Iluzja dialogu – krytycznie o pontyfikacie Jana Pawła II

Iluzja dialogu – krytycznie o pontyfikacie Jana Pawła II

Obraz Jana Pawła II wychodzącego ku ludziom z wyciągniętymi ramionami zadomowił się już na stałe w naszej zbiorowej pamięci. Uważniejszy obserwator życia kościelnego uzna jednak ten obraz za prawdziwy tylko w części. Gdy bowiem wsłuchać się w głosy opinii publicznej, usłyszeć można także wypowiedzi krytyczne wobec pontyfikatu papieża Polaka. Owszem, nie usłyszymy tego w naszym kraju (co wydaje się niestety jakoś oczywiste) – sięgnąć trzeba po literaturę obcojęzyczną. Wysiłek jednak się opłaca, przynosi bowiem nowe zrozumienie – pisze profesor Tadeusz Bartoś w książce „Jan Paweł II. Analiza krytyczna”

Nie rozmawiać o niczym poważnym

Liczne były tematy tabu, dziedziny dla otwartej dyskusji niedostępne. Nie zaistniała w Kościele katolickim poważna debata na temat etyki seksualnej, antykoncepcji i aborcji. Rzecz rozstrzygnięto odgórnie, jeszcze za Pawła VI, i przekazano do „wdrożenia” – wbrew opinii znaczącej części biskupów i teologów, a pod wpływem Karola Wojtyły i jego grupy eksperckiej, złożonej m.in. z benedyktyna Karola Meisnera i przyjaciółki papieża, Wandy Półtawskiej. Przyjęto bardzo skrajne stanowisko, które w całości podtrzymywało tradycyjne wskazania. A przecież wiedza na temat człowieka uległa w XX wieku tak daleko idącym przemianom, że sprawa wymagała bardziej pogłębionego i wielostronnego opisu, lepszego niż ten dostarczony przez parę ekspercką krakowskiego kardynała.

Profesor Tadeusz Bartoś
Prof. Tadeusz Bartoś – filozof, teolog, komentator bieżących wydarzeń z życia Kościoła na łamach ‚Gazety Wyborczej’, ‚Tygodnika Powszechnego’, ‚Dziennika’; były dominikanin. Opublikował m.in.: ‚Ścieżki wolności’ i ‚Wolność, równość, katolicyzm’.

Antropologia kultury, socjologia w całym bogactwie jej badań, filozofia, psychologia, ekonomia, teoria zarządzania, teoria literatury, badania historyczne to wszystko nauki, które zmieniły gruntownie nasze rozumienie człowieka i środowiska, w którym żyje. Niewiele śladów konfrontacji z tym nowym obrazem znajdziemy w papieskiej teologii. Raczej podważa się tam wartość współczesnych osiągnięć, rzucając pochopne oskarżenia o subiektywizm i relatywizm. Najwygodniejsza to metoda: zlekceważyć, oskarżyć, podważyć wiarygodność moralną. W ten sposób można łatwo uniknąć konfrontacji z wyzwaniami rzucanymi przez współczesną wiedzę o człowieku.

To wielki błąd, katastrofalny w swych skutkach. Będzie on mścił się na katolicyzmie jeszcze przez całe pokolenia, czyniąc z niego zabobon raczej, aniżeli poważną propozycję światopoglądową.

Wytrwać w trudnych pytaniach

Miast zachęcać do pracy, odstręczano teologów, karząc odważnych, którzy próbowali myśleć od nowa. Moja walka o wolność (Erkämpfte Freiheit) – tak zatytułował swoje wspomnienia osiemdziesięcioletni już dziś ks. prof. Hans Kiing, emerytowany profesor uniwersytetu w Tybindze, oraz – co nie bez znaczenia – jedna z ofiar systemu kościelnej cenzury: usunięty z katedry teologii przez Jana Pawła II za nawoływanie do debaty na temat dogmatu o nieomylności papieskiej. Okazało się, że sama chęć dyskusji może być zgubna dla katolickiego myśliciela.

Czy to nie paradoks, że teolog trwający do dziś w sercu życia kościelnego, który pomimo przeciwności pozostał duchownym, w podsumowaniu swego życia na pierwszy plan wysuwa problem braku wolności? Czyżby rzeczywiście brakowało wolności w Kościele? Jeśli tak – zapytać trzeba konsekwentnie: co to za Kościół, że pozbawia teologów swobody pracy intelektualnej? Czy jest jeszcze Kościołem Jezusa? Św. Paweł pisał, że On wyzwolił chrześcijan do wolności właśnie. A tu wolność myślenia okazuje się być niegodziwością, grzechem?

Droga to w rzeczy samej niebezpieczna, na jej końcu stajemy bowiem przed murem pytania radykalnego: czego jeszcze potrzeba, by przestać uznawać Kościół katolicki za związany z Jezusem, a promowaną dziś tradycję kościelną uznać za mit i uzurpację? Czy wszelkie odstępstwo jest tu dopuszczalne i ma ujść na sucho? Czy wystarczy usprawiedliwienie, że trwa tradycja i w niej się zanurzamy, że niezawodna jest siła rytuałów, że kościoły są pełne ludzi, że stroje, nabożeństwa, sakramenty dające gwarancję zbawienia to automatyczne świadectwo zdrowej moralności? Czy to już wystarczy?

Rozmowa nierozpoczęta

Jedynie dialog potrafi różnicę zdań uczynić twórczą, konflikt stanowisk obrócić ku dobru wspólnemu. Konieczne są więc trwałe, dające poczucie bezpieczeństwa miejsca konfrontacji myśli, otwartej dyskusji, gdzie uczestnicy bez obaw o kary kościelne mogliby starać się zrozumieć nową rzeczywistość, w której znalazła się ich religia. Tymczasem trwające od lat okopywanie się na własnych pozycjach rodzi zniechęcenie, przynosząc niechybnie zawód, gorzki smak rozczarowania.

