Kościół i nokaut polskiej kultury

Otwartość polskiego katolicyzmu najlepiej wyraża się w metaforze skarbonki bez dna. Zasilanej przez państwo – pisze Marcin Zaród w „Krytyce Politycznej”.

Proszę państwa, czwartego lutego 2014 roku państwo Polskie straciło niepodległość. Kiedy krążyliśmy sobie wokół oka genderu, reprezentacja Kościoła katolickiego zrobiła to, co zawsze w roku wyborczym, czyli wyciągnęła dotacje. 6 mln złotych z budżetu centralnego to niewiele, zwłaszcza gdy porównamy to z rocznymi dotacjami na edukację wyznaniową (1,3 mld złotych) albo z wydatkami na uczelnie religijne (96 mln złotych). Te 6 mln złotych to oczywiście tylko fragment wydatków na Świątynię Opatrzności Bożej (całość kosztów przekroczy 150 mln złotych). Jak widać, otwartość polskiego katolicyzmu najlepiej wyraża się w głęboko eschatologicznej metaforze skarbonki bez dna.

Dlaczego te 6 mln złotych jest szczególne? Po pierwsze, ta konkretna dotacja wygrała z potrzebami rozwoju kultury w małych miejscowościach. Nie była wpisana w żadnej program wieloletni, unijny itp. Era dyskretnych przewałek minęła, zbliżają się wybory i trzeba te pieniądze szybciej szuflować na tacę. Biblioteka w Nowotańcu (gm. Bukowsko) nie dostanie funduszy na modernizację. Orkiestra dęta w Krościenku Wyżnym nie dostanie instrumentów. Muzeum Rolnictwa w Szreniawie nie dostanie alarmu przeciwpożarowego. Nie będzie festynu orkiestrowego w Miejskiej Górce. Eksponaty w Sądeckim Parku Etnograficznym czeka kolejny rok bez modernizacji.

Świątynia budowana na warszawskim Wilanowie

Świątynia budowana na warszawskim Wilanowie otrzymała w ciągu kilku lat kilkadziesiąt milionów złotych dotacji z budżetu państwa

Muzeum religijne w Wilanowie to jedno z wielu muzeów warszawskich, ale to ono zabrało fundusze na setki lokalnych bibliotek, orkiestr, festiwali. Cięcie funduszy dla lokalnych bibliotek to nie jest błąd, różnica polityczna czy spór o wartości. To zbrodnia.

Drugi problem to kontrola państwa nad programem. Program wystaw w Muzeum Historii Żydów Polskich jest ustalany pod nadzorem świeckiego kuratora. To samo dotyczy ekspozycji ikon łemkowskich w Sanoku (też nie dostały dotacji). W tych obiektach inwestorem i twórcą programu jest państwo. W szwindlu wilanowskim kontrola państwa będzie wyłącznie iluzoryczna (zwłaszcza jak min. Zdrojewskiego w nagrodę przyjmą do Opus Dei).

Kolejne fragmenty państwa zostają oddane w pacht instytucjom, nad którymi to państwo nie ma żadnej kontroli. Nie wierzycie – to napiszcie wniosek o udostępnienie informacji publicznej do inwestora (Episkopat). Zgodnie z prawem (jako odbiorca publicznych pieniędzy) powinien udostępnić stosowne rozliczenia. Zgodnie z realiami jawność finansowa Kościoła to kolejna z wielkich tajemnic wiary (zbyt niepojętych dla prostych ludzi).

Chętnie zobaczę, jak Episkopat robi przetargi na sprzęt (małe ośrodki muszą!). Jak prowadzi Biuletyn Informacji Publicznej. Jak pisze (dostępne publicznie) sprawozdania finansowe. Czy ktoś pamięta dyskusję na temat eksponatów w tym powstającym muzeum? Gdzie praca archiwistów, muzealniczek, kustoszów? Gdzie katalogi, dyskusje, opracowania krytyczne? Chętnie zapoznam się z materiami dokumentującymi kompetencje muzealne Episkopatu.

Kościół katolicki w Polsce to wyspecjalizowana instytucja. Skrzydło akademicko-dziennikarskie odpowiada za zasłonę dymną. Polemika z ks. Oko czy red. Terlikowskim jest bezsensowną stratą czasu. Żaden z nich nie potrafi rozmawiać o rzeczywistych rodzinach, rzeczywistej kulturze czy rzeczywistych spoiwach polskości. Taktyka kościelna to głośno krzyczeć o czymś (zagładzie polskiej kultury, rodziny, tożsamości), a potem po cichu samemu to coś rozmontować.

6 milionów na kult

Źródło ->

Dodaj komentarz

avatar