Bronił księdza pedofila – dziś przewodzi sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka

Stanisław Piotrowicz z PiS, który niedawno został wybrany na przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, przed laty przekonywał o niewinności proboszcza z Tylawy, skazanego później za przestępstwa pedofilskie.

Gdy kilka dni temu sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka wybrała Stanisława Piotrowicza z PiS na swego przewodniczącego, media przypomniały, że w 2001 roku Prokuratura Rejonowa w Krośnie, którą kierował Piotrowicz, umorzyła śledztwo w głośnej sprawie księdza pedofila Michała M. z Tylawy. Później śledztwo zostało wznowione przez inną prokuraturę i ksiądz został skazany.

Stanisław Piotrowicz

Prokuratura, którą kierował Stanisław Piotrowicz z PiS, w 2001 roku umorzyła sprawę księdza oskarżonego o molestowanie dzieci
 

W reakcji na te informacje poseł Piotrowicz wydał oświadczenie, w którym napisał m.in. że jako prokurator nie prowadził postępowania przygotowawczego w sprawie księdza, nie wykonywał żadnych czynności procesowych i nie wydał postanowienia o umorzeniu postępowania. Przypisywane mi w tym kontekście wypowiedzi są również nieprawdziwe, a dobór rzekomo wypowiadanych słów i ich kompilacja ma na celu ośmieszenie i zdyskredytowanie, pisze poseł Piotrowicz, a  swoje oświadczenie kończy groźbą: Autorów szkalujących mnie tekstów i tych, którzy je rozpowszechniają wzywam do ich usunięcia z przestrzeni publicznej. W przeciwnym wypadku podejmę zdecydowane kroki zmierzające do wyciągnięcia odpowiednich konsekwencji prawnych.

Poseł Piotrowicz próbuje nas zdezorientować

Według Artura Sporniaka z „Tygodnika Powszechnego”, oświadczenie posła Prawa i Sprawiedliwości ma na celu zdezorientowanie opinii publicznej. Dziennikarz przypomina, że choć Stanisław Piotrowicz osobiście nie prowadził postępowania wstępnego w sprawie księdza Michała M., to jako szef Prokuratury Rejonowej w Krośnie służbowo je nadzorował.

Nawet jeśli szef rejonowej prokuratury nie musi aprobować każdego orzeczenia wydawanego przez swych podwładnych, pisze Artur Sporniak, to na podstawie przepisów ustrojowych obowiązujących w prokuraturze zawsze i tak odpowiada za zgodność z prawem i merytoryczny poziom wszystkich decyzji zapadających w podległej mu placówce.

Co więcej, to właśnie prokurator rejonowy Stanisław Piotrowicz po umorzeniu śledztwa przez podległego mu prokuratora Sławomira Merkwę wystąpił na konferencji prasowej i usprawiedliwiał decyzję o umorzeniu. Posługiwał się przy tym uzasadnieniami autorstwa prokuratora Merkwy.

Ksiądz dotyka i całuje dziecko? To nikogo nie raziło

Prokurator rejonowy przekonywał, że czyny proboszcza z Tylawy nie miały podtekstu seksualnego. A zeznania o dotykaniu intymnych miejsc tłumaczył tym, że… ksiądz ma zdolności bioenergoterapeutyczne, pisała „Gazeta Wyborcza” 8 listopada 2001 roku, relacjonując konferencję Stanisława Piotrowicza. Prokurator przytaczał zeznania, według których jeśli dziecko bolał brzuszek, to po dotknięciu przez księdza ból znikał

Piotrowicz powoływał się na obyczaje panujące w parafii: mówił, że większość świadków uważała za naturalne, iż ksiądz bierze dzieci na kolana, dotyka je, przytula i całuje. Nikogo to w tym środowisku nie raziło, mówił prokurator rejonowy.

