Inkwizycja Picnic

Przynajmniej nie oszukujmy się. Awantura wokół „Golgota Picnic” nie dotyczy granic wolności słowa w konfrontacji z poszanowaniem uczuć religijnych innych ludzi pisze profesor Wojciech Sadurski.

Wojciech Sadurski - profesor nauk prawnych, filozof prawa i konstytucjonalista

Wojciech Sadurski – profesor nauk prawnych, filozof prawa i konstytucjonalista

Obraza nie ma miejsca, jeśli łatwo jej uniknąć. Mogę nie iść do teatru, gdy z góry wiadomo że sztuka może mnie zranić. Nie muszę iść do muzeum, skoro wiem, że dzieło mnie zgorszy, albo na koncert, gdzie wiem, że artysta mnie oburzy.

Obraza, zgorszenie, pogwałcenie uczuć występują, gdy jestem zaatakowany przez obrazy, słowa lub zachowania, których nie mogę łatwo uniknąć, wskazuje profesor Sadurski. A to oznacza, że w sprawie głośnego spektaklu chodzi o coś innego i autor wymienia trzy cele, którego jego zdaniem przyświecają protestującym.

1. Mobilizacja społeczna

Środowiska fundamentalistyczne mobilizują się w obliczu wydarzeń, takich jak „Golgota Picnic” albo występy jakiegoś „satanisty”, zwraca uwagę Wojciech Sadurski. Tego rodzaju wydarzenia są ważną racją  istnienia tych środowisk jako zwartych grup tożsamościowych: grupy te szukają powodów do oburzenia i poczucia wiktymizacji; uwielbiają czuć się ofiarą, bo dzięki temu zyskują poczucie godności i możliwość zaznaczenia swojej kolektywnej tożsamości.

Nic nie spaja tak dobrze, jak poczucie prześladowania, zauważa profesor i dodaje, że z tego powodu fundamentalistyczni politycy, działacze społeczni i publicyści z wielką gorliwością poszukują wszystkiego, czym można by się oburzyć.

2. Narzucanie ideologicznej ortodoksji

Próba wykluczenia z przestrzeni publicznej poglądów nieakceptowanych przez fundamentalistów to drugi aspekt awantury wokół „Golgoty Picnic”. Nie chodzi tu o obronę przed poglądami sobie niemiłymi, ale wprost o to, by tych innych poglądów nie było w publicznej strefie. By ich nie można było wypowiedzieć, by nie można było ich publicznie artykułować i bronić, podkreśla profesor. Zauważa, że u podłoża takiej postawy tkwi głębokie przekonanie o słabości własnego światopoglądu. Bo nie jest on silny, skoro tak łatwo może być podważony przez kilkoro artystów występujących przed grupką widzów, którzy dobrowolnie kupili bilety, przewidując, co zobaczą.

3. Zastraszanie

Chodzi o naprężenie muskułów, o pokazanie swoim oponentom: patrzcie, możemy was zakrzyczeć, zastraszyć, przepędzić – a państwo jest słabiutkie, nic nam nie zrobi, schowa się za węgłem.  Zdaniem autora, na tym tle widać szczególną bezczelność i butę osób – np. takich jak Tomasz Terlikowski – które najpierw rozkręcają kampanię zastraszania, a potem upokarzają artystów, zarzucając im, że są cieniasami i tchórzami.

To rechot mięśniaka, który wie, że wygrał ze słabeuszem, ocenia prof. Sadurski, ale zaznacza, że to poczucie siły jest złudne. Przypomina, że John Stuart Mill pisał, iż z natury skłonni jesteśmy uważać za niestosowne lub obraźliwe wypowiedzi zawierające niemiłe dla nas treści, z którymi nie potrafimy sobie łatwo poradzić. Człowiek przekonany o swej racji nie domaga się cenzury dla racji przeciwnych, pisze profesor i dodaje: Może to jest dla nas, liberałów, jakiś pozytywny wydźwięk całej tej awantury.

Źródło: wojciechsadurski.natemat.pl

Dodaj komentarz

avatar