Zakonnik Maciej Sz. przez 20 lat wykorzystywał nieletnich. Przełożeni wiedzieli, ale milczeli

Do 12 lat więzienia grozi zakonnikowi z klasztoru kapucynów w Zakroczymiu. Brat Maciej Sz. jest oskarżony o to, że od dwudziestu lat molestował seksualnie nieletnich. Przełożeni zakonnika wiedzieli o jego skłonnościach, nie zawiadomili jednak organów ścigania.

Kapucyn Maciej Sz.

Według prokuratury, brat Maciej Sz. przez 20 lat seksualnie wykorzystywał nieletnich. Wiedzieli o tym jego przełożeni, lecz nie zawiadomili organów ścigania


Akt oskarżenia przeciw kapucynowi Maciejowi Sz. skierowała do Sądu Rejonowego w Nowym Dworze tamtejsza prokuratura. Postawiła mu zarzuty dwóch przestępstw doprowadzenia do „innej czynności seksualnej” nieletnich poniżej lat 15; doprowadzenia nieletniego do poddania się „innej czynności seksualnej” i jej wykonania przy nadużyciu zaufania, a także przestępstwa zgwałcenia.

Duchowny to osoba, która budzi zaufanie

Według ustaleń prokuratury, brat Maciej Sz. korzystał ze swojej pozycji duchownego przy nawiązywania kontaktów z nieletnimi. Pozyskiwał w ten sposób ich zaufanie, po czym wykorzystywał ich seksualnie. Te przestępstwa popełniał co najmniej od 1993 roku

Prokuratura podkreśla, że pokrzywdzeni musieli skorzystać z terapii psychologicznej dla złagodzenia „szczególnie silnych doświadczeń traumatycznych, jakich doznali”. Ustalonych pokrzywdzonych było początkowo czterech, ale sprawa jednego z nich musiała zostać umorzona ze względu na przedawnienie.

Przełożeni zakonnika wiedzieli o jego pedofilskich skłonnościach

Pedofilia brata Macieja Sz. wyszła na jaw, gdy matka 14-letniego chłopca znalazła w rzeczach syna list miłosny od zakonnika. Okazało się, że chłopak podczas rekolekcji w Zakroczymiu na pierwszym spotkaniu poznał jednego z zakonników. Szybko przeszli na ty. Wymienili się numerami telefonów, zaczęli się spotykać.  Jedną z form molestowania był masaż w klasztorze. Duchowny zabierał także chłopca na wyjazdy do innych domów zakonnych.

Kapucyn Maciej Sz.

Brat Maciej Sz. w 2007 roku podczas wizyty w Watykanie. Odwiedził tam grób Jana Pawła II

Inną ofiarą zakonnika był 13-latek spod Lublina, którego Maciej Sz. skrzywdził w 1993 roku. Poznał go na obozie. Zaprosił do swojej celi. Tam próbował go masować, później wykorzystał. Ofiara do dziś nie poradziła sobie z tymi przeżyciami, nie jest w stanie ułożyć sobie relacji z kobietami.

Zakonnik wybierał także ofiary w konfesjonale. Po spowiedzi proponował jeszcze rozmowę, zapraszał do pokoju. Wiedział, że chłopcy mają trudną sytuację rodzinną i to wykorzystywał.

O skłonnościach zakonnika wiedzieli jego przełożeni. Dlatego miał on zakaz korzystania z internetu, z telefonów komórkowych, czy wychodzenia na zewnątrz. Jednak notorycznie ten zakaz łamał, co tolerowali jego duchowni zwierzchnicy.

Ponad rok temu warszawski prowincjał kapucynów zapewniał jedną z ofiar, że Maciej Sz. już nikogo nie skrzywdzi, mimo to zakonnik podejmował próby zbliżenia do 14-latka, którego potem wykorzystał.

Maciej Sz. do trafił do Zakroczymia za podobne czyny

Z informacji, które przedostały się do mediów wynika, że brat Maciej Sz. znalazł się w zakroczymskim klasztorze „za karę”. Wcześniej stacjonował w Rywałdzie Królewskim, gdzie również molestował nieletnich. Nic nie wiadomo o tym, aby jego duchowni przełożeni zawiadomili organy ścigania. Zakonnik został natomiast przeniesiony do Zakroczymia. Dopiero gdy zainteresowali się nim prokuratorzy, władze zakonu kapucynów wydały oświadczenie, że „zdecydowały się na daleko idącą współpracę z Prokuraturą”, zadeklarowały „wszelką pomoc i wsparcie” i poprosiły „wiernych o modlitwę” oraz o „powstrzymywanie się od eskalacji domysłów i powierzchownych ocen”.

Choć zakon kapucynów deklarował pełną współpracę z prokuraturą, nie chciał jej nawet udostępnić akt osobowych podejrzanego zakonnika. Dziś zakon odmawia skomentowania zarzutów wobec  Macieja Sz.

Episkopat: niech ofiara zgłasza przestępstwo, duchowni nie muszą

W październiku 2013 roku Episkopat Polski przyjął trzy aneksy do zatwierdzonych w 2012 roku procedur reagowania na przypadki pedofilii wśród duchownych. Zgodnie z aneksami, zgłoszenie do prokuratury przypadku pedofilii pozostawiono w gestii ofiary. Episkopat nie nakłada na duchownych obowiązku zawiadamiania prokuratury, a więc nie muszą tego robić biskupi i inni przełożeni, którzy wiedzą o przestępstwach pedofilskich podlegających im księży.

Niedawno podano, że tylko w okresie trzech lat – od 2010 do 2013 roku – przynajmniej 19 księży skazano za przestępstwa pedofilskie. Bardziej szczegółowych statystyk pedofilii wśród księży Kościół nie ujawnia.

Źródła: www.tvp.info, www.rp.pl, www.rp.pl

Dodaj komentarz

avatar