Ksiądz przyznał się w śledztwie, że zapraszał dzieci na plebanię na noc i kąpał je. Prokurator Piotrowicz tak tłumaczył postępowanie proboszcza: Dla dzieci nocowanie w obcym domu jest atrakcją. Kąpiel wynikała zaś z tego, że dzieci były brudne. Całowanie w usta według niego było na zasadzie „daj ciumka” czy „gilgotania brodą”.

Troskliwy opiekun czy bezwzględny pedofil?

Z wyjaśnień Stanisława Piotrowicza wyłania się idylliczny obraz dobrotliwego i opiekuńczego proboszcza, który po prostu bardzo lubi dzieci, zajmuje się nimi i o nie dba. Krośnieńska prokuratura zadbała więc, by księdzu włos nie spadł z głowy.

Ale śledztwo wznowiono, po interwencji Ministerstwa Sprawiedliwości. W czerwcu 2003 roku ksiądz Michał M. został skazany za seksualne wykorzystanie sześciu dziewczynek, choć wyrok był łagodny, jak to często bywa w przypadku księży: dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat.

W uzasadnieniu wyroku czytamy m.in., że duchowny brał dziewczynki na kolana, wkładał ręce pod bluzkę, dotykał piersi, wkładał rękę do majtek i dotykał krocza, całował w usta z penetracją językiem jamy ustnej, wkładał palec do pochwy, dotykał nóg powyżej kolan.

To zupełnie inny obraz niż ten przedstawiony przez Stanisława Piotrowicza. Zniknął gdzieś troskliwy opiekun, pojawił się bezwzględny pedofil.

Piotrowicz: To nie są moje słowa

Jak dzisiaj tłumaczy się poseł Prawa i Sprawiedliwości? Ciekawie. To nie są moje słowa, mówi w rozmowie z portalem Niezalezna.pl, nawiązując do swoich wyjaśnień z 2001 na temat umorzenia śledztwa.  Prokurator, podejmując decyzję o umorzeniu, w uzasadnieniu opiera się na zeznaniach świadków, których ja nie przesłuchiwałem, tłumaczy Stanisław Piotrowicz. To nie są moje spostrzeżenia, to nie są moje określenia. Jeżeli nawet padały, były to cytowane fragmenty zeznań świadków. Te słowa wypływają z materiałów sprawy – nie są mojego autorstwa. Co najwyżej w rozmowie z mediami mogłem zacytować zeznania któregoś ze świadków.

Rzecz w tym, że dziennikarze, którzy przypominają wyjaśnienia Stanisława Piotrowicza na temat umorzenia śledztwa raczej nie starają się nikogo przekonać, że używał on własnych słów. Artur Sporniak zaznacza nawet, że były to uzasadnienia prokuratora, który podjął decyzję o umorzeniu. O co więc chodzi nowemu przewodniczącemu sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka? Może jest przekonany, że skoro cytował uzasadnienia podwładnego, to oddalił od siebie współodpowiedzialność za tę sprawę?

Być może, bo Stanisław Piotrowicz w ogóle nie zajmuje się kwestią swojej odpowiedzialności za wszystkie decyzje w podległej mu prokuraturze, a więc również za decyzję o umorzeniu śledztwa w sprawie księdza z Tylawy. A przecież była to decyzja błędna, uniewinniająca sprawcę przestępstw seksualnych na dzieciach. Prokuratura uznała, że legalne jest zaspokajanie seksualnych potrzeb przy pomocy dzieci: dotykanie, wkładanie im rąk do majtek, całowanie z języczkiem, mówiła „Gazecie Wyborczej” Lucyna Krawiecka, która wystąpiła w obronie dziewczynek molestowanych przez księdza.

W ostatnich wypowiedziach posła Piotrowicza nie ma śladu refleksji na ten temat, choć mogłoby się wydawać, że jako przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka powinien wykazać się pewną dozą wrażliwości w tej dziedzinie. Owszem, ma sporo wrażliwości, ale na punkcie własnej osoby – przedstawia się w roli ofiary medialnej nagonki.

Źródła: wiadomosci.gazeta.pl, www.tygodnikpowszechny.pl, wyborcza.pl, niezalezna.pl

Dodaj komentarz

avatar