Polska powinna wypowiedzieć konkordat

Powinniśmy wypowiedzieć konkordat. W przeciwnym razie Polska stanie się państwem fundamentalistycznym – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” profesor Wiktor Osiatyński

Jesteśmy w pół drogi, mówi Wiktor Osiatyński zapytany, czy Polska jest państwem wyznaniowym. Klauzula sumienia została wykorzystana przez Kościół oraz część środowisk prawicowych jako oręż w wojnie o stworzenie w Polsce państwa wyznaniowego, w którym prawo państwowe jest podporządkowane prawu bożemu, rozumianemu głównie jako nakazy Kościoła katolickiego. 

Prof. Wiktor Osiatyński

Prof. Wiktor Osiatyński – socjolog, prawnik, konstytucjonalista. Wykłada na uniwersytetach w Europie i Stanach Zjednoczonych

Zmierzamy ku pań­stwu wyz­na­nio­we­mu me­to­dą fak­tów do­ko­na­ny­ch, bez zmian w Konstytucji, przy po­mo­cy in­ter­pre­ta­cji pra­wa. W przy­pad­ku klau­zu­li su­mie­nia pra­wo jas­no mó­wi, że obo­wią­zuje ona le­ka­rza czy pie­lęg­niar­ki, gdy znaj­dą się w sy­tu­ac­ji de­cy­do­wa­nia o za­koń­cze­niu ży­cia ludz­kie­go. Zda­niem Osia­tyń­skie­go, roz­cią­ga­nie tej klau­zu­li na in­ne za­wo­dy – mó­wi się na przyk­ład o  ap­te­ka­rzach – to aber­ra­cja.

Rozszerzenie klauzuli sumienia może oznaczać prawo odmowy udzielenia pomocy medycznej, np. gejom. Ale także dzieciom urodzonym z in vitro, ludziom chorym na raka, u których ból zwalcza się dużymi dawkami morfiny. Problem pojawia się wtedy, gdy Kościół dostaje od państwa zielone światło do subiektywizowania prawa. Wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi ludzkie życie i wolność wyboru, musi być jasno określone, co wolno, a czego nie, bo w przeciwnym razie silniejsi narzucą swoją wolę słabszym, mówi Wiktor Osiatyński. Tak właśnie zaczyna się dziać w Polsce.

Odzyskać język na rzecz wolności

Po klauzuli sumienia czeka nas debata o in vitro. Debaty światopoglądowe są zawsze gorące, nawet gdy wiadomo, że nie doprowadzą do zmiany w prawie. Wartością dodaną, a nierzadko celem takiej debaty jest przesunięcie granic społecznego przyzwolenia. Najlepiej obrazuje to bitwa o język, pierwsza wygrana przez fundamentalistów bitwa w wojnie światopoglądowej. Jedna z najbardziej restrykcyjnych ustaw w Europie zwie się u nas kompromisem aborcyjnym. Zarodek – dzieckiem poczętym, wskazuje prof. Osiatyński. Język narzuca sposób myślenia, wartościowania, oceny. Odzyskiwanie języka na rzecz wolności to pierwszy krok, który trzeba wykonać, aby przeciwstawić się państwu wyznaniowemu.

Wprowadzając ustawę aborcyjną w 1993 roku odwoływano się do prawa naturalnego. Ale w III RP pierwszy krok w kierunku wykorzystania prawa naturalnego zrobił nie Sejm, uchwalając ustawę aborcyjną, lecz Trybunał Konstytucyjny kierowany przez prof. Andrzeja Zolla, który w prezencie przed wizytą papieża zdelegalizował aborcję na podstawie zasady demokratycznego państwa. Konia z rzędem temu, kto mi udowodni, że prawo do życia w państwie demokratycznym musi zawierać prawo do życia od poczęcia, mówi prof. Osiatyński. Ten niesamowity wygibas erystyczny, prawny i intelektualny zapoczątkował proces, który potem się nasilał i krok po kroku wychodził poza prawo.

Polska wolna od konkordatu byłaby przyjaźniejszym krajem

Później przyjęto konkordat, którego skutki widać dopiero po latach – najbardziej w przypadku ofiar pedofilii. Uznanie, że Kościół nie jest zobowiązany do zgłaszania przestępstw natury moralnej organom ścigania, bo ma swoje procedury, było karygodnym błędem. Dziś już wiemy, jak te procedury wyglądają i jak bardzo szkodliwe było przyjęcie konkordatu.

