Prof. Ewa Łętowska: Ekspansja roszczeń Kościoła i słabe państwo

Obserwujemy kroczącą ekspansję pretensji i roszczeń Kościoła, której polskie prawo nie potrafiło uchwycić i utrzymać w ryzach. Nie odegrało i nie odgrywa ani roli stabilizacyjnej, ani ochronnejpisze profesor Ewa Łętowska.

Profesor Ewa Łętowska

Ewa Łętowska – ur. w 1940 r., profesor nauk prawnych w PAN, pierwszy rzecznik praw obywatelskich (w latach 1988-92), sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego (1999-2002) i Trybunału Konstytucyjnego (2002-11). Członkini Komitetu Helsińskiego

Minęło ćwierć wieku od wielkiej zmiany politycznej w Polsce, jednak nie osiągnięto ani stabilizacji, ani powściągnięcia władzy, zarówno świeckiej, jak i kościelnej. Nie spełniły się więc nadzieje na uporządkowanie relacji państwo-Kościół po 1988 roku.

Kościół chce wprowadzać swoje zasady

Dziedziny narastających konfliktów to kolejno: kultura (wywierane są naciski w sprawie tego co ma, a co nie ma ma być prezentowane w kinach, teatrach, galeriach); lecznictwo (powstała deklaracja głosząca, że prawo boże powinno być obligatoryjne dla lekarza, czego skutkiem może być sabotowanie prawa państwowego) oraz edukacja – od przedszkolnej (terytorialna „wolność od ideologii gender”) poprzez szkolną (symbole religijne, sprzeciw wobec edukacji seksualnej i kroczący spór o nauczanie religii, który doszedł do postulatu uczynienia z niej przedmiotu maturalnego) po uniwersytecką (unikanie organizacji spotkań i dyskusji na drażliwe tematy lub z udziałem niepożądanych prelegentów, jak choćby etyka Petera Singera na UW), pisze prof. Łętowska.

Wygaśnięcie mandatu Komisji Majątkowej nastąpiło po 22 latach, a nie, jak planowano, po dwóch. Rozwiązanie  Komisji – która miała doprowadzić do oddania Kościołowi bezprawnie odebranego mu majątku – nastąpiło w atmosferze skandalu i to bez satysfakcjonującego dla którejkolwiek ze stron wygaszenia oczekiwań i żądań.

Jakby tego było mało, wyższość prawa boskiego nad prawem państwowym  głoszona jest bez cienia oficjalnego sprzeciwu w czasie spotkań (11 czerwca 2014 r.) w Kancelarii Prezydenta, który powinien stać na straży konstytucji.

Mamy więc do czynienia z kroczącą ekspansją pretensji i roszczeń, wobec której polskie prawo zajmuje bierną postawę. Nie potrafi uchwycić tej ekspansji ani utrzymać jej w ryzach, a więc nie pełni funkcji stabilizacyjnej ani ochronnej. Dlaczego tak się dzieje?

Komisje zamiast stabilizującego prawa

Zamiast podzielić imperia Tronu i Ołtarza, rozgraniczając w samym prawie, co cesarskie, a co boskie, przeniesiono nierozstrzygnięte problemy na poziom różnych komisji, pisze autorka i zaważa, że te komisje działały nieprzejrzyście, a ich decyzje nie podlegały kontroli ani możliwości zaskarżenia. Był to mechanizm, który nie prowadził do istotnych rozstrzygnięć i nie dawał gwarancji równowagi między państwem a Kościołem, lecz raczej zachęcał do tego, by obie strony każdorazowo testowały wytrzymałość i gotowość drugiej strony do ustępstw.

To pierwszy paradoks i zarazem pierwsza ułomność regulacji stosunków państwo – Kościół, podkreśla Ewa Łętowska. Zwraca uwagę, że do tej pory nie wypracowano jasnej koncepcji rozdziału władzy państwa i Kościoła ani nie stworzono gwarancji towarzyszących utrzymaniu tego podziału.

Państwo jako słaby negocjator

Drugi paradoks jest taki: negocjacje i umowy to instrumenty tylko pozornie demokratyczne i koncyliacyjne. Mogą przynosić skutki pożądane politycznie, prawnie i społecznie jedynie wówczas, gdy obie strony wykazują mniej więcej równą siłę i determinację negocjacyjną. Jeśli nie ma tej równowagi, to podczas pertraktacji silniejszy tylko powiększa swoją przewagę, bo słabszy nie ma jak i czym przekonać go do korzystniejszej treści umowy.

I właśnie ten mechanizm ujawnia się w negocjacjach państwo-Kościół, bo równowaga wiedzy, woli, kompetencji i determinacji jest w nich naruszona. Oczywiście na niekorzyść państwa. Trudno się zatem dziwić, że w tych pertraktacjach zwycięża silniejszy. Ale słabszy powinien się nauczyć je prowadzić. A przynajmniej przewidywać trudności., pisze prof. Łętowska.

Kościół katolicki wymusza podporządkowanie

Ludzie Kościoła wciąż wysuwają liczne i nieproporcjonalne roszczenia światopoglądowe w kulturze, edukacji i medycynie. Uzasadniają je tezą o konieczności podporządkowania polskiego prawa światopoglądowi katolickiemu – i to w ortodoksyjnym wydaniu. Są przy tym przekonani, że na to podporządkowanie powinni zgodzić się również ci, „którzy nie podzielają tej wiary” – by użyć słów zawartych w pluralistycznej preambule polskiej konstytucji.

Ten zabieg jest konsekwencją trzeciego paradoksu: środowiska kościelne wysuwają swoje żądania w imię ochrony wolności sumienia jednostek, ale interpretują tę wolność nie w duchu „żyj i pozwól żyć innym”, lecz „żyj tak, jak ja chcę”. W ten sposób ochronna tarcza praw człowieka zostaje wykorzystana przez Kościół jako miecz. Instytucja ta uważa się bowiem za wyłącznego depozytariusza wolności sumienia, rozumianej jako podmiotowe prawo człowieka.

Widzimy tu charakterystyczną zamianę ról Kościoła jako aktora sceny prawnej. Gdy negocjuje z państwem lub wypowiada się na temat podziału majątku i władzy, Kościół przedstawia siebie jako instytucję. Ale gdy zabiera głos w obronie wierzących lub religii, wówczas jawi się jako obrońca praw człowieka, reprezentujący indywidualne wolności jednostek należących do religijnej wspólnoty. I chętnie w kontaktach z państwem wchodzi właśnie w tę rolę, bo ułatwia mu ona obronę własnej pozycji i prezentowanie własnej aksjologii jako jedynie słusznej albo  przynajmniej większościowej.

A chyba nie o to chodzi, pisze Ewa Łętowska i przypomina konstytucyjną preambułę, która głosi, że „Naród Polski” to „wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski”.

Źródło: wyborcza.pl

Dodaj komentarz

avatar