Potrzeba kultury otwartej, która nie boi się pytać. Dopiero umysł nieuprzedzony, nieodrzucający z założenia tego, co nowe (co nie nasze), rodzić może myśl twórczą.

Nie da się jednak tak myśleć, gdy naczelną zasadą refleksji staje się przede wszystkim troska o to, by nie wykroczyć poza to, co myśleć i mówić jest nam dozwolone. „Tego mówić ludziom nie należy, to byłoby niebezpieczne” – słyszy kleryk seminarium duchownego, jeśli wykładowca przytacza myśl współczesnego teologa (co zresztą w naszym kraju nie jest takie konieczne) w trudnej kwestii zmartwychwstania choćby, czy historyczności biblijnych tekstów.

Ta cenzura myśli, protekcjonalne traktowanie świeckich, tworzy duszną atmosferę, bezduszną manierę. Mamy zamiast dialogu nauczanie odgórne, monologi powtarzane jak mantry zgodnie z zasadami sztuki propagandy. I do tego dyscyplinowanie krytyków. Dyscyplina tymczasem w kwestiach poznawczych to metoda wątpliwa, oznacza bowiem uwewnętrznienie bezmyślności, a w konsekwencji zanik, lub też niedorozwój, własnej wrażliwości etycznej (sumienia).

Duch inkwizycji

Tadeusz Bartoś - Jan Paweł II. Analiza krytyczna
Tadeusz Bartoś w książce ‚Jan Paweł II. Analiza krytyczna’ nie rysuje kolejnej laurki, lecz przygląda się postaci i poglądom Jana Pawła II z krytycznym namysłem.

Sprawa posunęła się tak daleko, że pod znakiem zapytania stanęła wolność słowa w Kościele. Taki jest osąd licznego grona teologów katolickich Europy, którzy ostatnio znów podnieśli głos sprzeciwu wobec działań Kongregacji Doktryny Wiary we wspólnym liście-proteście przeciwko ukaraniu o. Jon Sobrino, teologa południowoamerykańskiego.

To są rzeczy nieprzystojne. Takich spraw w ogóle nie powinno być w naszych czasach w Kościele. Karcenie, połajanka, traktowanie dorosłych teologów jak dzieci, ten styl działania może jedynie zaszkodzić, ujawnia bowiem autorytarną predylekcję. Nie można ludziom kompetentnym zakazywać myślenia czy pozbawiać ich wolności wypowiedzi.

Kongregacja Doktryny Wiary miast promować otwarte myślenie, zajęła się na powrót, jak jej poprzedniczka, cenzurą, poszukiwaniem błędów, ostrzeganiem, itp. Jakby wszelki głos odmienny nie mógł być głosem Kościoła, lecz tylko buntem, wyrazem wrogości.

Takiego stanu opresji nie wszyscy jednak w Kościele doświadczają, przyznać trzeba uczciwie. Niewiele w tej materii mają do powiedzenia ci duchowni (i świeccy teologowie), którzy nie podjęli nigdy próby samodzielnego formowania osądu rzeczywistości. U nich nie znajdziemy zrozumienia dla kwestii wolności myślenia w Kościele. Wyćwiczeni w niemówieniu i niemyśleniu – tak by nie popaść w konflikt z władzami kościelnymi czy z władzami własnej uczelni katolickiej – zapewne nie rozumieją, o czym tu mowa.

Rezultat jest jednak opłakany. Skłania się młodych adeptów stanu duchownego od samego początku życia seminaryjnego do oportunizmu, pozbawia charakteru, uczy, jak nie myśleć samodzielnie, lecz tylko „w duchu” i „po linii”. Gaszony jest płomień intelektualnych poszukiwań nowego miejsca dla wiary w świecie gwałtownych cywilizacyjnych przemian. To wielkie zniszczenie ma swoich autorów…

Nie chcę widzieć, nie chcę słyszeć

Obok reguły potępienia skuteczną zasadą neutralizacji trudnych kwestii jest niezastąpiona metoda ignorowania i niewchodzenia w dyskusję (w naszym kraju najpopularniejsza). W połączeniu z argumentami niemerytorycznymi, najlepiej wycieczkami osobistymi, można osiągnąć rezultaty wyborne.

I tak, odnośnie publikowanych przeze mnie tekstów krytyk zwracać będzie uwagę na fakt, że piszę o sprawach kościelnych na obcym gruncie na przykład, a nie na stosownym forum debaty wewnątrzkościelnej. Argument ten ma być gwoździem do trumny, zamknięciem kwestii, pomimo tego, że choćby nieznaczne uwolnienie własnego umysłu od uprzedzeń pokazałoby pustkę treściową takiego myślenia. Gdzie bowiem dyskutować, jak nie w miejscu przeprowadzania dyskusji, czyli na przykład w prasie. Analogicznie, w opinii niektórych biskupów, ujawnienie przez kard. Dziwisza treści wystąpienia wygłoszonego na posiedzeniu Episkopatu w sprawie ks. Rydzyka było gwoździem do trumny kardynała. Sprawa Rydzyka zostaje znów odłożona, bo – głosi pretekst biskupi – kardynał napisał, co myśli. Każdy pretekst jest dobry, jeśli jest skuteczny – to nieubłagana logika pragmatyzmu utylitarnego. Niemerytoryczne argumenty nie są bezcelowe: służą temu, by uciekać, by nie patrzeć. By patrzeć i nie widzieć. I nie jest to kwestia marginalna. To raczej zjawisko.

Źródło: Tadeusz Bartoś, Jan Paweł II. Analiza krytyczna
Kup książkę ->

Dodaj komentarz

avatar