Szkolna katecheza – indoktrynacja i patologie

Szkolna katecheza – indoktrynacja i patologie

Szkolni katecheci stosują przemoc psychiczną i fizyczną wobec dzieci, rozbudzają w nich lęki i poczucie winy. Doprowadzają do obniżenia samooceny uczniów i osłabienia wiary we własne możliwości.

Moje dziecko we wrześniu rozpoczęło naukę w pierwszej klasie, pisze czytelniczka portalu Mamadu.pl. Wczoraj synek przyniósł do domu swoją pierwszą jedynkę. Była to jedynka z religii za to, że nie umiał odpowiedzieć na pytanie, co jest najważniejsze w kościele. Wiara, modlitwa, może przykazania – myślę sobie, ale i ja dostałabym pałę. Odpowiedź zwaliła mnie z nóg – chodziło o tabernakulum.

Jak doprowadzić ucznia do płaczu

Mama pierwszoklasisty opowiedziała o tym koleżance z pracy – okazuje się, że ona ma podobne doświadczenia.  Opowiada, jak jej syn płakał, bo dostał uwagę do dzienniczka i jedynkę za to, że nie znał wszystkich sakramentów – w pierwszej klasie szkoły podstawowej. W drugiej klasie problemy miała córka – wyuczyła się wprawdzie wszystkich zadanych jej modlitw, znała sakramenty i pięć przykazań kościelnych (cały weekend powtarzania i nauki!), ale znak krzyża wykonała ze zbyt małą dbałością. Kolega przysłuchujący się rozmowie obu mam wtrąca, że jego syn wrócił kiedyś ze szkoły z płaczem, bo był przekonany, że w ich domu zamieszkały demony. Z okazji zbliżającego się Halloween rodzice wystawili dynie przed drzwiami domu – zakonnica prowadząca szkolną katechezę powiedziała, że tak zaprasza się diabła i inne złe duchy.

Dynie z okazji Halloween to, według katechetki, zaproszenie dla diabła i złych duchów
Dynie z okazji Halloween to, według katechetki, zaproszenie dla diabła i złych duchów

Wieczorem rozmawiam na ten temat z mężem i wracamy wspomnieniami do naszych szkolnych czasów.  Mąż opowiada, jak za gadanie na religii ksiądz rzucał kredą, a gdy nie znało się odpowiedzi na jakieś pytanie – walił dziennikiem po głowie.  Siostra zakonna, która uczyła mnie w trzeciej klasie niemal wepchnęła głowę koleżanki do kosza na śmieci, aby uświadomić jej, jak brzydka jest czyjaś buzia, gdy mówi przekleństwa.

Dziwne metody katechetów

Czytelniczka rozmawiała o tym ze znajomymi i usłyszała znacznie więcej podobnych historii (księża szczególnie upodobali sobie rzucanie przedmiotami, siostry zakonne natomiast lubowały się w złośliwych komentarzach i stawianiu niskich ocen). Znajomi pochodzili z różnych stron kraju, a więc tego rodzaju obyczaje nie są czymś lokalnym czy wyjątkowym. Można się zastanawiać, czy ktoś, kto chce nauczać o miłosierdziu, miłowaniu bliźniego i życzliwości wobec innych sam najpierw nie powinien dawać dobrego przykładu.

Można też zapytać, jak mają się metody katechetów do dbałości o dobro dzieci i ułatwienie im startu w szkole? Od małych dzieci wymaga się wiedzy, której często brakuje dorosłym katolikom. Czytelniczka pisze, że gdy posyłała dziecko na religię, spodziewała się zachęty do Boga, Jezusa i kościoła, a nie wygórowanych wymagań, obniżania samooceny i podkopywania wiary we własne możliwości.  Dla sześciolatka przykazania, sakramenty i tabernakulum są czymś abstrakcyjnym i trudno zrozumiałym.

Rodzice muszą interweniować

Powiedziałam synowi, że ma się tym nie przejmować, choć wolałabym nie kształtować w nim przekonania, że zła ocena nic nie znaczy i można ją zlekceważyć. Mama pierwszoklasisty umówiła się na rozmowę z wychowawcą klasy, zachęcając do tego jeszcze kilku rodziców, bo jedynki za tabernakulum dostała zdecydowana większość pierwszaków. Nie jestem rodzicem, który zamierza mówić nauczycielom, jak mają uczyć moje dziecko i nie zamierzam dyskutować z każdą skargą i złą oceną, ale nie zamierzam też biernie patrzeć na to, jak mój syn traci motywację i radość z nauki.

Źródło: mamadu.pl

Dodaj komentarz

avatar