Za zdemaskowanie „cudu” katolicy grozili śmiercią

Rok 2012. Sławny i znany z mediów racjonalista musi opuścić swój kraj. Ściga go policja i czeka go więzienie za sam fakt zdemaskowania cudu w jednym z kościołów. W więzieniu grozi mu śmierć, zapowiadana przez katolickich internautów – pisze Jacek Tabisz, prezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów.

'Cud' - woda kapiąca ze stóp krucyfiksu

‚Cud’ – woda kapiąca ze stóp krucyfiksu

Opisana powyżej sytuacja wcale nie jest fikcją. To działo się naprawdę. Biskup miasta, w którym doszło do zdemaskowania cudu, ma rozległe wpływy. Z uwagi na nie, wygrzebano prawo z 1860 roku, pozwalające na aresztowanie domniemanego bluźniercy bez wyroku sądu i bez możliwości wyjścia za kaucją.

Przyczyną furii biskupa był program telewizyjny, w którym występował racjonalista, poświęcony demaskowaniu cudów i zabobonów. Akcja racjonalisty, śledzona przez kamery telewizji, polegała na zbadaniu, czy sącząca się cudownie ze stóp wielkiego krucyfiksu woda rzeczywiście ma nadprzyrodzone źródło. Proboszcz kościoła nie czekał oczywiście na weryfikację cudu i zaczął polecać cudowną substancję swoim wiernym. Do cudownie nawiedzonego krucyfiksu ustawiały się kolejki rozmodlonych ludzi, zaś proboszcz zacierał ręce ciesząc się ze wzrostu frekwencji.

Na nieszczęście proboszcza, racjonalista odkrył rzeczywiste źródło wody, cudownie płynącej ze stóp krucyfiksu – przeciek z toalety nieopodal muru, do którego umocowana była cudowna statua. Następnego dnia proboszcz nie zobaczył już tłumu wiernych przed krucyfiksem. Sprawa zawędrowała do samego biskupa. Goniące za sensacją media pospiesznie zorganizowały debatę racjonalisty i biskupa. Biskup czuł się urażony tym, że racjonalista zarzuca Kościołowi wstecznictwo i utrzymywanie ludzi w zabobonie. Niestety, w trakcie debaty, racjonalista nie mógł się zgodzić z tezą biskupa głoszącą, iż to Kościół był głównym źródłem naukowego postępu. Pojawiły się nazwiska Giordana Bruno i Galileusza. Tego już było za wiele dla biskupa i za jego sprawą wniesiono kilka spraw o bluźnierstwo do prokuratury. Usłużni prawnicy wygrzebali jednocześnie prawo sprzed ponad stu lat, mówiące, iż w przypadku bluźnierstwa samo podejrzenie starcza, aby zastosować areszt. W kraju racjonalisty działa niestety prawo wyrastające z sądownictwa brytyjskiego i oparte na precedensach.

Racjonalista, który dostał liczne pogróżki dotyczące tego, co stanie się z nim po aresztowaniu (strażników można przekupić), udał się na emigrację, na której przebywa od dwóch lat. W międzyczasie nieznani zabójcy zabili jednego z jego przyjaciół, który wstawiał się za nim w kraju. Zastraszone media odcięły się od swojego współpracownika. Politycy nabrali wody w usta, nie chcąc podpadać wpływowym, choć mniejszościowym, katolikom. W trakcie pobytu na emigracji zmarła matka racjonalisty, który nie mógł przybyć do kraju i się z nią pożegnać. Mimo wygnania racjonalista nie daje się jednak złamać i nadal zarządza krajową organizacją racjonalistów, której przewodzi. Żal mu tylko, że nie mógł przytulić matki przed jej śmiercią.

Sanal Edamaruku i Agnelo Gracias

Przewodniczący Stowarzyszenia Indyjskich Racjonalistów, Sanal Edamaruku i biskup pomocniczy Mumbaju, Agnelo Gracias, który zabiegał o aresztowanie Edamaruku za zdemaskowanie ‚cudu’.

Tym racjonalistą jest Sanal Edamaruku, przewodniczący Stowarzyszenia Indyjskich Racjonalistów (Indian Rationalist Association). Sprawcą jego problemów jest biskup pomocniczy Mumbaju (dawniej zwanego Bombajem), Agnelo Gracias. Tożsamości głównych postaci tej opowieści wymieniłem dopiero teraz, gdyż wiem, że prześladowania na tle religijnym dotyczące osób z tak egzotycznego kraju jak Indie traktowane są przez część czytelników jako ciekawostki, a nie prawdziwe nieszczęścia. Tymczasem te nieszczęścia są jak najbardziej prawdziwe. Nie trzeba być Polakiem, czy mieszkać w Europie, aby czuć ból wygnania.

Co ciekawe Sanal, zanim wszedł w drogę Kościołowi i biskupowi Mumbaju , demaskował liczne „cuda” muzułmańskie i hinduistyczne. Jeździł nawet po całych Indiach, aby uczyć prostych ludzi odporności na sztuczki religijnych szarlatanów. Programy z tym związane były znane nie tylko w Indiach, ale we wszystkich krajach anglosaskich. Sanal nie zostawiał suchej nitki na uznawanym za boga Satya Sai Babie, a jednak nikt nie zagrażał jego życiu, ani wolności. I to pomimo tego, że wielu wpływowych polityków indyjskich czciło Satya Sai Babę. Wejście w drogę katolickiemu biskupowi okazało się znacznie groźniejsze niż podważanie sentymentów religijnych prezydenta kraju!

Sanal dwukrotnie gościł w Polsce, ostatnio w marcu tego roku. O swojej sytuacji wygnańca opowiedział w wywiadzie dla racjonalista.tv.

Źródło: jacektabisz.natemat.pl

Dodaj komentarz

avatar