Drżąca aureola: dziedzictwo Jana Pawła II

Z perspektywy czasu widzimy, że pontyfikat Jana Pawła II nie wzmocnił, lecz raczej osłabił Kościół w wielu ważnych aspektach. Będziemy wierni historii i Kościołowi, jeśli zauważmy te błędy, bo nie są one nieistotne – pisze profesor Charles J. Reid w artykule „Drżąca aureola: kanonizacja papieża Jana Pawła II”, zamieszczonym w portalu „The Huffington Post”.

Po pierwsze, panował kryzys w związku z pedofilią księży. W połowie lat 80. po raz pierwszy opinia publiczna zaczęła uświadamiać sobie ogrom tego zjawiska. W 1983 roku amerykańskie media nagłośniły serię przestępstw pedofilskich popełnionych przez księdza Gilberta Gauthe z diecezji Lafayette w Luizjanie. Dwa lata później ksiądz Thomas Doyle w raporcie do Konferencji Amerykańskich Biskupów szczegółowo opisał ten problem i przewidywał, że kryzys pedofilski może być największą „od setek lat” katastrofą, z którą będzie musiał się zmierzyć Kościół.

Ksiądz Doyle miał oczywiście rację. Zdrowy Kościół zareagowałby szokiem, a następnie przeprowadziłby wielkie porządki. Niestety minęły trzy dziesięciolecia, a porządki wciąż są niewystarczające. Dlaczego? Jest wiele powodów, ale ważnym czynnikiem była kultura klerykalizmu, która zdominowała katolicką hierarchię w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

Księżom i biskupom mówiono, że są wyjątkowi, wyróżnieni w celu kierowania Kościołem. W szczególności biskupi postrzegali siebie nie jako oddanych służbie i współczuciu, lecz jako broniących Kościoła przed wrogami, do których zaliczali, ku wielkiemu wstydowi Kościoła, również ofiary klerykalnej pedofilii. Swoim biskupom ton nadawał Jan Paweł II.

A wśród najgorszych przypadków wykorzystywania nieletnich były te, których sprawcą był ksiądz Marcial Maciel. Założyciel religijnego zgromadzenia Legion Chrystusa cieszył się niezwykłymi względami przez wszystkie lata, kiedy wykorzystywał swoich seminarzystów, gdy prześladował dziesiątki młodych osób podczas swoich długich rządów terroru. Miał dzieci z różnymi kobietami na co najmniej dwóch kontynentach i nawet dopuścił się plagiatu, pisząc swoją duchową autobiografię. W latach 90. grupa byłych seminarzystów próbowała informować Watykan o tym, że byli przez niego wykorzystywani, ale nigdy ich nie wysłuchano. Przez cały ten czas Jan Paweł II przyjmował księdza Maciela w Rzymie i chwalił go za przywiązanie do ortodoksji. Oczyszczenie tej stajni Augiasza przypadło następnemu papieżowi, Benedyktowi XVI.

Jednym z najbardziej niefortunnych aspektów pontyfikatu Jana Pawła II były wysiłki papieża w celu sformułowania szeroko zakrojonej, ujednoliconej kościelnej doktryny. Weźmy na przykład jego teologię ciała, którą rozwijał w wielu kazaniach na początku lat 80., i która tworzy podstawy seksualnych norm zamieszczonych Katechizmie Kościoła Katolickiego z roku 1992.

Jan Paweł II przyjął za przesłankę to, co chciał udowodnić, kiedy wykorzystał biblijny przekaz – „stworzył ich mężczyzną i kobietą” – jako usprawiedliwienie etyki seksualnej, która dzisiaj pilnie domaga się ponownego przemyślenia. W katechizmie papież określił pociąg do tej samej płci jako „obiektywnie nieuporządkowany” (p. 2358). Związki jednopłciowe zdaniem Jana Pawła II „nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej” i „w żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane” (p. 2357).

Wiemy jednak, że pociąg do tej samej płci jest częścią naturalnej zmienności ludzkiej seksualności. Prosta obserwacja praktyki życiowej udowadnia, że autentyczne, pełne miłości i oddania związki są nie tylko możliwe, lecz powszechne wśród homoseksualistów. Homoseksualiści kochają i żyją, krzywdzą i naprawiają krzywdy dokładnie tak samo, jak heteroseksualiści.

Katolicka teologia moralna musi w końcu zrozumieć te proste ludzkie fakty. Jestem przekonany, że tak się stanie, bo nauczanie Kościoła zawsze ostatecznie opiera się na właściwej antropologii ludzkiej osoby. Doktryna się rozwija. Ale spuścizna Jana Pawła II znacznie utrudniła  ten rozwój.

Gdyby Jan Paweł II chciał zrobić to, co uczynił jego następca – odejść na emeryturę we właściwym momencie – to powinien zrezygnować ze swej funkcji około 1995 roku. Nasza ocena jego pontyfikatu byłaby wówczas inna. Ale musimy oceniać jego dziedzictwo w całości. A kiedy to zrobimy, uświadomimy sobie, że naprawa błędów tego pontyfikatu będzie długoletnim procesem.

Charles J. Reid jest profesorem prawa kanonicznego i prawa cywilnego na Katolickim Uniwersytecie Ameryki w Waszyngtonie; uzyskał również tytuł doktora historii średniowiecznej na Uniwersytecie Cornella.

Źródło ->

Dodaj komentarz

avatar