisze w kwartalniku „Więź” Damian Jankowski, absolwent polonistyki, który bezskutecznie próbował zostać zakonnikiem.

Polonista opowiada, że urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym, co poskutkowało lekką niepełnosprawnością. Choroba ma charakter wyłącznie estetyczny, poruszam się trochę… oryginalnie. Ale przypominam sobie o tym tylko wtedy, gdy patrzę na własny cień rzucany na chodnik podczas marszu, pisze Damian. Zaznacza, że chodził do normalnych szkół i nigdy nie był źle traktowany przez rówieśników. Nie czuł się odtrącony.

Damian Jankowski

Damian Jankowski: problemy pojawiły się dopiero w Kościele

Jako uczeń klasy maturalnej zgłosił się do dominikanów i został przyjęty do prenowicjatu, mającego charakter trwających przez rok przygotowań poza klasztorem. Nie podważano jego walorów intelektualno-duchowych, ale szybko zaczął słyszeć pytania dotyczące „braku wystarczającej sprawności fizycznej”. Pod koniec prenowicjatu powiedziano mu krótko przez telefon, że nie jest przyjęty „ze względu na niepewny stan zdrowia”.

Damian tłumaczył to sobie tym, że miał pecha i trafił na osoby, które nie rozumieją, na czym polega jego niepełnosprawność. Powinien więc poszukać innego zakonu, który nie zakwestionuje stanu jego zdrowia. Z drugiej strony jego zapał ostygł po wstrząsie, jakim było dla niego odrzucenie przez dominikanów. Po maturze zaczął więc świeckie studia.

Po obronie licencjatu z polonistyki Damian ponowił próbę realizacji swojego pragnienia, tym razem u redemptorystów. Prowincjał tego zakonu zapewnił go, że jego „stan zdrowia nie będzie żadnym problemem”. Przez pierwszy wstępny rok Damian był szczęśliwy, że dano mu szanse i mógł wykazać, że jego niepełnosprawność nie jest żadną przeszkodą. Pod koniec tego etapu dowiedział się jednak, że został odrzucony. Przełożony tłumaczył, że życie zakonne wymaga „ogromnej mobilności” i na nic zdały się tłumaczenia Damiana, że z mobilnością nie ma żadnych problemów.

Lęk Kościoła przed innością

Damian nie rezygnował. W sumie podjął pięć prób zostania zakonnikiem, w różnych zgromadzeniach. Bez powodzenia. Zorientował się, że po pierwszym podejściu u dominikanów dostał „wilczy bilet”. W każdym kolejnym zakonie, gdy mówił że był w dominikańskim prenowicjacie, niemal od razu słyszał, że będzie problem z przyjęciem.

Podczas tych prób wiele razy zadawano mu pytania w stylu: „A co, jeśli twoja choroba się rozwinie”. Zapewniał, że w jego przypadku nie ma takiego ryzyka i zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest to, że ktoś ze zdrowych zakonników na skutek choroby utraci pełną sprawność. Ale nikogo to nie przekonało. Nigdy nie zostałem w zakonie wysłany do lekarza, by zdiagnozował moją kondycję fizyczną. Przełożonym wystarczyło to, co widzieli: jak się poruszam.

Damian pisze, że choć rozmaite środowiska zakonne mocno różnią się między sobą, to łączy je jedno – lęk przed innością. Po piątej porażce zrezygnował ze starań o włączenie do kościelnych struktur.

Dyskryminacja to złamanie prawa – ale nie w Kościele

Te negatywne doświadczenia skłoniły go do przypuszczeń, że jego przypadek nie jest odosobniony, gdyż trudno mu uwierzyć, że osoby niepełnosprawne w ogóle nie zgłaszają się do zakonów. Zapewne przychodzą, ale ostatecznie – jak ja – zostają najprawdopodobniej odesłane z kwitkiem. Okazało się, że faktycznie tak jest. W rozmowie z radiem TOK FM Damian powiedział, że po publikacji jego tekstu zaczęły się z nim kontaktować osoby, które przeżyły podobne sytuacje.

Gorzkim doświadczeniem jest dla niego to, że jego niepełnosprawność okazała się problemem tylko dla Kościoła – w świeckiej rzeczywistości, w życiu codziennym nie spotykają go żadne utrudnienia ani przejawy dyskryminacji. Poczułem absurd sytuacji, miałem poczucie niesprawiedliwości, mówi Damian i podkreśla, że w każdej innej instytucji taka dyskryminacja jest jawnym złamaniem prawa. W Kościele to „wola Boża”. Tak właśnie, jak pamiętam, przełożony określił mój koniec dominikańskiego prenowicjatu.

Źródła: wiez.com.pl, www.tokfm.pl

Dodaj komentarz

avatar