Kościół dbał o swojego pedofila. Jedna z jego ofiar chce odszkodowania od kurii

Kościół nigdy nie ukarał księdza pedofila Stanisława Ch., przeciwnie, troszczył się o niego, zapewnił mu wygodną emeryturę, a później pogrzeb z honorami. Nie zatroszczył się natomiast o jego ofiary. Jedna z nich postanowiła podjąć walkę o odszkodowanie.

Kościół w Otorowie

Proboszcz kościoła w Otorowie Stanisław Ch. molestował co najmniej kilkanaścioro dzieci. Jedno z nich w zakrystii kościoła.

Ksiądz Stanisław Ch., proboszcz z Otorowa w Wielkopolsce skazany w latach 90. za przestępstwa pedofilskie, zmarł w 2012 roku. Kościół pożegnał pedofila z honorami: uroczystości pogrzebowe trwały dwa dni, trumnę najpierw wystawiano w kościele farnym, a następnego dnia nabożeństwo żałobne odprawił biskup Zdzisław Fortuniak.

Władze Kościoła nigdy nie nałożyły żadnych kar na księdza Stanisława Ch. za to, że seksualnie wykorzystywał dzieci. Gdy jego przestępstwa wyszły na jaw, nie został wykluczony ze stanu duchownego, lecz przeszedł na emeryturę. Kościelni przełożeni nie skierowali go jednak do żadnego z ośrodków, gdzie księża spędzają jesień życia, lecz zapewnili mu byt wygodniejszy i bardziej dostatni – ostatnie 17 lat przeżył mając do swojej wyłącznej dyspozycji dom z ogrodem na terenie jednej z wielkopolskich parafii.

Czy tak właśnie Kościół katolicki „walczy” z pedofilią w swoich szeregach?

Ofiara księdza będzie walczyć o odszkodowanie

Pani Krystyna (imię zostało zmienione) była jednym z dwanaściorga dzieci, za których molestowanie skazano w 1993 roku księdza Stanisława Ch. Sąd łagodnie potraktował pedofila w sutannie, nie posłał go do więzienia, lecz wymierzył mu karę dwóch lat w zawieszeniu i grzywnę.

Krystyna przez ponad 20 lat ukrywała to, co spotkało ją ze strony księdza. Zdecydowała się przerwać milczenie dopiero latem tego roku, gdy dowiedziała się, że zarzuty molestowania postawiono innemu księdzu z Otorowa. Zwróciła się do sądu w Szamotułach o udostępnienie dokumentów sprzed lat, ale otrzymała odpowiedź, że akta sprawy „przekazane zostały na makulaturę”. Mimo to skierowała do arcybiskupa Stanisława Gądeckiego  propozycję zawarcia ugody.

Kuria odpisała, że arcybiskup będzie mógł zająć stanowisko w sprawie odszkodowania wtedy, gdy kobieta przedstawi dokumenty potwierdzające, że jest pokrzywdzoną. Te, które według sądu oddano na makulaturę. Ale kiedy dziennikarze „Głosu Wielkopolskiego” zapytali sąd o powody likwidacji dokumentów, okazało się, że akta wcale nie zostały zniszczone.

Mam nadzieję, że teraz otrzymam dostęp do tych akt, i że będę mogła spełnić warunek, który postawiła kuria, powiedziała pani Krystyna. Przyznała jednak, że boi się powrotu bolesnych wspomnień i dlatego z obawą myśli o czytaniu sądowych dokumentów. Ich treść jest wstrząsająca.

Molestowanie na lekcjach religii 

Jak wykazało śledztwo, proboszcz z Otorowa w latach 1990-1991 molestował dzieci na lekcjach religii. Wykorzystywał większość swoich uczniów, głównie chłopców, ale nie gardził też dziewczynkami. Niektóre dzieci miały z tego powodu obrażenia narządów płciowych. Ksiądz zastraszał swoje ofiary. Groził, że jeśli komuś powiedzą, to będą miały grzech. Szantażował, że nie pozwoli im przystąpić do pierwszej komunii. Podczas molestowania niekiedy pokazywał swoje zdjęcia z papieżem.

Biegła psycholog potwierdziła, że zeznania ofiar są wiarygodne. W swojej opinii napisała, że przeżycia „wpłynęły bardzo traumatyzująco na rozwój psychospołeczny dzieci”, które doświadczały stanów lękowych i poczucia winy. Podczas procesu ksiądz Stanisław Ch. wszystkiemu zaprzeczał. Nie złożył apelacji, ale wyrok w zawieszeniu był dla niego praktycznie nieodczuwalny. Sąd wysłał odpis wyroku do kurii, która jednak nie znalazła żadnych powodów, aby ukarać księdza pedofila. Dzieciom nie zasądzono żadnych odszkodowań.

Diabeł w sutannie

Z akt wynika też, że ofiar było więcej, na przykład sześciolatek, którego w 1984 roku proboszcz molestował w zakrystii kościoła. Chłopiec od tamtego przeżywał stany lękowe, bał się mężczyzn. Przestępstwo zgłosiła matka chłopca, fakt molestowania potwierdził jej syn i inne osoby. Prokuratura jednak umorzyła ten wątek. Uznała wprawdzie, że wina księdza nie budzi wątpliwości, ale stwierdziła, że karę i tak by mu darowano na podstawie ustawy abolicyjnej z 1986 roku.

Dziennikarze dotarli też do innej ofiary księdza. Mężczyzna początkowo nie chciał rozmawiać z prasą, ale później zmienił zdanie i sam się odezwał. Zdecydował się mówić po tym, gdy przeczytał w internecie, że jego dawny prześladowca miał uroczysty pogrzeb prowadzony przez biskupa.

To, co wtedy mówiłem rodzicom i zeznałem to nie było wszystko. Inni też nie mówili całej prawdy. Wstydziliśmy się i baliśmy, opowiadał. W szkole to ten zboczeniec jeszcze jakoś się hamował. Najgorsze było, gdy zostawało się z nim sam na sam. On takich okazji szukał. To nie był żaden ksiądz. To był diabeł w sutannie…

Źródła: www.gloswielkopolski.pl, www.gloswielkopolski.pl

Dodaj komentarz

avatar