Polacy na szczęście wybiórczo słuchają Jana Pawła II

Polski papież miał bardzo konserwatywne poglądy dotyczące antykoncepcji, rodziny, aborcji czy relacji między płciami. Czy te przekonania mają odzwierciedlenie we współczesnym polskim społeczeństwie? – zastanawia się psycholog społeczny dr Jarosław Klebaniuk, z którym rozmawia Piotr Szumlewicz.

Jarosław Klebaniuk

Dr Jarosław Klebaniuk, adiunkt w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego, publicysta, prozaik, redaktor kwartalnika ‚Psychologia Społeczna’.

Papież bardzo skrupulatnie reglamentował najbardziej intymne sfery życia. Konsekwentnie potępiał seks przed i pozamałżeński oraz antykoncepcję, także tę, która nie opiera się na niszczeniu zarodków zwanych przez Kościół „dziećmi nienarodzonymi”. Potępiał także związki homoseksualne, emancypację kobiet, prawo do wyboru własnego stylu życia, zwłaszcza jeśli ten był odmienny od postulowanego przez Kościół. Część głęboko zaangażowanych w katolicyzm ludzi stara się postępować zgodnie z tymi restrykcyjnymi zaleceniami. Ma to bardzo rozległe konsekwencje, generalnie negatywne. Na poziomie emocjonalnym może oznaczać poczucie winy, bo ciężko sprostać tak wysokim wymaganiom, jakie stawia katolicyzm. Jak na przykład czerpać radość z seksu, gdy ten stanowi tabu i obarczony jest poczuciem winy? Jak się uchronić od „grzesznych” myśli, skoro – zgodnie z wiedzą psychologiczną – walka z nimi jedynie je nasila?

Na poziomie społecznym konsekwencje są równie poważne. Rodzi się więcej nieplanowanych, niechcianych dzieci. Stosowanie antykoncepcji jest zakazane, ale usuwanie zarodków także, więc w rezultacie wiele rodzin, w tym także dzieci, jest nieszczęśliwych. Jednocześnie propagowanie przez Kościół tradycyjnych ról płciowych i relacji między płciami, w których mężczyzna dominuje, ma władzę, prawo do ostatecznej decyzji, prowadzi do dyskryminacji kobiet. To, że przyjmują one nauczanie Kościoła i godzą się na poślednie miejsce w rodzinie, nie zmienia faktu, że bez presji religii miałyby wybór i być może wybrałyby mniej obciążający, dający więcej możliwości samorozwoju styl życia.

Na szczęście większość Polaków podchodzi bardzo pragmatycznie do spraw seksu i relacji między płciami. Można powiedzieć, że na szczęście nie słuchają papieża lub, co jest chyba bliższe prawdy, robią to wybiórczo. Mówiąc o „słuchaniu papieża”, mam oczywiście na myśli stosowanie się do zaleceń Kościoła rzymskokatolickiego, przekazywanych na lekcjach religii, mszach, naukach przedmałżeńskich, a najbardziej chyba przez rodziców, nie zaś czytanie historycznych przemówień Jana Pawła II czy odtwarzanie jego głosu z MP4.

Z przeprowadzonego dla Polskiego Radia sondażu Instytutu Badania Opinii „Homo Homini” wynika, że 82 procent Polaków uważa, iż nauki i osoba papieża Jana Pawła II wpłynęły na ich życie. Na czym polega ów wpływ Pana zdaniem?

To są poprawne politycznie deklaracje, mające na celu zamanifestowanie bycia prawomyślnym. To tak jakby spytać: „Czy słuchałeś(aś) uważnie słów tego wielkiego i mądrego człowieka? Czy wziąłeś/wzięłaś sobie do serca jego głębokie przemyślenia i sugestie? Czy też zlekceważyłeś(aś) tę krynicę wiedzy i trwasz w ciemnocie?”. Ze względu na status Jana Pawła II jako źródła norm konformizm każe odpowiedzieć, że tak. Respondenci prawdopodobnie niechcący mówią zresztą prawdę. Autorytaryzm Polaków i Polek świadczy o tym, że hierarchiczne relacje, płynące z obcowania, choćby za pośrednictwem telewizji, z papieżem, stają się czymś trwałym. To jednak niezupełnie to samo, co świadome korzystanie z drogowskazu moralnego, jakiego źródłem mógł być papież. Mało kto przyznałby, że jest zwolennikiem cenzury dlatego, że Kościół reprezentowany przez Wojtyłę potępia różne treści niezgodne z jego ideałem świata. Mało kto także by przyznał, że chęć walki z „hałaśliwymi wywrotowcami” i „pozbycia się zgniłych jabłek” to echa nietolerancyjnej postawy papieża wobec odmienności. Wpływ był, a za sprawą kościelnej propagandy wciąż jest wywierany, ale jego mechanizmy nie muszą być powszechnie znane osobom, które mu ulegają.

