Deklaracja katolickich lekarzy dzieli ludzi

Lekarz nie ma prawa zostawić ludzi w potrzebie, powołując się na swoją wiarę – mówi profesor Zbigniew Szawarski w rozmowie z Agnieszką Kublik

Agnieszka Kublik: Dyskusja wokół ”Deklaracji wiary lekarzy” dotyczy sporu o prymat sumienia lekarza nad prawem pacjenta?

Prof. Zbigniew Szawarski

Prof. Zbigniew Szawarski – etyk, emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego; pracuje w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego. Przewodniczący Komitetu Bioetyki przy prezydium PAN.

Zbigniew Szawarski: To jest coś znacznie poważniejszego. To jest deklaracja przede wszystkim polityczna, pierwszy krok w przejściu od demokracji do teokracji. I dlatego uważam tę deklarację za wyjątkowo niebezpieczną.

Lekarz może powiedzieć tak: „Przede wszystkim jestem katolikiem, a potem dopiero lekarzem”. Ale może i tak: „Przede wszystkim jestem lekarzem, a potem katolikiem, Żydem, ateistą itd., bo jestem lekarzem w sensie globalnym, leczę w każdym miejscu świata, każdego pacjenta, nie pytam go o wyznanie, kim jest, w co wierzy, ani on mnie nie pyta”.

Lekarz ma pomóc człowiekowi w potrzebie, choremu, cierpiącemu, umierającemu. Dla mnie najdoskonalszym wzorem zachowania lekarza jest biblijny dobry Samarytanin, który zatrzymuje się i pomaga człowiekowi poranionemu przez zbójców.

„Deklaracja” dotyczy sumienia, nie leczenia
.

– I to jest jej najbardziej niebezpieczny punkt. Powiada bowiem, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie, oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła. A co, jeśli Duch Święty przygasa? Albo lekarz nie jest biegły w teologii? Albo nie jest pewien, jak postąpić, kiedy nauka Kościoła jest niejasna? Powinien iść do swego ojca spowiednika i o to zapytać. I ten mu powie, co jest słuszne, co jest zgodne z nauką Kościoła, a co nie? A eksperci bioetyczni Kościoła nie mają wątpliwości. Mają na biurku telefon do Pana Boga. Mają mistyczne okulary, które pozwalają im widzieć kamienne tablice Pana Boga z wyrytym prawem boskim, które jest jakoby wyższe niż wszelkie inne prawa ustanowione przez człowieka? I żeby nie było nieporozumień: owo prawo boskie nie sprowadza się jedynie do Dekalogu.

Bardzo pan wzburzony tą deklaracją.

– Tak, bo ma niepokojące skutki społeczne. To już się zaczęło. Typowym objawem takiego fanatycznego zachowania jest odzywka Marysi z Gorzowa do premiera Tuska: ”Pan jest zdrajcą”. Ona wie lepiej, ona kieruje się zapewne sumieniem oświeconym i nie ma żadnych wątpliwości moralnych. A przecież ”zdrajca” to jedno z najpoważniejszych i najbardziej okrutnych oskarżeń moralnych człowieka.

„Deklaracja” rodzi ogromne podziały. Dzieli lekarzy, dzieli pacjentów. Dzieli nas na tych, którzy wiedzą, i tych, którzy są pozbawieni jakiegokolwiek kontaktu z Bogiem.

Gdyby każda wolna profesja czuła się zobligowana do sformułowania i podpisania podobnej deklaracji, gdyby np. prokuratorzy, sędziowie, adwokaci napisali deklarację, w której stwierdzają stanowczo, że katolicki prokurator, sędzia czy adwokat kieruje się tylko i wyłącznie prześwietlonym Duchem Świętym sumieniem i nauką Kościoła, to skutki byłyby katastrofalne. Dla państwa i przede wszystkim dla społeczeństwa. Wyobraża sobie pani katolickiego sędziego, który wydaje zgodę na rozwód? Albo katolickiego prokuratora, który bezlitośnie ściga księży pedofilów?

Może nie powinniśmy wybierać zawodu, który jest w kolizji z naszym sumieniem.

– W Wielkiej Brytanii kolegium ginekologii i medycyny reprodukcyjnej wydało niedawno ostrzeżenie, że ci, którzy nie będą chcieli realizować pełnego kursu kształcenia, obejmującego m.in. antykoncepcję czy sposoby zapobiegania ciąży, nie otrzymają dyplomu.

Świadkowie Jehowy są stanowczo przeciwni przetaczaniu krwi. Nie wyobrażam sobie chirurga, który byłby świadkiem Jehowy. Bo chirurdzy regularnie stają wobec konfliktu: przetoczyć czy nie przetoczyć. Świadek Jehowy może być doskonałym dermatologiem czy psychiatrą, ale nie chirurgiem, bo z góry wie, czego nie będzie czynić. Byłoby dobrze, gdyby nasi lekarze brali pod uwagę złożoność życia społecznego i moralnego i komplikacje, jakie rodzi współczesna medycyna.

”Deklaracja” to odpowiedź na głos Komitetu Bioetyki PAN, że klauzula sumienia jest przez lekarzy nadużywana i służy narzucaniu pacjentom przekonań moralnych.