Powinniśmy konkordat wypowiedzieć. Zgadzam się z prof. Janem Hartmanem, który mówi, że Polska wolna od konkordatu byłaby cieplejszym i przyjaźniejszym krajem do życia, zaznacza Osiatyński. Kościół stałby się zwykłym podmiotem życia publicznego, a nie uprzywilejowaną w państwie i prawie instytucją. Ta uprzywilejowana pozycja sprawiła, że religia, w swoich założeniach oparta na miłości bliźniego, ustąpiła miejsca instytucji ferującej wyroki, ziejącej jadem, nienawiścią i zemstą.   

Zdaniem Osiatyńskiego, Kościół wiele zyskał dzięki generałowi Jaruzelskiemu, który wprowadzając stan wojenny i zakazując działalności wszystkich instytucji i organizacji, pozostawił tylko Kościół. Tym samym wepchnął do niego Polaków. Pamiętam czasy Solidarności roku 1980. Związek zawodowy był sceptyczny wobec Kościoła, robotnikom nie podobały się mądre i łagodzące wystąpienia kard. Wyszyńskiego, ale stan wojenny to zmienił. Od 13 grudnia wszystko mogło odbywać się tylko w kościele. Przez Kościół szła pomoc, w kościele odbywały się spotkania. Społeczeństwo obywatelskie stało się społeczeństwem kościelnym. Wybory 1989 roku też wygrał Kościół, wszystkie wiece dziękczynne odbywały się przed ołtarzami. Później przyszedł za to rachunek.

Podstępna strategia Kościoła

Dzisiaj polskie partie polityczne przyzwalają, jawnie albo po cichu, na zawłaszczanie państwa przez Kościół. Prof. Ewa Łętowska stwierdziła ostatnio, że Kościół prowadzi podstępną strategię: gdy chodzi o konfitury – odzyskiwanie majątków, fundusz kościelny czy naukę religii w szkole – występuje jako instytucja i domaga się przywilejów przynależnych instytucji. Natomiast gdy chodzi o sprawy światopoglądowe, Kościół występuje jako reprezentant wiernych, broniąc rzekomo ich praw.

Rzekomo, bo w gruncie rzeczy chodzi o ograniczanie praw innych ludzi, zaznacza Osiatyński. Na przykład ludzi, którzy nie chcą, aby pan Chazan został obwołany świętym, skoro sprzeniewierzył się zasadom etyki lekarskiej, oszukując pacjentkę i pozwalając na cierpienia skazanego na śmierć płodu. Ludzi, którzy nie chcą narzucenia ogółowi norm religijnych, od których nie będzie skutecznego odwołania w sądzie, u rzecznika praw obywatelskich czy w Trybunale Konstytucyjnym. W Polsce jest bardzo silny konflikt, właściwie fundamentalistyczny, który dotyczy i Smoleńska, i spraw moralno-światopoglądowych. 

Trzeba być stanowczym wobec fundamentalizmu

Jedna strona nie przekona drugiej, ale chodzi o to, aby mogły współżyć, zachowując neutralność. I aby mogły prowadzić uczciwą debatę, mającą na celu przekonanie do siebie środka. Smoleńsk jest doskonałym przykładem na to, co się dzieje, gdy o ten środek się nie walczy. Przez pierwszy rok po katastrofie była słyszana w przestrzeni publicznej tylko jedna strona i liczba ludzi wierzących w spiskową teorię zamachu zdecydowanie wzrosła, mówi Wiktor Osiatyński.

Jego zdaniem, skutek może przynieść tylko drastyczna strategia. Dlaczego, jeśli ruchy pro-life pokazują zdjęcia płodów po aborcji, nie pokazać zdjęć zdeformowanego dziecka, o którego życie walczył pan Chazan? Dlaczego pozwalać księżom, aby uzurpowali sobie prawo do decydowania o kobietach? Trzeba pokazywać ogrom nieszczęść ludzi skrzywdzonych przez fundamentalistów. Trzeba domagać się respektowania prawa.

Jeśli lekarz podpisuje deklarację wiary, to niech informację o tym umieszcza na drzwiach gabinetu, aby pacjent wiedział, że nie znajdzie u niego pomocy. Niech placówka zdrowia, która bierze choćby pięć złotych z publicznych pieniędzy, ma bezwzględny obowiązek informowania, gdzie pacjent znajdzie pomoc, której pracownicy tej placówki nie chcą mu udzielić. W zderzeniu z fundamentalizmem trzeba być jak on stanowczym. Trzeba uznać, że rachunek III RP wobec Kościoła został już spłacony.

Źródło: polska.newsweek.pl

Dodaj komentarz

avatar