Ojciec nieświęty

Wywiad z Jarosławem Klebaniukiem to jedna z kilkunastu rozmów o Janie Pawle II opublikowanych w książce Piotra Szumlewicza ‚Ojciec nieświęty’.

Czy uważa Pan, że w Polsce następują procesy laicyzacji, czy raczej rola religii pozostanie znaczna? Jaką rolę może tutaj odegrać pamięć o polskim papieżu?

Młodzi ludzie zrażają się do religii. Część z nich poddaje dogmaty krytycznej ocenie. Przekazywane treści stoją przecież w jaskrawej sprzeczności z ustaleniami nauki. Poza tym religia w szkołach nauczana jest w nieatrakcyjny sposób. Dyrektorzy szkół ani kuratorium nie mogą zwolnić katechetki czy katechety, bo wyznaczają ich władze kościelne. Poza tym zarówno dostęp do informacji, jak i sposoby spędzania czasu alternatywne w stosunku do praktyk religijnych czy modlitwy sprawiają, że młodzi ludzie angażują się w coś innego. Istnieją oczywiście środowiska, w których presja na bycie religijnym, choćby to miało się ograniczać wyłącznie do obrzędowości, jest duża. Niektóre dzieci, zwłaszcza w rodzinach o niższym statusie społeczno-ekonomicznym, mniej wykształconych, będą więc wychowywane w duchu katolickim. Katolicka autoidentyfikacja w Polsce wciąż stanowi normę. Znam osoby niewierzące, które z czystego konformizmu chrzczą dzieci, posyłają na religię, do komunii i bierzmowania, a nawet nalegają na ślub kościelny.

Procesy laicyzacji prawdopodobnie będą jednak postępować. W krajach zachodnich, wraz ze wzrostem zamożności i samoświadomości mieszkańców, zainteresowanie religią spada. Choć jednocześnie fundamentaliści mogą w bardziej wyraźny sposób manifestować swoje poglądy i pozyskiwać nowych zwolenników. Sytuacja jest więc dosyć złożona. Przewidywanie, że nastąpi pełna laicyzacja i humanizacja społeczeństwa, należałoby uznać za przejaw myślenia życzeniowego u jednych, a sposób mobilizacji do nasilenia wysiłków ewangelizacyjnych – u drugich. Fakt, że od jakiegoś czasu indywidualizm jako wymiar kultury w zamożnych krajach wypiera kolektywizm, nie oznacza, że ta tendencja nie może się kiedyś odwrócić. Kłopoty gospodarcze świata sprawiają, że obszary biedy i wykluczenia, zazwyczaj sprzyjające agresywnej religijności, nie tylko się utrzymują, ale też, przy trwalszym załamaniu ekonomicznym, mogą się poszerzyć. Wtedy procesy laicyzacji otrzymają potężny cios.

W ciągu ostatnich lat Jan Paweł II stał się w Polsce bohaterem wielu filmów, książek, a nawet kolorowych magazynów. Czy Pana zdaniem polski papież jest kimś w rodzaju pośmiertnego celebryty?

Z pewnością w Polsce jest jedną z najbardziej znanych, szanowanych i czczonych postaci. Celebrytą był już za życia. Lubił pokazywać się publicznie, lubił wyrazy sympatii, okazywane mu zainteresowanie.

W zestawieniu z tymi nieludzkimi poglądami i szkodliwą społecznie ideologią, jaką głosił, ta próżność i samouwielbienie Jana Pawła II były nawet dosyć sympatyczne – nadawały mu jakiś człowieczy rys. Wydawało mi się, że po śmierci jego sława i chwała trochę przycichną. Polskie media zadbały jednak o to, by tak się nie stało. Mam wrażenie, że po śmierci, przynajmniej przez pierwszy rok, poświęcały mu nawet więcej uwagi niż za życia. To musiał być dla nich łatwy temat: wystarczyło mówić wyłącznie dobrze i z szacunkiem. Nie trzeba się było przejmować dziennikarską rzetelnością. Można było zawiesić zasady dobrego dziennikarstwa: dbanie o obiektywizm, prezentowanie kontrastujących ze sobą opinii, weryfikowanie informacji. Zresztą i teraz krytykowanie papieża – choć w świetle skandali pedofilskich wśród duchownych, które przez dziesiątki lat tolerował, wydawałoby się uprawnione – stanowi tabu, w każdym razie dla większości dziennikarzy i publicystów.

Fragment wywiadu z książki Piotra Szumlewicza „Ojciec nieświęty”, w której na temat Jana Pawła II wypowiadają się znane postacie polskiego życia publicznego.

Kup książkę ->

Dodaj komentarz

avatar