– I podtrzymujemy to stanowisko. Większość sporów wypływa z prostego niezrozumienia dwóch sytuacji: co innego kierować się w życiu sumieniem – a każdy z nas powinien kierować się własnym sumieniem – a co innego wykonywać pewien zawód i jako jego przedstawiciel korzystać z klauzuli sumienia.

Klauzula ta to konstrukcja prawna wpisana w ustawę o zawodzie lekarza. Stanowi ona wyraźnie, że lekarzowi wolno odmówić wykonywania pewnych zabiegów sprzecznych z jego poglądami moralnymi, ale pod pewnymi warunkami. Lekarz taki musi znaleźć dla pacjenta innego lekarza, nie wolno mu zostawić pacjenta bez pomocy; musi też wpisać to do akt. I ten pierwszy warunek lekarze kontestują. Mówią: „Dlaczego mam wskazywać innego lekarza, ja nie chcę przykładać do tego ręki”. Ale jeśli lekarz powołuje się na klauzulę, to powinien powoływać się na jej całość, a nie tylko na tę część, że może odmówić badania czy zabiegu. Musi poradzić pacjentowi, gdzie znajdzie innego lekarza, bo prawo pacjenta do uzyskania przysługujących mu ustawowo świadczeń jest równie ważne jak prawo lekarza do skorzystania z klauzuli sumienia. Lekarz, który tego odmawia, łamie prawo i powinien ponieść konsekwencje swojej decyzji.

Pacjenci powinni się skarżyć?

– Oczywiście. Ale nie słyszałem, żeby kiedykolwiek w Polsce odbył się proces z powodu nieposłuszeństwa obywatelskiego lekarza, który w imię wiary ignoruje przepis prawa. Bo ta „Deklaracja” jest wezwaniem do nieposłuszeństwa obywatelskiego wobec obowiązującego w Polsce prawa i to dodatkowo pokazuje, jak bardzo jest niebezpieczna.

Jest już reakcja. W internecie prawie 2,7 tys. podpisów figuruje pod deklaracją „Nie podpisuję Deklaracji wiary lekarzy „.

– „Deklaracja” już zaczyna dzielić społeczność lekarską i będzie dalej dzieliła społeczeństwo. Jestem zdania, że lista lekarzy i pielęgniarek podpisanych pod „Deklaracją” powinna znaleźć się na stronie Ministerstwa Zdrowia i powinna być systematycznie aktualizowana. Jest to bowiem wiarygodna informacja dla pacjentów i wszelkich publicznych klinik, szpitali i ośrodków zdrowia. To lista lekarzy, którzy uczciwie i bez przymusu deklarują: „Na mnie nie liczcie. Nie będę respektować tego przepisu ustawy o zawodzie lekarza, który odnosi się do klauzuli sumienia”. I to jest pewne, częściowe rozwiązanie, kto ma informować o dostępności takich lub innych kontrowersyjnych moralnie procedur.

„Mam ratować życie i zdrowie, to Pan Bóg stworzył medycynę” – to głos lekarza, który podpisał drugą deklarację.

– Nie plączmy do tego Pana Boga. Medycynę stworzyli ludzie. Fundamentalnym obowiązkiem lekarza jest pomóc pacjentowi, lekarz nie ma prawa zostawiać go w potrzebie.

W dużych miastach można pewnie szybko znaleźć innego lekarza. Ale w małym mieście, na wsi?

– To katastrofa. I to państwo ponosi odpowiedzialność za takie funkcjonowanie systemu zdrowia. Obawiam się, że nasze agendy rządowe są tutaj całkowicie bezradne. Nie mają tu nic do powiedzenia. Bo jeśli państwo wprowadza ustawy, przyznaje pacjentom prawa do pewnych procedur, to jest i moralnie, i prawnie zobowiązane do stworzenia takich warunków, aby te ustawy były respektowane.

„Deklarację wiary” podpisało 3 tys. lekarzy i studentów medycyny na ok. 120 tys. czynnych lekarzy.

– To nie jest kwestia liczb. Nawet gdyby ją podpisało 100 czy 300 lekarzy, to jest to sygnał pojawiającej się tendencji, która stanowi zagrożenie dla ładu społecznego i moralnego w naszym kraju. Nie chciałbym żyć w społeczeństwie, w którym istnieją dwa rodzaje sumienia – jedyne prawdziwe „sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła” i sumienie zwykłego człowieka, które oczywiście jest omylnym sumieniem gorszego rodzaju, bo nie ma istotnego kontaktu ani z Duchem Świętym, ani z nauką Kościoła. Bo wtedy zaczynamy patrzeć na siebie wilkiem, niczym w Hobbesowskim stanie natury, w którym „Homo homini lupus est”.

Czekam na reakcję państwa. Niepokojące jest to, że państwo nie reaguje, kiedy otwarcie wzywa się do bojkotu prawa. To jest dowód słabości albo bezradności, albo totalnej ignorancji lub podejrzanego moralnie koniunkturalizmu państwa, które chce rozgrywać własne interesy polityczne kosztem pacjenta. Przede wszystkim kosztem pacjenta.

Źródło ->

Dodaj komentarz

avatar